glownachomikmapatrocinytags
Pogoń Siedlce - Olimpia Elbląg 0:1 (0:1)
05.10.2019 15:00
Stadion Miejski ROSSRiT, Siedlce
II Liga
Widzów: 1.034
Cena biletu: 15 zł (normalny)
       

Już od paru dobrych lat szykowałem się na tę wycieczkę - w końcu 1. Liga niecałe 100 kilometrów od Warszawy brzmi całkiem atrakcyjnie. Zbierałem się z tym tak długo, że kiedy w końcu dotarłem do Siedlec, Pogoń grała już w 2. Lidze. Ale i tak było warto.

Dotarcie na mecz
 

Wyjechałem z Warszawy o 11:46 ze stacji Warszawa Śródmieście pociągiem Kolei Mazowieckich, relacją Warszawa Zachodnia - Siedlce. Jako posiadacz biletu miesięcznego na warszawski ZTM, bilet kolejowy oczywiście kupiłem na relację od stacji Warszawa Wola Grzybowska. Na stacji Siedlce pojawiłem się z paruminutowym opóźnieniem, o ok. 13:20. Następnie wybrałem się na piechotę na stadion, drogą nieco naokoło - tak, aby zobaczyć wszystkie obowiązkowe atrakcje Siedlec. A więc przede wszystkim zobaczyłem znajdujące się w centrum miasta więzienie (ponoć jeden z głównych punktów orientacyjnych w mieście - chyba właśnie dlatego Galerię Siedlce wybudowano vis a vis, po drugiej stronie ulicy). Mijałem też pawilon, w którym znajduje się prawilny sklep, gdzie można podobno dostać kibicowskie gadżety Pogoni, ale stwierdziłem, że nie będę tam zachodził, aby spytać o coś tak piknikowego jak kubek. Doszedłem do Pałacu Ogińskich, przeszedłem przez znajdujący się nieopodal park, aż wreszcie doszedłem do samego stadionu.

W kasie zakupiłem bilet i program meczowy (co prawda brak w nich było tego, co mnie zawsze najbardziej interesuje, czyli aktualnej kadry meczowej z numerami, za to znajdowały się w niej tworzone przez pasjonatów relacje z ostatnich meczów Pogoni, z których wyciągnąłem sobie większość niezbędnych informacji), a potem udałem się do znajdującego się przed stadionem stoiska klubowego, gdzie można było kupić przeróżne pamiątki; niestety, w ofercie nie było kubków. Ostatecznie kupiłem sobie szalik z, jak się okazuje, mało poważanym przez kibiców odświeżonym emblematem klubowym. Ok. 14.10 wszedłem na stadion jako jeden pierwszych, żeby mieć pewność, że będę mógł swobodnie porobić swoje niskobudżetowe zdjęcia obiektu.

Stadion
 

Zgodnie z informacjami z oficjalki Pogoni Siedlce, obecny stadion na ul. Jana Pawła II (przy okazji, skrót ROSRRiT rozwija się do nazwy Regionalny Ośrodek Sportu, Rekreacji, Rehabilitacji i Turystyki - taka ciekawostka jak spod zakrętki soku Tarczyn) został oddany do użytku w 2011 roku. Jest to obiekt składający się z jednej trybuny - rozwiązanie to jest oczywiście oficjalnie uznane za tymczasowe (skąd ja to znam), ale w praktyce nie sądzę, żeby kolejne trybuny stadionu powstały prędko. Obecny stadion w zupełności spełnia wymagania klubu II-ligowego. A poza tym, inaczej niż np. na ŁKS-ie, trybuna ta nie sprawia wrażenia, jakby została równo odkrojona od jakiegoś kompletnego stadionu; stadion Pogoni dużo bardziej przypomina kompletny, spójny obiekt. Miałem takie wrażenie głównie ze względu na znajdujące się w narożnych częściach trybuny mniejsze sektory, które powodują, że przejście pomiędzy trybuną i... brakiem trybuny jest dużo bardziej płynne. Poza tym, ktoś wpadł na całkiem inteligentny pomysł, żeby z trzech pozostałych stron boiska ogrodzenie znajdowało się kilka metrów od linii bocznej i końcowej. O dziwo, okazuje się to lepszym pomysłem niż hektar wolnej przestrzeni wokół boiska (patent z Łodzi).

