glownachomikmapatrocinytags
Vìkingur - B36 4:0 (1:0)
21.04.2024 15:00
í Sarpugerði, Norðragøta
Betrideildin
Widzów: 600
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
           

Tym razem to wcale nie Chomik przybył na mecz, ale to mecz przybył do Chomika. Otóż po ostatnim gwizdku meczu farerskiej ekstraligi kobiet pozostałem na swoim miejscu, a zaledwie godzinę później na stadionie w Norðragøcie rozpoczął się prawdziwy szlagier.

Dotarcie na mecz

Jak do tej pory najkrótsza trasa, jaką odbyłem, żeby dotrzeć na mecz prowadziła z bocznego boiska stadionu w Toruniu (gdzie oglądałem mecz Pomorzanina) na właściwy stadion w Toruniu (gdzie oglądałem mecz Elany). W linii prostej było to zaledwie kilkadziesiąt metrów, jednak w praktyce trasa wiodła dookoła tych obiektów, więc efektywnie dystans wyniósł jakieś 500 metrów (inna sprawa, że w rzeczywistości wtedy... zabłądziłem, przez co zrobiłem dobre parę kilometrów). Tym razem jednak pomiędzy ostatnim gwizdkiem w meczu ze Skàlą aż do kick-offu w meczu z B36 mogłem nawet nie ruszać się ze swojego krzesełka.

Co prawda w oczekiwaniu na mecz z B36 chodziłem tu i tam po obiekcie, więc nabiłem w tym czasie trochę kroków, jednak ostatecznie w metryce chomiczej dystans, jaki musiałem pokonać, aby dotrzeć na mecz, wyniósł dokładnie 0 metrów. Absolutny rekord tej strony.

Stadion
 
 

Stadion í Sarpugerði zdążyłem już opisać w poprzedniej relacji - jak można się domyślić, przez tę godzinę nie za wiele się na nim zmieniło. Jedyna zmiana, jaką można wskazać względem poprzedniego meczu, to pojawienie się na obiekcie znacznej liczby osób porządkowych, które zajmowały się m.in. odgradzaniem od widzów piłkarzy wychodzących na murawę. Stewardzi byli bardzo pomocni, a u jednego z nich udało mi się wyprosić w przerwie załatwienie programu meczowego (programy meczowe były bowiem rozdawane kibicom przed meczem w nieznanym mi punkcie stadionu i w nieznanym mi trybie), dzięki czemu ostatecznie udało się przywieźć jakąś materialną pamiątkę z Norðragøty.

Kolejnym upgrade'em względem poprzedniej relacji jest fakt, że tym razem w towarzyszącej galerii (niektórzy Czytelnicy pewnie będą zaskoczeni, że na stronie funkcjonują jakieś galerie) zawarłem więcej zdjęć stadionu. Dopiero po meczu ekstraligi kobiet mogłem należycie obfotografować stadion, stąd zdjęcia te formalnie przypisałem już do meczu Vìkingura z B36.

Atmosfera
 
 

Dzisiejszy mecz był absolutnym szlagierem Betri deildin, ponieważ mierzył się w nim aktualny lider tabeli z chyba najbardziej medialnym farerskim klubem (moja prywatna obserwacja, niepoparta żadnymi naukowymi badaniami - przed popisowym rajdem KÍ w europejskich pucharach losowy Polak poproszony o podanie nazwy jakiegoś farerskiego klubu zapewne w pierwszej kolejności wymieniłby właśnie B36), dlatego też wydarzenie zgromadziło aż 600 widzów, a przystadionowy parking zapełnił się samochodami i busami (mam wrażenie, że żaden szanujący się obywatel Wysp Owczych nie korzysta z transportu publicznego).

Na meczu pojawiła się całkiem spora grupa kibiców gości, którzy oczywiście byli mniej lub bardziej przemieszani z gospodarzami. Można było ich zidentyfikować jako kibiców gości, ponieważ część z nich miała na sobie czarno-białe barwy, a poza tym dopingowali oni swój zespół, raz na jakiś czas coś wykrzykując (mieli oni ze sobą nawet bęben). Repertuar kibiców B36 był stosunkowo zróżnicowany i oczywiście nie byłem w stanie rozszyfrować dłuższych zawołań, jednak udało mi się odcyfrować dwa hasła: B-sexotríati! (B-trzydzieści sześć) oraz Hvìtir! Hvìtir! (Biali! Biali! - o dziwo, nic nie wspominali o kolorze czarnym, który też jest elementem strojów B36).

