glownachomikmapatrocinytags
KS Cracovia - Górnik Łęczna 1:1 (0:0)
04.12.2016 15:30
Ziemia Święta (Stadion Cracovii) Kraków
Lotto Ekstraklasa
Widzów: 5.432
Cena biletu: 30 zł (normalny, sektor A)
       

Retrochomik wspomina drugą część swojej wizyty w Krakowie. Dzień po meczu na Reymonta posłuchałem rady Patryka Małeckiego i wy...brałem się na drugą stronę Błoń, na stadion przy ulicy Kałuży.

Dotarcie na mecz
 

Z racji tego, że mieszkanie mojej siostry znajduje się w pobliżu stadionu Wisły, na stadion Cracovii miałem niewiele dalej. Stąd, znowu mogłem pójść tam na piechotę. Przeszedłem przez AGH, minąłem stadion Wisły, przeszedłem Park Jordana oraz Błonia i trafiłem na miejsce. Całość zamknęła się chyba w jakichś 20 minutach.
Jak pisałem w poprzednim poście, na Reymonta skorzystałem z promocji dla debiutantów i zapłaciłem za bilet zaledwie piątaka. Za bilet na dzisiejszy mecz mogłem zapłacić jeszcze mniej, bo zaledwie złotówkę - tylko że w moim przypadku wiązałoby się to z koniecznością zasiąścia w sektorze rodzinnym, czyli za bramką, względnie w rogu trybuny. Choć dzięki temu budżet całej mojej wyprawy do Krakowa mógłby zamknąć się w jakichś 80zł, stwierdziłem, ze nie po to jechałem zobaczyć nowe miejsce, zeby oglądać mecz zza filara. Stąd, szarpnąłem się na bilet normalny na równie normalnej trybunie.

Stadion
 

Z opisywaniem stadionów ekstraklasowych jest taki problem, że każdy widział je w telewizji. Stadion Cracovii jest jednak ciekawy nie tylko wewnątrz, ale też na zewnątrz. Od zewnątrz wygląda on jak dość niski prostopadłościan kremowego koloru. Wynika to z faktu, że trzy z czterech jego trybun są specjalnie niewysokie, aby osobom przebywającym na Błoniach nie przesłaniać widoku Wawelu. Ciekawe jest w nim również to, że na jego północnej ścianie znajduje się cały pasaż handlowy (u właścicieli stadionów rzadko widać jakąś ekonomiczną racjonalność).

Na stadionie jest jeszcze parę innych ciekawych elementów. Jednym z nich są oznaczenia toalet męskiej i żeńskiej, ponieważ przedstawione na drogowskazie symboliczne postaci mają na sobie krakowskie stroje ludowe. Ogólnie Cracovia w swoim marketingu stawia na krakowski folklor, ponoć promuje się ona takimi hasłami jak Chodźże na mecz! (może nie leciało to dokładnie tak, w każdym razie taka jest mniej więcej zasada - ciekawe, czy było coś o wychodzeniu na pole). Należy również zwrócić uwagę na to, jak restrykcyjnie są porozdzielane wzajemnie poszczególne sektory stadionu. Np. trybuna północna, ciągnąca się wzdłuż linii bocznej boiska, podzielona jest na sektory A oraz B. Sektory A i B przedzielone są ogrodzeniem. I nie chodzi tu wyłącznie o ogrodzenie na tyłach trybuny, ponieważ takie rozwiązania są akurat powszechne. Chodzi o to, że sama trybuna również jest przegrodzona dwumetrowym płotem! Biorąc pod uwagę, że od wschodniej strony wspomnianej trybuny znajduje się młyn, a od zachodniej - sektor gości (oraz biorąc pod uwagę krakowski klimat i np. ostrzał artyleryjski, jaki kibice Pasów zorganizowali Wiślakom w Derbach Krakowa w sezonie 2017/18), takie porozdgradzanie sektorów wygląda na całkiem logiczne rozwiązanie. Niemniej, trochę szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej. Myślałem, że biorąc sobie miejsce na środku trybuny północnej, zarezerwowałem sobie miejsce z najlepszym możliwym widokiem na wydarzenia boiskowe. Jak się okazuje, zostałem tym razem ukarany za bycie śliskim wężem, ponieważ zarezerwowałem sobie przy okazji miejsce tuż obok płotu, przez co zobaczyłem świat zza krat wydarzenia pod jedną z bramek były częściowo przesłonięte.

