 |
Oskar Przysucha - Szydłowianka Szydłowiec 1:1 (0:0)
13.05.2017 16:00
Stadion Miejski w Przysusze
4. liga mazowiecka, gr. Południowa
Widzów:
~300
Cena biletu:
8 zł (normalny)
| |
Retrochomik wspomina realizację jednego ze swoich głównych celów na rok 2017, czyli wizytę w Przysusze, na meczu Oskara. Był to cel, który postawił sobie po obejrzeniu marcowego meczu Oskara na Broni Radom.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Nie jest wcale tak łatwo dostać się do Przysuchy. Miasto to, choć jest siedzibą powiatu, liczy jakieś 7 tysięcy mieszkańców i jest raczej ignorowane przez przeróżnych przewoźników. Jedynym sensownym sposobem aby dostać się do Przysuchy o tej porze było dojechanie do Radomia (przewoźnik podpisał umowę na użytkowanie przystanków w taki sposób, że nie korzystał z Dworca Autobusowego, a z przystanku na Idalińskiej; trasa autobusu biegła natomiast tak, że kierowca w zasadzie pokazał nam już dworzec, by następnie pokazać nam faka odbić w lewo i jechać, jechać całe 2 kilometry, aż w końcu wysadził nas na Idalińskiej) i pojechanie stamtąd autobusem relacji Radom - Łódź Kaliska via Przysucha.
Wysiadłem na Dworcu Autobusowym w Przysusze ok. godziny 14:20, co oznacza, że do meczu miałem jeszcze całe 100 minut. Nie wiedząc, co z sobą zrobić, wybrałem się do Muzeum Etnograficznego im. Oskara Kolberga (mogłem ewentualnie zobaczyć wszystkie trzy rynki miejskie, ale na to zabrakło mi już czasu). W muzeum poznałem zarys biografii najsłynniejszego człowieka pochodzącego z Przysuchy (co przy okazji od razu wyjaśnia pochodzenie nazwy klubu piłkarskiego), a także dowiedziałem się czegoś o opoczyńskiej kulturze ludowej i etnografii jako takiej. Brzmi to... cóż, dobrze wiem jak to brzmi, ale było całkiem nieźle.
Droga powrotna z Przysuchy do Warszawy również wiodła przez Radom - do Radomia dostałem się Kolejami Mazowieckimi, relacją Drzewica - Radom. Z ciekawostek mogę przytoczyć, że stacja kolejowa Przysucha znajduje się w Skrzyńsku, jakieś 2 kilometry od samego miasta. Jeśli ktoś lubi niepopularne miejsca, z pewnością poczułby się tam świetnie. Stacja składa się w zasadzie z samego peronu i kilku ławek; budynku stacji nie liczę, ponieważ pełni on obecnie funkcję tylko mieszkalną. Na stacji nie ma nawet automatycznej kasy biletowej. Sama relacja również nie była za bardzo popularna, ponieważ kiedy na stacji końcowej policzyłem wysiadających z pociągu pasażerów, naliczyłem włącznie ze mną ośmioro.
| | Stadion |
    |
Stadion Miejski w Przysusze to miejsce, które z bliżej nieokreślonych przyczyn nie było oznaczone na Google Maps. Musiałem je zlokalizować, porównując dane adresowe z 90minut.pl (przy okazji - hipsterzy z Przysuchy nie prowadzili wtedy żadnej strony internetowej ani nawet facebookowego profilu) ze zdjęciami satelitarnymi oraz ze Street View z Szosy Radomskiej. Sumując to, co zobaczyłem na tych zdjęciach, doszedłem do wniosku, że znajduje się tam boisko i że jest przy nim coś na kształt trybuny. Kiedy udałem się na miejsce, z ulgą stwierdziłem, że rzeczywiście jest to właśnie Stadion Miejski.
Nieopodal bramy głównej stadionu za ogrodzeniem stała dość niepozorna budka. Kiedy jednak przyjrzałem się jej bliżej, okazało się, że znajdowało się w niej niewielkie okienko, a przed tym okienkiem - przerwa w szczebelkach płotu, również wielkości okienka. Przez te otworki w jedną stronę wędrowały pieniądze, a w drugą bilety. Niestety, w kasie nie było żadnych pamiątek (szał na pamiątki był parę lat temu, kiedy Oskar wszedł do ówczesnej III ligi, grupy łódzko-mazowieckiej), tak więc otrzymany bilet był moją jedyną materialną pamiątką. O, przepraszam - pół biletu. Dość chamski ochroniarz przedarł go bowiem idealnie na pół (określenie chamski nie wynika wyłącznie z przedarcia biletu - ogólnie zachowywał się w dość chamski sposób).
