glownachomikmapatrocinytags
Vìkingur - Skàla ÍF 10:0 (6:0)
21.04.2024 12:15
í Sarpugerði, Norðragøta
Betrideildin kvinnur
Widzów: 50
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
           

Kontynuuję swoją podróż po Wyspach Owczych - tym razem, żeby było jeszcze bardziej hipstersko, przyszedł czas na mecz kobiecej Betrideildin.

Dotarcie na mecz
 
 

Jak zapewne wszyscy dwaj wierni Czytelnicy Chomika pamiętają, poprzednia relacja zakończyła się wraz z ostatnim gwizdkiem w KlaksvÍk. Po tym meczu wybrałem się na miejski dworzec autobusowy, skąd o 21:20 odjeżdżał ostatni tego dnia autobus przewoźnika Strandfaraskip Landsins. Przyznam, że stosunek Farerów do transportu zbiorowego jest bardzo lekceważący, ponieważ na żadnym z przystanków, na którym byłem, nie było nawet rozkładu (podczas gdy tego rodzaju potwierdzenie, że autobus rzeczywiście stąd odjeżdża byłoby bardzo uspokajające, ponieważ w harmonogramach kursów często występują różnego rodzaju modyfikacje i wyjątki). Kiedy tak stałem na dworcu w Klaksvík (wyglądał jak drewniana budka), a autobus nie chciał się pojawić, zacząłem obawiać się, że pomieszałem przystanki i tego dnia utknę na wyspie Borðoy. Na szczęście, autobus relacji Klaksvík - Fuglafjørður w końcu pojawił się na przystanku, a ja wsiadłem w niego i wysiadłem kilkanaście minut później - w Leirvík na wyspie Eysturoy, gdzie tego dnia miałem nocleg.

Leirvík to typowe farerskie miasteczko - mieszka w nim niecały tysiąc osób i składa się ono głównie z kolorowych drewnianych domków, z jednej strony ograniczonych morzem, a z drugiej górskimi szczytami. Niegdyś w mieście tym swoje mecze rozgrywał lokalny ÍF, jednak klub ten w 2008 roku połączył się z GÍ Gøta, tworząc... właśnie Víkingura, który swoje mecze rozgrywa obecnie w Norðragøcie, znajdującej się po drugiej stronie szczytu Knúkur. Z miasteczka Leirvík do Norðragøty można dostać się autobusem jadącym tunelem drogowym poprowadzonym pod Knúkur lub też pieszo szlakiem górskim; ostatecznie zdecydowałem się na tę drugą opcję. Szlak zaczyna się w miejscu dość symbolicznym dla tej relacji, ponieważ tuż obok starego stadionu ÍF (obecnie jest to rezerwowy obiekt Víkingura), a następnie prowadzi w górę aż do punktu znajdującego się 330 m npm, nieopodal szczytu Knúkur. Moja kondycja była nie najlepsza (choć zaznaczę, że szlak dostał od Farerów ocenę Challenging, czyli o jeden punkt wyżej niż ten na Klakkur), ale jakoś udało mi się dotrzeć do owego checkpointu. Widok był naprawdę niesamowity (m.in. zobaczyłem stamtąd stadion w Norðragøcie), więc na trochę się tam zatrzymałem - zrobiłem trochę zdjęć, wypiłem swój ostatni cydr, a następnie zacząłem powoli schodzić w kierunku Norðragøty. Pod koniec drogi ewidentnie zgubiłem szlak (ponieważ nie sądzę, że powinien on prowadzić przez prywatne gospodarstwo), ale dotarłem do Norðragøty o czasie (mniej więcej o czasie, ponieważ wszedłem na teren stadionu w momencie kick-offu... ale to bardziej dlatego, że myślałem, że mecz zaczyna się o 12:30 i po drodze zahaczyłem jeszcze o sklep).

Norðragøta to typowe farerskie miasteczko - mieszka w niej kilkaset osób i składa się ona głównie z kolorowych drewnianych domków, z jednej strony ograniczonych morzem, a z drugiej górskimi szczytami. Zgadza się, skopiowałem ten opis z poprzedniego akapitu (miasteczka na Forojach praktycznie nie różnią się od siebie).

