 |
Unia Oświęcim - Lubań Maniowy 1:2 (1:0)
20.08.2023 13:00
MOSiR w Oświęcimiu
Jako 4. liga małopolska
Widzów:
200-250
Cena biletu:
10 zł (normalny)
| |
Co ciekawego można obejrzeć w Oświęcimiu? Oczywiście, mecz 4. ligi małopolskiej.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Wycieczka do Oświęcimia była kontynuacją mojej weekendowej wycieczki do województwa małopolskiego, której poprzedni etap miał miejsce w Wieliczce. Po spędzeniu tam większości weekendu u mojej siostry oraz mojego prawie-szwagra, w niedzielny poranek wyruszyłem z ich wielickiego mieszkania w stronę stacji kolejowej Wieliczka Park, skąd wyjechałem o godzinie 10:11 pociągiem Kolei Małopolskich relacji Wieliczka Rynek-Kopalnia - Kraków Lotnisko. Na stacji Kraków Główny przesiadłem się w pociąg Polregio relacji Kraków Głowny - Oświęcim (przy okazji, zagraniczni turyści pytali mnie, czy to na pewno pociąg do Auschwitz, bo nazwa Oświęcim nic im nie mówiła). O 11:55 byłem już na stacji w Oświęcimiu, skąd udałem się na stadion MOSiR.
Chyba wszyscy zdają sobie sprawę, co jest największą atrakcją Oświęcimia. Chodzi oczywiście o polski niemiecki (w moich relacjach co najmniej dwukrotnie przewijał się motyw kibiców, którzy edukowali w tej materii, m.in. tu i tu) kompleks obozów śmierci Auschwitz-Birkenau. Jako osoba o jako-takim wykształceniu, nosiłem się z zamiarem zwiedzenia tego obiektu o wielkiej wartości historycznej, jednak logistycznie nie było to łatwe. Otóż zwiedzanie obozów możliwe jest jedynie pod opieką tzw. edukatorów, a całe zwiedzanie trwa ok. 3,5 godziny (jedyna opcja zwiedzania obiektu bez edukatora jest pod sam koniec dnia). Niestety, nie udało mi się znaleźć takiej godziny, żeby móc pogodzić obejrzenie obiektu z listy Światowego Dziedzictwa UNESCO oraz meczu IV ligi, a więc wygrały priorytety - o 12:15 byłem już pod stadionem Unii.
Trochę byłem wkurzony na politykę władz muzeum, ponieważ gdyby nie obowiązek zwiedzania miejsca z edukatorem, na pewno udałoby mi się ustawić dzień tak, żeby obejrzeć to miejsce. Na pewno wyniósłbym z tej wizyty dużo, a także zachował świadomość powagi zwiedzanego miejsca, nawet bez edukatora. Jedyne, co udało mi się zrobić, to wybrać się po meczu do wsi Brzezinka, gdzie zobaczyłem słynną bramę KL Birkenau.
Swoją drogą, festynowe obrazki, jakie widziałem pod KL Birkenau dały mi dość dużo do myślenia. Zobaczyłem tam m.in. parkę, która z uśmiechem zrobiła sobie selfie przed bramą prowadzącą do obozu śmierci (jaki dadzą opis, kiedy wrzucą sobie tę samojebkę na fejsa czy inne insta? #yolo?). Ten widok uświadomił mi, że w tym miejscu edukatorzy chyba rzeczywiście są nieodzowni...