Po przejściu przez bramę główną należało dojść na trybunę. Ze względu na to, że droga od niezbyt dużego budynku klubowego na boisko była odgrodzona barierkami, droga na trybunę wiodła za budynkiem - zaplecze budynku klubowego było niezbyt efektowne, ponieważ szło się zwykłą ścieżynką, wśród krzaków i gruzu. Na stadionie znajdowały się trzy sektory - trybuna główna składała się z trzech rzędów zielono-żółtych krzesełek ciągnących się wzdłuż linii bocznej. Na środku sektora znajdowała się blaszana zadaszona budka spikera stadionowego. Naprzeciw tej trybuny znajdował się niewielki sektor z dwoma rzędami krzesełek, ciągnący się od linii końcowej boiska do pierwszej ławki rezerwowych, a także niewielki ogrodzony sektor gości, na który składało się 30 betonowych miejsc stojących (właśnie, to mnie zawsze zawsze zastanawiało - po co krzesełka na sektorze gości?). Ze względu na pojemność sektora gości, stawiam, że cały stadion liczy 600 miejsc.
| | Atmosfera |
    |
Przed tym wiekopomnym wyjazdem przeczesywałem Internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o Oskarze i dotarłem m.in. do zdjęć opraw przysuskich kibiców oraz do relacji z meczu sprzed paru lat, na którym doszło do dużej burdy pomiędzy kibicami. Mecz ten Oskar rozgrywał... właśnie z Szydłowianką. Nastawiałem się więc na to, że mój wyjazd być może nie będzie tak piknikowy, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zjadłem też siedem-osiem tatarów, żeby podnieść poziom agresji przed meczem
Mecz okazał się jednak być piknikowy, nawet mega piknikowy. Na meczu uświadczyłem niedużą ilość barw i praktycznie totalny brak jakichkolwiek form dopingu, brak kibiców gości (przynajmniej oficjalnych - w drugiej połowie, kiedy zasiadłem na tym mniejszym sektorze, kilku emerytów stojących nieopodal mnie ucieszyło się z gola dla Szydłowianki). Stąd, zamiast rozglądać się po trybunach, lub im się przysłuchiwać, należało delektować się meczem.
Sytuację częściowo ratował spiker-gawędziarz. Przedstawił on trójkę sędziowską prowadzącą mecz jako reprezentantów WS Warszawa. Po kilku minutach dokonał korekty i poinformował, że sędziowie reprezentują w rzeczywistości WS Radom. Przeprosił za swoją pomyłkę i zachęcił widzów do przychodzenia pod swoje stanowisko i poprawiania go w razie gdyby zdarzyło mu się pomylić coś jeszcze. Przy okazji przytoczył wynik porannego spotkania Energii Kozienice z KS Piaseczno, w którym padło 8 bramek. Kiedy planowałem wizytę w Przysusze rozważałem obejrzenie również i tego meczu, ale w końcu stwierdziłem, że przecież widziałem już Kozienice.
W trakcie meczu dwóch siedzących nieopodal pikników śledziło na smartfonie na żywo wyniki radomskiej okręgówki, co wywnioskowałem po frazie Już 1:3 z Lipskiem, Lewandowski strzelił . Dopiero po jakimś czasie ogarnąłem, że chodzi tu nie o Powiślankę Lipsko, a o RB Leipzig, że nie chodzi o jakiegoś regionalnego Lewandowskiego, a o RL9 i że poza polskimi ligami regionalnymi istnieją też takie wynalazki jak 1. Bundesliga.
