glownachomikmapatrocinytags
Podbeskidzie Bielsko-Biała - GKS 1962 Jastrzębie 0:2 (0:1)
19.10.2019 18:00
Stadion Miejski w Bielsku-Białej
Fortuna 1. Liga
Widzów: 5.064
Cena biletu: 20 zł (normalny)
       

Z czym wam się kojarzy... no dobra, akurat Bielsko-Biała wszystkim kojarzy się z Podbeskidziem. Ostatnie znakomite wyniki Górali sprawiły, że dzisiejszy mecz przyciągnął rekordową w tym sezonie 1. Ligi publiczność - oraz Chomika.

Dotarcie na mecz
 

Technicznie rzecz biorąc, przyjechałem do Bielska z Milówki, gdzie tego samego dnia o 11 miał miejsce bardzo fajny mecz okręgówki. O 14:27 wsiadłem w pociąg Kolei Śląskich relacji Zwardoń - Katowice i mniej więcej o 15:20 wysiadłem na stacji Bielsko-Biała Główna. Tam wpadłem do hostelu, przepakowałem plecak, odpocząłem i wyruszyłem pieszo w stronę stadionu. Po drodze oczywiście się zgubiłem, ale stan zgubienia trwał jakieś pięć minut, bo natrafiłem na punkt orientacyjny, dzięki czemu ustaliłem, gdzie jestem, a gdzie mnie nie ma, choć powinienem być.

A powinienem być m.in. przy fontannie nad rzeką Białą, gdzie znajduje się pomnik Reksia - cofnąłem się więc tam i zrobiłem obowiązkowe zdjęcie. W Bielsku-Białej znajduje się słynne studio filmów rysunkowych o oryginalnej nazwie Studio Filmów Rysunkowych, z którego pochodzą takie klasyki jak Porwanie Baltazara Gąbki, Reksio, Bolek i Lolek, Pampalini łowca zwierząt, czy Podróże kapitana Klipera. Kiedy tak trochę pokluczyłem po mieście, w końcu udałem się na stadion, gdzie kupiłem bilet w jednej z wielu otwartych kas biletowych (organizatorzy dobrze przygotowali się na dzisiejszy natłok widzów), przeszedłem przez bramki i mogłem zacząć zwiedzać.

Stadion
 

Stadion Miejski w Bielsku-Białej dawniej nosił nazwę Stadion BKS Stal (obok stadionu znajduje się też hotel Bialskiego Klubu Sportowego). Po gruntownej przebudowie przestał nosić to miano, ponieważ przebudowa była związana z awansem Podbeskidzia do najwyższej klasy rozgrywkowej; obecnie BKS i TSP oficjalnie koegzystują na tym obiekcie. Dlatego też krzesełka nie mają jednolitej kolorystyki i przechodzą z kolorystyki żółto-czerwonej do biało-niebieskiej choć niewtajemniczeni powiedzą, że to tęcza.

Na zewnątrz stadion prezentuje się średnio - trochę, jakby był nieukończony. Budynki kasowe, parkingi i reszta otoczenia wyglądają całkiem fajnie, ale ten nagi beton można by było w coś opakować (podobne wrażenie miałem np. w Kielcach). Stadion składa się z górnego i dolnego pierścienia trybun. I w przeciwieństwie do większości stadionów, w przypadku tego lepiej jest oglądać mecz z górnego pierścienia. Tak mi się przynajmniej wydaje, ponieważ dolny pierścień trybun jest dość płaski, ponadto od boiska oddziela go jeszcze chodnik parometrowej szerokości. Górny pierścień ma za to odpowiednie nachylenie trybun, widok stamtąd jest znakomity. Ciekawe na stadionie jest to, na których sektorach ulokowany jest młyn - nie znajduje się on za bramką, a na trybunie położonej wzdłuż linii bocznej, na górnym pierścieniu (nie jest to ciekawostka do sekcji Atmosfera, ewidentnie jest to cecha stadionu - na tym sektorze zresztą znajduje się miejsce dla gniazdowego). Przed meczem kupowałem bilet w taki sposób, żeby moje miejsce miało niezły widok na młyn - na stadionie okazało się jednak, że zająłem miejsce na dolnym pierścieniu niemal pod młynem. Na szczęście podejście organizatorów do bezpieczeństwa na meczu było dość racjonalne, dlatego w drugiej połowie po prostu zająłem miejsce na innej trybunie.