Atmosfera
 

Zgodnie z oficjalnymi danymi, na dzisiejszym meczu pojawiło się 5432 widzów. Zastanawiam się, czy jest to dokładna liczba, czy przyszło ok. 5000, a ktoś, kto podawał oficjalną frekwencję mediom, po prostu przejechał palcem po klawiaturze. W samym młynie pojawiło się kilkuset kibiców; na młynie wywieszono parę flag PDW, flagę upamiętniającą Człowieka, flagę Opravcy oraz kilka flag dzielnic: Azory, Kazimierz, XXX-lecia, Salvator (to chyba też dzielnica?) oraz Południowa Strona Miasta. Tam, gdzie się się dało, we flagi wkomponowywano przekreśloną białą gwiazdę.

W końcu gość ubrany w kostium św. Mikołaja (??? - w sumie, podobna akcja była również poprzedniego dnia na Wiśle) wyprowadził piłkarzy obydwu drużyn na boisko. Z głośników popłynął hymn śpiewany przez Macieja Maleńczuka, a na trybunach kibice podnieśli pasiaste szaliki i zaczęli śpiewać. Cóż, hymn był niełatwy, niełatwo więc było mi się wtopić w tłum tak jak to zrobiłem na Wiśle. A co do Wisły, ostatnia zwrotka była niemalże wykrzyczana przez trybuny, nawet te piknikowe. A leciała ona tak:

Pamiętam, że jestem z Krakowa
Pamiętam i mam to we krwi
Pamiętam te święte słowa
Nigdy nie zejdę na psy!

Ogólnie temat drużyny z drugiej strony Błoń będzie dominował w tej sekcji. I to pomimo tego, że przeciwnikiem Pasów w tym meczu nie był ani Ruch, ani Widzew, ani Wisła (choć Derby miały być za tydzień - może chodziło o wyrobienie sobie odpowiedniego nastawienia), a Górnik Łęczna. Duma Lubelszczyzny, Dziki Polesia, krwawo-czerwona latarnia Lotto Ekstraklasy, która żądna krwi przybyła tu aż ze swojego barłogu na Arenie Lublin. Oczywiscie bez kibiców gości, którzy przez cały sezon konsekwentnie bojkotowali wszystkie spotkania pierwszej drużyny i jeździli jedynie po czwartoligowych stadionach za swoją dwójką. Temperatura meczu nie była zbyt wysoka, ale młyn raczył nas długimi wiązankami pod adresem rywala z R22. Przytoczę te, które pojawiały się najczęściej:

Wisła to stara kurwa,
Wisła jebana jest,
Wisłę trzeba pierdolić,
Wisłę, ten GTS!

Jest to oczywiście parodia piosenki Wisła to jest potęga, którą śpiewa młyn na Reymonta. Swoją drogą, jedno trzeba Opravcom przyznać - ten GTS brzmi rzeczywiście dużo bardziej melodyjnie i tak jakby bardziej naturalnie niż ten nasz TS. Ale to nie koniec parodii, ponieważ Cracovia parodiowała również inną piosenkę wiślacką. Oryginału nie zapamiętałem, za to parodia mocno wryła mi się w pamięć:

Byli zdrajcami i ubekami,
a teraz zwą się patriotami.
My jednak wiemy, prawda jest inna -
Wisła to kurwa jest milicyjna!

Z innych atrakcji mieliśmy też piosenkę odnoszącą się do ostatniej zmiany sojuszu TKWM na WRWE przez kibiców Wisły decyzyjnych Sharksów. Poleciała więc piosenka w rytmie Gyöngyhajú lány węgierskiego zespołu Omega (brzmi enigmatycznie, ale zaręczam, że każdy zna tę melodię). Okazało się więc, że polskie tłumaczenie piosenki brzmi:

Wisła, hej GTS,
Ruchu dziwka, Widzewa pies

Co się tyczy pozytywnego dopingu dla Cracovii, ktoś zaznajomiony z piosenkami Polonii Warszawa usłyszy tu kilka znajomych rytmów, m.in. Rodzimy klub, stolica ma (tylko nie pamiętam jak brzmiała wersja krakowska). Śpiewano też inną piosenkę wspólną z K6:

Kocham ją, ona mnie,
całe życie w Biel i Czerwień stroi się.
Wielki klub, miłość ma,
Klub Sportowy Cracovia!

