 |
FC Midtjylland - Aarhus Gymnastikforening 0:2 (0:0)
20.08.2022 16:00
MCH Arena, Herning
3F Superligaen
Widzów:
8.559
Cena biletu:
225 DKK (Voksen, Tribune Faxe Kondi)
| |
Dość niespodziewanie, Chomik tym razem zdaje relację z... Danii. Ogółem bardzo fajny kraj - bardzo polecam odwiedzić (o ile ktoś dobrze rozplanuje sobie pod kątem finansowym noclegi oraz transport).
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Wszystko zaczęło się od znalezienia przeze mnie znakomitej oferty na stronie Ryanair - loty na trasie Modlin -Aarhus w każdą stronę po 39 PLN. Stwierdziłem, że to wprost doskonała okazja i kupiłem te bilety niemal od razu, dopiero później zastanawiając się nad całą resztą wyjazdu. A kiedy wyszukałem informację, że ok. 40-minutowy transfer z lotniska Aarhus do samego Aarhus kosztuje 115 DKK (ok. 73 PLN) zorientowałem się, że moja wycieczka wcale nie będzie taka tania...
Na lotnisko w Aarhus przyleciałem w piątek o godzinie 20:45, a następnie wsiadłem w autobus do miasta - jak już wspomniałem, ta przyjemność była dużo droższa niż sam lot. Po przyjeździe na miejsce pokrążyłem trochę po starym mieście, a następnie wybrałem się do mojego hostelu kapsułowego, na który zdecydowałem się ze względu na ograniczenia budżetowe. Sobotni poranek przeznaczyłem na zwiedzanie Aarhus (przy okazji - nazwę tego miasta można również zapisywać korzystając z duńskiej litery Å zamiast dwuznaku Aa , ale niestety ten znak wygląda na mojej stronie strasznie nieudanie), a następnie wsiadłem po godzinie 11 w autobus firmy Kombardo Expressen i po półtorej godziny wysiadłem gdzieś w Herning (był to dość tani przewoźnik, który miał dobrej jakości autobusy, ale korzystał z dziwnych improwizowanych przystanków).
Herning jest to 40-tysięczne miasto znajdujące się pośrodku Półwyspu Jutlandzkiego (na co zresztą wskazuje nazwa tutejszego zespołu: Midt-Jylland). Nie ma tu żadnych zabytków, ale w centrum znajduje się przyjemny deptak, gdzie można zjeść typowy (tak mi się wydaje) duński posiłek, czyli kiełbasę z ketchupem, musztardą i oczywiście sosem duńskim. Stadion znajduje się w odległości ok. 2,5 kilometra od centrum; piesza droga prowadzi przez przedmieścia, a momentami nawet las. Na szczęście, nie ma opcji, żeby się zgubić, ponieważ co kilkaset metrów i przy każdym zakręcie są ustawione odpowiednie słupki informujące, którędy iść w kierunku MCH Arena.
Biorąc pod uwagę potencjalne obłożenie stadionu, zakupiłem sobie bilet już wcześniej przez Internet, ale postanowiłem pójść do kas stadionowych i spytać, czy mogą mi wydać jego fizyczną wersję. Jak się okazało, nie było z tym problemu, z czego bardzo się ucieszyłem (dopiero później moja radość została zmącona, kiedy sobie uświadomiłem, że od kiedy Chińczyk zjadł nietoperza kupiłem już 12 e-biletów, a część z nich być może mogłem odebrać również w formie fizycznej, o co nigdy nie pytałem...). Obłożenie stadionu było duże, a mi udało się kupić bilet na moje miejsce tylko dlatego, że osoba posiadająca karnet zgłosiła w systemie, że nie będzie jej na tym meczu. Dziękuję, panie Jxxxxx Kxxxxxxxxx (ciekawostka: w Danii mają chyba RODO w głębokim poważaniu - na skrzynkach pocztowych znajdują się nazwiska lokatorów, a na krzesełkach stadionowych są naklejone imiona i nazwiska karneciarzy).
