glownachomikmapatrocinytags
Honved Budapest - Ferencvaros Budapest 1:1 (0:1)
22.08.2025 12:00
Honvéd MFA Utánpótlás központ, Budapest
Simple Női Liga
Widzów: ~150
Cena biletu: - (bilet darmowy)
           

Dzień roboczy, południe, właśnie rusza sezon węgierskiej kobiecej ekstraklasy... a Chomik jest na miejscu!

Dotarcie na mecz
 
 

Do Budapestu przyleciałem - a jakżeby inaczej - samolotem taniej węgierskiej linii lotniczej WizzAir. O 8:10 wylecieliśmy z lotniska Okęcie, a o 9:30 byliśmy na lotnisku im. Ferenca Liszta w Budapescie - a tak właściwie to na 9:30 zaplanowany był przylot, ale byliśmy chyba nieco wcześniej, ponieważ już o 9:36 siedziałem w autobusie do centrum miasta. Bilet na shuttle bus kosztował aż 2200 HUF (jeszcze kilka lat temu za tę samą przyjemność płaciłem niecały tysiąc), co było tym bardziej bolesne, że nawet nie jechałem do centrum Budapestu i wysiadłem z niego po przejechaniu zaledwie sześciu kilometrów, na przystanku Csévéző utca. Tam przesiadłem się na inny autobus, którym dojechałem na przystanek o pięknej nazwie Bozsik Stadion (wspaniałe miejsce, które jestem skłonny polecić każdemu z czcicieli słynnej Złotej Jedenastki).

Po wysiadce na tym przystanku obejrzałem z zewnątrz estetyczny Bozsik Stadion, który jest domową areną legendarnego Honvedu Budapest. Niestety, jak dowiemy się z kolejnej sekcji, kobieca sekcja rozgrywa mecze na dużo mniej spektakularnym obiekcie na terenie położonej nieopodal szkółki Honvedu. Dlatego też stadion Honvedu został przeze mnie obadany jedynie z zewnątrz (bardzo ciekawym elementem były dziwaczne automaty, w których można było m.in. sprawdzić kadrę Honvedu, terminarz Nemzeti Bajnoksag lub kupić bilet na mecz domowy), a następnie wybrałem się na obiekt, na którym miały odbyć się dzisiejsze kobiece derby Budapestu.

Po meczu postanowiłem jednak jeszcze powrócić na stadion im. Józsefa Bozsika, ponieważ o 14:00 otwierał się klubowy sklepik, a ja chciałem kupić sobie jeszcze kubek Honvedu. Aby zdążyć to ogarnąć, po ostatnim gwizdku na obiekcie treningowym Honvedu wyruszyłem naprawdę szybko w stronę stadionu, pokonując nieco ponad 2-kilometrowy dystans w jakieś kilkanaście minut. Dzięki temu byłem w sklepie na jakieś 14 minut przed odjazdem mojego autobusu - trzeba przyznać, był to bardzo bezpieczny margines czasowy. Wszedłem więc do sklepiku klubowego, capnąłem kubek i ustawiłem się w kolejce do kasy. Női No i niestety, ale nie udało mi się zdążyć na mój autobus. Kolejka była bowiem zatkana ludźmi, którzy kupowali w sklepiku klubowym bilety, a drukarka niestety odmówiła posłuszeństwa (przy okazji, nie chodziło tu o cenne kartonowe bilety, a o gówniane PDF-owe bilety drukowane na zwykłych kartkach A4 - po co chodzić z czymś takim do sklepiku klubowego? nie lepiej samemu kupić sobie coś takiego przez Internet?). Naprawa trwała bardzo długo, a w międzyczasie przez okna sklepiku patrzyłem na mój autobus, który odjeżdżał ze znajdującego się nieopodal stadionu przystanku. W końcu udało mi się dotrzeć do kasy i zapłacić za swój kubek, jednak mojego półgodzinnego opóźnienia związanego z przegapieniem autobusu już tego dnia nie nadrobiłem.