| | Mecz |
    |
Jak już wspomniałem, na trybunach nie za bardzo było co śledzić, stąd skupiłem całe swoje moce notujące na przebiegu meczu. A mecz przebiegał w niesamowicie prosty sposób, zupełnie jak w scenariuszu jakiegoś amerykańskiego filmu familijnego klasy B, w którym drużyna nieudaczników (albo biedaków - ponoć w powiecie szydłowieckim jest jedna z najwyższych w Polsce stóp bezrobocia) dochodzi do finału mistrzostw stanowych. Tam musi się zmierzyć się ze słynnymi Oskarami z Przysuchy - grupą zarozumiałych dzieci z dobrych domów, którzy zgarniali Złoty Kaszkiet przez ostatnie cztery sezony z rzędu. Oskary oczywiście wyszli na murawę jak po swoje i wydawało się, że pocisną rywali sześcioma bramkami, jednak przebieg meczu był w oczywisty sposób nieoczywisty. W pierwszej połowie naliczyłem Oskarowi następujące akcje:
1. Piłkarz Oskara mija bramkarza, po czym w ostatniej chwili jego strzał na pustą bramkę blokuje obrońca Szydłowianki 2. Jeden z piłkarzy Oskara wystawia drugiemu piłkę na pustaka - w ostatniej chwili ubiega go wślizgiem obrońca Szydłowianki, wybijając piłkę 3. Piłkarz Oskara zagrywa wzdłuż linii bramkowej, ale jego kolega z drużyny nie zdążył zamknąć tej akcji wślizgiem 4. Po wrzutce w pole karne Szydłowianki przytomnym strzałem głową popisał się... jeden z jej obrońców, jednak bramkarz w ostatniej chwili uratował go przed golem samobójczym. Dobitkę z najbliższej odległości (tym razem strzelał gracz Oskara) obronił własną twarzą 5. Po wrzutce z kornera piłka spadła w polu bramkowym pod nogi piłkarza Oskara, który wślizgiem próbował wbić ją do bramki. Piłka toczyła się do pustaka, ale któryś z graczy Szydłowianki zdążył ją wybić. 6. Piłkarz Oskara, będąc 7-8 metrów na wprost od bramki, dostaje idealną piłkę i nie trafił w bramkę
Podsumowując, widziałem w 1. połowie sześć stuprocentowych akcji Oskara (przy jednej groźnej akcji Szydłowianki), ale piłkarze schodzili do szatni z wynikiem bezbramkowym. Co oczywiste, obydwaj trenerzy wprost szaleli przy swoich ławkach. O ile krzyczący Strzemiński (trener Oskara) wyglądał przy tym jeszcze jak surowy i wk...ony, ale mimo wszystko kochający rodzic, o tyle trener Szydłowianki, przy swojej prezencji, wyglądał jakby miał zaraz wbiec na boisko i wpi...lić swoim piłkarzom.
W drugiej połowie Oskar nabijał nadal licznik zmarnowanych setek. Odliczamy więc dalej:
7. Po słabym strzale zza pola karnego bramkarz Szydłowianki odbił piłkę przed siebie. Do toczącej się piłki dopadł gracz Oskara z numerem 9 i mając przed sobą pustą bramkę... strzelił nad piłkochwytami 8. Napastnik Oskara (znów ten z numerem 9) dostaje świetną piłkę, dzięki której mógłby znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Mógłby, ponieważ zdecydował się na strzał z linii pola karnego - po ziemi i prosto w nogi bramkarza 9. Zamieszanie w polu karnym Szydłowianki, w którym jeden z piłkarzy Oskara oddaje słaby strzał po ziemi. Farfocel trafia jednak w polu bramkowym do innego piłkarza Oskara, który bez namysłu strzela przed siebie... prosto do rąk bramkarza, który złapał to w koszyczek.
A sytuację piłkarzom Oskara skomplikował fakt, że pomiędzy setką nr 8 a setką nr 9 miała miejsce... bramka Szydłowianki. Była to jedna z dwóch akcji Szydłowianki w tej połowie, przy czym działo się to pod przeciwległą bramką i nie za dobrze widziałem, jaki był jej przebieg. W każdym razie, Oskar pod koniec meczu coraz bardziej rozpaczliwie pałował w pole karne gości (w doliczonym czasie w szesnastce Szydłowianki nieraz pokazał się bramkarz Oskara), aż w końcu w ostatniej akcji dopięli swego. Jeden z piłkarzy Oskara w zamieszaniu pod bramką trafił w słupek, a gracz dobijający na pustaka, o dziwo, trafił.
Punkt nie dał zbyt wiele Oskarowi, który znajdował się przez cały sezon w czołówce tabeli, ale bez szans na awans. Utrata dwóch punktów skomplikowała za to sytuację drużyny z Szydłowca, która ostatecznie na koniec sezonu spadła do okręgówki.
|
| |
| |
  
|
|