 |
KS Sandbus Kutno - LKS Kwiatkowice 3:0 (1:0)
24.08.2019 17:00
Stadion im. Henryka Reymana, Kutno
IV liga łódzka
Widzów:
350-400
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Zobaczenie Kutna nie było może moim marzeniem, ale fakt, że znajduje się ono na trasie między Koninem a Warszawą, sprawił, że zdecydowałem się wybrać tam na mecz - szczególnie, że gospodarze byli ostatnio w formie. I jak się okazało, był to mecz jubileuszowy, ponieważ lokalny KS świętował tego dnia swoje... 5-lecie.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Po fajnym meczu w Koninie wsiadłem o 14.38 w pociąg Kolei Wielkopolskich relacji Poznań - Kutno. Na słynnym dworcu w Kutnie (a przynajmniej kiedyś był on słynny - po remoncie wygląda już całkiem estetycznie) byłem na ponad godzinę przed pierwszym gwizdkiem, więc ze spokojem udałem się spacerem w stronę stadionu, drogą nieco okrężną, aby zobaczyć trochę miasta. Na słupach ogłoszeniowych znajdowały się plakaty zapraszające na mecz na godzinę 16:30 (a więc pół godziny przed pierwszym gwizdkiem), na których było też napisane WSTĘP BEZPŁATNY I SŁODKA NIESPODZIANKA . Z tego co ustaliłem, mecze KS-u zwykle są biletowane i dzisiejsza możliwość bezpłatnego wejścia była pewną anomalią. Oczywiście zwiększyło to frekwencję na meczu, jednocześnie zasmuciło mnie jako kolekcjonera (ale za to po meczu do mojej kolekcji wpadł plakat).
Trochę kluczyłem po Kutnie, ale ostatecznie wszedłem na stadion ok. godziny 16:15. Ku mojemu zdziwieniu, już wtedy na trybunach znajdowała się ponad setka ludzi. Część z nich stawiła się jednak na trybunach tak wcześnie z przeświadczeniem, że o 16:30 będzie miał miejsce pierwszy gwizdek, podczas gdy była to godzina rozpoczęcia części oficjalnej. A wystarczyło sprawdzić na 90minut.pl
| | Stadion |
    |
Stadion Miejski w Kutnie im. płk. Henryka Tomasza Reymana. Tak, tego Reymana. Czy rekordzista polskiej ligi pod względem liczby bramek strzelonych w jednym sezonie miał w ogóle wspólnego z Kutnem? Otóż... tak, całkiem sporo. Tablica pamiątkowa na bramie stadionu wśród jego zasług wymienia m.in. Współzałożyciel piłkarskiego podokręgu w Kutnie oraz Dowódca I Batalionu 37. Pułku Piechoty w Kutnie (spokojnie, o Wiśle Kraków nie zapomniano).
Jeśli chodzi o rok budowy czy inne aspekty historii stadionu, ciężko mi znaleźć jakiekolwiek informacje w Internecie - znalazłem jedynie fajną ciekawostkę na stronie stadiony.net, że stadion uzyskał patronat Reymana wcześniej niż... stadion Wisły. W takim razie skupmy się na obecnym stanie stadionu. Stadion liczy oficjalnie 3500 miejsc siedzących, a na tę liczbę składa się reprezentatywna zadaszona trybuna główna i znajdująca się naprzeciwko trybuna odkryta z obowiązkowymi żółto-niebieskimi krzesełkami układającymi się w napis KUTNO . Stadion jest lekkoatletyczny i znajduje się na nim oczywiście bieżnia, przy czym nie jest ona aż tak szeroka, a więc da się ten fakt przeżyć. Bardzo spodobało mi się to, że wszystkie trybuny stadionu są w pełni dostępne, dzięki czemu mogłem okrążyć boisko i popatrzeć na nie ze wszystkich stron - dzięki temu przekonałem się, że jedynym sensownym miejscem do oglądania meczu jest właśnie trybuna główna (szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jest położona od zachodu i zadaszona, ponieważ słońce promieniowało dziś okrutnie).
Główna trybuna to kawałek dobrej architektury - OK, zabrzmiało to co najmniej tak, jakby ją zaprojektował Le Corbusier, w każdym razie jak na obiekt 4-ligowca jest ona bardzo estetyczna i funkcjonalna. Podwyższona względem poziomu boiska, o odpowiednim nachyleniu, na jej szczycie znajduje się całkiem duża przestrzeń, z której można oglądać mecz w pozycji stojącej - tylko tyle i aż tyle, dzięki czemu widoczność z każdego jej punktu jest całkiem dobra. Na minus należy ocenić fakt, że na górze jest ona przedzielona jakąś lożą dziennikarską / lożą VIP... szczerze mówiąc, w ogóle się nie przyglądałem co to jest, w każdym razie zapamiętałem, że chodząc po szczycie trybuny, w pewnym momencie natrafia się na ścianę. Dodatkowym, nieoczywistym plusem jest fakt, że stojąc na jej szczycie, zawsze można się obrócić o 180 stopni i mieć całkiem dobry widok na boczne boisko, które znajduje się tuż obok (grają na nim pewnie drużyny młodzieżowe, czasami również druga drużyna KS-u). A tak przy okazji, boczne boisko stadionu w Kutnie ma naturalną nawierzchnię - rozwiązanie coraz rzadziej spotykane.