(do porównania z piosenką przytoczoną z tej relacji) Miałem też okazję poznać pozytywna wersję piosenki Cracovia K, Cracovia S, Cracovia starą kurwą jest (właśnie uświadomiłem sobie, że jedna strona Krakowa bluzga na najdłuższą polską rzekę, a druga na... łacińską nazwę Krakowa - jakie to bez sensu). W oryginalnym wydaniu brzmi ona tak:

Cracovia gol! Cracovia gol!
Cracovia gol, gol, gol, gol, goool!

Na pikniku drugą linijkę śpiewano jako Cracovia pije alkohool, co brzmiało trochę ciekawiej. Jeśli chodzi o doping pozytywny, jego częścią były również pozdrowienia dla innych klubów. Pozdrowiono Lecha, Arkę, Sandecję, GKS Tychy, ŁKS oraz Polonię.

W przerwie przeszedłem się na stoisko z pamiątkami, gdzie odbywały się zapisy chętnych na wyjazd na mecz derbowy z Wisłą. Zlustrowałem oczami pamiątki (dość ciekawa była vlepka przedstawiająca sukkuba ubranego w bikini w biało-czerwone pasy z rozłożonymi lubieżnie nogami – wymowa vlepki była co najmniej dwuznaczna) i postanowiłem zakupić typową polską pamiątkę – smycz. Wiem, że jest to dość niskobudżetowa pamiątka, ale kubka nie miałem za bardzo jak zabrać, a szalik... już mam, kupiłem sobie go jako pamiątkę na licealnej wycieczce do Krakowa. Dziewczyna ze stoiska była chyba zirytowana prezentowanym przeze mnie poziomem cebuli, więc zaśpiewała mi 20zł, przez co odrobinę straciłem rezon - oczywiście nie chciałem dać tego po sobie poznać i zapłaciłem bez gadania. Mam nadzieję, że poszło na oprawę na Derby, albo na inny zbożny cel.

Mecz
 

W pierwszych minutach pod bramką Górnika było naprawdę gorąco. Piłka nawet raz zatrzepotała w siatce, ale jak się po chwili okazało, nie z tej strony słupka a ja wstałem i krzyknąłem ze szczęścia, chcąc odkupić fakt, że jak do tej pory nie wydałem na stadionie Cracovii żadnego dźwięku. Cała pierwsza połowa wyglądała mniej więcej tak, że Cracovia zamknęła Górnika na jego własnej połowie i grała tam bezproduktywną tiki-takę, ponieważ wyszła chyba na mecz bez żadnego nominalnego napastnika (Jendriška dawno przestałem za takiego uważać, a Szczepaniak chyba również został ostatnio przekwalifikowany na pomocnika). Czasem doprowadziła do groźnej akcji, ale bardzo dobrze był tego dnia dysponowany Wojciech Małecki (przy okazji: od lata 2018 gra on w B-klasowym KTS Weszło: ale ten czas leci). Łęczna grała prymitywną lagą na Ubiparipa. Jak na to patrzyłem, miałem wrażenie, że niczego bardziej nienawidzę niż tego siermiężnego klubu (a kilka dni później byłem oczywiście na domowym meczu Górnika z Niecieczą i darłem się z zachwytu, gdy Łęczna wygrała 3:0). Pierwsza połowa skończyła się wynikiem bezbramkowym, a kibice na trybunach wyrażali dość duże zaniepokojenie w związku z meczem z Wisłą, który miał się odbyć w następny weekend.

W drugiej połowie Cracovia zaatakowała nieco odważniej, co przełożyło się na groźne akcje, ale jeszcze nie gole. Aż w końcu Jacek Zieliński (każdy to powie, Jacek ma zostać w Krakowie!) wprowadził w 65. minucie na boisko Krzysztofa Piątka, a ten przy swoim pierwszym kontakcie z piłką wbił ją do siatki a ja końcu mogłem się wydrzeć i nie wyszedłem tym samym na debila. Po zdobyciu bramki Cracovia mocno się cofnęła i została skarcona – Łęczna skonstruowała parę namiastek akcji, a po jednej z nich piłkę do własnej bramki wbił Miro Čovilo. No i wszystko zaczęło się od nowa: Cracovia atakuje, Górnik okopuje się pod własną bramką. Pod koniec meczu widziałem ze strony Cracovii prawdziwy festiwal walenia głową o mur. Co prawda wrzutki Brzyskiego były dobre, ale indolencja strzelecka Szczepaniaka i Čovilo (który pod bramką przeciwnika nie był tak skuteczny jak pod swoją) i naprawdę dobre interwencje Małeckiego złożyły się na to, że mecz skończył się zaledwie remisem.

next  prev