glownachomikmapatrocinytags
Sparta 1951 Szepietowo - Dąb Dąbrowa Białostocka 1:1 (0:1)
25.08.2019 17:00
Stadion Gminny w Szepietowie
IV liga podlaska
Widzów: ~120
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy kojarzy Spartę Szepietowo... ale pewnie każdy kojarzy ŁKS Łomża. Tym, którzy mieli może kiedyś okazję zobaczyć młyn albo grupę wyjazdową ŁKS-u tłumaczę, że tamta flaga z napisem 1951 i dziwnym herbem z literą S pośrodku to właśnie flaga Sparty Szepietowo.

Dotarcie na mecz
 

Ze względu na to, że po sobotnich wojażach w kieszeni nadal miałem Bilet Weekendowy PKP, koszt krańcowy kolejnych podróży wynosił dokładnie 0 PLN. Stąd, postanowiłem, że przejadę się gdzieś dalej, szczególnie, że planowałem zobaczyć Szepietowo już od co najmniej roku.

PKP niestety nie dopieściło mnie godzinami kursowania pociągów. Z Warszawy mogłem przyjechać do Szepietowa albo na ponad dwie godziny przed meczem, albo na 13 minut przed pierwszym gwizdkiem. Wybranie pierwszego pociągu groziło spędzeniem dwóch nadprogramowych godzin w mieście, w którym najprawdopodobniej nic się nie dzieje, a wybranie drugiego pociągu wiązało się z ryzykiem spóźnienia się na mecz. Ostatecznie zdecydowałem się wyjątkowo zaufać PKP (uwielbiam naszą kolej, co jednak nie znaczy, że jej ufam) i o 15:05 wsiadłem w pociąg relacji Łódź Fabryczna - Białystok. Wysiadłem w Szepietowie o 16:47, co oznaczało pełen sukces pomijając fakt, że wcześniej na moim miejscu siedział dość śmierdzący facet i chyba przez całą drogę nie oparłem się o fotel.

Niektórych może zdziwić, że to nieduże miasto (wg Wikipedii liczy nieco ponad 2 tys. mieszkańców), jest tak znakomicie skomunikowane z Warszawą i Białymstokiem. W rzeczywistości mylimy w tym miejscu przyczynę ze skutkiem - to fakt, że przez wieś Szepietowo wytyczono w XIX wieku szlak Kolei Petersburskiej (tak, to też wyczytałem na Wikipedii), spowodował, że w końcu wyrosło w tym miejscu miasto. Ciężko mi powiedzieć o nim coś ciekawego, w niedzielę sprawiało wrażenie wymarłego. Na szczęście była to niedziela handlowa, stąd po meczu odwiedziłem lokalny market, w którym znajdowała się cała półka z bogatym wyborem kwasu chlebowego.

Stadion
 

Stadion Gminny w Szepietowie zgodnie z oficjalnymi informacjami liczy 300 miejsc siedzących. Nie jestem pewien, czy ta liczba nie jest czasem zaniżona, ale jest całkiem prawdopodobna, ponieważ znajduje się na nim jedna trybuna - dość niska, położona wzdłuż linii bocznej, o trzech rzędach krzesełek. Jej fragment znajdujący się od strony zachodniej jest ogrodzony i pełni funkcję sektora gości (nieistotne dla dzisiejszej relacji). Trybunę od linii bocznej boiska dzielą jakieś 3-4 metry, a bariera je oddzielająca jest na tyle niska, że mecz ogląda się całkiem komfortowo - w końcu jakaś odmiana po tych wszystkich bieżniach i dwumetrowych płotach. I tylko ta trybunka mogłaby być nieco wyższa.