Trybuna posiada 2901 miejsc siedzących i jest cała zadaszona, pomijając znajdujący się w narożniku sektor gości (drugi narożnik trybuny również jest odsłonięty, ale nie ma tam miejsc siedzących i pełni on funkcję bliżej nieokreśloną). Cała trybuna pokryta jest niebieskimi krzesełkami, z domieszką czerwonych, które układają się w napis SIEDLCE. Trybuna jest podzielona na górne i dolne sektory, przy czym górne sektory są trochę cofnięte względem tych dolnych, co sprawia, że patrząc z niektórych punktów górnej części trybuny, można nie dojrzeć wyrzucającego z autu piłkarza. To nie jest oczywiście jakiś duży mankament, bardziej ciekawostka. Ogólnie miałem wrażenie, że nachylenie trybuny jest bardzo dobre, dzięki czemu siedząc na swoim dość dalekim rzędzie nadal miałem wrażenie, że jestem blisko boiska.

Byłem pod dużym wrażeniem tego, że na stadionie miejsca dla niepełnosprawnych są nie na pierwszym lepszym i możliwie najniżej położonym miejscu, a na samym szczycie trybuny (z czego dedukuję, że na stadionie znajduje się winda; w każdym razie kibic na wózku inwalidzkim, którego tuż przed pierwszym gwizdkiem dostrzegłem za sobą parę rzędów wyzej, musiał tam w jakiś nienadprzyrodzony sposób się pojawić). Dodatkowo na stadionie są cztery dość interesujące maszty oświetleniowe i niezbyt imponująca tablica wyników (chyba identyczna jak na stadionie Polonii Warszawa), wyświetlająca czerwonymi literami na czarnym tle nazwy zespołów, wynik oraz aktualny czas gry. Poza tym, na stadionie puszczana jest nie najgorsza muzyka (pojawił się tylko jeden absolutnie gówniany kawałek, który jednak został wyłączony po kilkunastu sekundach) i sprzedawana jest całkiem dobra gięta z grilla, do której nie żałują ketchupu i musztardy.

A przy okazji, miałem okazję siedzieć tuż obok stanowisk dla mediów - na jednym z nich zasiadała osoba, której cały sprzęt ograniczał się do dwóch smartfonów. Oczywiście, nie wątpię, że ten gość spełniał w 100% swoje zadanie, ale patrząc na niego, doszedłem do wniosku, że dzisiejsze dziennikarstwo wygląda dość niepozornie. Ciekawe, czy jakiś klub dałby akredytację Chomikowi Piłkarskiemu?

Atmosfera
 

Przed meczem pozyskałem podstawowe informacje nt. Pogoni od K. - kolegi z pracy, który pochodzi z Siedlec, a na siedleckim stadionie bywał nieraz i niejedną piosenkę śpiewał. Co prawda kiedy fanclub Legii (Pogoń Siedlce) gra mecz ze zgodą Legii (Olimpia Elbląg), raczej wiadomo, że atmosfera będzie przyjazna, co zresztą K. mi potwierdził. Nie zawsze jest to jednak aż tak proste, o czym świadczy pewna piosenka, która jeszcze w zeszłym sezonie rozbrzmiewała podczas jednego z meczów w Siedlcach:

Stanęła koza koło trzepaka,
wypięła dupę na Radomiaka.
Radomiak myślał, że to jest gęba
i szukał w dupie złotego zęba

Kosa z Radomiakkiem wynika podobno po części z animozji geopolitycznych (byłe miasto wojewódzkie vs miasto, które obecnie w niektórych przypadkach pełni funkcję wojewódzkiego); Olimpia Elbląg zawsze jest w Siedlcach mile widziana. Wiedząc, że sektor gości będzie pusty, zająłem takie miejsce na pikniku, z którego dobrze byłoby widać siedlecką Żyletę. I rzeczywiście, w sektorze F3, w którym miał znajdować się młyn, przed meczem pojawili się kibice w szalikach, pojawiła się również pewna konstrukcja, która okazała się być stojakiem na bęben. A więc byli kibice, był bęben, był pierwszy gwizdek... i ze zdumieniem stwierdziłem, że nic się nie dzieje. Przez pierwsze minuty dominował piknik i tzw. atmosfera koneserska. Aż w końcu ok. 19. minuty na barierce przed sektorem ultrasów pokazały się flagi i rozpoczął się doping.

Pierwszą rzeczą, którą zaintonowali kibice było Wszyscy wstają i śpiewają! i Cały stadion ręce w górę!. Po tym, gdy piknik wyraził jako-taką gotowość do współpracy, odśpiewano proste rzeczy takie jak Pogoń! Siedlce!, czy Kto wygra mecz? Pogoń!. Następnie kibice odpuścili piknikom i sami zaczęli śpiewać różne przyśpiewki. Na pierwszy ogień poszło Jesteśmy zawsze tam..., co mnie już totalnie zdezorientowało. Co to, wyjazd?

... tam, gdzie Olimpia gra!
Ae, ao! Olimpia gol!

