glownachomikmapatrocinytags
Centrum Radom - Zamłynie Radom 3:1 (1:0)
18.06.2017 13:30
Boczne boisko MOSiR Radom
Campeon.pl liga okręgowa, grupa: Radom
Widzów: 250-300
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Co prawda planowałem rozpocząć pisanie na blogu dopiero od początku sezonu 2017/18, jednak pomyślałem, że warto podzielić się również wrażeniami ze swojej niedawnej wycieczki do Radomia. Tak na dobry początek wielkiej kariery bloggera. (początkowo Chomik powstał w 2017 jako blog - przyp. chom.)

Dotarcie na mecz
 

Na stadion dotarłem pieszo, ponieważ akurat tego dnia nocowałem w Radomiu. Do samego Radomia dotarłem dzień wcześniej z Warszawy via Serock i Opoczno (również turystyka meczowa), ale akurat tych przygód już nie chce mi się nigdzie opisywać. Mecz był rozgrywany na bocznym boisku przy stadionie Broni (obiekt MOSiR Radom), tak więc żeby się nie zgubić, wystarczyło trafić do samego MOSiR, co nawet ja potrafiłem zrobić.

Stadion
 

Słowo „stadion” jest być może w tym przypadku nieco na wyrost, ale ja przyzwyczaiłem się nazywać „stadionem” wszystko, co posiada miejsca siedzące. W tym przypadku mamy do czynienia z pełnowymiarowym boiskiem piłkarskim ze sztuczną nawierzchnią i wysokimi piłkochwytami (które i tak nie uchroniły posiadaczy aut przed spadającymi na parking lagami). Organizacja, jak to na okręgówce, była dosyć luźna, stąd mecz nie był w ogóle biletowany, co jako kolekcjonera wprawiło mnie w smutek. Trybuna były przyzwoita, można powiedzieć, skrojona na futbol tego kalibru. Z jakichkolwiek zdobyczy cywilizacji mógłbym wymienić stojącego przy wejściu na stadion toi-toia oraz funkcjonujące stanowisko spikera. Wspomniany spiker katował widzów przede wszystkim czymś, co brzmiało jak disco-polo po niemiecku, ale również i rodzimymi wykonaniami i jak zwykle w takich sytuacjach, nie obyło się bez Zenka. Pomimo raczej sędziwego wieku, duchem był ciągle młody i z entuzjazmem zapraszał kibiców na Wielkie Derby Radomia (cóż, ostatnie derby pomiędzy Bronią a Radomiakiem miały miejsce chyba w sezonie 2014/15 w 3. lidze, po czym Radomiak awansował do 2. ligi, a sama Broń w kolejnym sezonie spadła do 4.; Centrum – Zamłynie to obecnie największe derby, jakie można zobaczyć w Radomiu), a już w trakcie meczu po niewykorzystanych „stuprocentowych” sytuacjach odtwarzał kilkusekundowy urywek filmiku pt. „Ale urwał”. Naprawdę.

W trakcie przedmeczowej rozgrzewki zgromadziłem też w drodze wyjątku (zwykle robię tylko zdjęcia) minutowy materiał dźwiękowy. Ci, którzy zbudowali swój obraz Radomia na podstawie głupich żartów i memów... nie będą zaskoczeni.


Atmosfera
 

Przyznam szczerze, nie byłem zorientowany w klimatach radomskiej okręgówki i nie spodziewałem się niczego wielkiego. Kiedy zasiadłem na trybunie byłem jedną z zaledwie kilku osób na stadionie (choć było to spowodowane faktem, że nie wiedziałem co mogę z sobą zrobić w Radomiu, więc wybrałem się na stadion już wcześniej), ale w momencie pierwszego gwizdka na trybunce było już dobre parę setek ludzi. Moment pierwszego gwizdka jest istotny, ponieważ właśnie wtedy z „młyna” gospodarzy poleciały na boisko serpentyny, przez które mecz został od razu przerwany (podniesiona w przerwie z boiska serpentynka była moją jedyną materialną z meczu; owszem, zbieram również i tego typu rzeczy). Sam młyn gospodarzy nie był zbyt aktywny, ale raz na jakiś czas wyśpiewywał całkiem głośno proste hasła zagrzewające Centralnych. W drugiej połowie było słychać z przeciwnego krańca trybuny (już nie z młyna) również parę przyśpiewek Radomiaka (nie tylko ja łączyłem tego dnia Wielkie Derby Radomia z barażem o wejście do Nice 1. Ligi) i raz… „Oczy zielone” Zenka. Widownia składała się w większości z kibiców gospodarzy, ale wśród nich znajdowali się również przemieszani fani zespołu Zamłynia. Najbardziej aktywnym z kibiców gospodarzy był człowiek w kamizelce służby klubowej, który bez przerwy swoimi nawoływaniami wywierał presję na sędzi (choć ten akurat sędziował zawody całkiem obiektywnie) okrzykami w stylu „no przecież nogę mu złamie!”.