Na stadionie jest dobre nagłośnienie, fatalna playlista (choć raz, ku mojemu zdziwieniu, puszczono utwór нас не догонят ) i duża tablica wyników, na której niestety wypisane jest na stałe GOŚCIE - GOSPODARZE (w tej kolejności), a jedyne wyświetlane elementy to wynik i czas. Na stadionie nie ma sztucznego oświetlenia.
| | Atmosfera |
    |
Jesteśmy w województwie łódzkim, a konkretnie w Kutnie, czyli jednym z wielu miast-fanclubów Widzewa. W dzisiejszym meczu nie grał ani Widzew, ani żaden klub, który kibiców Widzewa elektryzowałby w sposób pozytywny lub negatywny, stąd w relacji nie będzie nic o oprawach, flagach, czy dopingu. Co nie znaczy, że nie ma o czym pisać.
O wspomnianej 16:30 na trybunie znajdowało się już jakieś 200 osób (z czego dużą część stanowili juniorzy KS-u z różnych kategorii wiekowych) i mogła rozpocząć się wspomniana już wcześniej część oficjalna. Na 5. urodziny KS-u pofatygowali się różnego rodzaju politycy i działacze, m.in. prezes ŁZPN Edward Potok Adam Kaźmierczak, a także burmistrz Kutna, wójt gminy Kutno i jeszcze parę osób. Były dość nudne przemówienia, podziękowania, wręczanie pamiątek (przy okazji dowiedziałem się, że istnieją szaliki KS-u Kutno, ale tego dnia jakoś nie miałem weny, żeby chodzić po trybunie i o nie wypytywać), choć wydarzenie trochę ubarwiał stadionowy spiker, który nie żałował wazeliny, m.in. określając prezesa ŁZPN mianem lukratywnego (?), czy też chwaląc kondycję całego wojewódzkiego związku słowami łódzkie futbolem stoi . Kiedy część oficjalna dobiegła końca, kilku piłkarzy KS-u rzuciło w trybuny kilka sztuk różnego rodzaju gadżetów; wydaje mi się, że tego dnia była to jedyna forma ich dystrybucji i ja niestety się na nią nie załapałem.
W trakcie meczu spiker również nie dawał za wygraną, ponieważ często komentował wydarzenia boiskowe. Dla mnie było to bardzo przydatne, jednak niektórzy z zasiadających na trybunie trochę wkurzali się na fakt, ze biorą udział w czymś pomiędzy meczem a transmisją telewizyjną. Spiker szczególnie upodobał sobie grającego w Kwiatkowicach Jardela Muniza Cruza, którego nazwisko w trakcie meczu wymienił co najmniej kilkunastokrotnie (przy okazji, przeglądając składy, rzuciło mi się w oczy, że w drużynie gości grał 36-letni Michał Stasiak, ale to nie jest ten Michał Stasiak od gola z Białorusią ).
W przerwie meczu miała zaś miejsce owa słodka niespodzianka , którą organizatorzy obiecali na plakacie zapraszającym na mecz. Na bieżnię wyjechał tort w kształcie boiska piłkarskiego naturalnej wielkości, a spiker zaprosił wszystkich widzów z trybuny na poczęstunek. Po chwili spora część widzów zeszła z trybuny na bieżnię i zaczęła formować dość nieskładną kolejkę, w której też się ustawiłem (jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym jadł na meczu tort). Tort był bardzo dobry, a jego ilość była w zupełności wystarczająca - jeszcze po meczu można było się załapać na dokładkę.
