glownachomikmapatrocinytags
Wisła Puławy - Zagłębie II Lubin 1:2 (1:1)
14.08.2022 18:00
Stadion MOSiR Puławy
eWinner 2. liga
Widzów: 605
Cena biletu: 20 zł (normalny)
         

Jak ja nie lubię rezerw. Szczególnie na szczeblu centralnym. A już najbardziej nie lubię, kiedy tam wygrywają.

Dotarcie na mecz
 

Na małą wycieczkę do Puław zdecydowałem się w związku z tym, że w trakcie długiego weekendu (13-15 sierpnia) akurat przebywałem w domu na Lubelszczyźnie. Moja droga na mecz była więc dość specyficzna - przede wszystkim, ze Świdnika na dworzec kolejowy w Lublinie podrzucili mnie rodzice, którzy akurat spędzali ten weekend w sposób nieco bardziej poważny (o ile dobrze kojarzę, chodziło o wernisaż poświęcony Tamarze Łempickiej). Będąc na dworcu, kupiłem sobie bilet na pociąg Przewozów Regionalnych Polregio relacji Lublin Główny - Dęblin. Wsiadłem do niego o 15:40, a wysiadłem zgodnie z planem na o 16:27 na stacji Puławy Miasto.

Stacje kolejowe w Puławach znajdują sie na totalnych peryferiach miasta (uwaga dla potencjalnych podróżników - nie należy mylić stacji Puławy Miasto ze stacją Puławy, która jest położona jeszcze mniej korzystnie), ale na szczęście stadion MOSiR również. Z tego powodu, choć miałem trochę czasu, nie zapuszczałem się do centrum miasta (m.in. nie chciało mi się iść oglądać mostu nad Wisłą), tylko krążyłem dookoła stadionu. Na jednym z przystanków zgarnąłem przyzwoity plakat zapraszający na mecz - i bardzo dobrze, że to zrobiłem, bo tego dnia była to chyba jedyna godna uwagi materialna pamiątka, jaką zdobyłem.

Stadion
 
 

Stadion MOSiR Puławy, zgodnie z oficjalnymi informacjami, liczy 4418 miejsc siedzących. Składają się na to łącznie trzy trybuny - główna trybuna wschodnia (na planie nazwana Rodzinną, pełniąca również funkcję budynku stadionowego), znajdująca się naprzeciw niej trybuna zachodnia oraz północna trybuna zabramkowa. Zacznę chyba od opisu trybuny głównej, ponieważ jest to wyjątkowo osobliwa konstrukcja.

Trybuna ta to tak naprawdę budynek stadionowy, który od strony boiska ma trzy nieduże sektory, mogące w sumie pomieścić ok. 350 widzów. Miejsca te znajdują się jakieś 3-4 metry wyżej w stosunku do poziomu murawy, co jest dużym plusem, biorąc pod uwagę, że trybuny od boiska oddziela (niestety) bieżnia. To, co jest naprawdę osobliwe w trybunie głównej, to jej zadaszenie - imponujący dach osłania bowiem od deszczu budynek stadionowy, za to... nie obejmuje swoim zasięgiem wszystkich miejsc siedzących (ewentualnie obejmuje, ale na styk; deszcz musiałby padać pod bardzo precyzyjnym kątem, żeby dach spełnił swoją funkcję względem widzów). Naprawdę - ktoś w celu zadaszenia 350 krzesełek zaprojektował z rozmachem dach, który nie chroni przed deszczem wszystkich krzesełek, za to chroni budynek. Nie wiem, być może czegoś nie rozumiem, może na dachu budynku jest jakaś strefa VIP-ów... ale jest to raczej mało prawdopodobne. Cóż, gmina Puławy jest bogata.

Vis a vis trybuny głównej znajduje się schludna trybuna zachodnia, na którą wpuszczani są kibice. Trybuna liczy na oko 2000-2500 miejsc, na które składa się 10 rzędów przyzwoitych krzesełek (krzesełka w kolorze niebieskim z domieszką żółtego i czerwonego) i jest w pełni zadaszona - zadaszenie wygląda bardzo podobnie do tego na trybunie głównej, ale w przeciwieństwie do niej, wygląda nie tylko estetycznie, ale też bardziej funkcjonalnie. Naprawdę, nie można się do niczego przyczepić - może poza faktem, że jest ona nieco zbyt płaska, szczególnie biorąc pod uwagę, że trybunę oddziela od boiska wspomniana już wcześniej bieżnia.

