glownachomikmapatrocinytags
Avia Świdnik - Podhale Nowy Targ 1:0 (0:0)
07.09.2019 12:00
Stadion Miejski w Świdniku
3. liga gr. IV
Widzów: 400
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
     

Avia Świdnik re-re-revisited. Weekend spędzałem w Świdniku i postanowiłem wraz z bratem zobaczyć mecz choć trochę lepszy niż Słowenia-Polska wybrać się na mecz naszej lokalnej drużyny. Przy okazji, powstał z tego cały post na Chomika.

Dotarcie na mecz
 

Ta historia nie będzie zbyt porywająca: wyszliśmy w domu, przeszliśmy spacerem ponad 3 kilometry (wg ścieżki wyklikanej w Google Maps 3,4 kilometra) i dotarliśmy na stadion. Nie było żadnego planowania drogi, żadnych autobusów, pociągów, generalnie nie było niczego, co by mogło wypełnić tę sekcję tak jak w przypadku innych postów.

Kiedy doszliśmy na stadion, nie zdziwiliśmy się zbytnio, że kasy były zamknięte na głucho, ponieważ na mecze w Świdniku już od dawna wchodzi się za darmo. Przeszliśmy przez kołowrotki, pokazaliśmy ochronie zawartość plecaka i dostaliśmy od obsługi meczowej fajne programy meczowe. O programach tych wspominałem już przy okazji meczu z Resovią - mają one skromny wygląd trójdzielnej ulotki reklamowej, ale za to w środku mają zaskakująco pożywną treść: aktualną tabelę i kadry obydwu drużyn wraz z numerami (choć nie dla wszystkich gości udało się ogarnąć numery). Całkiem spoko, wbrew pozorom dużo lepsze jest to od wywiadów, z których można wyczytać, że bedzie ciężko, bedzie walka, szanujemy rywala i gramy o tczy punkty.

Stadion

Z racji tego, że stadion zdążyłem opisać już w relacji z meczu z Wólczanką Wólka Pełkińska, tu też mam niewiele do roboty. Z tego powodu, już w relacji z Resovii (kiedy Avia była re-visited po raz pierwszy) nie miałem o czym pisać i z tego co widzę, w sekcji Stadion pisałem m.in. właśnie o tych programach. Wyliczałem też wtedy sponsorów żółto-niebieskich - i teraz też to chyba zrobię, zwłaszcza, ze ich liczba się zwiększyła. Otóż sponsorami są:

  • Gmina Miejska Świdnik
  • PGE
  • PEC (zakłady ciepłownicze)
  • przedsiębiorstwo komunalne
  • Starostwo Powiatowe
  • Hotel Avion (prywatne przedsiębiorstwo!)

... czyli pomijając wkład finansowy hotelu, który niedawno dołączył do grona sponsorów, można powiedzieć, że Avię sponsoruję m.in. ja. Zostawmy jednak politykę (tym bardziej, że im więcej publicznych pieniążków jest pompowanych w lokalne kluby, tym większy komfort oglądania meczów w różnych miejscach Polski ma Chomik, więc w sumie jestem za) i wróćmy do tematu stadionu. Otóż stadion od czasu naszej ostatniej wizyty w ogóle się nie zmienił. Zmieniła się tylko playlista, która skurczyła się chyba do dwóch tracków - do cicho puszczanego Seven Nation Army oraz głośno puszczanego latino z ojojoj w refrenie (przy okazji, widok piłkarzy grających pierwsze 30 sekund drugiej połowy w akompaniamencie tego raka był bezcenny). I murawa była dosyć krzywo skoszona, co chyba nie ułatwiało pracy liniowemu. Z nowych rzeczy dostrzegliśmy jedynie jeden potykacz, na którym był plakat zapraszający na dzisiejszy mecz. Był ustawiony... przy wejściu do szatni, w miejscu totalnie niedostępnym dla kibiców (w każdym razie, z tej odległości udało się nam doczytać jedynie nazwy drużyn).

