glownachomikmapatrocinytags
Oţelul Galaţi - Petrolul Ploieşti 0:0
18.01.2025 19:30
Stadionul Oţelul, Galaţi
Superbet Superliga
Widzów: 5.000-6.000
Cena biletu: 30lei (Tribuna 2, Sector B)
             

Chomik kontynuuje podróż po Rumunii - tym razem relacja z Galaţi (Gałacza), gdzie w bardzo rumuńskim meczu spotkały się drużyny Oţelul i Petrolul.

Dotarcie na mecz
 
 

Dzień rozpocząłem od pobudki w jednogwiazdkowym (przy czym, ta jedna gwiazdka była trochę na wyrost) hotelu położonym tuż obok Gara de Nord w Bukareszcie. Wymeldowałem się z hotelu i udałem się na dworzec, skąd o 8:15 odjeżdżal pociąg relacji Bucureşti Nord - Galaţi. Był to wysłużony skład skonstruowany za czasów Ceauşescu (przyznam, że byłem nieco zdziwiony, że cokolwiek stworzone w schyłkowych latach Socjalistycznej Republiki Rumunii jeszcze działa), któremu pokonanie 250-kilometrowej trasy zajęło 4 godziny. O 12:17 wysiadłem na stacji końcowej i zacząłem zwiedzanie już na dworcu, oglądając sobie ze wszystkich stron Gara Galaţi. Jest to ciekawa konstrukcja - dziwna, kanciasta i zdecydowanie zbyt wysoka, jednak nie byłem nią wystarczająco usatysfakcjonowany, biorąc pod uwagę, że powstała już w czasach wolnej Rumunii. Na szczęście, w centrum Gałacza znalazłem dużo ciekawej architektury z czasów Ceauşescu.

Jednak zanim zacząłem podziwiać rumuńskie blocuri, zaszedłem do lokalu, w którym udało mi się trafić lokalny specjał, a mianowicie kurczaka z papryką po mołdawsku (mniej więcej tak przetłumaczyło mi to Google) podawanego z mamałygą. W sumie, w tym miejscu muszę sprecyzować, że przymiotnik mołdawski nie dotyczył w tym przypadku państwa Mołdawia... a w zasadzie to dotyczył, ale tylko częściowo. Otóż Mołdawia jest to kraina historyczna obejmująca północno-wschodnią część Rumunii, prawie całe państwo Mołdawia oraz niewielki fragment Ukrainy (z miastem Czerniowce). W zasadzie to Gałacz również znajduje się w regionie Mołdawii. A więc pokrzepiony lokalnym posiłkiem oraz nastrojony alkoholem udałem się na zwiedzanie Gałacza.

W mieście było pełno architektury z czasów Conducatora. Rumuńskie bloki mieszkalne z tego okresu są czymś doprawdy unikatowym - w porównaniu z siermiężnymi prostopadłościanami stawianymi w większości krajów Bloku Wschodniego, Rumuni wykazywali się w swoich konstrukcjach znacznym polotem. Co prawda brakuje mi fachowego słownictwa, aby to scharakteryzować, w każdym razie, konstrukcje były bardzo nieregularne dzięki różnokształtnym oknom, fantazyjnym kształtom poszczególnych balkonów czy całych kondygnacji. Tam, gdzie budynki były bardziej standardowe, starano się przełamywać tę oczywistość choćby poprzez wykorzystanie dziwnych betonowych ornamentów. Żeby jednak nie było tak pięknie, budynki te były konstruowane z niskiej jakości materiałów, tak więc wiele z nich straszy brudem, zaciekami, czy też ubytkami z wystającymi cegłą i zaprawą. Co więcej, znaczna część właścieli mieszkań na własną rękę zmieniała otwarte balkony w loggie, przy czym każdy robił to własnym sumptem, więc każda loggia wygląda inaczej. Powoduje to, że wiele rumuńskich bloków nieco przypomina wielopiętrowe fawele - a fakt, że budynki już z założenia były nieregularne, tylko potęguje to wrażenie.

Po obejrzeniu perełek rumuńskiej architektury, dwóch zorganizowanych protestów Rumunów z flagami (aktualnie w Rumunii jest jakiś kryzys polityczny związany z unieważnieniem przez Sąd Najwyższy pierwszej tury wyborów prezydenckich), ominięciu kilku bezpańskich psów (zjawisko, którego nie widziałem w Polsce od wielu, wielu lat), zakupieniu w supermarkecie paru rumuńskich specjałów, zameldowałem się w hostelu i w końcu ruszyłem stamtąd pieszo w kierunku stadionu.