Stadion
 

Stadion í Sarpugerði w Norðragøcie jest położony w bardzo malowniczym otoczeniu (jak zresztą każdy stadion na Forojach), ponieważ patrząc na wydarzenia boiskowe, w tle widać zarówno szczyty górskie, jak i morze. Sam obiekt składa się z jednej, w pełni zadaszonej trybuny, na której znajduje się ok. 500 porządnych krzesełek w kolorze niebieskim (zgodnie z informacjami z Internetów, oficjalna pojemność stadionu to 3000 miejsc, przy czym nie wiem, jakiej użyto tu metodologii). Stadion jest stosunkowo nowy i dzięki temu bardzo funkcjonalny - w kompaktowym obiekcie mieszczą się m.in. szatnie, hala sportowa i pewnego rodzaju przestrzeń dla VIP-ów (wezmę to słowo w cudzysłów, biorąc pod uwagę, że ja też się tam dostałem). Trybuna jest podniesiona względem poziomu murawy o jakieś półtora metra, dzięki czemu widok z trybuny jest całkiem dobry. Jedynym minusem stadionu są ławki rezerwowych, które wyglądają jak archaiczne betonowe przystanki autobusowe (trochę to ironiczne, ponieważ gdyby rzeczywiście były one przystankami, dużo lepiej spełniałyby one swoją rolę niż standardowe farerskie przystanki). I nie tyle chodzi mi tu o wrażenia estetyczne (zapewne pamiętają one jeszcze czasy GÍ), a o fakt, że przesłaniają one częściowo murawę.

Murawa na stadionie jest oczywiście sztuczna (trochę ze względu na warunki klimatyczne, a trochę z tego względu, że prawdziwą zapewne zeżarłyby owce), do czego już zdążyłem się przyzwyczaić na Forojach. Na stadionie znajduje się też sztuczne oświetlenie, przy czym nie wiem, czy pozwala ono na rozgrywanie profesjonalnych meczów po zmierzchu, czy służy ono tylko do treningów. W każdym razie, swoje mecze w rundach eliminacyjnych różnych europejskich pucharów Víkingur rozgrywał na við Djúpumýru w Klaksvík. Z innych istotnych informacji, na stadionie niestety nie ma tablicy wyników, stąd należy polegać na informacjach podawanych przez spikera - o ile oczywiście ktoś zna farerski.

Atmosfera
 

Nie ma co się czarować - oficjalna frekwencja na dzisiejszym meczu wyniosła 50 osób, tak więc nie będzie za dużo do opisywania w tej sekcji. Widzowie byli rozproszeni po całym stadionie - część zasiadywała na krzesełkach, a część oglądała mecz, stojąc przy linii bocznej. Oczywiście, nie prowadzono zorganizowanego dopingu, ale gole i bardziej spektakularne akcje były nagradzane brawami. Z dzisiejszego meczu nie wyniosłem żadnej materialnej pamiątki, ponieważ na stadionie nie prowadzono żadnej sprzedaży gadżetó i jak można się domyślić, nie był on też biletowany. Chyba jedyną ciekawostką będzie fakt, że przechadzając się dookoła boiska odkryłem istnienie na stadionie loży samochodowej - w kilku zaparkowanych wzdłuż linii bocznej samochodach siedzieli pasażerowie, którzy z tej perspektywy oglądali mecz. Co prawda widok na wydarzenia boiskowe był zapewne nie najlepszy, ale przynajmniej nie trzeba było wystawiać się na dzisiejszą pogodę (wiatr i kilka stopni na plusie).

No dobra, w przerwie meczu miała miejsce jedna bardzo fajna rzecz, którą na pewno warto opisać w tej sekcji - otóż, gdy piłkarki zeszły do szatni, widzowie weszli na górę trybuny i schowali się w czymś, co w poprzedniej sekcji nazwałem pewnego rodzaju przestrzenią dla VIP-ów. Widząc szansę na obejrzenie zakamarków stadionu, udałem się za lokalsami. Przestrzeń dla VIP-ów była dużą salą (z przeszkloną ścianą, dzięki czemu dałoby się oglądać stąd mecz), w której znajdowało się kilka długich stołów z krzesłami oraz coś, co wyglądało na zamknięte stoisko gastronomiczne. Ku mojemu zaskoczeniu, po paru minutach rolety na stoisku zostały podniesione i zaczęto na nim wydawać domowe ciasto oraz kawę/ herbatę (którą należało sobie nalewać z gustownych dzbanków z logo Víkingura). Nie było regularnego cennika, wrzucano co łaska do znajdujących się na stoisku kubeczków. Trochę było mi głupio, ponieważ poprzedniego dnia w Klaksvík wystrzelałem się z całej gotówki, przez co wrzuciłem do kubeczka swoje ostatnie 5 koron duńskich. Nawet przeliczając na polskie złote było to raczej mało (niecałe 3 PLN), a na standardy farerskie było to wprost mikroskopijnie mało - gdyby na Forojach sprzedawano gumy kulki, to sztuka zapewne kosztowałaby właśnie 5 DKK. W każdym razie, domowe ciasto było bardzo dobre, a ciepła herbata bardzo się przydała.