Na stadionie znajdują się dwa porządne telebimy, na których prezentowane są dobrej jakości treści multimedialne (prezentacje składów, aktualny wynik, itp.). Przed meczem widzowie zostali uraczeni wyprodukowanym pewnie przez Urząd Miasta kilkuminutowym filmem nt. segregacji odpadów (!) i parominutowym filmem wyprodukowanym przez ultrasów, którzy zapraszali na wyjazd do Opola (też ciekawe, biorąc pod uwagę, że na filmie była uwieczniona przyklejona w pociągu vlepa TSP, czy kibic w bluzie ACAB).

Na tyłach trybuny ulokowane są stoiska gastronomiczne (cieszące się dużym zainteresowaniem, kolejka w przerwie liczyła kilkadziesiąt osób), gdzie sprzedawane były m.in. bardzo dobre hot-dogi. Ale najważniejsze, co można znaleźć na tyłach trybuny, to drzwi prowadzące do Sklepu Kibica - jest to miejsce na tyle dobrze schowane, że gdy przed meczem chodziłem po stadionie, nie znalazłem go i już zaczynałem planować po meczu wycieczkę do pobliskiej galerii, w której znajduje się wysepka Podbeskidzia. Sklep był dobrze wyposażony, a przede wszystkim miał na składzie kubki - dużo wzorów, dużo egzemplarzy. W sklepie zakupiłem sobie więc kubek i szalik.

Atmosfera
 

Jak wspomniałem we wstępie, ostatnie wyniki Podbeskidzia (m.in. wygrana 4:0 z GKS-em Bełchatów) przyciągnęły na dzisiejszy mecz całkiem dużo osób. Oficjalna frekwencja na meczu wyniosła 5064 widzów, z czego 954 osoby pojawiły się na stadionie po raz pierwszy. Oznacza to, że osiągnięto najlepszy wynik w tym sezonie w 1. Lidze (a także, że na pikniku mogło być całkiem dużo ludzi, którzy po raz pierwszy znaleźli się na meczu piłkarskim).

Jak wspomniałem w poprzedniej sekcji, w pierwszej połowie zająłem miejsce mało strategiczne, przez co znajdowałem się niemal dokładnie pod młynem. Z tego co wyczytałem w Internetach, ominął mnie widok co najmniej jednej oprawy. Przynajmniej jeden element mnie nie ominął, bo tuż przed pierwszym gwizdkiem młyn zaczął odliczać 10, 9, 8..., a gdy skończono, na murawę poleciały serpentyny. Następnie kibice Podbeskidzia zaczęli śpiewać pierwsze hasła, takie jak Tylko zwycięstwo, hej, Bielsko, tylko zwycięstwo!, Piłka nożna bez policji!, czy Zawsze i wszędzie policja jebana będzie! (ponoć policja uniemożliwiła wniesienie części oprawy na dzisiejszy mecz). Mniej więcej wtedy dosłyszałem też gości śpiewających na swoim sektorze Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz GKS gra.... Co do gości, nie poświęcę im w tej relacji zbyt dużo czasu, z tego względu, że miałem dużo bliżej do młyna Podbeskidzia, przez co niewiele słyszałem z piosenek fanów Jastrzębia. Kibiców gości było ok. 100 (choć dzień wcześniej bardzo duża ich grupa wspierała Piasta Gliwice na wyjeździe do Krakowa) i mieli z sobą jedną niewielką flagę, której nie dałem rady z tej odległości odczytać.