Stadion
 
 

Stadion Oţelul został otwarty w 1982 roku. Ze względu na fakt, że patronem klubu był znajdujący się na przedmieściach Gałacza kombinat metalurgiczny, został on w znacznej mierze zbudowany w czynie społecznym przez hutników. Jest to stadion stricte piłkarski, a więc na szczęście nie ma na nim bieżni, niemniej, jest to typowa konstrukcja z Bloku Wschodniego, czyli trybuny są dosyć płaskie i dosyć rozległe. Mimo to, widoczność z trybun jest całkiem niezła. Dość zabawny jest fakt, że tuż za trybuną wschodnią stadionu znajdują się bloki mieszkalne - przy czym, mieszkańcy chyba nie uważają tego za zaletę, bo boisko i tak widać zapewne tylko z paru mieszkań na najwyższej kondygnacji, bo reszcie mieszkańców widok skutecznie przesłania ogrodzenie. Za to wszyscy mają wąską ulicę i krajobraz ograniczony przez betonowy mur stadionu.

Stadion został poddany renowacji w 2006 roku, w wyniku której na trybunach zainstalowano krzesełka w białych, niebieskich oraz czerwonych barwach i zapewne poddano retuszowi znajdujący się pośrodku trybuny zachodniej budynek klubowy (który też jest chyba oryginalnym elementem stadionu, ponieważ widać go na zdjęciach z lat 80.), w którym znajdują się ponoć loże VIP. Z budynku tego wystaje niewielki dach, który swoim zasięgiem obejmuje zaledwie parę najwyżej położonych rzędów krzesełek pośrodku trybuny zachodniej. Zgadza się, stadion Oţelulu jest w praktyce całkowicie pozbawiony zadaszenia. Posiada on za to nowoczesny telebim (za trybuną południową) oraz sztuczne oświetlenie, które zostało zainstalowane w 2011 roku.

Podobnie jak w Bukareszcie, sprzedaż biletów prowadzona jest dwutorowo - można zakupić wejściówkę przez Internet lub w kasie, przy czym w kasie nie można wybrać sobie dowolnego miejsca, a jedynie coś z puli już dawno wydrukowanych biletów (co znów oznacza, że nie można wydrukować w kasie biletu zakupionego przez Internet). Ku mojemu zdziwieniu zapłaciłem za swój bilet 30 lejów (wydawało mi się, że miał on kosztować 40); samo miejsce odpowiadało moim oczekiwaniom. Jeśli chodzi o inne podobieństwa do wczorajszego meczu w Bukareszcie, również i w Gałaczu catering był zdecydowanie fatalny - w sprzedaży były znów jedynie chipsy, popcorn, napoje gazowana i przesłodzona herbatka owocowa. Po przyjściu na swoje miejsce zauważyłem jeszcze jedną dziwną cechę stadionu - otóż schody na sektorach są rozmieszczone co jakieś 30-40 metrów, co oznacza, że po trybunie bardzo ciężko jest się poruszać. Większość widzów aby dostać się na swoje miejsce, chodziło zwykle na przełaj; widziałem co najmniej trzech widzów, którzy podczas pokonywania tego toru przeszkód straciło równowagę (i to chyba nawet nie z powodu alkoholu, zresztą, na stadionie chyba i tak nie da się kupić nawet piwa).

Atmosfera
 
 

Oţelul oznacza po rumuńsku stal, z kolei Petrolul to najprawdopodobniej ropa naftowa. A więc w pewnym sensie mieliśmy dziś przemysłowe derby, albo jak kto woli, mecz przyjaźni. I jak się okazało, kibice obydwu klubów rzeczywiście mają ze sobą zgodę, dzięki czemu zobaczyliśmy dziś fajerwerki przynajmniej na trybunach (na boisku było dość marnie). Kibice gości co prawda nie dopingowali na trybunie północnej wraz z gospodarzami, a grzecznie zajęli miejsce w swoim sektorze, ale dzięki temu po obu stronach boiska mieliśmy dwa młyny, które robiły ciekawe oprawy. Ale może zacznijmy od początku, czyli od tego, co działo się przed meczem.