(na obronę obsługi, muszę przyznać, że kasjerka zadała w stronę kolejkujących się osób pytanie, które najprawdopodobniej oznaczało Czy jest w kolejce ktoś, kto nie potrzebuje biletu i chce tylko kupić gadżet, jednak ja z racji bariery językowej usłyszałem tylko egészségedre i na nie w ogóle nie zareagowałem)

Stadion
 

Bozsik Aréna jest to fajny, elegancki stadion stricte piłkarski (czyli bez bieżni), mogący pomieścić nieco ponad 8 tys. widzów. Jak jednak dobrze wiemy, nie była to arena dzisiejszego meczu. Mini-derby Budapestu odbyły się bowiem w ośrodku treningowym położonym ok. 2 kilometry od samego stadionu.

Ośrodek treningowy Honvedu składa się z dużego trzykondygnacyjnego budynku przypominającego szkołę (znajduje się przed nim nieco kiczowy pozłacany pomnik Józsefa Bozsika w towarzystwie paru innych ludzi - wstyd powiedzieć, ale w sumie to nie wiem, kim oni są) oraz z kilku boisk. I właśnie skupimy się na jednym z tych boisk, ponieważ było ono areną dzisiejszego spotkania. Boisko jest trawiaste i znajduje się przy nim niezbyt imponująca trybunka z dwoma rzędami krzesełek w kolorze czarnym i (wyblakłym) czerwonym. Trybunka jest na szczęście w pełni zadaszona i co istotne, podniesiona względem poziomu boiska o jakieś 1,5 metra, co poprawia komfort oglądania meczu. Ciekawostką jest fakt, że trybuna jest... dwustronna, bo na jej tyłach znajdują się identyczne dwa rzędy krzesełek, tyle że zwrócone w stronę drugiego boiska, tym razem pokrytego sztuczną murawą (a właśnie, dzisiejszy mecz został rozegrany na naturalnej murawie). Z innych istotnych informacji, na stadionie znajduje się profesjonalne nagłośnienie (niestety, przed meczem było ono wykorzystywane do odtwarzania muzyki wołającej o pomstę do nieba, m.in. jakiegoś węgierskiego latino), bardzo prosta tablica wyników (na której wyświetlane są jedynie cztery cyfry - dwie przeznaczone dla czasu i dwie na wynik; dość ryzykowne rozwiązanie, biorąc pod uwagę zagrożenie dwucyfrówką, w końcu odbywają się tu mecze kobiecej piłki) oraz treningowe sztuczne oświetlenie.

Atmosfera
 

No cóż, biorąc pod uwagę niewielką popularność kobiecej piłki na Węgrzech i w ogóle, jak również barierę językową, nie nagromadziłem zbyt dużo contentu do poniższej sekcji. Dzisiejszy mecz zgromadził jakieś 150 widzów - przyznam, że było to dużo więcej niż bym się spodziewał w dzień roboczy o godzinie 12:00. Na trybunie panował oczywiście nastrój koneserski i nie było żadnego zorganizowanego dopingu - po prostu udane zagrania były nagradzane brawami. Co ciekawe, poza kibicami gospodyń na trybunie znajdowali się też nieliczni przyjezdni, kibicujący Fradim. Niektórzy z widzów (dotyczy to kibiców obydwu drużyn) mieli na sobie klubowe barwy - były to jednak głównie dresy klubowe, co sugeruje, że niektórzy widzowie mogli być tu pół-służbowo.

Swoją drogą, można powiedzieć, że po dwóch niewypałach w końcu udało mi się zobaczyć na żywo mecz Ferencvarosu. Pierwsze nieudane podejście miało miejsce w 2018 roku, kiedy moje plany zostały pokrzyżowane przez fakt, że nieopatrznie zarezerwowałem swój nocleg w absolutnie podejrzanym miejscu, z którego musiałem się ewakuować. Drugi niewypał miał miejsce w 2022 roku, gdy w trakcie małej wycieczki objazdowej z rodzeństwem pomyślałem, że skoro jesteśmy już w Budapescie, warto byłoby zobaczyć na żywo mecz eliminacji Ligi Mistrzów Ferencvaros - Slovan Bratislava. Podszedłem jednak wtedy do tematu niezbyt inteligentnie, bo jak się okazało, wszystkie bilety zostały już wtedy wykupione (powetowaliśmy sobie to kilka dni później, kiedy wybraliśmy się... na domowy mecz Slovana). W każdym razie... do trzech razy sztuka.

