 |
Pelikan Łowicz - Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:1 (0:1)
23.04.2017 11:15
Stadion Miejski w Łowiczu
3. liga, gr. I
Widzów:
~300-350
Cena biletu:
12 zł (normalny)
| |
Retrochomik wspomina niedzielny meczyk w Łowiczu, gdzie w kraju pełnym Orłów i Sokołów dumnie broni swojej tożsamości KS Pelikan.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Pamiętam, że w czasach gimnazjum miałem straszny ból pewnej części ciała związany z faktem, że istnieje klub o takiej nazwie jak Pelikan. I to na dodatek w Łowiczu, tym takim mieście obciachu, gdzie mieszkańcy chodzą w tych takich wsiowych strojach i śpiewają te takie wsiowe pieśni. Miałem więc wielką satysfakcję, kiedy Łowiczanie spadli najpierw z pierwszej ligi, a następnie jeszcze z drugiej. Nie wiem, jakby zareagował tamten Chomik, gdyby ktoś mu powiedział, że kiedyś sam pojedzie do Łowicza, by zobaczyć tam trzecią ligę.
Do Łowicza dojechałem z Łodzi, gdzie dzień wcześniej oglądałem mecz Widzewa z ŁKS-em (ale Łomżyńskim, nie Łódzkim). O 9.26 wsiadłem w pociąg IC 83104 Barbakan relacji Kraków-Szczecin, przy czym zachodzę w głowę, jak odcinek Łódź - Łowicz może znajdować się na trasie takiego pociągu (tym bardziej, że dzień wcześniej przejechałem tym samym pociągiem odcinek Zgierz-Łódź, co oznacza, że pociąg w ramach tej trasy wjeżdża do Łodzi od północy i odjeżdża też w kierunku północnym). Wysiadłem na niezbyt ekskluzywnie wyglądającym dworcu w Łowiczu i udałem się na stadion. Po drodze zupełnie przypadkowo trafiłem na ambasadę San Escobar Biuro Poselskie Witolda Waszczykowskiego; stwierdziłem, że skoro tak dobrze idzie mi zwiedzanie Łowicza, po meczu zobaczyłem również miejskie muzeum (ale tylko rozejrzałem się, tym razem bez kontemplowania całej ekspozycji) i zakupiłem trochę łowickich pamiątek.
Przy okazji - nazwa Pelikan nie wzięła się znikąd, ponieważ ptak ten jest związany z Łowiczem. W herbie Łowicza znajdują się dwa, jeden występuje również w legendzie o powstaniu miasta. Za nazwą klubu stoi więc większa logika niż za nazwą mojej strony.
| | Stadion |
    |
Zanim wszedłem na stadion, oczywiście należało zakupić bilet - kasa biletowa wyglądała jak kiosk bez okien, cały pomalowany na ciemnozielony kolor. W kasie pracowali prawdopodobnie dementorzy, ponieważ w okienku panowała ciemność. W trakcie zakupu biletu okazało się, że dementorzy posiadają miłe, dziewczęce głosy.
Stadion Miejski w Łowiczu to (tu zatrzymałem się na dłuższą chwilę w poszukiwaniu jakichś odkrywczych przymiotników) schludny obiekt, akurat na trzecią ligę. Są dwie trybuny - Zachodnia oraz Południowa. Trybuna Zachodnia położona jest wzdłuż linii bocznej boiska i składa się na nią sześć rzędów zielonych i skrupulatnie ponumerowanych siedzeń (przy okazji, siedząc na trybunie, nie zauważyłem, że domieszka białych krzesełek służy uzyskaniu na trybunie słowa PELIKAN ). Trybuna jest dość niska, jednak ta wada rekompensowana jest przez bliskość boiska, ponieważ płyta nie jest otoczona bieżnią ani innymi tego typu wynalazkami. Nad częścią trybuny znajduje się dach, który wygląda trochę jakby powstał pod kątem wymogów infrastrukturalnych jeszcze w 2. lidze. - nie wiem, czy w praktyce osłania on pierwsze rzędy w przypadku deszczu. Jego konstrukcja jest jednak bardzo schludna.
Za bramką znajduje się trybuna Południowa, która, o ile dobrze policzyłem krzesełka, liczy 840 miejsc. Każde krzesełko było numerowane, więc najłatwiej byłoby mi po prostu znaleźć najwyższy numer na trybunie, problem jednak w tym, że trybuna była zamknięta (przy okazji, krzesełka na Zachodniej też były numerowane w ten sposób - ja miałem na swoim bilecie miejsce numer 500-coś). Nieopodal tej trybuny, od strony Kauflanda wschodu, znajduje się klatka gości, dla których przeznaczono jakieś 150 miejsc. Z prostego rachunku (bo wszystko ma sumować się do oficjalnej liczby 2100 miejsc siedzących) wynika, że trybuna Zachodnia liczy jakieś 1100 miejsc.
