glownachomikmapatrocinytags
Polonia Warszawa - Legionovia Legionowo 3:2 (0:1)
11.06.2022 19:11
Stadion Polonii Warszawa
3. liga, gr. I
Widzów: ~4.000
Cena biletu: 20 zł (normalny, trybuna Główna, Internet)
       

Powracamy na K6 z kolejną relacją, bo w końcu też jest co relacjonować - oto po latach doświadczania trzeciej ligi smaku, Polonia znów wywalczyła awans na szczebel centralny.

Dotarcie na mecz
 

Na mecz dojechałem z Żyrardowa, gdzie o godzinie 15 oglądałem nieco mniejszy szlagier ligowy. O 17:18 wsiadłem na stacji Żyrardów (swoją drogą, stadion w Żyrardowie jest położony dość daleko od dworca kolejowego, po meczu musiałem się tam udać truchtem) w pociąg Kolei Mazowieckich relacji Skierniewice - Warszawa Wschodnia, wysiadając o 18:11 na stacji Warszawa Śródmieście. Było to równo godzinę przed meczem, a jeszcze musiałem dojechać metrem na stację Dworzec Gdański, przejść stamtąd kilka minut na stadion na K6 i jeszcze wystać swoje w kolejce do wejścia. Nie spieszyło mi się jednak, ponieważ najważniejszą rzecz - bilet na dzisiejszy mecz - miałem już kupioną przez Internet.

Osobiście nie pochwalam kupowania biletów w formie PDF-ów, ale tym razem zmusiły mnie do tego obiektywne okoliczności. Otóż w sobotę rano przeglądając w Internetach informacje związane z dzisiejszym meczem ze zdziwieniem przyjąłem informację, że mecz jest już prawie całkowicie wyprzedany, a w puli pozostało zaledwie paręset biletów. Dlatego też zalogowałem się do systemu biletowego on-line (dobrze, że już wcześniej byłem na meczu na K6, bo zdaje się, że żeby móc korzystać z tego systemu, trzeba choć raz pojawić się w kasie osobiście, żeby być w bazie) i wyklikałem swoje miejsce. Nie obyło się bez małych przygód, ponieważ bilet nie doszedł na moją skrzynkę mailową, ale po napisaniu maila do działu Obsługi Klienta, popchnęli oni mój bilet jeszcze raz, tym razem już skutecznie.

Stadion

To w zasadzie pierwszy mecz Polonii w jej okresie Nitotowskim, jaki mam okazję opisywać na Chomiku (poprzednia relacja miała miejsce jeszcze w czasach prezesa Kaluby, który miał do dyspozycji zerowy, a w zasadzie ujemny budżet i osiągał adekwatne do niego wyniki). Wbrew pozorom, nie dojrzałem na stadionie w zasadzie żadnej istotnej zmiany od tamtego czasu, chyba że za taką można uznać jednorazowe otwarcie trybuny Kamiennej. No i uruchomienie funkcjonującego jak na razie z pewnymi niedociągnięciami własnego systemu biletowego - nie brzmi to może jak dobra reklama głównego sponsora, czyli przedsiębiorstwa IT (nawet jeśli utworzenie systemu zlecono jakiejś innej spółce) ale... kto nigdy nie testował na Produkcji, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Atmosfera
 
 

Atmosfera tego meczu była należycie podgrzana na długo przed pierwszym gwizdkiem - otóż na parę dni przed meczem na stadionie Legionovii pod osłoną nocy pojawiły się pewne transparenty, które pod pewnymi względami rozsławiły trzecioligowy szlagier na całą Polskę. Transparenty były trzy, a stopniując odpowiednio napięcie, przedstawię ich treść po kolei:

NA CHUJ WAM TEN AWANS?!

W sumie, nawet bym się z tym zgodził - byłem parę razy na Legionovii i o ile przez parę ostatnich lat nic się tam nie zmieniło, śmiem twierdzić, że ich potencjalny awans byłby w pewnym sensie marnowaniem slotu w drugiej lidze.

WOJDYGA, KACZOROWSKI, KOZIARA, PAPAZJAN, SONNENBERG, GOŁĄB - PAMIĘTAJCIE, SKĄD JESTEŚCIE!

Cóż, gdyby np. taki Błesznowski pamiętał, komu kibicował przez przejściem do Polonii w 2013 roku, Polonia mogłaby nie wydostać się z IV ligi w ciągu jednego sezonu...

