 |
Górnik Wałbrzych - Orzeł Ząbkowice Śląskie 0:1 (0:0)
02.08.2025 17:00
Stadion Tysiąclecia, Wałbrzych
4. liga dolnośląska
Widzów:
400-500
Cena biletu:
15 zł (bilet normalny)
| |
Górnik Wałbrzych powraca na poziom IV ligi, a ja powracam przyjeżdżam do Wałbrzycha.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Wycieczka do Wałbrzycha to całkiem spora eskapada, biorąc pod uwagę, że miasto znajduje się prawie przy granicy. Dotarcie tam z Warszawy zajęło mi ponad 6 godzin. Moja podróż rozpoczęła się na stacji Warszawa Centralna, gdzie o 8:15 wsiadłem w pociąg relacji Białystok - Wrocław Główny. We Wrocławiu byłem o czasie, czyli o godzinie 12:44. Ze stacji Wrocław Główny o 13:05 odjeżdżał z kolei pociąg Kolei Dolnośląskich (dumny sponsor 4. ligi dolnośląskiej) relacji Wrocław Główny - Szklarska Poręba Górna. Jeśli chodzi o sam moment mojego dotarcia do Wałbrzycha, sprawa jest... dość skomplikowana i wymaga dodatkowego wytłumaczenia.
Otóż Wałbrzych to miasto bardzo rozległe. Jak przystało na stare miasto górnicze, w jego skład wchodzi wiele osiedli, które są z sobą dość luźno połączone, zupełnie jak gdyby były one niezależnymi osadami (i pewnie tak kiedyś było zanim zostały one połączone w jedno miasto). Przejechanie całego miasta pociągiem Kolei Dolnośląskich od stacji Wałbrzych Szczawienko do stacji Wałbrzych Główny zajmuje... 20 minut. Stwierdziłem, że muszę na własne oczy zobaczyć ten fenomen i choć już o 14:15 byliśmy na stacji Wałbrzych Miasto, postanowiłem pozostać w pociągu i dojechałem aż do stacji Wałbrzych Główny, gdzie wysiadłem o godzinie 14:30. Wbrew swojej zwodzącej nazwie, stacja Wałbrzych Główny znajduje się niemal na południowym skraju miasta, a więc dość daleko od interesujących mnie miejsc. Na szczęście, już o 14:41 na przystanek pod dworcem zajechał miejski autobus linii autobusowej o numerze... o ile dobrze pamiętam, nie był to numer, a litera A . Wszedłem do autobusu, odbiłem się na kasowniku kartą płatniczą (porównuję to sobie z takim Poznaniem, gdzie 3 lata temu nie mogłem nigdzie kupić biletu na autobus, w efekcie czego wbrew swoim zamiarom pojechałem na gapę) i pojechałem z powrotem do centrum.
Wałbrzych to miasto, które chyba powszechnie kojarzy się w Polsce z bolesną transformacją ustrojową. Za czasów PRL-u miasto to było znacznym ośrodkiem wydobycia węgla, a obecnie nie działa tu chyba żadna kopalnia poza słynnymi biedaszybami. I rzeczywiście, trochę jeszcze widać tę zapaść gospodarczą z lat 90., ponieważ budynki mieszkalne są tutaj w stanie naprawdę przeróżnym, od bardzo dobrego po opłakany. Paradoksalnie, miasto jest jednocześnie dość popularne pod względem turystycznym - jest tu bardzo estetyczne Stare Miasto, w obrębie którego znajduje się XIX-wieczny budynek Urzędu Miasta czy też piękna strzelista Kolegiata pw. NMP Bolesnej, na terenie miasta mamy też dawne kopalnie, które są poprzerabiane na estetyczne muzea oraz oczywiście słynny Zamek Książ. Większość z tych atrakcji obejrzałem sobie z zewnątrz (poza zamkiem, który znajduje się gdzieś na obrzeżach miasta), po czym udałem się w kierunku najważniejszej atrakcji, a więc stadionu. Stadion znajduje się w dzielnicy Biały Kamień, w odległości jakichś 3,5 kilometra od centrum miasta, czyli spacer był dość długi.
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Tysiąclecia, jak sama nazwa wskazuje, powstał w latach 60. (a nawet dokładnie w 1966 roku - tego bym się w sumie nie domyślił, bo za PRL-u Chrzest Polski niekoniecznie był traktowany jako ta data, od której należy odliczać owe 1000 lat). Stadion prezentuje się jak typowy PRL-owski obiekt - mamy więc boisko, dookoła niego znajduje się bieżnia, a dookoła niej - ziemny nasyp, na którym znajdują się betonowe trybuny. Bieżnia niestety obecnie jest jedynie pierścieniem wydeptanej ziemi i nie wygląda jakby była ona w jakikolwiek sposób użytkowana (piszę niestety , bo skoro już znajduje się ona na stadionie i powoduje, że jest dalej od trybuny do boiska, to niech chociaż będzie ona użytkowana).