Tuż obok trybuny zachodniej znajduje się sektor gości, co jest rozwiązaniem dość... specyficznym. Oczywiście sektor jest ogrodzony, ale brak jest jakiejkolwiek przestrzeni buforowej - po prostu w drodze na piknik przechodzi się tuż obok sektorowego ogrodzenia (oczywiście dziś nie było okazji zobaczyć, jak to wygląda z gośćmi w klatce, ponieważ żadna grupa wyjazdowa nie będzie jeździć za swoimi rezerwami). Co prawda na papierze wygląda to w miarę sensownie - klatka gości znajduje się w południowo-zachodniej części stadionu, a sektor o przeznaczeniu młynowym od strony północnej (sektor ten był tego dnia zamknięty, nie było też żadnego zorganizowanego dopingu), ale nadal mam wrażenie, że ktoś tego nie przemyślał od strony praktycznej.

Za trybuną północną znajduje się duża tablica wyników, której potencjał nie do końca był wykorzystywany (na czarnym tle wyświetlano na biało nazwy zespołów oraz wynik). Szczególnie urzekła mnie 3-klatkowa animacja wyświetlona po golu dla Wisły - przypomniały mi się stare dobre czasy podstawówki i moje pierwsze eksperymenty z ruchomymi obrazami.

Atmosfera
 

Atmosfera dzisiejszego meczu była dość piknikowa, ale całkiem możliwe, że jest to spowodowane kalendarzem tej kolejki - w której Wisła zagrała z mało elektryzującymi kogokolwiek rezerwami mało elektryzującego Zagłębia, podczas gdy zaprzyjaźniona Pogoń Siedlce w równoległym meczu podejmowała znienawidzony Motor Lublin. O ile dobrze zrozumiałem, część bardziej zagorzałych kibiców Wisły rzeczywiście zdecydowała się pojawić na tym drugim meczu. W każdym razie, na trybunach dominowały klimaty dla koneserów, czyli klaskanie w przypadku stałych fragmentów gry, a przede wszystkim śpiewanie Wisła! Wisła! po groźnych sytuacjach gospodarzy.

Na trybunach można było uświadczyć trochę białych i niebieskich barw klubowych (i co ciekawe, pojedyncze przypadki barw Legii), ale niestety, na trybunie nie zlokalizowałem żadnego punktu sprzedaży pamiątek. Co prawda jeszcze przed meczem w bramie prowadzącej na słynną trybunę rodzinną widziałem jakieś osoby, które stały z czymś, co wyglądało jak całe pudełko gadżetów, ale nie można było tu nic zakupić (w takim razie, musiał to być punkt odbioru osobistego zamówień ze sklepu klubowego). Jedyną moją materialną pamiątką z meczu był więc bilet... który również mnie zawiódł w straszliwy sposób, ponieważ wyglądał on niewiele lepiej niż paragon z Żabki. Jak to dobrze, że przynajmniej udało mi się zgarnąć ten plakat przy przystanku.

Jako pewną ciekawostkę mógłbym przytoczyć fakt, że mecz kończył się w zasadzie w półmroku. Oczywiście zdaję sobie sprawę z powodów, dla których nie uruchamiano sztucznego oświetlenia (biorąc pod uwagę aktualny wzrost cen energii, oświetlanie meczów 2. ligi nie powinno być priorytetem). Tylko... dlaczego w takim razie zdecydowano się na rozpoczęcie meczu o 18:00, a nie np. godzinę wcześniej?

Mecz
 

Po pierwszych 5 kolejkach eWinner 2. Ligi Wisła miała 9 punktów, a rezerwy Zagłębia 6, tak więc nie było zdecydowanego faworyta tego meczu. Od pierwszych minut było widać, że Wisła gra nieco prostszymi środkami, a rezerwy Zagłębia grają z kolei nieco bardziej kombinacyjnie - generalnie jedni stawiali na doświadczenie swoich piłkarzy, a drudzy na ich techniczne wyszkolenie (tak, wiem, że to bardzo wyświechtane frazesy, ale to rzeczywiście tak wyglądało).

To piłkarze Wisły kreowali więcej sytuacji - co prawda nie były one jakieś specjalnie groźne, były to głównie strzały sprzed pola karnego, ale przynajmniej w statystykach wyglądało to nieźle. W 14. minucie w zamieszaniu w polu karnym po strzale Ednilsona Furtado (gracz Wisły) piłkę próbował wybić obrońca Kacper Lepczyński, ale zrobił to tak niefortunnie, że nabił jednego z graczy Wisły - na szczęście dla niego, odbita piłka przeleciała obok bramki. W 21. minucie gospodarze wyprowadzili kontrę 3 na 2 (co robiła w tym czasie formacja obronna Zagłębia?), a podanie Ednilsona Furtado wykończył w sytuacji sam na sam Mateusz Klichowicz (którego miałem okazję oglądać już w 2022 roku w innym meczu).

