glownachomikmapatrocinytags
Górnik Wieliczka - LKS Śledziejowice 5:2 (2:0)
19.08.2023 13:00
Stadion Górnika Wieliczka
Klasa okręgowa, grupa Kraków III
Widzów: ~150
Cena biletu: 10 zł (normalny)
           

Co ciekawego można obejrzeć w Wieliczce? Oczywiście, mecz klasy okręgowej.

Dotarcie na mecz
 
 

Do Wieliczki przyjechałem w piątek w odwiedziny do siostry oraz szwagra (no dobra, na razie jeszcze nie szwagra, więc nazwijmy go prawie-szwagrem). Oczywiście, w pierwszej kolejności chodziło w tym przypadku o odwiedzenie rodziny, ale skoro okazało się, że w ten weekend swój mecz rozgrywa lokalny klub z Wieliczki, nie mogłem przepuścić okazji i tego nie zobaczyć.

Moja podróż zaczęła się ok. 7:50 na dość niepozornej stacji Warszawa Młynów. Jest to raczej stacja kolei podmiejskiej, ale ze względu na trwające w Warszawie remonty zdarza się, że można tu wsiąść nawet w pociąg relacji Olsztyn Główny - Kraków Główny, tak jak mi się to tego dnia zdarzyło. W Krakowie pojawiłem się zgodnie z planem po godzinie 11:30 i pierwsze co tam zrobiłem, to udałem się na Rynek Główny, który w mojej podświadomości jest najbardziej polskim z polskich miejsc. Po tym jak już nasyciłem się widokiem Rynku, Kościoła Mariackiego, Sukiennic, Pomnika Mickiewicza, a także chmar turystów oraz straganów z oscypkiem serkiem owczym po 10 zł, mogłem wrócić z powrotem na Dworzec Główny i zakupić sobie bilet na pociąg Kolei Małopolskich relacji Kraków Balice - Wieliczka Rynek-Kopalnia. O 14:05 pociąg dotoczył się na stację docelową - ja co prawda o tym na początku nie wiedziałem, ponieważ obok stacji znajdował się budynek dworca autobusowego, na którym znajdowała się tabliczka o treści Wieliczka (a ja oczekiwałem tabliczki Wieliczka Rynek-Kopalnia), ale ostatecznie ogarnąłem się zanim pociąg wyruszył z powrotem w stronę Balic.

W Wieliczce zaliczyłem chyba większość niezbędnej kulturówki - zobaczyłem m.in. kilka szybów kopalni soli, Zamek Żupny, tężnie solankowe oraz warzelnię soli. Wszystko oczywiście z zewnątrz, ponieważ zwiedzanie zabrałoby mi zbyt dużo czasu. Jedynym miejscem jakie dokładnie obejrzałem od środka, był... stadion Górnika Wieliczka. Skorzystałem z otwartej bramki i wlazłem na obiekt, żeby zrobić obowiązkową sesję zdjęciową, kiedy ten jeszcze był pusty. Jak się później okazało, cały mój chuligański trud był niepotrzebny, ponieważ kiedy następnego dnia na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem wszedłem na teren stadionu już całkiem legalnie, byłem tam chyba pierwszą osobą i wtedy również miałem całą trybunę do swojej dyspozycji. Niestety, na mecz przyszedłem bez towarzystwa, ponieważ zarówno siostra jak i prawie-szwagier byli mocno zajęci obowiązkami domowymi ze względu na zbliżającą się wizytę... prawie-teściów.

Stadion
 

Jak często bywa przy pisaniu moich relacji, na samym początku odpaliłem sobie jakieś standardowe źródło (w tym wypadku - Wikipedię), żeby nieco poukładać sobie moje obserwacje dotyczące stadionu. A więc stadion został otwarty w 1960 roku - co jest całkiem możliwe, może pomieścić 1200 widzów - to też jest bardzo prawdopodobne.

Dalej robi się nieco bardziej ciekawie: Budowa stadionu dla Górnika Wieliczka rozpoczęła się w 1949 roku. Obiekt powstawał w miejscu, w którym podczas II wojny światowej istniał hitlerowski obóz pracy przymusowej. Budowa trwała 11 lat. Przyznam, że tutaj mocno się zastanawiam, jak to możliwe, że zbudowanie obiektu zajęło aż 11 lat, podczas gdy w tamtych czasach Stadion Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego ukończono również w 11, ale miesięcy. Stadion w Wieliczce składa się bowiem z jednej trybuny, którą stanowi 8 betonowych rzędów, na których obecnie znajdują się krzesełka w kolorach czarnym, zielonym i żółtym. Centralna część trybuny objęta jest blaszanym zadaszeniem wspartym na słupkach - jak na tamte Gomułkowskie czasy (o ile oczywiście zadaszenie również zostało oddane do użytku w 1960 roku) była to bardzo estetyczna konstrukcja. Ale... to nadal nie tłumaczy, dlaczego budowa stadionu ciągnęła się niczym tułaczka Żydów w Księdze Wyjścia.