Drugą połowę postanowiłem spędzić na górze trybuny, oglądając mecz w pozycji stojącej. Miałem stamtąd nieco lepszy ogląd na trybunę i kibiców i mogłem dostrzec takie rzeczy, jak stojące tu i ówdzie setki wódki, które czekały na stosowną chwilę. I rzeczywiście, w momencie gdy padł gol na 2:0 i na trybunie podniosła się wrzawa, jeden z kibiców wykrzyknął kto ma, ten pije! i wraz z kolegą odkręcili buteleczki.
| | Mecz |
    |
Spiker stadionowy zapowiadał ten mecz jako starcie dwóch niepokonanych drużyn (jak do tej pory po 2 zwycięstwa), ale w rzeczywistości emocji nie było zbyt dużo, ponieważ gospodarze od samego początku kontrolowali mecz. Już w 5. minucie po akcji lewym skrzydłem jeden z graczy KS-u odegrał piłkę do czekającego w polu karnym Ostrowskiego, a ten przyjął, przebiegł z piłką jeszcze kilka metrów i z jakichś 7 metrów strzelił na 1:0 (co robili wtedy obrońcy Kwiatkowic?). W 13. minucie po wrzutce z prawego skrzydła bardzo dobry strzał głową oddał Ibrahimović Świątkiewicz (do złudzenia podobny), ale świetną interwencją popisał się Piotrowski, odbijając piłkę na róg. Trzy minuty później golkiper Kwiatkowic obronił w znakomity sposób kolejny strzał Świątkiewicza, tym razem nogą. Kutnianie wyprowadzili w tej połowie jeszcze parę groźnych akcji, z kolei gościom z Kwiatkowic odnotowałem tylko jedną - w 24. minucie po podaniu ulubionego piłkarza spikera stadionowego (Jardela Muniza Cruza) Rakowski znalazł się w bardzo dobrej sytuacji, ale trafił w boczną siatkę. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0.
Na początku drugiej połowy goście wyglądali lepiej niż w pierwszej - parę razy zagrozili bramce gospodarzy, m.in. w 54. minucie Olejnik oddał strzał z linii pola karnego, ale pewnie interweniował Michał Sokołowicz. Potem jednak wszystko wróciło do normy i Kutnianie przejęli inicjatywę. W 58. minucie po akcji prawym skrzydłem jeden z graczy KS-u wystawił piłkę w pole karne, dokładnie tam, gdzie stało dwóch jego kolegów w żółtych koszulkach - obaj byli niepilnowani. I każdy z nich w tej akcji zdecydował... że zostawi piłkę temu drugiemu, w wyniku czego przeszła ona między nimi, a na trybunie rozległo się gromkie, zbiorowe kurwa! . W 61. minucie KS miał jeszcze lepszą akcję, ponieważ po zagraniu Świątkiewicza piłka trafiła do znajdującego się w odległości 5 metrów od bramki Dynela. Ten jednak fatalnie skiksował, a uderzona piłka nie leciała nawet w światło bramki (a konkretnie, potoczyła się do znajdującego się na linii końcowej gracza gospodarzy, który znajdował się na spalonym).
Po zmarnowaniu z wielką nonszalancją dwóch setek Kutnianie spostrzegli się, że muszą jak najszybciej zabić ten mecz drugą bramką i zaczęli grać trochę bez pomysłu długimi piłkami. Dopiero w 69. minucie jednemu z graczy udało się w znakomity sposób przelobować całą linię obrony, jednak wychodzącemu w sam na sam z Piotrowskim piłkarzowi w żółtym trykocie przeszkodziła sygnalizacja liniowego. Mam wrażenie, że zagranie było prawidłowe, a liniowego mogło oślepić słońce świecące mu centralnie w twarz. To było już ostatnie ostrzeżenie dla gości, bo w 71. minucie kontra KS-u wypaliła. Po szybkim rajdzie jednego z Kutnian lewym skrzydłem piłka trafiła do świeżo wprowadzonego na boisko Górczyńskiego, który w prostej sytuacji podwyższył wynik na 2:0.
Opis ostatni kwadransu meczu będzie pełen akcji Łukasza Dynela, w których ten pokazywał raz formę ekstraklasową, a raz A-klasową. W 78. minucie dostał on świetne podanie, po którym mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, jednak przy przyjęciu piłka odskoczyła mu o dobre kilka metrów i trafiła wprost do Piotrowskiego. Parę minut później miała miejsce najładniejsza akcja meczu - Dynel zagrał na skrzydle piłkę klatką piersiową do Górczyńskiego, a ten odegrał mu z pierwszej piłki w pole karne; w polu karnym Dynel przełożył sobie jeszcze obrońcę, ale mając dość ostry kąt, trafił tylko w boczną siatkę. W 88. minucie główny bohater akapitu w solowym rajdzie ograł zarówno goniącego go obrońcę jak i bramkarza, po czym... no właśnie nie wiem, czy to on odegrał piłkę koledze, czy ten zgarnął mu piłkę sprzed nóg, w każdym razie gola na 3:0 strzelił Bartos. W doliczonym czasie gry Dynel po podaniu Górczyńskiego oddał strzał, który minimalnie minął prawy słupek bramki Kwiatkowic (prawy, patrząc z perspektywy bramkarza).
|
| |
| |
  
|
|