Jeśli chodzi o trybuny, oryginalnie okalały one cały stadion i ich pojemność wynosiła ponoć 25 tysięcy widzów (przy założeniu skondensowania widzów na ławkach). Aktualnie na stadionie ostały się jedynie dwie trybuny proste - wschodnia i zachodnia. Trybuna wschodnia to ta główna, na którą wpuszczani są widzowie wałbrzyskich spektakli sportowych. Jej pojemność to na oko jakieś 1000 miejsc siedzących w postaci niebieskich krzesełek ulokowanych w centralnych sektorach trybuny. Po bokach trybuny znajdują się gołe betonowe tarasy - jeden z takich skrajnych sektorów zajmowany jest przez młyn, w którym kibice i tak dopingują na stojąco. Na południowym skraju trybuny znajduje się również sektor gości (tego dnia akurat nieużywany, bo ci nie stawili się na meczu). Część trybuny objęta jest niezbyt imponującym blaszanym dachem wspartym na wielu szerokich słupkach, które nieco przesłaniają widok. Zabawnym rozwiązaniem architektonicznym na stadionie jest znajdujący się na tyłach trybuny murek - a konkretnie, nie tyle sam murek jest zabawny, a fakt, że odcina on niektóre ciągi komunikacyjne na trybunie.
Naprzeciwko trybuny wschodniej znajduje się zachodnia trybuna prosta. Jest ona znacznie większa od trybuny wschodniej (szacuję, że liczy ona jakieś 2-2,5 tysiąca miejsc siedzących) i nie jest ona aktualnie użytkowana w trakcie meczów (a przynajmniej nie w trakcie dzisiejszego). Mimo to, trybuna wygląda jakby była w całkiem niezłym stanie - są na niej wszystkie krzesełka, a te białe tworzą na tle jasnoniebieskich napis GÓRNIK . Na jednym z ciągów komunikacyjnych jest też wymalowany herb Górnika. Na trybunie nie ma żadnego zadaszenia. Co ciekawe, w trakcie meczu pojawiło się na niej kilkanaście osób, ale nie wiem w jaki sposób się tam znalazły (w każdym razie, wszystko wskazuje, że nie płaciły one za wstęp). Z innych informacji na temat stadionu - znajduje się na nim niezbyt imponująca tablica wyników (pozwalająca na wyświetlanie jedynie wyniku i czasu), za to nie ma na nim sztucznego oświetlenia. Zaskoczyło mnie, że przed meczem nie była puszczana żadna muzyka - nie wiem czy to jest tutaj standard, czy jednorazowy przypadek, w każdym razie przywitałem ten fakt z ulgą (muzyka puszczana na stadionach z reguły należy do gatunków o działaniu kancerogennym).
| | Atmosfera |
    |
    |
Szukałem w Internetach informacji nt. dzisiejszej frekwencji i niestety nic nie znalazłem. Jedyna obiektywna informacja, którą dysponuję to fakt, że na meczu było co najmniej 9 osób, ponieważ mój bilet miał numer 000009 - oczywiście, ta informacja nie jest specjalnie użyteczna (co do biletów, przy okazji powrotu do 4. ligi w Górniku zdecydowano się na wprowadzenie do sprzedaży oldschoolowo wyglądających biletów stylizowanych na lata 80.-90. - piękna rzecz do kolekcji). Po zdjęciach udostępnionych przez Górnika wnioskuję, że pierwszy od paru lat mecz na poziomie 4. ligi mógł przyciągnąć na oko 400-500 widzów. Nie byli to ludzie przypadkowi, ponieważ nawet na pikniku znaczna część kibiców Górnika nosiła różnego rodzaju barwy w postaci szalików lub koszulek. Najbardziej podobały mi się koszulki kibicowskie z hasłem FANATYCY Z BIEDASZYBÓW . Nie chciałem się w tym tłumie negatywnie wyróżniać, stąd na stadionie udałem się na stoisko prowadzone przez sklep Octagon i zakupiłem sobie szalik.
