glownachomikmapatrocinytags
Hutnik Warszawa - MKS Ciechanów 1:1 (1:0)
31.05.2017 18:00
Stadion Hutnika, Warszawa
4. liga mazowiecka, gr. północna
Widzów: ~200
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Retrochomik wspomina jedną ze swoich najkrótszych, ale za to całkiem interesujących wypraw, której celem był stadion Hutnika Warszawa (w tym sezonie spośród nieoczywistych warszawskich drużyn widziałem jeszcze Świt oraz Grom, ale niestety na rubrykę Retrochomik pozostawiłem ograniczoną liczbę wolnych slotów i one się już nie załapały).

Dotarcie na mecz
 

Bardzo lubię mecze, które wpadają zupełnie przy okazji - np. w środę o 18. Moja droga na mecz nie była specjalnie dramatyczna, ponieważ nie mogła być - wyszedłem z pracy, przejechałem metrem na stację końcową Młociny, a następnie wybrałem się piechotą na stadion Hutnika oddalony od stacji o ok. kilometr. Co może w takich okolicznościach pójść nie tak?

Na stadion szedłem słynną ulicą Wrzeciono, na której znajdują się dwa 90-stopniowe zakręty. Przy jednym z nich znajdował się równie słynny Okrąglak (taką nazwę podaje Przewodnik po warszawskich blokowiskach), czyli okrągły budynek, na którego obwodzie znajdują się różne sklepy, w tym Sklep Kibica Hutnika. Do sklepu Hutnika doszedłem po przejściu 2/3π drogi wokół budynku; jest on bardzo charakterystyczny i można go rozpoznać choćby po szybach wyklejonych na pomarańczowo. W sklepie Hutnika zakupiłem kubek (ze wzorem na 60-lecie powstania klubu hohoho, ciekawe jaki wzór będzie w sprzedaży w 2026), pakiet vlepek oraz długopis dla brata. Dodatkowo wypełniłem blankiecik, na którym znajdowała się litania nieprzeczytanych przeze mnie zgód, dzięki któremu dostałem Kartę Kibica Hutnika (a tuż po meczu SMS-a z dziwaczną reklamą; mam nadzieję, że to zbieg okoliczności). Po zaopatrzeniu się w hutnickie pamiątki, obszedłem resztę Okrąglaka i podążyłem dalej ulicą Wrzeciono.

Problem w tym, że nie zauważyłem, że właśnie w tym miejscu Wrzeciono zakręciło o 90' na południe. Co więcej, nie pomogło mi położenie słońca na niebie, ponieważ pod koniec maja zachodziło ono na północnym zachodzie, więc jakoś nie zauważyłem anomalii. W każdym razie, od Okrąglaka na stadion Hutnika miałem jakieś 300 metrów, jednak ja pomiędzy tymi dwoma miejscami przebyłem łącznie dystans 2 kilometrów. W ten sposób Bielany dołączyły do listy miejsc, w których udało mi się zgubić w drodze na mecz, wraz z Legionowem (tam zabłądziłem połowicznie - wiedziałem gdzie jest stadion, nie wiedziałem od której strony jest wejście), Zgierzem i Opocznem. Na stadion dobiegłem o 18.01, a więc spóźniłem się całą minutę.

Stadion
 

Jak niektórzy zdążyli już pewnie policzyć (a niektórzy pewnie to też wiedzieli), Hutnik Warszawa powstał w 1957 roku. Stadion zapewnie też. Rozwiązaniem architektonicznym zastosowanym na obiekcie Dumy Bielan jest owalna niecka, w której głębi znajduje się boisko otoczone bieżnią. Od zachodniej i północnej strony niecki znajdują się betonowe tarasy, na części których znajdują się ławki, a nawet kilkaset krzesełek. Krzesełka są dosyć zaniedbane, a ich kolorystyka (białe, czerwone i czarne) sugerują, że być może są to używane egzemplarze z Konwiktorskiej. Bieżnia nie pełni już żadnej konkretnej funkcji, ponieważ całkowicie zarosła trawą... i niemalże to samo można powiedzieć o trybunach. Wśród ławek i krzesełek, z dziur w betonowym podłożu swobodnie wyrastały źdźbła trawy polnej o długości do jednego metra.