| | Stadion |
    |
    |
Z różnych wikipedycznych ciekawostek - stadion nosi miano MCH Arena , gdzie MCH jest bodajże skrótem od Messecenter Herning (największe centrum wystawowe w Danii - stadion znajduje się na jego terenie). Jego zbudowanie kosztowało zaledwie 80 milionów koron duńskich, co wydaje mi się godną pochwały oszczędnością, nawet biorąc pod uwagę, że było to po cenach z 2003 roku. Pojemność stadionu jest zaś... nieokreślona. Pojemność trybun położonych wzdłuż linii bocznej to 7070 czerwonych krzesełek, z kolei trybuny zabramkowe charakteryzują się tym, że w znajdują się na nich glównie miejsca stojące (cała trybuna zajmowana przez fanów gospodarzy oraz część drugiej trybuny obejmująca sektor gości). Ich łączna pojemność to zdaje się jakieś 4300 miejsc, ponieważ łączna oficjalna pojemność stadionu to ok. 11400 miejsc.
Nie wiem, jak to wygląda z wpuszczaniem widzów na trybuny stojące na europejskich pucharach, ale na całej takiej trybunie stojącej znajdują się metalowe elementy, do których można dokręcić tymczasowe miejsca. Zabieg ten obniża pojemność stadionu, ponieważ w 2016 roku frekwencja na meczu 1/16 finału Ligi Europy przeciwko Manchesterowi United wynosiła 9182 widzów (zakładam, że był to wtedy praktycznie komplet). Czysto informacyjnie, gdyby ktoś się nad tym zastanawiał - w przypadku wybrania się na trybunę stojącą, na bilecie nie ma przypisania konkretnego miejsca.
Wracając do samego stadionu - stadion jest dość kompaktowy, w pełni zadaszony, a nad trybunami zabramkowymi znajdują się telebimy, na których przed meczem wyświetlane są różne treści multimedialne, a w trakcie meczu wynik oraz... powtórki. Prezentowanie na telebimach powtórek różnych sytuacji jest o tyle nietypowe, że prezentowane są dosłownie wszystkie akcje, również te kontrowersyjne. Tymczasem na lidze duńskiej... nie ma VAR-u. Prowadzi to czasem do kuriozalnych sytuacji, kiedy sędzia podejmuje na podstawie własnych zmysłów nieodwołalną decyzję o uznaniu bramki, a już po kilkunastu sekundach wszyscy kibice na stadionie mogą zobaczyć w HD, że właśnie popełnił błąd (choć nie dotyczyło to akurat tego meczu).
| | Atmosfera |
    |
    |
Na stadionie pojawiłem się stosunkowo wcześnie, więc miałem okazję trochę skorzystać z lokalnych atrakcji. W pierwszej kolejności wszedłem do sklepu klubowego, gdzie zakupiłem szalik, plastikowy kubek termiczny (były również ceramiczne, ale nie za bardzo podobał mi się ich wzór), a także... okulary przeciwsłoneczne. Następnie udałem się do namiotu, gdzie każdy kibic mógł zakręcić kołem fortuny - znajdujący się przede mną ludzie wygrywali batoniki, butelki Faxe Kondi (duński słodki napój gazowany, bardzo smaczny), naklejki, chipsy, czy małe flagi klubowe. Kiedy przyszła pora na mnie, wylosowałem Stolpe ud , czyli... nic. Cóż, może uda się następnym razem, gdy będę akurat w Herning.