Przy okazji, dzięki wspomnianej osobie ze służby klubowej, zobaczyłem, ile naprawdę dla drużyny znaczy dwunasty zawodnik. W życiu nie widziałem, żeby kibic… grał na czas. Kiedy przy stanie 2:1 dla Centralnych w jego ręce wpadła piłka, wykonał nią najpierw kilkanaście kozłów, a następnie oddał ją piłkarzowi Zamłynia w typowy piłkarski sposób, wyrzucając ją wysoko w górę. Efekt był tym lepszy, że piłka akurat spadła na barierkę i dodatkowo odbiła się w zupełnie inną stronę, co pozwoliło skraść jeszcze kilka cennych sekund.

Mecz
 

Pomimo, że była to końcówka sezonu i obie drużyny już dawno nie grały o awans, miał na szczęście jakąś tam stawkę. Nie dość, że były to derby, to jakiekolwiek zwycięstwo pozwalało graczom Centrum zrównać się z Zamłyniem punktami i wyprzedzić je na kolejkę przed końcem sezonu bilansem bezpośrednich meczów. Stąd, piłkarzom naprawdę tego dnia się chciało. Nie złamało ich nawet promieniujące słońce, przez które sędzia dwa razy w trakcie spotkania zarządził przerwę na wodę (bramkarz Centrum w drugiej połowie przywdział zaś gustowny biały kaszkiet).

W pierwszej połowie, mimo optycznej przewagi Centralnych, to Zamłynie jako pierwsze miało naprawdę dobrą sytuację. Nie wiem, czy dobrze odtwarzam tę sytuację, ale jeden z piłkarzy gości minął rywala samym przyjęciem, a następnie dograł z krzyżaka na dobieg idealną piłkę do kolegi, który wyszedł w sam na sam z bramkarzem. Sytuacja ta może nie była stuprocentowa, ale można było ją jednak lepiej rozwiązać niż poprzez dogranie do nikogo. W przeciwległej szesnastce w końcu też zaczęło się dziać, kiedy w zamieszaniu podbramkowym bramkarz Zamłynia obronił strzał z woleja i natychmiastową dobitkę z najbliższej odległości. Skapitulował kilka minut później, w sytuacji sam na sam (katastrofalny błąd ostatniego obrońcy Zamłynia, który w dość beztroski sposób stracił piłkę). Do szatni (znajdującej się oczywiście po drugiej stronie ulicy w budynku MOSiR) zespoły schodziły przy stanie 1:0.

Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Zamłynia – jeden z piłkarzy pociągnął skrzydłem i wystawił bardzo dobrą piłkę w pole bramkowe. Obrońca Centralnych ubiegł wszystkich, jednak wbił niefortunnie piłkę do własnej bramki i zrobiło się 1:1. Gol na 2:1 dla Centrum wpadł po kolejnej sytuacji sam na sam, choć tym razem zakończonej nie strzałem, a wystawieniem piłki do pustaka.

Z racji tego, że do końca meczu pozostał wówczas kwadrans, ukształtowała się typowa opozycja – drużyna prowadząca gra z kontry (oraz na czas) vs drużyna goniąca wynik stawia na lagę na bałagan. Goście specjalnie jednak nie zagrozili bramce Zielonych. Bramkarz Centralnych był w największych opałach chyba wtedy, gdy wdał się w przepychankę z paroma rywalami, do której ochoczo przystąpili chyba wszyscy będący na boisku zawodnicy, co zakończyło się paroma żółtymi kartkami. W każdym razie, Centrum dociągnęło zwycięstwo w miarę spokojnie. Co więcej, w ostatniej minucie meczu zdobyło gola na 3:1. Zieloni mieli rzut rożny i całkiem jawnie umówili się, że wykonają go „na Smolarka”. Blefowali. Owszem, rozpoczęli od krótkiego podania, ale następnie wykonali 2-3 szybkie podania po ziemi w polu karnym i strzelili z najbliższej odległości. Znakomity gol.

next  prev