Po zachodniej stronie stadionu znajdują się sektory piknikowe; na koronie można obejrzeć (a przynajmniej wtedy można było obejrzeć) wystawę o historii Hutnika. Przede wszystkim o tej najnowszej, kiedy to klub w wyniku problemów finansowych spadł z III ligi do totalnego niebytu i musiał zaczynać od B-klasy. Po pamiętnym sezonie w B-klasie zakończonym kompletem zwycięstw bez straty bramki MZPN zadecydował, żeby Hutnika przenieść od razu do okręgówki, dzięki czemu zaoszczędził pomarańczowo-czarnym roku spędzonego w A-klasie, a potencjalnym A-klasowym przeciwnikom po dwa gangbangi w sezonie. Przy okazji (ponieważ Retrochomika piszę już z perspektywy 2019 roku), w sezonie 2016/17 Hutnik ostatecznie spadł z IV ligi; miał co prawda szansę utrzymać się w niej dzięki rezygnacji Bzury Chodaków z gry w lidze w sezonie 2017/18, jednak władze klubu wolały odbudować się w okręgówce. I chyba koncept się udał, ponieważ w sezonie 2018/19 Hutnik znów gra w IV lidze. Wracając do opisu stadionu - od strony południa znajduje się ogrodzony (i tym razem rzeczywiście dobrze ogrodzony) sektor gości. Vis a vis, na północy, znajduje się prawdopodobnie młyn. Co prawda na samym meczu uświadczyłem niewiele dopingu, jednak wszystkie zorganizowane zaśpiewy w trakcie meczu dochodziły właśnie stamtąd.

Na południowym i północnym skraju ziemnej niecki znajdują się dwie betonowe bramy, przywodzące na myśl stare wiadukty kolejowe. Jedną z nich piłkarze wchodzili na boisko, dzięki czemu wyglądali niczym gladiatorzy wchodzący do starożytnego amfiteatru. Aby dopełnić opis otoczenia boiska, należy dodać, że od strony wschodniej nie ma żadnej konkretnej trybuny, za to jest świetny widok na znajdujący się za koroną stadionu Lasek Bielański. Na stadionie nie ma udogodnienia w postaci tablicy świetlnej, ale warunki dla pracy spikera informującego o aktualnym wyniku są przyzwoite.

Ponoć stadion Hutnika ma zostać kiedyś tam odremontowany. W sumie trochę szkoda takiego obiektu, ponieważ jest to architektoniczny PRL-owski klasyk. Co do ewentualnych prac budowlanych w tym miejscu, ponoć dokładnie pod płytą boiska biegnie wielka magistrala ciepłownicza, co sprawia, że prawdopodobnie miejsce to i tak nie zostanie zagarnięte przez deweloperów.

Atmosfera
 

Gdy wszedłem schodkami na koronę stadionu, osoba z obsługi zeskanowała moją kartę kibica (wierni kibice mogą chyba liczyć np. na upusty w sklepie klubowym) i otrzymałem od niej kserowany czterostronnicowy program meczowy formatu A5. Większość informacji z programu meczowego była co prawda przekopiowana z 90minut.pl, ale i tak standard dbałości o kibica jest tu całkiem wysoki.

Na meczu dominował piknik - widzowie głównie omawiali między sobą wydarzenia meczowe (oraz przeróżne życiowe), czasami reagując trochę bardziej żywiołowo przy okazji groźnych akcji. Co ciekawe, przez cały mecz nie usłyszałem ani jednego negatywnego słowa kibiców na temat gry ich drużyny. Być może zasiadłem w jakimś mniej reprezentatywnym miejscu, ale i tak zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Bluzgi oczywiście się zdarzały, ale żaden z nich nie służył krytyce piłkarzy - ani jednego negatywnego słowa!

Spośród kibiców zgromadzonych na trybunie zwróciłem uwagę na emeryta, który zaczął wykrzykiwać w kierunku graczy różne rady, nie bacząc na to, że jego wątły głos nie dolatywał zapewne do boiska. Jego plan taktyczny na dzisiejszy mecz kształtował się następująco:

Chłopaki! Trzymajta się i do przodu!

Ponadto kibic był pod wrażeniem gry Karola Pasturczyka (bramkarza Hutnika), którego aktywność w pierwszej połowie akurat ograniczała się do przechwytów dośrodkowań oraz szybkich wyjść do długich podań kierowanych do graczy Ciechanowa. Komentował to w następujący sposób:

Brawo! Właśnie tak grał Tomaszewski!

Jan Tomaszewski! Jesteś jego synem!

Śmieszki śmieszkami, ale Pan emeryt w przeciwieństwie do mnie rzeczywiście mógł mieć możliwość zobaczenia kiedyś Jana Tomaszewskiego na żywo. Stąd, jestem skłonny przychylić się do jego zdania. Rzeczony emeryt wygłosił jedyne hasła, które zapamiętałem z 1. połowy meczu. Pod koniec 2. połowy grupa osób zasiadających na sektorze, który w poprzedniej sekcji określiłem mianem młyna potwierdziła charakter tej trybuny, ponieważ zaśpiewali oniprzyśpiewkę, a może nawet i parę. Zapamiętałem m.in. piosenkę:

Niech zwycięża zło,
Bo Hutnik Warszawa to właśnie to!