WOLICIE PRZEJEBAĆ MECZ, CZY SOBIE ŻYCIE?!

Fachowy komentarz Chomika: ...

Niezależnie od perypetii prześcieradłowo-sprayowych, zapowiadał się wielki III-ligowy szlagier, który przyciągnął na K6 dawno niewidzianą liczbę osób (w tym samego Chomika). Klub przewidział to zainteresowanie i po raz pierwszy od dawna udostępnił widzom drugą trybunę - trybunę Kamienną, dzięki czemu mecz zgromadził na pewno ponad 4000 widzów (gdyby ktoś dopytywał - kibiców gości nie uświadczono, ponieważ Novia nie posiada na tyle oddanych fanów, żeby jeździli za swoją drużyną). Na Kamiennej zawieszono cztery flagi: Poloniści, DUMA STOLICY, Polonia Warszawa, Ultras Enigma, a śpiewano w zasadzie to co zwykle, co już zdążyłem wymienić w paru relacjach z K6 (co ciekawe, tym razem nie zostały chyba odśpiewane żadne bluzgi o Legii, choć przyznaję, że mogłem o nich zapomnieć).

Mecz rozpoczął się od dziwnej sytuacji polegającej na tym, że znaczna część Kamiennej podążyła w kierunku bram biletowych, gdzie miał miejsce jakiś bliżej nieokreślony przypał. Źródła internetowe mówią albo o ochronie, która nie chciała wpuścić na mecz nietrzeźwych kibiców Polonii, albo o kibicach Legii, którzy robili bydło pod bramkami wejściowymi (ostatecznie, jak mawiają kumaci KMWTW - a więc ja nie wiem). W pierwszej połowie miała miejsce też pierwsza oprawa, w trakcie której na płocie wywieszono transparent o treści BARWY CZARNO-BIAŁO-CZERWONO-CZARNE, TO MY TWORZYMY WARSZAWSKĄ FERAJNĘ (rym jest nie najlepszy, ale warto zwrócić uwagę na to, jakie są oficjalne barwy Polonii, bo wszyscy zapominają o tym, że kolor czarny pojawia się ponownie na samym końcu), a kibice, którzy zakamuflowali się w odpowiedni sposób pod rozciągniętą na trybunie czarną sektorówką (określenie sektorówka jest może na wyrost, ponieważ była ona w jednolitym, czarnym kolorze) odpalili świece dymne w kolorach czarnym, białym, czerwonym i czarnym, co wyglądało bardzo spektakularnie i przy okazji wymusiło przerwanie na parę minut pierwszej połowy meczu.

W drugiej połowie zaś oprawy leciały seryjnie, jedna za drugą, nie zwracając tak naprawdę uwagi na bieżący wynik rozgrywki. Przy stanie 2:2 rozwinięto duży transparent o treści SERCE POLSKI WARSZAWA; SERCE WARSZAWY K6, a kibice, którzy zdążyli przebrać się pod rozwiniętą ponownie sektorówką, odpalili swoje środki pirotechniczne (tym razem race). Niezbyt korzystny wynik dla Polonii nadal się utrzymywał, jednak kibice rozwinęli kolejny transparent - WCHODZIMY NA WYŻSZY POZIOM i zaczęli odpalać środki pirotechniczne innego kalibru - wulkany, wyrzutnie fajerwerków i inne (biorąc pod uwagę, że między trybuną Kamienną a boiskiem jest całkiem dużo miejsca, nie było to jakoś specjalnie lekkomyślne). Jak wiadomo, mecz ostatecznie zakończył się zwycięstwem Polonii po golu w 90. minucie, więc okazało się, że warto było w trakcie drugiej połowy pójść z oprawą va banque (jednak gdyby to Novia wywiozła dziś dobry wynik, wyszłoby dość... głupio). Podobno kibice Polonii po tym meczu trafili do prowadzonego przez jakieś medium rankingu TOP5 opraw tygodnia w całej Europie - przy czym, nie wiem, jakie to było medium ale na pewno bardziej poważne niż Chomik.