Mecz
 
 

Z racji tego, że dzisiejszy mecz inaugurował sezon 2025/26 kobiecej piłki na Węgrzech, to aby podsumować sytuację obydwu drużyn przed meczem należy spojrzeć na końcową tabelę poprzedniego sezonu. No i co tam widzimy? Piłkarki Fener Fradi zakończyły sezon na 2. miejscu (57 punktów na 66 możliwych, z jednym punktem straty do mistrzowskiego Győri ETO), z kolei piłkarki Honvedu uplasowały się na miejscu 8. (na 12 możliwych) z 24 punktami (na 66 możliwych). A jeśli chodzi o mecze bezpośrednie, jesienią 2024 piłkarki Honvedu przegrały u siebie swój mecz 1:3, a na wyjeżdzie 0:4. No cóż, to gościnie były dziś zdecydowanymi faworytkami.

Oczekiwania te sprawdziły się bardzo szybko, bo gościnie wyszły na prowadzenie już w 3. minucie meczu - po dośrodkowaniu z rzutu rożnego piłka trafiła do nabiegającej na długim rogu Barbary Zagonyi, która z bliska trafiła na 1:0. Potem mecz wyglądał mniej więcej tak, że gościnie prowadziły grę i próbowały kombinacyjnie podwyższyć prowadzenie, podczas gdy gospodynie broniły się na swojej połowie i próbowały odgryźć się przy pomocy schematu taktycznego polegającego na graniu lagi na wysuniętą napastniczkę Fanni Vachter. Co ciekawe, taktyka Honvedu była... dość obiecująca. W 11. minucie po jednej z takich lag Vachter przepchnęla ostatnią obrończynię gościń (było to na granicy faulu) i wyszła sam na sam z bramkarką Ferencvarosu, Anną Samu (ale równie dobrze mogła to być Milica Kostić - niestety, kobiecy futbol na Węgrzech nie jest zbyt medialny i nie jestem w stanie dotrzeć do prawidłowej informacji) - ta jednak odbiła ręką jej strzał, a piłka następnie trafiła w słupek i wróciła do rąk bramkarki. W 25. minucie Vachter mogła ponownie znaleźć się w sytuacji sam na sam (bo była szybsza od goniącej jej obrończyni), jednak zdecydowała się na strzał z 20 metrów, który bramkarka gościń złapała w koszyczek. Z kolei w 43. minucie jedna z gościń (Eszter Kovacs) po wrzutce z kornera zdecydowała się na ekwilibrystyczny strzał (ni to wolej, ni nożyce), który minimalnie minął okno bramki gospodyń. Do przerwy było 0:1.

Na początku drugiej połowy obraz gry nie uległ za bardzo zmianie, ale co ciekawe, laga na Vachter przyniosła gospodyniom bramkę. W 65. minucie Vachter dostała bardzo dobre długie podanie, po którym po raz kolejny znalazła się w sytuacji sam na sam z Samu/Kostić. Jej pierwszy strzał został obroniony, ale dobitka była już skuteczna. Bramka na 1:1 zmieniła dość dużo, ponieważ gospodynie wycofały się jeszcze bardziej do obrony i już nawet nie za bardzo próbowały lag na wysuniętą napastniczkę, tylko skupiały się na bronieniu i kradzieży czasu. Gościnie wykreowały sobie natomiast parę dobrych sytuacji. W 76. minucie Kovacs weszła z piłką w pole karne i oddała świetny strzał, który przeleciał minimalnie nad poprzeczką Honvedu. W 82. minucie po dośrodkowaniu w pole karne niezły strzał głową oddała Evelin Fenyvesi, ale piłka została odbita przez broniącą bramki Honvedu Nikolett Krizsan - prosto pod nogi Vlady Kubassovej, która trafiła w tej sytuacji w słupek. W doliczonym czasie Krizsan obroniła strzał z dystansu Andjeli Frajtović oraz dobitkę z bliska Viktorii Nagy. Ostatecznie gospodyniom udało się wymęczyć remis i tym samym sprawić dość dużą niespodziankę na inaugurację ligi.

next  prev