No dobra, rzeczywiście wyjazd. W młynie znajdowali się bowiem również goście z Elbląga. Pozdrowiono Olimpię, Legię, Wisłę Puławy, AZS Podlasie Biała Podlaska, Dolcan Ząbki (i z tego, co mi się wydawało, Mazovię Mińsk Maz., ale tego nie jestem pewien). A potem zaczęły się piosenki, spośród których można wyróżnić (niektóre mogłem trochę poprzekręcać):

W pewnym pięknym mieście Siedlce, gdzie rycerzyk w herbie jest,
Jest taka drużyna, która zwie się MKS,
MKS-ie, MKS-ie, ukochany klubie nasz,
Pokaż dzisiaj wszystkim, jak Ty pięknie w piłkę grasz!


Pogoń to pany - biało-niebieskie szatany!

Chociaż mało nas tu jest,
wszyscy kochamy MKS!


Nie poddawaj się, MKS-ie nasz!
Nie poddawaj się, o zwycięstwo walcz!

W drugiej połowie pomiędzy piosenki wkradły się również elementy humorystyczne. Nie miało to związku z jakąś szyderą względem piłkarzy, ponieważ ci byli wspierani przez młyn do końca meczu (z małymi przerwami), a po meczu dostali podziękowania za walkę. W każdym razie, trzeba mieć pewien dystans do siebie, żeby śpiewać tekst Nasza wódka niebieski kolor ma!. A już totalną abstrakcją była przyśpiewka:

Pijąc wódkę, jedząc śledzie,
będziem silni jak niedźwiedzie!

Co do piknikowej części publiczności, spiker stadionowy podał liczbę kibiców 1034, która brzmiała całkiem wiarygodnie, bo mniej więcej tyle ludzi pofatygowało się na dzisiejszy mecz. Na trybunie wśród pikników dojrzałem kilka szalików ze starym herbem Pogoni, przez co poczułem się trochę januszowo ze swoim pasiakiem z nowym oficjalnym herbem (z tego, co wyszukałem w Internetach, kibice odnośnie zmiany herbu klubu rozkręcili akcję pt. logo dla nikogo). Ludzie na pikniku byli dość odporni na przewijające się w trakcie meczu apele młynu o wstawania i śpiewanie - o ile wstawanie się jeszcze udawało, o tyle śpiewanie było dość pozorowane. Dopiero pod koniec meczu, gdy atmosfera na boisku uległa pewnemu podgrzaniu, piknik mocno zaczął angażować się w wydarzenia boiskowe. Udało się nawet zaśpiewać chóralnie PZPN, PZPN, jebać, jebać PZPN!.

O, a propos pikniku, czas na elementy humorystyczno-sucharowe. Po jednym z fauli na boisko wbiegł pracownik służby medycznej, który w jednej ręce miał jakąś torbę, a w drugiej - średniej wielkości plastikową lodówkę. Jeden z szyderczych pikników krzyknął wtedy w stronę boiska wypuść tego kota! (ta lodówka rzeczywiście wyglądała jak transporter dla kota). Jeden z siedzących nieopodal mnie emerytów skwitował to stwierdzeniem, że w sumie, sadło jest zdrowe. W każdym razie, mnie te suchary rozśmieszyły.

Mecz
 

Przed meczem 12. kolejki 2. Ligi gospodarze mieli na koncie 15 punktów, a goście 18. Dużo lepiej jednak brzmi: gospodarze znajdowali się w środku tabeli, a goście na miejscu zapewniającym grę w barażach o awans do Fortuna 1. Ligi (spokojnie, chodzi o baraże wzorowane na Championship, czy innej Eerste Divisie, tzn. bierze w nich udział prawie pół ligi). Czyli wniosek jest taki, że więcej jakości należało spodziewać się po drużynie Olimpii.