Na początku odwiedzilem klubowy sklepik, w którym zakupiłem fajny szalik (tym razem porządny, tzn. tkany lub dziany, w każdym razie nie był to pas cienkiego materiału z nadrukiem HD, jak w przypadku gadżetu FCSB), za który dałem 50 lejów. Po meczu udało mi się dostać do sklepiku jeszcze raz, gdzie dokupiłem sobie jeszcze oţelulowy kubek (z którym prawdopodobnie nie zostałbym wpuszczony na stadion) za 40 lejów. Po wejściu na trybunę i obejrzeniu wszystkich dostępnych dla mnie zakamarków, zasiadłem na swoim miejscu i czekałem na rozwój wydarzeń. Kiedy piłkarze wyszli na boisko, wraz z nimi wyszła również pewna grupa... kibiców-animatorów (tak ich nazwę). Kilku z nich stało na murawie i machało flagami na kiju, a kilku innych stało przed poszczególnymi sektorami i koordynowało pikników, którzy rytmicznie klaskali i krzyczeli O! ŢE! LUL! (przy okazji, wiedzieliście, że rumuńskie t z ogonkiem wymawia się mniej więcej jak polskie c?). Kiedy część oficjalna się skończyła, kibice przemieścili się do młyna Oţelarii.

Ledwo wybrzmiał pierwszy gwizdek, a na obydwu młynach pojawiły się sektorówki. Na młynie gospodarzy była jakaś sektorówka z logotypami grup kibicowskich, ale przyznam, że niewiele było widać z mojej perspektywy, ponieważ sektorówka była wykonana z jakiejś... czarnej folii i strasznie odbijała światło. Goście użyli dużo bardziej porządnych materiałów, dzięki czemu było widać wyraźnie, że na ich sektorówce znajdował się napis PLOIEŞTI x GALAŢI. Każda z grup wywiesiła też na płocie jakiś transparent - szczególnie ciekawy był ten gospodarzy, o treści RESPECT, ONOARE, DEMNITATE RAMANEM FRATI SI DUPA MOARTE. Oczywiście, nie znam rumuńskiego, ale trochę rozbawiła mnie okoliczność, że kibice wywieszają transparent z gónolotnym hasłem o honorze, szacunku, braterstwie itp. i przy okazji znajduje się na nim wypisane wielkimi literami słowo DUPA (tak, wiem, to jakiś spójnik, czy coś w tym stylu). Zarówno gospodarze jak i goście zrobili całkiem fajne racowiska, poza tym było jakieś tam wzajemne pozdrawianie się i śpiewanie przez obydwa młyny piosenek, których oczywiście nie rozumiałem. Zdarzało się również, że młyn aktywizował piknik i śpiewano wtedy na dwie trybuny jakieś zbitki ze słów Oţelul i Galaţi.

A propos pikniku, mam tutaj dosyć nietypową ciekawostkę, mianowicie... w Rumunii istnieje jakieś ogólne przyzwolenie społeczne na palenie w tłumie. Oczywiście, również i w Polsce zdarza się, że ktoś pali na trybunie (mam na myśli oczywiście piknik, bo nigdy nie zdarzyło mi się być w młynie), jednak prawie zawsze robią to osoby, które najpierw upewniają się, że w promieniu co najmniej paru metrów nikogo nie ma. Tutaj większość palaczy nie krępowała się i odpalała szluga nie ruszając się ze swojego miejsca na trybunie (zresztą, ciężko było przemieszczać się na trybunie w trakcie meczu). Szok kulturowy przeżyłem dopiero dzisiaj, ponieważ poprzedniego dnia na meczu w Bukareszcie prestiż Areny Narodowej (albo też znajdujące się na stadionie kamery) skutecznie mitygował takie zachowania kibiców. W Gałaczu dyskomfort spowodowany dymem papierosowym był już całkiem znaczny, choć dało się to wytrzymać, wstrzymując oddech.