Stadion jest niestety nieco nadgryziony zębem czasu - część krzesełek jest mocno wyblakła, a część uszkodzona. W mniej reprezentatywnej części trybuny, w okolicach sektora gości znajdziemy krzesełka w kolorach odstających od ogólnie przyjętej kolorystyki, a mianowicie, białe i czerwone. Z innych niedogodności, na stadionie nie uświadczymy niestety tablicy wyników. Usłyszymy za to spikera, którego stanowisko pracy znajduje się w blaszanym kiosku vis a vis trybuny stadionu. Biorąc pod uwagę upały, jakie miały miejsce tego dnia, jego zadanie nie było chyba zbyt przyjemne. W nocy pizga w dzień parówa; zero wentylacji i brak kanalizacji robią swoje.

Żeby nie było, że dostrzegam same negatywne aspekty areny dzisiejszego spotkania - trybuna zapewnia całkiem dobry ogląd wydarzeń boiskowych. Trybuna jest wysoka, a dodatkowo jeszcze podniesiona o prawie metr względem poziomu boiska. Co prawda słupy podtrzymujące zadaszenie nieco przesłaniają widok, ale trzeba przyznać, że zadaszenie w lidze okręgowej nie jest tak często widzianym luksusem. Sam stadion jest też malowniczo położony, ponieważ tuż obok znajduje się Szyb Daniłowicza, czyli jeden z najważniejszych szybów kopalni Wieliczka.

Atmosfera
 

W województwie małopolskim klasa okręgowa to 7. poziom rozgrywkowy. Wynika to z faktu, że jest to jedno z niewielu województw, gdzie istnieje coś takiego jak 5. liga. Jako małą ciekawostkę podam, że do niedawna w województwie małopolskim istniała nawet klasa C (jedyny w Polsce przykład 10. szczebla rozgrywkowego) - na poziomie tym znajdowała się zaledwie jedna grupa i to nawet konkretnie w powiecie wielickim. Była to jednocześnie najmniejsza liga w Polsce, ponieważ o ile dobrze kojarzę, występowało w niej zaledwie 5 drużyn. Niestety, ktoś ostatecznie rozgonił tę prowizorkę i poprzyłączał te drużyny do różnych grup klasy B. Niestety, nie zdążyłem odwiedzić Wieliczki w czasach, kiedy 10. poziom roz(g)rywkowy jeszcze istniał.

Pomimo tego, że dzisiejszy mecz odbył się na 7. poziomie rozgrywkowym, był on biletowany, a gustowny kartonowy bilet (dla niepoznaki nazywany cegiełką) kosztował 10 zł. Niestety, na meczu nie udało mi się zakupić żadnego gadżetu ani pamiątki, tak więc bilet pozostał tego dnia moją jedyną materialną pamiątką z meczu (choć i tak pod tym względem było to o jedną materialną pamiątkę lepiej niż się spodziewałem).

Sama atmosfera na trybunie była mocno koneserska - dzisiejszy mecz zgromadził jakieś 100-150 kibiców, którzy oglądali mecz w trybie całkowicie piknikowym. Ani przeciwnik (którego spiker określił na początku mianem Śledziejowic Śledziejowice; nie wiem jednak, czy jest się z czego śmiać, skoro właśnie w ten sposób zostali oni zaetykietkowani na stronie PZPN), ani pogoda (pełne słońce i temperatura ok. 30'C) nie zachęciły chyba do tłumnego przyjścia na dzisiejszy mecz. Ludzie zgromadzeni na trybunie kontemplowali wydarzenia boiskowe, trochę rozprawiali na tematy piłkarskie (nikomu nie chce się tam grać, Hiszpanów nasprowadzali z rezerw i niższych lig... - zdaje się, że nie rozmawiali o drużynie z Wieliczki), a udane akcje nagradzali brawami. Nie było chyba żadnego przykładu zorganizowanego dopingu, ale pozytywnym elementem dodającym punkty do atmosfery boiskowej była średniej wielkości flaga Górnik Wieliczka wisząca na metalowej siatce oddzielającej trybunę od boiska (po co w ogóle na stadionie ta siatka?). Poza zgromadzonymi na trybunie kibicami, czynnymi widzami było również paru gości, którzy oglądali wydarzenia meczowe zza ogrodzenia znajdującego się za trybuną (po drugiej stronie są już chyba jakieś ogródki, czy coś w tym stylu).