Wchodząc niemal w ostatniej chwili na stadion, miałem nadzieję, że może kogokolwiek ten fakt zainteresuje - może ktoś będzie chciał mi sprzedać bilet, albo może chociaż ktoś sprawdzi mój plecak, dzięki czemu wiedziałbym, kogo można pytać o ewentualne pamiątki. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Co więcej, w Szepietowie nie natrafiłem nawet na żaden plakat zapraszający na dzisiejszy mecz. Stąd, niestety, wróciłem z meczu bez żadnej materialnej pamiątki. Choć przyznaję, że powinienem bardziej zakręcić się wokół budynku klubowego, może udałoby mi się kogoś spytać o gadżety. A propos budynku klubowego, wyglądał on nieco jak dom jednorodzinny. Na parterze znajdowały się szatnie, na piętrze przestronny zadaszony balkon, z którego nadawał spiker stadionowy. A w przerwie puszczał muzykę; co ciekawe, choć byłem na Podlasiu, wcale nie było to disco-polo. I co ciekawsze, puszczane rzeczy były jeszcze gorsze od disco-polo.

Trybuna stadionowa znajduje się od północnej strony boiska. Od strony południowej znajduje się las. Dosłownie kilka metrów od linii bocznej boiska zaczyna się szpaler drzew i gęsty bór, w którym niejedna piłka pewnie zaginęła. Z innych obowiązkowych informacji, na stadionie nie ma sztucznego oświetlenia, co akurat nie było dla mnie zaskoczeniem. Za to nieco zdziwił mnie fakt, że na stadionie nie było żadnej tablicy wyników.

Atmosfera
 

Ze względu na wspomnianą już wcześniej flagę Sparty (którą, o ile dobrze pamiętam, w 2017 roku miałem okazję widzieć w sektorach gości na Świcie NDM, Widzewie i Polonii W.), kojarzyłem Szepietowo całkiem pozytywnie i spodziewałem się ciekawej atmosfery. Można powiedzieć, że nieco się przeliczyłem, ponieważ mecz był raczej piknikowy. Na spotkanie przybyło ok. 130 osób, które siedziały na krzesełkach, względnie stały na tyłach trybuny. Na publikę składało się trochę członków rodziny piłkarzy, trochę piłkarzy młodzieżowych drużyn, trochę widzów w wieku okołoemerytalnym i trochę kibiców. Na zachodnim krańcu trybuny znajdowała się bowiem kilkunastoosobowa grupa ludzi o prezencji bardziej kibicowskiej, zresztą niektórzy mieli szaliki i koszulki o odpowiedniej tematyce (wydaje mi się, że paru z nich nosiło emblematy związane z Białymstokiem, czy też bezpośrednio z Jagiellonią - to jak jest z tym ŁKS-em?). Znajdowali się oni w tej części trybuny, w której na ogrodzeniu wisiała również flaga - przyznaję, że nie doczytałem jej treści. Jednak w pierwszej połowie nie prowadzili oni dopingu i wtopili się ogólnie w panujący na trybunie piknik.

Co bynajmniej nie oznacza, że na stadionie było całkiem cicho. Klimat w trakcie pierwszej połowy był bowiem specyficzny, bo wszyscy na boisku krzyczeli. Piłkarze obydwu drużyn krzyczeli dość często do swoich kolegów, przy czym nie były to tylko komunikaty w stylu plecy!, czy czas! (przy okazji, nadal nie wiem, co dokładnie znaczy ów czas, zauważyłem tylko, że po tej komendzie piłkarze biegają zwykle szybciej), a całe dyskusje nt. rozegrania akcji. Dołączał się do tego ze swoimi sugestiami także piknik i generalnie było trochę jak w studio telewizyjnym, do którego ktoś wpuścił zbyt duzo polityków. Po kilkunastu minutach gry, głównie ze względu na dzisiejszą temperaturę, zapał do dyskusji mocno osłabł, więc piłkarze poprzestawali już na standardowych formułach. Piknik też trochę osłabł i czasami ktoś rzucał w stronę boiska jakąś sugestię rozegrania, a czasami jakąś szyderczą uwagę. Z rozmów na pikniku zapamiętałem właściwie jedną rzecz, mianowicie usłyszałem na żywo słynny celownik białostocki (taki podlaski regionalizm), ponieważ jeden z kibiców zasugerował drugiemu, aby ten pożyczył swoją czapkę dla bramkarza. Poza tym, żadnych wielkich atrakcji dla chomików piłkarskich i chomików-lingwistów.

