 |
Radomiak Radom - Bytovia Bytów 0:2 (0:0)
18.06.2017 16:00
MOSiR Radom (Stadion Broni)
Baraż o awans do Nice 1. Ligi Polskiej
Widzów:
2.655
Cena biletu:
20 zł (normalny, trybuna A)
| |
Po Wielkich Derbach Radomia nadszedł czas na gwóźdź programu, czyli rewanżowy mecz barażowy o awans do pierwszej ligi pomiędzy Radomiakiem a Bytovią Bytów. Biorąc pod uwagę tegoroczną formę RKS-u oraz fakt, że w pierwszym meczu było jedynie 4:0 dla Bytovii, wynik rywalizacji był oczywiście ciągle otwarty.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Jak już wspomniałem we wstępie, na baraż dotarłem z innego meczu, który odbywał się dosłownie kilkadziesiąt metrów dalej, tak więc wyjątkowo obędzie się bez historii o błądzeniu w miejskiej dżungli. Przed niedzielnym meczowaniem wybrałem się przy okazji do tzw. Galerii Słoneczna, aby zakupić pamiątki Radomiaka na stoisku o nazwie „Zielona Wyspa”. Moim łupem padło parę energy drinków, kubek oraz Gołąb, który jest oficjalną maskotką Radomiaka.
| | Stadion |
    |
    |
Cóż, to był jeden z czynników, przez które zastanawiałem się, czy jest sens wybierać się na mecz Radomiaka. Stadion Radomiaka obecnie jest jednym wielkim placem budowy, a drużyna rozgrywa mecze na obiekcie MOSiR Radom na Narutowicza. Czyli innymi słowy… na obiekcie Broni Radom. Owszem, bardzo lubię ten stadion, ale te niebiesko-biało-czerwone krzesełka to niezbyt adekwatna sceneria dla meczów Radomiaka. Ciekawostka: stadion nie spełnia wymogów Nice 1. Ligi (ze względu na niewystarczające sztuczne oświetlenie), co jest powodem do tworzenia całkiem sensownych teorii spiskowych, że Radomiak celowo odpuszcza w tym sezonie walkę awans, aby nie musieć rozgrywać 1.-ligowych meczów w… no właśnie. Kielcach? Puławach? Ostrowcu? Warszawie?Na tym meczu natknąłem się też na coś, czego już dawno nie widziałem, mianowicie… na kolejkę do bramek biletowych. Na meczach, na których bywam, jest bowiem z reguły mniej widzów niż na kolejce zamieszczonej na zdjęciu. Kiedy udało mi się po dobrych kilku minutach stania w kolejce przejść przez bramkę biletową, pierwszy raz w życiu nie przeszedłem kontroli u ochrony stadionu. Ochrona przyczepiła się do pełnej puszki z energy drinkiem Radomiaka, co w sumie było całkiem uzasadnione – i byłem gotów się jej pozbyć. Ale oprócz tego przyczepiła się również do pustej puszki po energy drinku Radomiaka, którą też miałem z sobą w charakterze „pamiątki z Radomia”. Przyczepili się nawet do kubka, który parę godzin wcześniej zakupiłem w Galerii Słonecznej (na szczęście Gołąb był nietykalny). Zostałem więc zawrócony do punktu depozytowego (w międzyczasie kolejka do bramek biletowych zdążyła wydłużyć się dwukrotnie, ale na szczęście udało mi się wcisnąć bez ponownego stania w kolejce).Obiekt MOSiR Radom Stadion Broni to bardzo fajny obiekt. Schludny, pachnący świeżością stadion lekkoatletyczny z dwoma trybunami (i małym sektorem gości), w sumie na nieco ponad 4000 osób. Na stadionie można zakupić lemoniadę oraz giętą z grilla, a na uwagę zasługuje również estetyczna tablica wyników. Wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że jestem kretynem i w tak gorący dzień jak ten wybrałem sobie miejsce na trybunie północnej. Nie chciałem się bowiem pchać na trybunę południową, gdzie zwykle zasiadają bardziej zagorzali kibice. Moje rozumowanie było jednak dość ułomne, bowiem…
| | Atmosfera |
    |
    |