Mecz
 
 

Dzisiejsza pogoda była utrapieniem nie tylko dla siedzących pod daszkiem pikników, ale oczywiście przede wszystkim dla piłkarzy. Podczas rozgrzewki sami mówili między sobą, że mecz o godzinie 13:00 w środku sierpnia to nie najlepszy pomysł. Skoro o nie najlepszych pomysłach mowa, kiedy po rozgrzewce piłkarze przebrali się w stroje meczowe i wyszli na boisko, okazało się, że Górnik gra dziś w strojach... jednolicie czarnych. W tym roku zespół z Wieliczki świętuje 75 lat istnienia (wychodzi więc, że jak na górniczy klub przystało, został on założony w 1948 roku) i z tej okazji piłkarze nosili specjalny jubileuszowy komplet strojów - czarne ze złotymi literami..

Chwila - na herbie znajduje się przecież liczba 1947. Po co grać mecz w okolicznościowych jubileuszowych strojach, jeśli wychodzi na to, że ów jubileusz miał miejsce w zeszłym roku?

Od początku meczu przeważali gospodarze, a pierwszą groźną sytuację mieli w 13. minucie, kiedy Kacper Półtorak popędził w stronę bramki Śledzi z dwoma obrońcami gości na plecach i ostatecznie oddał sprzed pola karnego strzał, który nieznacznie minął bramkę gości. W 16. minucie po rzucie rożnym dla Górnika Tomasz Guguła obronił zarówno strzał klatką #16 (protokoły na stronie PZPN są fatalne i nie ustaliłem tożsamości gracza oznaczonego tym numerem) jak i dobitkę Półtoraka, a akcja skończyła się zaledwie kolejnym kornerem. W 24. minucie po dobrej wrzutce z rzutu wolnego #16 znalazłby się sam w polu karnym przed bramkarzem gości, jednak z tej sytuacji nic nie wyszło, ponieważ #16 albo skiksował, albo próbował odgrywać, w każdym razie skierował piłkę w zupełnie innym kierunku niż w stronę bramki. W 29. minucie gospodarze w końcu wyszli na prowadzenie. Po wrzutce z kornera jeden z piłkarzy oddał z bliskej odległości strzał, który potoczył się wzdłuż bramki, a przy długim słupku piłkę do bramki wpakował Patryk Stankiewicz. Po tym golu Śledzie ruszyły do odrabiania strat. Już w 30. minucie posłali lagę w kierunku pola karnego gospodarzy, którą w dość głupi sposób przedłużył głową obrońca Górnika. Piłka trafiła do Ksawerego Konarskiego, który próbował od razu strzelać z powietrza, ale wyszło mu z tego w zasadzie podanie do Jakuba Kozłowskiego, który spokojnie złapał piłkę. Zaraz potem goście bardzo dobrze przypressowali, dzięki czemu zdobyli aut w korzystnym miejscu boiska. Chcieli go wykonać jak najszybciej, jednak utrudnił im to sędzia, który... zarządził akurat przerwę na uzupełnienie płynów.

W 40. minucie było już 2:0 - jeden z graczy Górnika zagrał lagę w pole karne, do której pierwszy dopadł Mateusz Wilk i świetnym lobem pokonał wychodzącego bramkarza. Goście podpatrzyli ten owocny koncept taktyczny i sami również zagrali lagę - w tym przypadku do Bartłomieja Cebuli, którego strzał z powietrza z nieco już ostrego kąta Jakub Kozłowski pewnie odbił na róg. Wynik 2:0 utrzymał się do przerwy, ale już na samym początku drugiej połowy został on podwyższony za sprawą Półtoraka, który pokonał Gugułę strzałem z rzutu wolnego prosto w okienko. W 54. minucie było już 4:0 - po rzucie rożnym dla gospodarzy Tomasz Idzi trafił do bramki z bliska głową. Znęcanie się nad Śledziami trwało dalej, ponieważ w 61. minucie jeden z gospodarzy (chyba #27) otrzymał piłkę w polu karnym i trafił w słupek.

W 64. minucie ten jednostronny obraz meczu odrobinę się urozmaicił, ponieważ jeden ze Śledzi posłał długą lagę do Krzysztofa Maja, a ten wyprzedził goniącego go obrońcę, wymanewrował bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki. W 81. minucie udało się nawet złapać pewien kontakt, ponieważ Oskar Żółciński pokonał w sytuacji sam na sam Kozłowskiego. Goście ze Śledziejowic uwierzyli wówczas, że nie wszystko jest stracone, ponieważ rzucili się do ataku. W 87. minucie zostali jednak skarceni w sposób totalnie dla nich kompromitujący. Jeden z graczy Górnika wrzucił z rzutu wolnego spod linii bocznej boiska (z rzutu wolnego - a więc nie była to dynamiczna sytuacja), a tam zupełnie nieatakowany Półtorak zdobył gola strzałem głową z 5 metrów. Napastnik Górnika miał w tej sytuacji do dyspozycji całe latyfundia (pozdro K.!) wolnej przestrzeni, a ja opatrzyłem tę sytuację w swoich podręcznych notatkach komentarzem kurwa, kryminał!. Po tym gongu sytuacja na boisku ustabilizowała się, cały mecz zakończył się wynikiem 5:2.

next  prev