Dość nieoczekiwanie gracze Zagłębia wyrównali już w 35. minucie - w pole karne wbiegł dynamicznie Tomasz Pieńko, a jego strzał ofiarnie wyblokował Łukasz Wiech (obrońca). Odbita piłka poleciała w kierunku długiego słupka, gdzie przy dość pasywnej postawie obrońców Wisły Bartłomiej Kłudka z bliska pokonał Alberta Posiadałę i zaprezentował cieszynkę a la CR7 (wyskok z obrotem - taka sama cieszynka jak ta, która jakiś czas temu spowodowała kontuzję u Bartosza Kapustki). Goście wyraźnie się rozochocili, bo w 37. minucie Pieńko (to chyba był on, ale nie jestem pewien, czy dobrze dojrzałem numer) z 20 metrów trafił w poprzeczkę. Z kolei w 41. minucie, po znakomitym przerzucie do Adama Ratajczyka gracz Zagłębia przełożył sobie w polu karnym obrońcę i oddał strzał z jakichś 8 metrów, który Posiadała obronił na refleks nogą. Gospodarzom udało się jednak dociągnąć ten remis do przerwy.

W 49. minucie po kornerze dla Zagłębia Posiadała obronił strzał w krótki róg Arkadiusza Woźniaka (rezerwy niekoniecznie oznaczają juniorów), z kolei w 56. minucie Michał Matys (bramkarz Zagłębia) obronił strzał w krótki róg Ednilsona Furtado. W 60. minucie Wisła była bliska objęcia prowadzenia, bo po bardzo dobrym zagraniu piłki w pole bramkowe Dawid Retlewski nie zdołał sięgnąć jej szczupakiem. W 72. minucie Robert Majewski (obrońca Wisły) niepotrzebnie, ale ewidentnie sfaulował w polu karnym Rafała Adamskiego - piłkę na 11 metrze ustawił sam poszkodowany i pewnym strzałem w okienko wyprowadził gości na prowadzenie. Podczas celebrowania gola podbiegł do chorągiewki, przykładając ręce do uszu, co jest dla mnie trochę niezrozumiałe, ponieważ te gwizdy w trakcie wykonywania przez niego karnego to nie było nic osobistego (no, chyba, że ktoś z pikniku obraził mu wtedy matkę). W 77. minucie Zagłębie mogło jeszcze podwyższyć, bo strzał po ziemi sprzed pola karnego jednego z graczy Zagłębia trafił w słupek bramki Posiadały, po czym piłka... potoczyła się po linii bramkowej, minęła drugi słupek i wyszła na aut bramkowy. W 83. minucie goście wywalczyli kolejnego karnego - znów był to ewidentny i totalnie niepotrzebny faul, a tym razem winowajcą był wprowadzony kilka minut temu na boisko Josiño. Karnego ponownie wykonywał Adamski, ale tym razem strzelił w środek bramki; Posiadała wypluł ten strzał przed siebie, ale obronił również dobitkę i skończyło się tylko kornerem.

Pod koniec meczu Wisła rzuciła się do ofensywy i mieliśmy już totalną jazdę bez trzymanki. W 87. minucie po wrzutce w pole karne Dominik Banach (chyba on) z bliska nie trafił głową w bramkę, za to on sam z impetem wpadł w bandę reklamową, wywracając ją. Z kolei w 90. minucie goście wyszli z kontrą - Pieńko dostał bardzo dobre dogranie na wolne pole (wydawało się, że był to ewidentny spalony, ale nie kwestionuję decyzji liniowych) i wyszedł w sam na sam z Posiadałą - bramkarz Wisły wybiegł jednak daleko poza polem karnym i wyjaśnił tę sytuację... ewidentnym faulem, ale sędzia nakazał grać dalej. W końcu, w ostatniej minucie doliczonego czasu gry gospodarze mieli swoją piłkę meczową. Po wrzutce w pola karne jeden z Puławian przedłużył to głową, a z bliska głową do bramki wpakował piłkę Adrian Paluchowski (autor hat-tricka dla Wojskowych w meczu Ekstraklasy Legia - Zagłębie w 2009 roku). Na trybunach zapanowała dzika radość, ale mi ta bramka od razu wydawała się podejrzana, więc spojrzałem w stronę liniowego; rzeczywiście, asystent trzymał chorągiewkę w górze. Mecz skończył się niestety porażką gospodarzy 1:2.

next  prev