Młyn Podbeskidzia składał się z ok. 200 kibiców, co nie jest może imponującą liczbą, ale za to każdy z nich bardzo dobrze wiedział, po co tu przyszedł, ponieważ kibice prowadzili bardzo dobry, zróżnicowany i głośny doping przez cały mecz. Były flagowiska, były serpentyny, konfetti, były też trzy flagi: PODBESKIDZIE, Ultras oraz Bielska Twierdza. Motywem, który był śpiewany najdłużej, było Wiecznie Młodzi! Wiecznie Młodzi!. Poza tym, śpiewano T! S! TSP! TS Podbeskidzie!, Barwy królewskie, czerwono-biało-niebieskie!, Ceramed Bielsko! (siedzący obok mnie nastolatkowie nie byli wielkimi znawcami tematu, bo zastanawiali się, czy czasem nie jest śpiewane przegrane Bielsko). Były też dłuższe piosenki:

Od najmłodszych lat,
jak za brata brat,
my trzymamy się,
tylko TSP!


To My, Górale z Bielska,
zna nas cała Polska!
Za nasz, za nasz TS
pójdziemy aż po życia kres!


Miłość moja ta
trzy kolory ma!
Dumą Bielska jest
Bielski Ceramed!

W pierwszej połowie miały miejsce próby aktywizacji pikniku, ale wypadły dość przeciętnie, np. mój sektor bardzo słabo na nie reagował (może to jest kwestia tylu nowych widzów na stadionie). Śpiewano na zmianę proste rzeczy na dwie trybuny: Kto wygra mecz? Bielsko!, Idzie idzie! Podbeskidzie!, Bielsko! Biała!, Całe życie! Podbeskidzie!. Ogólnie atmosfera była bardzo dobra, poza dwoma zgrzytami. Pierwszym była piosenka, w której gniazdowy intonował Jastrzębie pokonamy!, a młyn uparcie krzyczał kurwy pokonamy!, co chyba było niezbyt potrzebne, a dodatkowo zemściło się, ponieważ w trakcie śpiewania tej piosenki GKS strzelił gola na 1:0. Drugim zgrzytem było to, że jakiś kibic pod koniec meczu odwalił w młynie coś głupiego, za co został, delikatnie mówiąc, wyproszony stamtąd przez resztę kibiców.

Pod koniec meczu kibice wywiesili płótno ogłaszające mobilizację na mecz z Zagłębiem Sosnowiec (dla kibiców jest to najbardziej istotny mecz w rundzie, ponieważ jest to zgoda BKS Stali), a po meczu mimo porażki oklaskiwali swoich piłkarzy i dziękowali im za walkę.

Mecz
 

Przed tym meczem, po 13 kolejkach 1. Ligi Podbeskidzie znajdowało się na 3. miejscu, a goście z Jastrzębia na 9. miejscu, przy czym mieli oni na koncie 1 mecz rozegrany mniej - w Polsce wystarczającą podstawą do przełożenia meczu jest powołanie 1 zawodnika na dowolną reprezentację w zasadzie dowolnego rocznika, co często komplikuje terminarz 1. Ligi. Dodatkowo, na pierwszym miejscu był Radomiak, na drugim Warta, na przedostatnim Chrobry Głogów, na ostatnim Odra Opole. Po co piszę o Odrze i Chrobrym? Nie wiem, to pytanie do spikera stadionowego, dlaczego przed meczem przedstawił sytuację w czołówce tabeli oraz akurat na dwóch ostatnich miejscach. Gospodarze byli bardzo podbudowani zwycięstwem u siebie 4:0 nad GKS-em Bełchatów oraz wyjazdową wygraną 3:1 z niespodziewanie liderującym Radomiakiem.