… kibice Radomiaka generalnie zbojkotowali drugi mecz barażowy. Postawa piłkarzy Radomskiego Klubu Sportowego Radomiak Radom (przepraszam, bo nie dosłyszałem, skąd jest ten klub?) w rundzie wiosennej, mówiąc eufemistycznie, pozostawiała wiele do życzenia. Dość powiedzieć, że zaledwie półtora miesiąca temu (i na moich oczach) zdemolowała ich Polonia Warszawa, która i tak koniec końców spadła do 3. ligi. To był kolejny czynnik, przez który zastanawiałem się, czy na pewno jest sens wybierać się na ten mecz.Kibice Radomiaka, którzy przez całą rundę wiosenną trzymali wysoki poziom, tego dnia nie mieli już cierpliwości dla swoich piłkarzy. Frekwencja na trybunie południowej była co prawda przyzwoita, jednak nikt specjalnie nie palił się do dopingu. Nie było również ani jednej flagi (kto by pomyślał, że tego dnia zobaczę więcej flag na meczu Centrum (1) niż na Radomiaku (0)). Trybuna południowa raz na jakiś czas coś skandowała i w zasadzie tylko po to, by wyrazić dezaprobatę odnośnie do postawy Zielonych w rundzie wiosennej. Apogeum miało miejsce w drugiej połowie, kiedy Bytovia zaczęła strzelać bramki. A więc padały m.in. takie hasła jak: „Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie?”„Radomiak to My, a nie wy!”„Piłkarzyki, pajacyki!”„Wypierdalać z Radomiaka!”„Zabraliście nam marzenia – wypierdalać, już was nie ma!”„Miała być feta, hej kurwy, ciągnijcie fleta!”„Banda pajacy, po meczu szukajcie pracy!”„Dość pośmiewiska, wypierdalajcie z boiska!”„Oddajcie stroje, po meczu oddajcie stroje!” Żeby nie było, kibice nie zajmowali się jedynie jobami dla własnych piłkarzy, bo potrafili docenić również tych, którym naprawdę zależało na RKS-ie. Zaintonowali więc najpierw „posłuchajcie, najemnicy!”, a następnie skandowali nazwiska m.in. Macieja Świdzikowskiego, Szymona Stanisławskiego, Piotra Banasiaka, a przede wszystkim Pana Zdzisława Radulskiego.Mimo to, na meczu panowała atmosfera totalnego bojkotu. Trochę szkoda, bo na mecz przyszło przecież ponad 2,5 tysiąca osób i można byłoby choć raz zaintonować coś pozytywnego (nie wiem, czy czasem nie uchwyciła mnie kamera, kiedy śpiewałem „wypierdalać z Radomiaka”). W końcu jednak ktoś z decyzyjnych na trybunie południowej rozwiązał wspomniany dylemat, ponieważ cała trybuna wykrzyczała do piłkarzy hasło „posłuchajcie, co tracicie!”. Można było więc zaprezentować „wkładom do koszulek”, co tracą. Śpiewano więc na obie trybuny m.in. „To My, Radomiak to My!”„Był będzie jest, Radomiak RKS!”Przez całe życie być Radomiaka kibicem! … a pod koniec meczu, przy stanie 0:2, w stronę boiska z trybuny północnej poleciały serpentyny. Biało-zielone, w stylu Radomiaka – po prostu profesjonalna robota. Dopiero później, po przyjrzeniu się tym serpentynom z bliska, zauważyłem, że to zwykłe rolki kasowe do kas fiskalnych z pewnej firmy, która ma zielone logo – a to logo znajdowało się na odwrocie paragonów. Ot, ciekawostka, na którą normalny człowiek chyba w życiu nie zwróciłby uwagi.Kibice gości również stawili się na meczu, jednak w skromnej liczbie, którą w sumie oszacowałem na max 40 osób. Na początku meczu było ich dosłownie 12, bo jak przystało na polskie standardy organizacyjne, mogli się stawić w swoim sektorze w komplecie gdzieś pod koniec I połowy. Dopiero wtedy rozpoczęli właściwy doping. W przeciwieństwie do kibiców Radomiaka, Bytowianie nie mieli dużo do zarzucenia swoim piłkarzom i skandowali takie rzeczy jak „jesteśmy zawsze tam…”, czy „MKS-ie nasz, pokaż jak grasz!”. Szału nie było, ale jeśli siedząc na pikniku (w szumie różnych rozmów i bluzgów), rozpoznawałem słowa przyśpiewek, chyba nie było tak źle. Przy okazji występów grupy kibiców gości miałem okazję podsłuchać relację z pierwszej ręki kibica, który tydzień wcześniej był na wyjeździe w Bytowie. Kibiców z Bytowa nazywał „komarami” – częściowo być może ze względu na posturę statystycznego kibica Bytovii (która pewnie niewiele różniła się od mojej, ale to tylko moja interpretacja), a częściowo dlatego, że okolica, w której leży Bytów, to „lasy, wszędzie kurwa lasy! i wśród tych lasów nagle ta dziura!”.