W drugiej połowie paru kibiców stojących na trybunie przy fladze próbowało chyba zagrzać swoich kolegów do śpiewania, jednak im się to nie udawało. Dopiero gdy w 66. minucie Sparta zdobyła wyrównującą bramkę, udało się rozruszać sektor i zaintonowano takie rzeczy jak Najwierniejsi fanatycy SKS!, Sparta, Sparta, lalalala-lala, oraz inną, dość standardową piosenkę:

Sparta, zawsze kocham Cię,
Tobie dałem serce swe.
Serce swoje jedyne
dałem swojej drużynie!

Wydaje mi się, że więcej haseł ze strony młynku dziś nie padło. Pod koniec meczu atmosferę na trybunach podgrzał fakt, że po otrzymaniu głupiej czerwonej kartki, piłkarz gości schodził z boiska mniej więcej wzdłuż trybuny - pikniki cisnęły mu więc od takich i owakich, a wkurzony piłkarz nawet coś im odpowiedział.

Mecz
 

W zeszłym sezonie mecz Sparta - Dąb skończył się wynikiem 9:0. Jeśli chodzi o ten sezon, początkowo nie było wiadomo, czy w ogóle do meczu dojdzie, ponieważ Dąb miał nie przystąpić do rozgrywek - prawdopodobnie ze względów finansowych. W ostatniej chwili klub został jednak uratowany dzięki... rozwiązaniu rezerw Wigier Suwałki, z których znaczna część piłkarzy zasiliła zespół Dębu (no dobra, ale jak to niby rozwiązało problemy finansowe?). Z pierwszego składu drużyny Dębu siedmiu graczy w zeszłym sezonie grało w rezerwach Wigier, dodatkowo z rezerw Wigier pochodził jeden z trzech graczy rezerwowych (a właśnie, cała kadra meczowa, która stawiła się w Szepietowie, składała się w sumie z czternastu piłkarzy). Stąd, bardziej zasadne będzie przytoczenie wyniku Sparta - Wigry II z zeszłego sezonu. Otóż tamten mecz skończył się wynikiem 5:1 dla Sparty (ciekawostka: mimo, że zarówno Sparta 1951 jak i Wigry 3 Wigry II zdobyły w zeszłym sezonie równą liczbę punktów, wyżej znalazły się rezerwy Wigier, które u siebie wygrały ze Spartą... 6:0).

Z innych ciekawostek, trenerem Sparty Szepietowo jest Robert Mioduszewski, były bramkarz Lecha, Zagłębia Lubin, Polonii Warszawa, Górnika Łęczna i Ruchu Chorzów. Nie ma on nic wspólnego z obecnym trenerem bramkarzy Lecha Poznań, za to trenuje swoją drużynę nieprzerwanie od sezonu 2007/08.