Napędzeni tymi wynikami, pięcioma tysiącami widzów oraz czołówką Janosika (bynajmniej nie chodzi o grindcore'owy kawałek autorstwa Łba Prosiaka) rozbrzmiewającą przed pierwszym gwizdkiem, Górale ruszyli do ataku. Już w pierwszych minutach mieli świetną sytuację - Roginić zagrał w pole karne do Sierpiny, ten oddał strzał, który Pawełek odbił przed siebie, dokładnie tam, gdzie stał Danielak. Pomimo siedmiu goli strzelonych w tej rundzie, piłkarz Podbeskidzia tym razem się nie popisał i oddał w tej sytuacji lekki strzał głową, a Pawełek zdążył z obroną, mimo że widzowie na stadionie już poderwali się z miejsc. W 11. minucie Jastrzębie miało pierwszą dobrą sytuację, kiedy świetne podanie ze skrzydła od Gojnego (z wysokości linii środkowej) dostał Farid Ali. Napastnik GKS-u (wbrew temu, co by sugerowało nazwisko, Ukrainiec) znalazł się właściwie w sytuacji sam na sam z Polačkiem (wbrew temu, co sugeruje nazwisko, Słowakiem), ale ten bardzo dobrze wyszedł z bramki i skończyło się tylko rzutem rożnym. Ten sam zawodnik kilka minut później oddał niezły strzał z rzutu wolnego, jednak nad bramką Polačka. W 30. minucie z kolei kolejną dobrą sytuację miało Podbeskidzie - Roginić wycofał do Sierpiny, a ten oddał strzał z kilku metrów. Piłkę po drodze podbił przypadkowo obrońca, a Pawełek wykazał się świetnym refleksem, bo zdołał odbić piłkę.

W 38. minucie stało się coś, czego najstarsi Górale nie pamiętają. GKS pykał piłeczką przy swoim polu karnym - stoper Jaroszek zagrał do stopera Bojdysa. Bojdys przyjął piłkę na linii swojego pola karnego i zaczął biec z piłką do przodu. Nie będąc jakoś intensywnie atakowany przez graczy Podbeskidzia, przebiegł on całe boisko i z 20 metrów trafił w okno bramki gospodarzy. Tak więc do przerwy gospodarze dość niespodziewanie przegrywali 0:1, a jeszcze bardziej niespodziewane były okoliczności.

Druga połowa to nieustanne ataki Podbeskidzia, które bardzo chciało zdobyć wyrównującą bramkę i chciało to zrobić przede wszystkim jak najszybciej i jak najprostszymi środkami. Do 30. metra przed bramką Pawełka wyglądało to bardzo dobrze, ale właściwie każda akcja kończyła się dość bezmyślnym wrzuceniem w pole karne, gdzie piłkę łapał Pawełek (przy okazji, miał on właściwie identyczny strój jak sędzia - czy przepisy na to pozwalają?), wybijali ją głową obrońcy, ewentualnie udawało się czasami oddać niegroźny strzał. W 52. minucie po jednej z takich wrzutek strzał głową Danielaka trafił w Jaroszka - gospodarze reklamowali, że było to zagranie ręką (kibice natomiast odśpiewali sędziemu typowy trójpak składający się z sędzia chuj!, PZPN, PZPN... i jebać sędziego...). Już lepsze akcje mieli goście - w 62. minucie Ali miał przed sobą tylko Polačka, ale kąt był tak ostry, że nie zmieścił tej piłki i skończyło się rzutem rożnym.

W 81. minucie goście podwyższyli prowadzenie. Po wrzutce w pole karne z 6 metrów uderzał Wróbel, a Polaček popełnił szkolny błąd przy wykonywaniu koszyczka, ponieważ piłka odbiła mu się od klatki piersiowej (pamiętam śmieszkowanie, że Polaček nadaje się bardziej na zawodnika MMA niż na bramkarza); Wróbel zareagował błyskawicznie i wbił piłkę do bramki. Do końca meczu rezultat się już nie zmienił, mimo że Bielszczanie dzielnie pałowali w pole karne. Plan GKS-u na dzisiejszy mecz był dużo lepszy niż ten Podbeskidzia i goście zasłużenie wygrali.

next  prev