Na koniec sekcji jeszcze mam do poruszenia dwie krótkie kwestie związane z kibicami - otóż szacuję, że na dzisiejszym meczu było co najmniej 5.000 widzów, ale nie jestem w stanie podać konkretnej frekwencji, bo... jak na razie nie została ona nigdzie oficjalnie podana (co jest trochę dziwne w przypadku meczów na najwyższym poziomie rozgrywkowym). Drugą kwestią jest fakt, że oficjalną nazwą klubu z Gałacza jest Suporter Club Oţelul Galaţi - w tym przypadku chyba rzeczywiście chodzi nie o klub sportowy, a o klub kibiców, ponieważ obecna inkarnancja klubu została założona przez kibiców w 2016 roku i startowała od IV ligi po organizacyjnym upadku poprzedniej sekcji (który nastąpił zaledwie pięć lat po Mistrzostwie Rumunii!).

Mecz
 

Sytuacja po 21 kolejkach Superbet Superligi wyglądała następująco - gospodarze zajmowali 11. miejsce z 24 punktami na koncie, z kolei Petrolul był 6. i miał tych punktów 32. Goście zajmowali bardzo cenną lokatę, ponieważ po rundzie zasadniczej liga rumuńska zostaje podzielona na 2 części (punkty również są dzielone na 2), po czym kluby z miejsc 1-6 walczą o mistrzostwo, a kluby z miejsc 7-16 o spadek. Goście byli lekkim faworytem dzisiejszego meczu. Jeśli chodzi o różnego rodzaju ciekawostki, dzisiejszy mecz był debiutem nowego trenera Petrolulu, a mianowicie... Adriana Mutu. W Oţelulu również miał miejsce debiut trenera, ale Ovidiu Burca nigdy nie strzelił w Pucharze UEFA gola Andżelo Igowi Angelo Huguesowi ani też Chelsea nigdy nie dała za niego 22,5 mln euro, więc jego debiut był zdecydowanie mniej medialny.

W pierwszej połowie mecz był... widowiskiem dla wyjątkowych koneserów. Taki mecz przyjaźni na trybunach, ale za to na boisku też. Gra miała miejsce głównie na połowie Oţelulu, jednak w pierwszej połowie nie doszło do jakichś klarownych sytuacji. Highlightami pierwszej połowy był strzał w boczną siatkę Tommiego Jyry w 12. minucie meczu (po wrzucie z autu i zamieszaniu w polu karnym) oraz niecelny strzał z dystansu Tidiane Keity w 43. minucie (po wrzucie z autu, zamieszaniu w polu karnym i wybiciu piłki przez obrońcę Oţelulu na 25. metr). Szczerze mówiąc, gdyby nie ciekawe oprawy na trybunach, które poprawiły odbiór meczu, pierwsza połowa byłaby totalnie traumatyczna.

O dziwo, drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Z prawego skrzydła bardzo dobrze dograł dopiero co wprowadzony na boisko Frederic Maciel, piłkę inteligentnie fartownie przepuścił jeden z graczy Oţelulu, a na 15. metrze okazję na czysty strzał miał Miguel Silva. Niestety, strzelił on w tej sytuacji po ziemi i prosto w broniącego bramki Petrolulu Raula Balbarau. W 51. minucie miała z kolei miejsce bardzo dobra akcja gości - z prawego skrzydła dośrodkował Mihnea Radulescu, piłkę głową zgrał Gheorge Grozav, a znajdujący się na 6. metrze Alexandru Tudorie próbował strzelić z woleja, ale był w tej sytuacji odwrócony tyłem do bramki i miał za sobą jeszcze obrońcę, przez co mocno przestrzelił. Kilka minut później po wrzucie piłki z autu w pole karne i małym nieporozumieniu między obrońcami Oţelulu piłka trafiła do stojącego na 8. metrze Grozava, który w tej sytuacji skiksował i jego strzał pofrunął ponad bramką. W 75. minucie Radulescu po solowej akcji trafił znów tylko w boczną siatkę bramki strzeżonej przez Iustina Popescu (Petrolul co prawda przeważał, ale nie miałem okazji wymienić nazwiska bramkarza gospodarzy, bo wszystkie ich groźne akcje kończyły się niecelnymi strzałami). Pod koniec drugiej połowy piłkarzom gości zaczęło się już mocno spieszyć, przez co zaczęli grać długimi lagami w pole karne, ale nie stworzyło to większego zagrożenia. W ostatniej minucie doliczonego czasu gry gościom udało się wyprowadzić bardzo dobrą kontrę, ale wykończenie Grozava było mocno niecelne.

next  prev