Od początku meczu to Sparta atakowała, a Dąb się bronił. Trochę dlatego, że to jednak Sparta była faworytem, a trochę dlatego, że graczom Dębu sierpniowe słońce świeciło prosto w twarz. Ataki Sparty ograniczały się jednak do bezmyślnego pałowania w pole karne gości, chyba że tkwił w tym głęboki zamysł i liczyli na błąd bramkarza wynikający z oślepienia słońcem. W 13. minucie gospodarze po raz pierwszy zagrali długą piłką mądrzej, ponieważ w sytuacji sam na sam z bramkarzem prawie znalazł się Prusinowski. Okuła jednak zdążył złapać piłkę na linii pola karnego, zanim Prusinowski trącił ją nogą. Tu miała miejsce mała kontrowersja, czy bramkarz Dębu nie złapał jej poza polem karnym, ponieważ nogi miał on co prawda na linii, za to ręce wyciągnięte przed siebie. W każdym razie, sędzia nakazał grać dalej - dość szczęśliwie dla piłkarzy Dębu, którzy nie mieli na ławce rezerwowego bramkarza (a przynajmniej do takiego wniosku doszedłem, patrząc na stroje rezerwowych). A minutę później goście mogli cieszyć się z prowadzenia - po wrzutce z lewego skrzydła w pole karne, niepilnowany Radosław Ołów pewnym strzałem głową z bliska pokonał Tomaszewskiego. Ze strony Sparty próbował odpowiedzieć Arkadiusz Wojno - w 22. minucie jego strzał sprzed pola karnego przeleciał minimalnie nad poprzeczką, z kolei w 24. minucie miał on przed sobą tylko bramkarza, jednak kąt był zbyt ostry i Okuła odbił piłkę na róg. W 32. minucie tuż nad poprzeczką bramki Sparty strzelał Petelski. W 37. minucie po kornerze dla Sparty jeden z graczy oddał bardzo dobry mierzony strzał głową, jednak piłka minimalnie minęła długi słupek bramki Okuły. Po tej sytuacji Sparta miała kolejnego kornera, ponieważ strzał ten oddał gracz Dębu. Pierwsza połowa skończyła się niecelnym strzałem Wiśniewskiego, który mierzył w długi róg bramki Okuły. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 0:1, co oznacza, że gospodarze totalnie zmarnowali handicap, jakim była zachodnia połowa boiska.

Drugą połowę gracze Sparty zaczęli od dobrej sytuacji, kiedy po wrzutce w pole karne Dębu jeden z gospodarzy strącił piłkę do Dominika Betko, a ten uderzył z bliska głową tuż obok bramki. Ogólnie Sparta w drugiej połowie poprawiła jakość swoich wrzutek. W 62. minucie jeden z jej piłkarzy otrzymał wrzutkę będąc w polu bramkowym gości, jednak strzelił głową praktycznie dokładnie wprost do rąk Okuły. W końcu w 65. minucie karnego dla Sparty wywalczył Patryk Fabiszewski (albo Margol, w każdym razie po faulu usłyszałem z trybun brawo Patryk!, tak więc mam 50% szansy, że trafiłem). Do piłki podszedł Maciej Prusinowski, były napastnik Ursusa Warszawa Kamil Prusinowski i pewnym strzałem pokonał Okułę. Parę minut później Sparta mogła wyjść na prowadzenie, ale w świetnej sytuacji Patryk Fabiszewski przestrzelił z kilku metrów tak, że piłka przeleciała nad piłkochwytami (tym razem jestem pewien, że to Fabiszewski - zanotowałem po numerze, a nie po tym, że ktoś powiedział brawo Patryk!).

A potem miały miejsce czerwone kartki. Najpierw w 77. i w 81. minucie żółtka zebrał Prusinowski ze Sparty (drugie żółtko dostał za atak na piłkę, który został raczej słusznie zinterpretowany jako niebezpieczne zagranie - tym bardziej, że był to faul na połowie przeciwnika), przez co musiał zejść przedwcześnie do szatni. Po 8 minutach siły już się wyrównały, za sprawą dość kuriozalnej sytuacji. Otóż po tym jak sędzia odgwizdał rzut wolny dla Sparty, Korotkiewicz w typowy dla polskich boisk sposób wziął piłkę i zaczął się z nią oddalać w nieznanym kierunku. Jeden z piłkarzy Sparty chciał mu ją wyrwać, a Korotkiewicz padł na murawę. Sędzia wyjaśnił to spięcie w ten sposób, że pokazał Korotkiewiczowi żółtą kartkę za symulowanie - i z racji tego, że była to jego druga żółta kartka, odesłał go do szatni. Pod koniec meczu obydwa zespoły chciały za wszelką cenę zdobyć zwycięską bramkę i zrobił się z tego dość brzydki mecz - pełno było fauli i chamskich zagrań. Z tego chaosu w doliczonym czasie zrodziła się piłka meczowa na nodze Legenzowa (piłkarz Dębu), jednak ten jej nie wykorzystał. Ostatecznie mecz skończył się dość sprawiedliwym podziałem punktów.

next  prev