Spotkanie rozpoczęło się całkiem obiecująco - już mniej więcej w 2. minucie Demianiuk (piłkarz Olimpii, ale wychowanek Pogoni Siedlce) przedryblował na lewym skrzydle kogo tylko się dało, a następnie wystawił piłkę na środek pola karnego Kuczałkowi, który fatalnie przestrzelił. Minutę potem Pogoń miała kornera, po którym piłka przeszła przez całe pole bramkowe i żaden z piłkarzy jej nie sięgnął, a było naprawdę blisko. A następnie... mijały minuty i w pewnym momencie zorientowałem się, że totalnie nic się nie działo. Czasem ktoś wyprowadził pozorowaną akcję, ale tak naprawdę na boisku nic konkretnego się nie działo, a ja miałem czas, żeby zapisywać sobie teksty przyśpiewek gospodarzy. To Pogoń, jako gospodarze, musiała czynić honory drużyny prowadzącej atak pozycyjny, ale szło jej to tak opornie, że jeden z nich skończył się autem dla Olimpii na wysokosci linii środkowej boiska. W każdym razie, wydaje mi się, że pierwszy celny strzał w meczu zobaczyłem dopiero w 40. minucie, kiedy po wrzutce w pole karne Demianiuk oddał strzał przewrotką z jakichś 15 metrów. Smołuch nie musiał się przy tym strzale wysilać, piłka trafiła mu niemal do rąk. Pierwsza połowa miała upłynąć pod znakiem totalnej padaki, ale w 45. minucie Olimpia niespodziewanie wyprowadziła naprawdę dobrą akcję. W sumie, jedyną naprawdę dobrą rzeczą w tej akcji było dezorientujące obronę Pogoni dogranie Szuprytowskiego do Millera (bohater słynnej afery Millera, jeśli kogoś interesują takie kluby jak Sokół Ostróda, czy Drwęca N.M.L.), dzięki któremu ten ostatni z kilku metrów pokonał Smołucha. Chwilę po tym golu sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy.

W drugiej połowie Pogoń zaczęła konstruować jakieś akcje, oddawać jakieś strzały - ogólnie, zaczęła wyglądać jak drużyna. W 51. minucie po dograniu z rożnego Mójty bardzo dobry strzał (celny!) głową oddał Margol, ale Madejski wyciągnął się jak struna i odbił piłkę; z dobitką nie zdążył już Walków. W 66. minucie po strzale Mosiejki jeden z obrońców Olimpii znajdując się już w polu karnym, odbił chyba piłkę ręką - tyle że gdyby nie ta ręka i tak odbiłby ją klatką piersiową, więc tutaj nie jestem pewien jak to zinterpretować. Sędzia zdecydował się puścić grę... a przynajmniej mam nadzieję, że zrobił to świadomie i w ogóle widział tę sytuację, ponieważ dziś arbiter wybitnie nie miał swojego dnia. Sędziowanie tego meczu było oczywiście dość niewdzięcznym zadaniem - gra nie była płynna, piłkarze czasami sami przewracali się na boisku (takich potknięć było w trakcie meczu chyba kilkanaście), ale sędzia również dołożył swoje do miernego obrazu gry. M.in. przerwał próbę wyprowadzenia przez Pogoń kontry, ponieważ... zaszedł piłkarzowi drogę (skończyło się rzutem sędziowskim). Poza tym, gwizdał stykowe sytuacje w sposób strasznie niekonsekwentny.

W 72. minucie Pogoń wyprowadziła bardzo ładną akcję, w której piłkarze wymienili dwa podania piętą. Akcja skończyła się faulem na ok. 25. metrze - do piłki podszedł Mosiejko i oddał bardzo dobry strzał tuż przy długim słupku, ale kapitalną interwencją wykazał się Madejski, który w jakiś sposób odbił piłkę na róg. Pogoń wyglądała w drugiej połowie coraz lepiej... aż nastała feralna 78. minuta, kiedy Olimpia wyprowadziła w końcu groźną kontrę; w końcowej fazie akcji w stronę bramki biegł jedynie Szuprytowski w asyście dwóch obrońców Pogoni i ostatecznie został zatrzymany faulem. Po tym faulu Brodziński (stoper Pogoni) został ukarany drugą w tym meczu żółtą kartką, a więc gospodarze kończyli ten mecz w 10. Wykonujący rzut wolny Prytulak o mało nie podwyższył wyniku, bo jego strzał minimalnie minął bramkę gospodarzy. W 84. minucie wolej Mosiejki też minimalnie minął spojenie bramki gości. W końcu, w 89. minucie miała miejsce największa kontrowersja meczu. Firlej (piłkarz Pogoni) znakomicie przyjął sobie górną piłkę i wbiegł z nią w pole karne. Spóźniony obrońca Olimpii próbował przeszkodzić mu wślizgiem, jednak w ogóle nie trafił w piłkę (mam wrażenie, że miał do niej co najmiej metr), za to zahaczył piłkarza Pogoni, powodując jego upadek. Firlej oczywiście dodał w tej sytuacji trochę od siebie, ale kontakt pomiędzy nogami obydwu piłkarzy był ewidentny. Sędzia nakazał jednak grać dalej, ku wielkiemu oburzeniu kibiców i piłkarzy Pogoni (z powodu protestów żółte kartki ujrzeli zarówno Firlej jak i trener Pogoni). Wynik więc już nie uległ zmianie, a Pogoń uległa Olimpii 0:1.

next  prev