Mecz
 

Okoliczności sportowe meczu były wprost wspaniałe - był to, można powiedzieć, finał ligi, ponieważ w przedostatniej kolejce spotykał się lider i wicelider tabeli, podczas gdy ostatnią kolejkę należało już traktować jako formalność (Novia miała raczej duże szanse wygrać z grającą już o nic Błonianką, Polonia w zasadzie musiała wygrać na wyjeździe z ostatnią w tabeli Wissą Szczuczyn). Czasem liga po prostu układa się tak, że kończy się meczem, który rozstrzyga wszystko pomiędzy zainteresowanymi drużynami, które nie muszą się już oglądać na inne wyniki. Trochę jak finał MŚ '50 Brazylia - Urugwaj, czy półfinał MŚ '74 RFN - Polska (żaden z tych meczów nie był rozgrywany w trybie pucharowym, więc nie były to ani finał, ani półfinał, ale o tym nikt nie pamięta). No dobra, trochę już się zagalopowałem, bo właśnie porównałem czwarty poziom rozgrywkowy w Polsce z największą piłkarską imprezą. Wróćmy na ziemię i do wydarzeń boiskowych.

Od pierwszych minut to Polonia prowadziła grę, a goście ograniczali się do kontr. Akcje Polonii były dość ciekawe, kombinacyjne, ale równocześnie też przekombinowane, bo rzadko która kończyła się celnym/jakimkolwiek strzałem na bramkę Jana Krzywańskiego (najciekawszą sytuację miał Krystian Pieczara, który z ostrego kąta trafił w poprzeczkę, ale i tak był w tej sytuacji na spalonym). Novia ograniczała się w zasadzie do przeszkadzania, ale w ostatnim kwadransie zaczęła tworzyć sobie sytuacje. Aż w końcu w 38. minucie po złym zachowaniu Szymona Jarosza Bartosz Mroczek przejął piłkę w okolicach szesnastki i dograł tuż przed pole karne, gdzie znajdowali się Patryk Koziara i Karol Barański - pierwszy zagrał do przodu, a drugi strzałem w długi róg pokonał Michała Brudnickiego. Na przerwę obydwa zespoły schodziły przy stanie 0:1, co oznaczało, że Novia była zaledwie 45 minut od awansu do II ligi i popsucia gospodarzom święta.

Jak można było się domyślić, Czarne Koszule od pierwszej minuty drugiej połowy rzuciły się do ataku - i szło im to całkiem dobrze, bo Novia na całe minuty była zamykana w swoim polu karnym i ograniczała się jedynie do wybijania piłki. W końcu w 58. minucie przyszło upragnione wyrównanie - Marcin Kluska zagrał na dobieg do Wojciecha Fadeckiego, a ten puścił świetne podanie w pole bramkowe do Krzysztofa Kotona pomiędzy trzema obrońcami gości i bramkarzem; młodzieżowiec Polonii wyprzedził kryjącego go Grzegorza Wojdygę i z bliska skierował piłkę do pustaka. Cztery minuty później Polonia wyszła na prowadzenie - w pole karne wrzucił Wojciech Fadecki, piłkę na 15. metr wybił głową Grzegorz Wojdyga (czyżby Wojdi jednak pamiętał, skąd jest?), gdzie znajdował się niepilnowany (no, to już nie jest wina Wojdygi) Krzysztof Koton, który przymierzył z pierwszej piłki z woleja, strzelając piękną bramkę.

Uzyskane prowadzenie pozwoliło Polonii na wdrożenie jednego z ulubionych schematów taktycznych, czyli na wycofanie się do obrony i czekanie na błędy - jednak tylko wtajemniczeni wiedzą, że nie chodzi o błędy przeciwnika, a swoje. W 72. minucie z rzutu wolnego (odgwizdanego po niepotrzebnym faulu) dośrodkował Michał Bajdur, a totalnie nieupilnowany Konrad Zaklika trafił z kilku metrów głową do bramki. Przez ostatni kwadrans Polonia atakowała coraz bardziej rozpaczliwie i wyglądało już na to, że trzeba się pogodzić z podziałem punktów, aż udało się jej wywalczyć w 90. minucie rzut wolny w okolicach narożnika boiska. Z wolnego na krótki słupek wrzucił Wojciech Fadecki, a tam świetnym strzałem głową popisał się Marcin Pieńkowski. Po prawie dwóch minutach świętowania piłkarze wrócili na boisko dograć doliczony czas gry (w sumie jakieś 5 minut) i gospodarzom udało się w miarę spokojnie dociągnąć korzystny rezultat do końca.

next  prev