Atmosfera
 

Nie licząc meczów z Chełmianką i Motorem Lublin, średnia liczba kibiców na meczach Avii w zeszłym sezonie wynosiła ok. 380 osób (na trzecioligowe standardy, chyba całkiem przyzwoita liczba). Mecze podwyższonego ryzyka z Chełmianką i Motorem zgromadziły już odpowiednio 700 i 1500 widzów. Biorąc pod uwagę, że do Świdnika nie przyjechała dzisiaj ani Chełmianka, ani Motor, a Nowotarski Klub Sportowy (czy, jak przypadkowo powiedział stadionowy spiker, Nowatorski) mieliśmy dzisiaj opcję standardową, czyli ok. 400 widzów i klimat piknikowy.

Na trybunie głównej zasiadł cały przekrój świdnickiego społeczeństwa, czyli rodzice z dziećmi, młodzież i ludzie w wieku okołoemerytalnym. Ku naszemu zdziwieniu, na znajdującej się naprzeciwko trybunie zwykle wyłączonej z użytku również zasiadało kilka osób. Nawet ku naszemu podwójnemu zdziwieniu, ponieważ w samo południe słońce promieniowało okrutnie i tamta trybuna była ostatnim miejscem, na którym chcielibyśmy się wtedy znaleźć. Nie byli to również goście (swoją drogą, klatka gości była tego dnia pusta), ponieważ z tego co mi się wydaje, któraś z tych osób miała na sobie żółto-niebieskie barwy. Cóż, zagadka pozostanie chyba nierozwiązana już na zawsze.

Jak już wspomniałem, atmosfera na dzisiejszym meczu była właściwie totalnie piknikowa, dominowały rozmowy i różne komentarze rzucane w stronę murawy. Z przejawów dopingu zarejestrowałem jedynie piosenkę zaintonowaną indywidualnie przez jednego kibica, która była swobodnym remiksem jednej z dawnych piosenek Avii i w tym wykonaniu brzmiała mniej więcej tak:

Avio, Avio, Avio, kochany klubie nasz,
pokaż, pokaż wszystkim jak w Świdniku wygrywasz!

Zorganizowane zaśpiewy pojawiły się też po golu dla Avii. A tak, pozostała nam szydera kibiców. W pierwszej połowie dostawało się głównie liniowemu, który rzekomo nie pokazywał piłkarzom Podhala spalonych (Avia broniła się po naszej stronie). W drugiej połowie, uwagi (już nie szydera) były kierowane głównie w stronę piłkarzy Avii, gdy ci konstruowali akcje. Przy okazji rzucił nam się w oczy jakiś ojciec z niedużym dzieckiem, który w przerwie meczu stał przy barierce i rzucał jakimiś inwektywami w stronę schodzących do szatni piłkarzy, wspominając o jakimś kurwa Podhalu. Niezależnie od tego, czy kierował te słowa do gości, czy do gospodarzy (Podhale w zeszłym sezonie przegrało awans ze Stalą Rzeszów jedynie bilansem meczów bezpośrednich, stąd remis nie był złym wynikiem), w takim samym stopniu nie mogę ogarnąć, po co to robił.

Z innych rzeczy, zapamiętaliśmy ciekawą sytuację, kiedy bodajże Witkowski z Podhala zwrócił się do sędziego słowami daj żółtą kartkę, do chuja - i rzeczywiście... zobaczył żółtą kartkę.