Mecz
 
 

Ciężko było się spodziewać dziś czegokolwiek innego niż zdecydowanego zwycięstwa gospodyń. Piłkarki Víkingura po pierwszych 2 kolejkach mogły pochwalić się 2 zwycięstwami i bilansem bramkowym 13:0, z kolei gościnie ze Skáli były ich jednoznacznym przeciwieństwem z 2 porażkami i bilansem bramkowym 0:10.

Co ciekawe, pierwszy kwadrans gry był całkiem wyrównany - żadna z drużyn nie wyprowadziła godnej uwagi akcji, a piłkarki Skáli wcale nie odstawały od gospodyń i nawet bywały pod ich polem karnym. Później jednak piłkarki Víkingura zaczęły szybko przejmować inicjatywę, ponieważ między 17. a 21. minutą wyprowadziły 4 akcje, z czego dwie zakończyły się minimalnie niecelnymi strzałami, a dwie świetnymi interwencjami Ingrið Berg Rasmussen. W 23. minucie udało się w końcu napocząć zespół gościń - któraś z zawodniczek posłała z głębi pola długą piłkę do Eydny Olsen Dalheim, a ta będąc sam na sam z Rasmussen wystawiła piłkę Jensie Tórolvsdóttir, która z bliska trafiła do pustaka. W 26. minucie jedna z piłkarek Víkingura próbowała wkręcić z kornera, ale Rasmussen zbiła tę piłkę na poprzeczkę; pierwsza dobitka gospodyń trafiła również w poprzeczkę, a drugą z linii bramkowej wybiła obrończyni gościń. W 30. minucie meczu gościnie utrzymywały całkiem godny rezultat, ponieważ przegrywały zaledwie jednym golem.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o emocje, ponieważ do końca pierwszej połowy gospodynie zdążyły strzelić jeszcze 5 (!) bramek. Najpierw w 32. minucie Lea Lisberg wbiła z bliskiej odległości piłkę do bramki po zagraniu z prawego skrzydła. Następnie w 34. minucie Tórolvsdóttir podwyższyła na 3:0 strzałem z karnego, który został podyktowany po głupim zagraniu ręką jednej z obrończyń Skáli. Zaledwie minutę później Mona Rasmusdóttir strzałem z bliska wykończyła dogranie z prawego skrzydła (bardzo podobna akcja do tej na 2:0). Gol na 5:0 padł w 41. minucie po długim zagraniu do Lisberg, która w sytuacji sam na sam pokonała Rasmussen. W 42. minucie gospodynie ponowiły ten schemat i sytuację sam na sam wykorzystała Eydna Olsen Dalheim. Generalnie obrończynie Skáli okazały się bardzo źle przygotowane do przecinania długich piłek, przez co od pewnego momentu gra Víkingura wyglądała, jakby była to gra komputerowa i zawodniczki odkryły jakiegoś glitcha, z którego bez przerwy korzystały. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem aż 6:0.

Druga połowa w wykonaniu gościń wyglądała odrobinę lepiej, ponieważ zorganizowały się one do pewnego stopnia w obronie i przestały być tak podatne na długie piłki (nie była to bynajmniej zasługa zmian, ponieważ trener Skáli miał na ławce zaledwie jedną piłkarkę, którą wprowadził na boisko w 58. minucie). Niemniej, gospodynie w ciągu drugich 45 minut zdołaly strzelić jeszcze 4 kolejne gole. W 54. minucie jedna z piłkarek Víkingura wygrała przebitkę i wystawiła piłkę na środek pola karnego, gdzie Lisberg uprzedziła Rasmussen i skompletowała hat-tricka. W 61. minucie ta sama piłkarka w sytuacji sam na sam z Rasmussen posłała piłkę minimalnie obok bramki. W 73. minucie było 8:0 za sprawą Tórolvsdóttir, która bardzo dobrym strzałem z pierwszej piłki wykończyła wrzutkę i tym samym również skompletowała hat-tricka. Minutę później ta sama piłkarka wykazała się największą przytomnością w zamieszaniu w polu karnym i zdobyła swoją czwartą tego dnia bramkę. Wynik meczu ustaliła zaś w 85. minucie Rasmusdóttir pięknym strzałem w okno sprzed pola karnego.

next  prev