Na północnym skraju trybuny, gdzie nie ma krzesełek (nie robi to wielkiej różnicy, ponieważ fanatycy z reguły i tak oglądają mecz na stojąco) ulokował się młyn kibiców Górnika, który zrobił połowę całej frekwencji na dzisiejszym meczu. Kibice na początek rozwinęli na płocie jedynie długi transparent upamiętniający Powstanie Warszawskie (jakieś dłuższe hasło na tle biało-czerwonej flagi, ale przyznam, że nie doczytałem jego treści). Kibice trochę podopingowali, po czym gdzieś w okolicach 13. minuty usłyszałem jakiś okrzyk z młyna ... pełne cztery zwrotki! i już wiedziałem o co chodzi. Kibice zaczęli śpiewać Mazurka Dąbrowskiego, a piknik również powstał i zaczął śpiewać (co prawda niezbyt głośno, bardziej jak pieśń w kościele). Odpalono czerwone świece dymne, a zapewne również i białe (zapewne , bo z mojej perspektywy było widać akurat jedynie kolor czerwony).
Po tym wszystkim na sektorze zagościły standardowe flagi kibicowskie (przy czym, ze względu na perspektywę nie wiem co dokładnie zawieszono, dostrzegłem jedynie flagę Karkonoszy Jelenia Góra oraz pięć porządnie wykonanych flag PDW) i wrócono do standardowego dopingu. Kibice pozdrawiali Polonię Świdnica, GKS Tychy i Zawiszę Bydgoszcz i generalnie prowadzili bardzo dobry doping. Zawołania były dodatkowo wzmocnione przez akustykę obiektu, ponieważ trybuna zachodnia wszystko odbijała z powrotem do nas. Z dłuższych przyśpiewek nie zapamiętałem zbyt wiele, zanotowałem jedynie fragment jednej (która ciągnęła się dużo dłużej niż to, co tu podałem): Na stadionie się spotkali, 'Górnik Wałbrzych' zaśpiewali, Dwa kolory mienią się - błękit nieba oraz biel! Jej oddałem serce swe, kocham Ją, a Ona mnie!
Z innych wartych wspomnienia rzeczy, okazało się, że temperatura meczu nie jest bynajmniej pokojowa, ponieważ na linii Wałbrzych - Ząbkowice Śląskie chyba nie ma wzajemnej miłości. Objawiło się to tym, że w trakcie wykrzykiwania standardowych haseł Ten mecz musimy wygrać! Wygramy, wygramy, wygramy!>/q> następnym hasłem było już Kurwy pokonamy! (szkoda, że klatka gości tego dnia była pusta, bo byłoby ciekawiej gdyby mogliby się oni do tego ustosunkować). W drugiej połowie zawartość wulgaryzmów w dopingu stopniowo wzrastała, co było spowodowane zarówno grą na czas gości jak i niezbyt korzystną opinią kibiców o pracy sędziów (Sędzia, weź sznur i powieś się, od Górnika odpierdol się , itp.). Kibice nie mieli jednak żadnych zastrzeżeń do postawy piłkarzy, którym zabrakło dziś umiejętności, ale nie ambicji, stąd po meczu podziękowano im za grę (przy czym, ja wówczas uciekłem już ze stadionu niczym szczur, ponieważ spieszyłem się na pociąg z Wałbrzycha).
| | Mecz |
    |
    |
Dzisiejszy mecz był meczem pierwszej kolejki IV ligi. W poprzednim sezonie goście zajęli w niej dopiero 14. miejsce na 18 możliwych i musieli wziąć udział w barażach o utrzymanie, gdzie dość pewnie pokonali Orła Marszowice (2. miejsce w klasie okręgowej gr. Wrocław) 4:1. Z kolei gospodarze w poprzednim sezonie występowali w klasie okręgowej (gr. Wałbrzych), którą wygrali z 3 punktami przewagi nad drugim AKS Strzegom. Z racji tego sukcesu, przed meczem miała miejsce mała ceremonia, w ramach której lokalne szychy (no, może bardziej szyszki) z DZPN wręczyły graczom Górnika okolicznościowy puchar za zeszły sezon.
Pierwsza połowa nie rozpoczęła się zbyt porywająco - przez pierwsze kilkanaście minut chyba najciekawszą akcją była dobra długa piłka do Oliviera Łabiaka (gracz Górnika), który jednak okazał się być na spalonym. Piłkarze Orła mieli lekką optyczną przewagę, jednak niewiele z niej wynikało, bo kończyli oni swoje akcje niezbyt przemyślanymi wrzutkami w pole karne. W 28. minucie gracze Górnika wyprowadzili dobrą kontrę, która zakończyła się... strzałem po ziemi Filipa Brzezińskiego z ok. 25 metrów (nie brzmi to jak idealne zakończenie kontry, ale strzał był niezły, a Paweł Pukacz odbił tę piłkę na rzut rożny). W 33. minucie goście powinni byli wyjść na prowadzenie - obrońcy Górnika popełnili bowiem totalny kryminał i w ciągu kilku sekund dopuścili do dwóch strzałów z odległości kilku metrów od bramki, ale obydwa w niesamowity sposób obronił Filip Węgrzyński. Do przerwy utrzymał się wynik 0:0.