| | Stadion |
    |
    |
Zgodnie z Regulaminem MOSiR Oświęcim, a konkretnie paragrafem 3: Obiekt składa się z: 1. boiska sportowego o nawierzchni trawiastej 2. bieżni sportowej 3. trybun o pojemności min 500 miejsc siedzących przeznaczonych dla publiczności 4. budynku socjalno – administracyjnego
Stadion prawdopodobnie łamie regulamin MOSiR, ponieważ 500 to liczba krzesełek, jakie naliczyłem na czterech sektorach położonych wzdłuż linii bocznej boiska. A te przedziela dosyć ciekawa konstrukcja, a mianowicie oldschoolowa trybuna z 9 rzędami ławek, przykryta dość nisko osadzonym drewnianym dachem. Na trybunie tej można zmieścić jakieś 200-300 widzów. Zarówno krzesełka jak i ławki są jednolicie niebieskie, dzięki czemu cała trybuna jest kolorystycznie spójna
Stadion na pewno zaś spełnia pozostałe punkty regulaminu, ponieważ murawa jest trawiasta, a pomiędzy nią a trybuną znajduje się bieżnia. Na szczęście, nie jest ona aż tak szeroka (trybunę od linii bocznej dzieli jakieś 13 metrów), ale biorąc pod uwagę, że trybuny są dosyć niskie, fakt ten wydatnie pogarsza odbiór meczu. Na terenie MOSiR znajduje się również budynek socjalno-administracyjny, w którego środku znajdują się szatnie, a na zewnętrznej ścianie wisi porządna tablica wyników wskazująca jednak tylko wynik oraz czas (na tablicy jest napisane GOSPODARZE - GOŚCIE ).
Vis a vis głównej trybuny, już za ogrodzeniem stadionu, biegnie leśna ścieżka - znajduje się ona na jakimś nasypie ziemnym, w każdym razie, na tyle wysoko, że niektórzy śledzili wydarzenia meczowe właśnie z tamtego miejsca.
| | Atmosfera |
    |
Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy przy okazji wejścia na stadion to fakt, że bilety na dzisiejsze wydarzenie były całkiem estetyczne. Niestety, była to dziś jedyna materialna pamiątka z meczu, ponieważ ani w kasie, ani w dobrze zaopatrzonym stoisku gastronomicznym nie sprzedawano tego dnia żadnych gadżetów. Kiedy natomiast zasiadłem na trybunie, w uszy rzucił mi się fakt, że muzyka na stadionie była absolutnie fatalna. Ja wiem, że piłka nożna nie jest specjalnie intelektualną rozrywką i raczej nie spodziewałem się przed meczem nokturnów Chopina, jednak nawet nie wyobrażałem sobie, że w ogóle może istnieć taki rodzaj muzyki jak to, co było tego dnia serwowane na stadionie. Kulminacją był puszczony cover Balu wszystkich świętych - to było tak niewypowiedzianie złe, że normalnie nazwałbym to zbrodnią przeciwko ludzkości, jednak w poście z Oświęcimia raczej nie wypada. Co prawda nie był to chyba typowy repertuar serwowany tu kibicom Unii, ponieważ sami ludzie zgromadzeni na stadionie dziwili się tym, co rozlegało się z głośników. Niemniej, słysząc tę przedmeczową muzykę poniosłem znaczne szkody moralne, więc przyznam, że od pierwszego gwizdka liczyłem raczej na zwycięstwo gości.
Poświęciłem cały akapit narzekaniu na koszmarnie złą muzykę puszczaną przed meczem, a to głównie dlatego, że na samym meczu panowała atmosfera mocno koneserska. Kibice nie zapewnili mi dziś zbyt wiele contentu do wypełnienia tej sekcji. Nie uświadczyłem ani zorganizowanego dopingu, ani nawet zbyt dużo barw wśród kibiców na trybunach - atmosfera była stuprocentowo piknikowa. Nie wiem, czy nie wynikało to z jakiegoś bojkotu - w Oświęcimiu przecież istnieje szeroko pojęty klimat kibicowski.
| | Mecz |
    |
    |
Przyznam szczerze, że przed meczem nie zrobiłem żadnego researchu i wydawało mi się, że to gospodarze są faworytami. Nie miało to podstaw, ponieważ po trzech pierwszych kolejkach legitymowali się oni kompletem porażek (ja wiem, że 3 kolejki to jakieś 9% sezonu, ale bilans 0-0-3 to całkiem konkretna informacja). Goście z totalnie anonimowej miejscowości Maniowy (nazwa Lubań sugerowała jednak, że to gdzieś pod Gorcami) po pierwszych 3 kolejkach mieli na koncie 4 punkty. Z racji 75-lecia powstania grali tego dnia w jubileuszowych strojach, na których litery oraz herb (wzorowany na starym Zrzeszeniu LZS) mieniły się na złoto. Na szczęście, inaczej niż w przypadku Górnika Wieliczka dzień wcześniej, ich stroje nie były czarne, co w tym upale byłoby mocno niewskazane. Gospodarze grali na niebiesko, a goście na zielono (na szczęście, gospodarze odróżniali się od gości białymi spodenkami, bo mam pewien problem z odróżnianiem niebieskiego od zielonego).