Jeśli zaś chodzi o kibiców gospodarzy, charakteryzowali się oni dużo mniejszym fanatyzmem, ponieważ na trybunach nie zauważyłem żadnych błękitnych barw Vìkingura - stąd też nawet nie rozpytywałem na stadionie o możliwość zakupu pamiątek. Niemniej, gospodarze też dopingowali swój zespół, choć ich repertuar był totalnie minimalistyczny, ponieważ polegało to chyba tylko na wykrzykiwaniu w kółko hasła Vìkingur!. Poza tym, na trybunie były również obecne flagi gospodarzy - jedna wisiała na barierce (i to bynajmniej nie wydrukowany w sposób profesjonalny materiał, a fajna ręczna robota nawet była trochę poplamiona czarną farbą). Drugą flagę próbowały zainstalować na piłkochwycie lokalne dzieciaki, ale im się to nie udało, a więc nie zaistnieje ona w niniejszej relacji. Trzecia flaga to była machajka z klubowym herbem, którą ktoś w miarę wytrwale machał przez znaczną część meczu.

Co ciekawe, na tym meczu chyba nie było dystrybucji ciacha i herbaty. Pod tym względem, organizacja meczu sekcji kobiet przebiła tę sekcji męskiej.

Mecz
 
 

Sytuacja przed dzisiejszym meczem 6. kolejki Betri deildin była następująca - B36 znajdowało się na 3. miejscu w tabeli z bilansem 3-1-1, z kolei Vìkingur miał na koncie komplet zwycięstw, choć częściowo zawdzięczał to korzystnemu terminarzowi (z drużyn z górnej połówki tabeli mieli oni na rozkładzie jedynie HB). Sekcję tradycyjnie zaczynam od wyjaśnienia, jak rozszyfrować skrót B36 - otóż pełna nazwa klubu to Convair B-36 Peacemaker Bóltfelagið 1936 (co przekładając na polski oznacza... po prostu Klub piłkarski 1936 - klub pochodzi z Tórshavn, ale nie wiem, czy nazwa miasta jest częścią nazwy klubu).

Od początku spotkania lepsze wrażenie paradoksalnie sprawiała drużyna B36. Gra odbywała się głównie na połowie gospodarzy, a pierwsze akcje były dziełem właśnie gości z Tórshavn. W 9. minucie jeden z graczy Białych odebrał piłkę piłkarzowi gospodarzy na ich połowie, po czym zagrał do... swojego kolegi z numerem, który najbardziej przypominał mi #13 (zanotowałem sobie #13, ale kogoś takiego nie było na boisku) - prawdopodobnie był to napastnik Zean Peetz Dalügge z #11, którego strzał z 16 metrów poszybował wysoko nad bramką. W 22. minucie meczu Dalügge (tym razem to był na pewno on) miał jeszcze jedną dobrą sytuację, ale jego strzał głową trafił zaledwie w słupek. B36 niby przeważało, ale jego gra polegała w znacznej mierze na mało produktywnym rozgrywaniu piłki, za to Vìkingur już w swojej pierwszej groźnej akcji zdobył gola - w 27. minucie świetnym strzałem zza pola karnego popisał się Sølvi Vatnhamar, który trafił w samo okno bramki strzeżonej przez Bjarti Vitalisa Mørka. Parę minut potem gospodarze mieli kolejną dobrą sytuację, jednak strzał Jákupa Johansena został zblokowany przez jednego z obrońców i zaledwie doturlał się do rąk Mørka. Więcej klarownych sytuacji w pierwszej połowie nie uświadczyliśmy, a drużyny schodziły do szatni przy wyniku 1:0 dla gospodarzy.

Drugą połowę zaczęli od środka piłkarze B36, ale mimo to udało im się w ciągu niecałych 60 sekund stracić piłkę oraz gola na 0:2. Bramkarz gości obronił pierwszy strzał, jednak przy dobitce Gézy Davìda Turiego był już bezradny. I była to bramka, która ustawiła dalszy mecz, ponieważ od tej pory była to modelowa rywalizacja drużyny grającej bezproduktywny atak pozycyjny z drużyną, która bezlitośnie wyprowadzała kontry. Bramki na 3:0 i 4:0 padły właśnie po kontrach - jedną wykończył w 61. minucie Johansen, a drugą w 72. minucie Árni Nóa Atlason. W 78. minucie Vìkingur wyprowadził akcję (która wyglądała niemal jak w grze FIFA na poziomie Beginner, ponieważ jeden z piłkarzy minął paru obrońców B36, po prostu biegnąc z piłką po linii prostej) zakończoną wystawieniem piłki jednemu z graczy gospodarzy na wysokości 6-7. metra - ten przyjął sobie piłkę i poprawił, ale trwało to zbyt długo, bo jego strzał zdążył zblokować obrońca B36. Do końca meczu nie uświadczyliśmy już niczego ciekawego i ostatecznie zakończył się on spektakularnym zwycięstwem 4:0 gospodarzy.

next  prev