Druga połowa zaczęła się od dużej kontrowersji - w 50. minucie jeden z obrońców Górnika posłał długie zagranie spod własnego pola karnego w kierunku Łabiaka, który wygrał pojedynek biegowy z obrońcami Orła i w sytuacji sam na sam pokonał Pukacza. Przy czym, na finał tej akcji mogło mieć wpływ, że w momencie strzału sędzia liniowy trzymał już w górze chorągiewkę wskazując w tej sytuacji na spalonego i bramkarz gości wyraźnie interweniował na pół gwizdka. Była to spora kontrowersja, bo sytuacja była dość stykowa - wydaje mi się, że w momencie zagrania obrońcy Łabiak rzeczywiście był na lekkim spalonym, ale to akurat tylko moje wrażenie. W każdym razie, sytuacja zdenerwowała zarówno piłkarzy (jeden z graczy gospodarzy został ukarany żółtkiem za protesty), jak i kibiców, którzy nie szczędzili obelg łysemu chujowi z chorągiewką. 7 minut później tym razem to Orzeł zagrał lagę spod własnego pola karnego i w jego przypadku przyniosło to bramkę. W pojedynku o górną piłkę dwóch piłkarzy oznaczonych numerem 11 Piotr Krawczyk popełnił błąd, a Alan Madej pognał w kierunku linii końcowej i odegrał do Radosława Grzywniaka, który strzałem w krótki róg pokonał Węgrzyńskiego.
Bramka dla gości miała tę zaletę, że mecz w końcu się otworzył, bo Górnicy ruszyli do ataku. W 63. minucie Łabiak dostał dobrą długą piłkę i znalazł się niemal w sytuacji sam na sam, ale niestety podczas ostatniego zwodu po prostu się potknął (bez żadnej intencji wymuszania karnego) i stracił piłkę. W 80. minucie Michał Rzońca przejął piłkę przed polem karnym gości i zdecydował się na kapitalną solową akcję, podczas której wbiegł w pole karne i na niewielkiej przestrzeni ograł chyba 4 graczy, ale jego strzał w długi róg minimalnie minął bramkę Orła. Akcja była tak dobra, a strzał był tak bliski celu, że Rzońca po tej sytuacji dosłownie rzucił się na murawę w bezsilnej wściekłości, że to nie wpadło.
Wałbrzyszanie cisnęli, ale nic nie chciało wpaść, aż przyszła feralna 89. minuta i kolejna (chyba) kontrowersja. Po dobrym zagraniu z głębi pola piłkarze Orła znaleźli się w sytuacji 2 na 3. Węgrzyński wyszedł przed pole karne, żeby powstrzymać Grzywniaka, ale piłkarz Orła był w tej sytuacji szybszy - zagrał piłkę w kierunku bramki, a Węgrzyński chyba zmienił jej tor lotu ręką. Piłka dotarła do Tomasza Robaka, który skierował piłkę do bramki (albo zrobił to interweniujący obrońca). Liniowy pokazał w tej sytuacji spalonego Robaka, a główny... podyktował rzut wolny i dał czerwoną kartkę Węgrzyńskiemu. Jest tu pewna kontrowersja, ponieważ bramkarz zatrzymał nieprzepisowo podanie, które było skierowane do gracza na spalonym (nie wiem jakie są w tym przypadku wytyczne FIFA) - gdyby jednak nie to zagranie ręką, piłka być może leciałaby bezpośrednio do bramki. Tak czy inaczej, Górnik kończył ten mecz w 10, ale na szczęście trener Górnika w 90. minucie dysponował jeszcze zmianami, więc mógł wprowadzić na boisko rezerwowego bramkarza (Aleksander Krzyżaniak). Do piłki ustawionej na 18. metrze podszedł Grzywniak, ale jego strzał trafił jedynie w słupek. Pomimo doliczenia przez sędziego 8 minut (piłkarze Orła naprawdę często leżeli, a swoje dodała jeszcze sytuacja z Węgryńskim), wynik nie uległ już zmianie i mecz zakończył się przegraną gospodarzy 0:1.
|
| |
| |
  
|
|