| | Mecz |
    |
Wydaje mi się, że przed meczem nikt nie łudził się, że Radomiak może jeszcze odwrócić losy rywalizacji i awansować do Nice 1. Ligi. Ja również… i był to kolejny powód, dla którego zastanawiałem się, czy jest sens wybierać się na ten mecz (podsumujmy: Radomiak na nieswoim stadionie i przy bojkocie kibiców odbębnia rewanżowy mecz barażowy, w którym nie może już na nic liczyć – brzmi mega niezachęcająco). Jako głównego winowajcę kompromitacji w Bytowie kibice wskazywali bramkarza Szadego, na którego postawił trener Podoliński vel Turbokozak. Owszem, Szady zagrał w tamtym meczu tylko dlatego, że w trakcie rozgrzewki kontuzji doznał Banasiak, ale w kadrze Radomiaka jest przecież również Filip Adamczyk, który w Oskarze Przysucha zaliczył bardzo przyzwoity poprzedni sezon. W meczu rewanżowym Podoliński wystawił w bramce właśnie Adamczyka. Był to debiut młodego bramkarza w seniorach Radomiaka.Radomiak w 1. minucie rzucił się na Bytovię, wyprowadzając akcję zakończoną niecelnym strzałem i ktoś mógłby mieć wrażenie, że Radomianie może złapią jeszcze jakiś kontakt w tym dwumeczu. Po kilku minutach sytuacja na boisko jednak się ustabilizowała i można było zauważyć, że Bytovia po prostu lepiej grała w piłkę. Grała mądrzej i dokładniej, dochodziła do lepszych sytuacji niż Radomiak, ale (przynajmniej w I połowie) wszystko bronił Adamczyk. Każda jego interwencja wywoływała na pikniku salwę okrzyków w kierunku Podolińskiego w stylu „patrz Turbokozak, to jest bramkarz!”, „jednak mamy bramkarza!”, „bramkarz złapał piłkę!”. Poza tym, że Radomiak był wyraźnie słabszy piłkarsko, należy powiedzieć, że Zieloni rzeczywiście nie grali z wielką ambicją. Szukając odpowiedniego słowa, mógłbym powiedzieć, że byli totalnie zblazowani. Jedyna walka, jaką widziałem na boisku miała miejsce w trakcie różnych spięć i przepychanek pomiędzy zawodnikami obydwu drużyn. Piknik naturalnie przyłączał się wówczas werbalnie do wymiany uprzejmości („Drutex, ciągnij druta”).W drugiej połowie Bytovia w końcu udokumentowała swoją przewagę. W 51. minucie Adamczyk wykonał piątkę, podając piłkę do stopera, a ten w niesamowicie frajerski sposób stracił piłkę na 30. metrze na rzecz jednego z Bytowian, doprowadzając tym samym do sytuacji 3 na 2. Gola precyzyjnym strzałem w długi róg z dość ostrego kąta strzelił Rzuchowski. Ten sam zawodnik jakieś 20 minut później podwyższył na 2:0. Z wolnego dorzucał chyba Kamiński, odpuszczony Rzuchowski przedłużył głową, a piłka wpadła do bramki Adamczyka, który nawet nie drgnął i chyba mógł się zachować lepiej. Z drugiej strony, jeden z obrońców zasłonił mu w tej sytuacji Rzuchowskiego. Radomiak miał w tej połowie co prawda parę dobrych sytuacji, jednak nie wcisnął nawet honorowego trafienia (a co do szeroko pojętego honoru, po meczu piłkarze oddali kibicom koszulki).
|
| |
| |
  
|
|