W Danii jest naprawdę fajna kultura kibicowania (tak mi się przynajmniej wydaje, że to, co zobaczyłem w Herning jest reprezentywne dla duńskiej kultury kibicowania , ponieważ bardzo podobne obrazki widziałem następnego dnia w Aalborgu). Sektor gości był wypełniony kibicami na długo przed pierwszym gwizdkiem; co więcej, co najmniej 95% sektora gości miało na sobie białe koszulki (nie wiem, jaka część z tego to były koszulki meczowe, w każdym razie, wyglądało to imponująco - co ciekawe, piłkarze AGf grali akurat... na czerwono). Goście przybywali na mecz w zasadzie tymi samymi ścieżkami co gospodarze - jedni kibice szli na stadion w białych koszulkach, inni w czarnych, a rozdzielali się dopiero w momencie wyboru odpowiedniej bramy stadionowej. Bardzo mi się podobało, gdy jeszcze przed meczem niektórzy piłkarze/trenerzy obydwu drużyn podchodzili do swoich grup kibicowskich i podrzucali energicznie ręce w górę, a kibice krzyczeli w rytm tych ruchów. Taka fajna, pozytywna atmosfera, przy czym wcale nie była to impreza dla januszy na siatkuwce , bo doping w trakcie meczu był konkretny. Uświadczyliśmy nawet flagowisko i race odpalone przez gości na 3 minuty przed pierwszym gwizdkiem.
Naprzeciw trybuny gości znajdowała się trybuna fanów Midtjylland, którzy byli ubrani przeważnie na czarno, choć nie udało im się osiągnąć tak imponującej jednolitej kolorystyki jak gospodarzom. Gospodarze wywiesili na swojej trybunie flagę z czarnym napisem MIDTJYLLAND na czerwonym tle, a goście - białe KOM SA DE HVIIE na niebieskim tle (Naprzód, Biali! ). Nie jestem w stanie zacytować niestety w tej sekcji żadnej piosenki, ponieważ w ogóle nie rozumiałem duńskiego (udało mi się jedynie zauważyć, że jest to język dość podobny do szwedzkiego... którego także nie rozumiem). Z ciekawostek - po każdym golu dla AGf z sektora gości w stronę murawy leciały plastikowe kubki z piwem (tutaj nie wiem, czy to jednorazowy przypadek, czy też element kultury kibicowskiej, ale postanowiłem zachować tę informację dla potomnych).
W trakcie meczu, gdy rozglądałem się po swojej piknikowej trybunie, z zaskoczeniem stwierdziłem, że gdzieś na stadionie musiały być sprzedawane programy meczowe, ponieważ wielu kibiców przeglądało efektownie wyglądające czarno-czerwone pisemka. Ja niestety nie zorganizowałem sobie tej jakże ważnej pamiątki meczowej. Na szczęście dla mnie, po drugim golu dla gości w 86. minucie kibice zaczęli tłumnie opuszczać naszą trybunę i jeden z nich porzucił ten cenny (i to cholernie cenny - cena na okładce to było 20 albo 30 DKK) artefakt, który ja schowałem sobie do plecaka. Po meczu postanowiłem zapoznać się z jego zawartością i... to wprost niesamowite, że program meczowy sprzedawany po tak wysokiej cenie autentycznie składał się co najmniej w 70% z reklam sponsorów. Kto życzy sobie od kibiców tyle kasy za taki folderek reklamowy?
| | Mecz |
    |
Przed tym meczem gospodarze zajmowali dość odległe miejsce w lidze (8.), za to goście znajdowali się na 3. pozycji. Było to dla mnie dość nieoczekiwane (każdy kojarzy chyba nazwę Midtjylland , i tzw. duński moneyball, podczas gdy niewiele osób potrafiłoby rozszyfrować, z którego miasta pochodzi klub oznaczany zwykle enigmatycznym skrótem AGf ), ale stwierdziłem, że po 5 kolejkach takie anomalie mogą jeszcze występować i spodziewałem się zwycięstwa gospodarzy.