Od strony północnej znajduje się mało ekskluzywny budynek klubowy, który wyglada jakby był złożony z 22 kontenerów biurowych, co zresztą chyba jest prawdą. Swoją drogą, jego wygląd komponuje się z bramą wjazdową na parking, na której znajduje się oldschoolowy kuty w metalu napis K.S. PELIKAN ; przywodzi on na myśl ogródki działkowe lub... bramę wejściową na stadion Świtu NDM. Na budynku klubowym znajduje się dość skromna tablica wyników, na której wyświetlany jest czas oraz liczba goli strzelona przez Gospodarzy oraz Gości .
| | Atmosfera |
    |
Łowicz jest piłkarskim miastem. W Internetach znalazłem informację, że parę tygodni wcześniej na meczu Widzew-Pelikan na stadionie pojawiło się prawie 700 fanów z Łowicza... z czego przeważająca większość w barwach czerwono-biało-czerwonych. Na domowym meczu Pelikana z Lechią TM stawiło się ok. 300-350 osób, ale skład osobowy chyba znacznie różnił się od tamtej grupy wyjazdowej, ponieważ intensywność dopingu była adekwatna do pory rozgrywania spotkania (niedziela, 11:15). Trybuny ograniczały się do spontanicznego pokrzykiwania na piłkarzy i głośnego komentowania pracy sędziego (Zdrów jak koń! padło z trybun, kiedy po jednym z fauli podniósł się z boiska Kamil Szymczak). W zasadzie na trybunach nie działo się nic ciekawego, poza sporadycznymi zrywami w drugiej połowie, kiedy zgromadzeni widzowie zaczynali krzyczeć Pelikan! Pelikan! . Wodzirejem w takich sytuacjach był pewien emeryt, który z władczością pokazywał rękami poszczególnym sektorom kto ma jak śpiewać, co wyglądało trochę zabawnie. Ale gdyby nie on, elementy dopingu na trybunach chyba zanikłyby całkowicie.
Na tyłach stadionu znajduje się miejski targ, gdzie w przerwie meczu masowo udali się widzowie w celu zakupienia pokrzepiających przekąsek i napojów - ja zaś poświęcałem ten czas na poszukiwanie pelikanowych pamiątek. Przed meczem udało mi się zgarnąć kartkę ze składami, na której herby Pelikana i Lechii wydrukowane były na kolorowo. Tak kolorowo nie było z innymi pamiątkami, ponieważ w Internetach czytałem o szalikach, a nawet koszulkach (koszulki i tak bym nie kupił, choć akurat Pelikan grał w tym sezonie w bardzo fajnych trykotach), ale w realu oferta okazała się dużo uboższa. Nie było nigdzie regularnego stoiska i w końcu udało się ogarnąć odznakę Pelikana dzięki uprzejmości jednego ze stewardów, który udał się po nią do budynku klubowego.
| | Mecz |
    |
Czasami dochodzę do wniosku, że najmniej lubianym przeze mnie elementem turystyki stadionowej jest... oglądanie meczów. Przez pierwszą połowę nie miało miejsca absolutnie nic ciekawego. Pelikan niby prowadził grę, próbował atakować, jednak ilekroć znalazł się w niezłej sytuacji, pieprzył ją całkowicie, najczęściej haniebnie pudłując z kilku metrów. Bardzo urzekł mnie fakt, że do niektórych piłkarzy Pelikana kibice zwracali się po imieniu i próbowali nakłonić ich do lepszej gry (najczęściej operującego na lewym skrzydle, a więc przy trybunie, Rafała Parobczyka). Lechia ograniczała się do kontr, ale nie dlatego, że piłkarsko była słabsza od Pelikana, po prostu przyjęła taką taktykę (przypomina mi się cytat ze Spalonego Andreja Iwana; trener Kulesza: Oni myślą, że my się na nich rzucimy. Ale nie, my będziemy sprytniejsi. My się cofniemy do obrony i kiedy oni zdziwieni podejdą pod nasze pole karne, wtedy ich skontrujemy! Żmuda: Ożeż ty, kurwa, strategu pierdolony! ). W 43. minucie po beznadziejnej wrzutce z rzutu rożnego (wykonawca wywrócił się przy kopnięciu piłki) i zamieszaniu w polu karnym najprzytomniej zachował się Maciej Mirecki, który strzałem w długi róg dał Lechii prowadzenie. Dzięki przyjętej przez Lechię strategii, schodziła ona na przerwę przy jednobramkowym prowadzeniu.
W drugiej połowie Pelikan nieco się ogarnął i zaczął naciskać Lechię. A to groźny strzał, a to niecelny szczupak z kilku metrów… Ja w każdym razie mam wrażenie, że najbardziej Pelikana rozruszało wejście na boisko Arkadiusza Ciacha, który jeszcze w zeszłym sezonie w barwach Ursusa był istnym postrachem łódzko-mazowieckich kartoflisk. W 63. minucie Pelikan w końcu wyrównał, ponieważ po prowizorycznej (tak to sobie kiedyś zanotowałem - nie wiem, co właściwie miałem na myśli) wrzutce na długi róg piłkę do bramki wbił głową Mateusz Majewski. Po tym golu Pelikan nadal prowadził grę, czego dowodem były dwie poprzeczki – jedna po świetnym strzale z dystansu, druga po sytuacyjnym strzale w polu karnym. Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1.
|
| |
| |
  
|
|