W pierwszych minutach meczu byliśmy świadkami ciekawej sytuacji, ponieważ jeden z graczy Unii zdecydował się na strzał z okolicy koła środkowego - bramkarz gospodarzy, Jakub Lipka, kontrolował chyba całą sytuację, ale na powtórkach widać, że piłka niewiele minęła okienko jego bramki. Z kolei pierwszy celny strzał na bramkę był dziełem gości - w 12. minucie z wolnego strzelał Patryk Duda (gracz Lubania), a piłkę do boku sparował Szymon Gniełka. Bramkarz Unii w następnych minutach był parę razy testowany przez piłkarzy gości, którzy próbowali pokonać go strzałami sprzed pola karnego. Pierwsza konkretna sytuacja dla gospodarzy miała miejsce w 23. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzał głową z bliska oddał Daniel Kapibara Kabara i trafił w słupek. Z kolei w 27. minucie po wrzutce w pole karne jeden z graczy Lubania (oznaczony #17 - na podstawie dostępnych źródeł nie jestem w stanie określić, kto to) oddał bardzo ciekawy strzał nożycami, który nieznacznie minął bramkę. W 29. minucie Unia dostała rzut wolny na ok. 30. metrze, który wykonywał Tomasz Matysek. Oddał on ciekawy strzał po ziemi, który minął mur i muskając słupek, trafił zaledwie w boczną siatkę. Mecz był dosyć wyrównany, ale wynik na tablicy nadal wynosił 0:0.
Aż do 33. minuty, kiedy gospodarze wyszli na prowadzenie w bardzo nieoczekiwany sposób. Jeden z graczy Unii dośrodkował ze skrzydła w kierunku długiego słupka, gdzie znajdował się jedynie obrońca gości, Mateusz Pluta. Obrońca był w tej sytuacji nieatakowany i mógł spokojnie przepuścić tę piłkę, jednak nie był tego świadomy i zdecydował się na interwencję. Była ona bardzo niefortunna, ponieważ... idealnie przelobował on własnego bramkarza (nie dając mu żadnych szans na interwencję), a piłka wpadła do bramki. Po tej bramce gospodarze cofnęli się, a goście przeszli do ataku. Najbliżej wyrównania byli oni w 45. minucie, ale Piotr Bryja z bliskiej odległości nie trafił czysto głową w piłkę... odbierając tym samym Plucie szansę na rehabilitację, ponieważ to on dorzucał. Do przerwy było 1:0.
W drugiej połowie przewagę mieli gracze Lubania, choć niewiele z niej przychodziło. Bardzo ciekawą sytuację mieli za to w 66. minucie gospodarze, a polegała ona na tym, że w zamieszaniu jeden z graczy Unii (#13) uderzył w polu bramkowym szczupakiem głową tak, że poszła ona... pionowo w górę. Taka świeca. Piłka opadała na poprzeczkę, a oślepiony słońcem bramkarz Lubania w dziwny sposób odbił piłkę przed siebie, wprost do #13, który z bliska niecelnie dobijał głową. Tak więc nadal było zaledwie 1:0.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą, nawet te z dupy. W 73. minucie goście dostali karnego (jeden z graczy Lubania dostał dobre podanie na dobieg i zdążył trącić piłkę przed interweniującym obrońcą, który trafił w jego nogę). Jedenastkę spokojnym strzałem wykorzystał Ołeksij Zajka. Piłkarzy z Podhala remis wcale nie satysfakcjonował, tak więc cisnęli dalej. W 84. minucie po wrzutce z kornera najlepiej w polu karnym zachował się Jakub Kasperczyk, który inteligentnym strzałem głową pokonał Gniełkę. Unici mogli jeszcze wyrównać, ponieważ po wrzutce z wolnego w bardzo dobrej sytuacji znalazł się Kabara - jego strzał z ostrego kąta bardzo dobrze obronił (nie wiem, jaką dokładnie częścią ciała - twarzą/ klatką/ ramieniem, ale było to bolesne) Lipka. Mecz zakończył się wynikiem 1:2.
|
| |
| |
  
|
|