I rzeczywiście, od początku meczu to gospodarze przeważali. Tworzyli oni wiele okazji bramkowych, choć dzięki solidnej grze obrońców AGf same strzały były oddawane z marnych pozycji - były niecelne lub nie sprawiały większych problemów Jesperowi Hansenowi. W 14. minucie Pione Sisto oddał strzał sprzed pola karnego, który Hansen w sposób kontrolowany sparował na rzut rożny. W 29. minucie Sisto podał w pole karne do Kaby, który trochę poprzekładał sobie piłkę przed obrońcami AGf i oddał całkiem niezły strzał po ziemi, który minimalnie minął słupek bramki gości. W 33. minucie miała miejsce pierwsza sytuacja dla graczy z Aarhus, kiedy Patrick Mortensen oddał niecelny strzał głową. Z innych godnych uwagi sytuacji w pierwszej połowie mógłbym wskazać fakt, że w 11. minucie Onyedika prawie przejął piłkę zagraną przez bramkarza AGf (trącił ją nogą), a w 21. minucie sędzia przy próbie ukarania gracza gości... pomylił kartki. Piłkarz gości przewinił w środku boiska, a sędzia pokazał mu czerwoną kartkę, co wywołało aplauz na trybunach. Po chwili zorientował się jednak, że kartka ma niepoprawny kolor i anulował ją gestami dość podobnymi do tych, jakie mają miejsce po wideoweryfikacji (choć akurat w lidze duńskiej nie ma VAR) i pokazał piłkarzowi tym razem żółtko.
W drugiej połowie obraz gry wyglądał podobnie do pierwszej - gospodarze przeważali, ale bili głową w mur. W 53. minucie zaprezentowana na telebimie statystyka Hjørnespark (kornery) wskazywała już 9:0 dla gospodarzy. Pierwszy korner dla gości został przyznany dopiero w 64. minucie, a jego wykonawca zarył w murawę tak, że kopnięta przez niego piłka poleciała od razu w trybuny. Murawa na stadionie prezentowała się ładnie, ale w trakcie gry jej kwadratowe fragmenty dość łatwo odrywało się od podłoża, co wprowadzało do gry ciekawy element losowości. W przerwie meczu greenkeeper miał co ugniatać.
Swoją drogą, w międzyczasie piłkarze AGf zaczęli dochodzić do głosu. W 58. minucie po wrzutce w pole karne jeden z piłkarzy gości świetnie zgrał głową do Mortensena, ale strzał z kilku metrów tego ostatniego bardzo dobrze zablokował tylną częścią ciała jeden z obrońców FCM. A w 61. minucie było już 0:1 - po dobrej wrzutce Madsa-Emila Madsena Yann-Aurel Bisseck pewnym strzałem głową pokonał Ólafssona (islandzki bramkarz gospodarzy). Nie wiem czemu, ale Niemiec (kameruńskiego pochodzenia, przyp. chom.) pobiegł celebrować tego gola przed piknikiem gospodarzy, pokazując na swoje uszy, zamiast pobiec do znajdującego się obok sektora gości. Po tym golu mecz stał się ciężki do oglądania, ponieważ Midtjylland katowało widzów nieudolnymi atakami, a AGf skupił się na obronie. Jednak w 86. goście podwyższyli prowadzenie - piłka trafiła do Mikaela Andersona, którego strzał po rykoszecie przelobował Ólafssona. Przy okazji, Islandczyk-Duńczyk (jamajskiego pochodzenia, przyp. chom.) zachował się bardzo fair i nie celebrował gola przeciwko drużynie, której jest wychowankiem.
Gospodarze do końca meczu rozpaczliwie pałowali w pole karne, ale nic im z tego nie przychodziło. Najbliżej sukcesu byli w 89. minucie, kiedy Pione Sisto mógł z metra wbić piłkę szczupakiem do bramki, ale minimalnie nie sięgnął głową piłki. Na szczęście dla niego, w tej sytuacji liniowy pokazał spalonego. Mecz zakończył się wynikiem 0:2.
|
| |
| |
  
|
|