Mecz
 

Przed meczem było jasne, że MKS Ciechanów ciągle walczy o dogonienie Pogoni Grodzisk Mazowiecki i o 1. miejsce w IV lidze, dające udział w barażach z Bronią Radom Victorią Sulejówek. Z kolei Hutnik Warszawa walczył o spadek i o ile dobrze kojarzę, przed meczem zajmował jakieś 13.-14. miejsce w lidze.

Jak już wspomniałem, spóźniłem się na mecz o całą minutę. Kiedy jednak wszedłem na koronę stadionu, okazało się, że na mecz spóźniły się jeszcze co najmniej 22 osoby, ponieważ murawa była jeszcze pusta. W końcu sędzia wyprowadził piłkarzy na boisko i po minucie ciszy ku pamięci Jerzego Groma (byłego bramkarza Polonii i Hutnika) i drugiego piłkarza, którego nazwiska niestety nie wychwyciłem, mecz rozpoczął się o godzinie 18.08.

Pewnie nikomu z Hutnika nie przypadłoby to do gustu, ale w trakcie meczu widziałem jeszcze więcej polonijnych akcentów - po boisku w zielonych barwach Ciechanowa z ciekawym numerem 77 biegał Dominik Lemanek. No i jeszcze mało brakowało, a mógłbym napisać, że na ławce gości zasiadał Piotr Dziewicki, ale został on zastąpiony parę tygodni wcześniej przez tandem Tomasz Piasecki - Marek Sobiech. W trakcie meczu oczywiście to Ciechanów prowadził grę, ale Hutnik bronił się bardzo sensownie i nie dopuszczał gości do jakichś groźnych sytuacji. Goście próbowali stwarzać zagrożenie z rzutów wolnych (które bił właśnie Lemanek), ale dośrodkowania rzadko trafiały do adresatów, prawdopodobnie przez wiejący nad stadionem wiatr.

Ku zaskoczeniu wszystkich, jako pierwsi gola strzelili piłkarze Hutnika. Pomarańczowo-czarni dostali w 25. minucie rzut wolny w odległości jakichś 25 metrów od bramki. Do piłki podszedł Damian Pracki i perfekcyjnym strzałem w samo okno (Ale pierdolnął po widłach!) wyprowadził HKS na prowadzenie. Goście z Ciechanowa oczywiście próbowali odrobić stratę i pod koniec 1. połowy mieli ku temu dwie dobre okazje. Najpierw po jednej z wrzutek piłkarz w zielonym strzelał szczupakiem, jednak nie trafił w bramkę z odległości kilku metrów. Po kolejnej wrzutce piłkarz Ciechanowa znalazł się w idealnej okazji do strzału, ponieważ był nieatakowany, a piłka spadła mu pod nogi na mniej więcej 10. metrze. Zdecydował się jednak na… wrzutkę w pole bramkowe, która przeleciała wysoko nad wszystkimi zawodnikami i wylądowała za linią końcową. Wyglądało to tak, jakby grał w Fifę, ale zapomniał się i przypadkowo zamiast D kliknął A.

W drugiej połowie MKS nadal atakował, a HKS nadal ograniczał się do kontr. I nadal bronił się całkiem mądrze... a przynajmniej do feralnej 54. minuty, kiedy Cuch najpierw sfaulował ostro piłkarza Ciechanowa, a następnie sprowokowany przez gości wdał się w przepychankę, przez co udało mu się zarobić dwa herbatniki w jednej akcji. Po otrzymaniu czerwonej kartki Cuch zszedł z boiska (zamiast udać się do szatni, wszedł na trybunę) i doprowadziło to oczywiście do zmiany taktyki Hutnika z defensywnej na ultradefensywną; od teraz wszystkie akcje polegały na graniu długą lagą na jedynego napastnika. Ciechanów napierał, ale wcale nie miał jakichś klarownych sytuacji. W końcu jednak wyrównał, ponieważ po kolejnej wrzutce (zapewne Lemanka) i totalnym zamieszaniu w polu karnym piłka spadła pod nogi wprowadzonego po przerwie Kruczyka (o proszę, kolejny ex-Polonista), który strzelił z pięciu metrów.

Na więcej nie było stać gości i mecz skończył się raczej sprawiedliwym remisem.

next  prev