Mecz
 

W poprzednim sezonie Podhale przegrało awans do drugiej ligi ze Stalą Rzeszów jedynie bilansem meczów bezpośrednich. Dla odpowiedniego efektu, można jeszcze dodać, że bezpośredni mecz tych drużyn miał miejsce w ostatniej kolejce - Stal wygrała 2:1, a piłkarze Podhala podobno w doliczonym czasie gry zmarnowali piłkę meczową. W tym sezonie Nowatorskiemu Nowotarskiemu Klubowi Sportowemu nie idzie już tak dobrze, bo przed meczem zajmował 11. pozycję w tabeli, z 7 punktami po 6 kolejkach. Z kolei Avia tkwiła w strefie spadkowej, z dwoma oczkami mniej. Nie wyobrażam sobie jednak na koniec sezonu spadku Avii z tej prostej przyczyny, że... Avia gra nieprzerwanie w III lidze od czasu, gdy poszedłem do gimnazjum. Po trzech latach spędzonych w gimnazjum, trzech latach spędzonych w liceum, pięciu latach studiów i trzech latach pracy dla niemieckiego kapitału stwierdzam, że Avia przez ten cały czas nieprzerwanie występuje w III lidze (w międzyczasie miały miejsce różne reformy, w każdym razie prawdą jest, że od 2005 roku Avia nieprzerwanie gra w lidze, która nosi miano trzeciej).

Avia zaczęła mecz bojaźliwie, jak przystało na drużynę z miejsca spadkowego. Goście raz po raz wyprowadzali ataki, ale prawdę mówiąc, przez dłuższy czas nie wiązały się one z większym zagrożeniem. Goście ciekawie wykonali w 7. minucie kornera, który piłkarz Podhala rozegrał w ten sposób, że podał po ziemi do stojącego na środku pola karnego Mianowanego (jakim cudem to do niego doszło?), a ten uderzył po ziemi tuż obok słupka bramki Szelonga.

Gospodarze ograniczali się do długich piłek i indywidualnych zrywów. W 29. minucie Kuliga właściwie sfaulował w środku pola piłkarza Podhala, po czym przebiegł z odebraną piłką kilkadziesiąt metrów i oddał sprzed linii pola karnego mierzony strzał tuż pod poprzeczkę - Szukała odbił jednak piłkę końcami palców na róg. Była to w sumie jedyna groźna akcja Avii w pierwszej płowie. W 39. minucie z wolnego strzał w środek bramki oddał Dynarek (Podhale), a Szelong skiksował, ponieważ piłka wyślizgnęła mu się z rąk; na szczęście opanował ją, zanim przekroczyła linię bramkową (i zanim którykolwiek z piłkarzy Podhala zdążył z dobitką). W 44. minucie Mizia po rajdzie prawym skrzydłem zagrał w pole bramkowe do Mrówki, a ten naciskany przez obrońców Avii padł na murawę zanim zdążył przyjąć piłkę. Mi wydawało się, że to był karny, jednak sędzia widział to lepiej (albo właśnie wręcz przeciwnie) i nakazał grać dalej. Pierwsza połowa skończyła się więc bezbramkowym remisem, ze wskazaniem na gości.

Niespodziewanie, druga połowa okazała się być wyrównana, a nawet miała w niej miejsce lekka przewaga Avii. Nie przekładało się to na klarowne sytuacje, ale było widać, że gospodarze są zainteresowani czymś więcej niż punktem. W 51. minucie Mączka (Podhale) zablokował twarzą strzał sprzed pola karnego i padł znokautowany na murawę. Na szczęście po paru minutach został przywrócony do stanu używalności - lekarz pozwolił mu grać dalej, ponieważ piłkarz nie stracił wtedy przytomności. W 58. minucie ataki Avii w końcu dały efekt, ponieważ po wrzutce w pole karne jeden z obrońców Podhala niefortunnie odbił piłkę ręką, a sędzia wskazał na wapno. Do piłki stojącej na 11 metrze podszedł... a w zasadzie podeszli Szpak oraz Białek. Stali tak przy piłce i dyskutowali, kto ma wykonać karnego i dopiero jeden z piłkarzy potwierdził z trenerem Łukaszem Mierzejewskim, że Biały ma strzelać. No i strzelił - po ziemi i w środek bramki, a Szukała nie miał problemu z obroną (w sumie, nieporozumienia co do wykonawstwa karnego na tyle dekoncentrują strzelca, że zwykle własnie tak się kończą).

Od 75. minuty goście grali w dziesiątkę, ponieważ za próbę wymuszenia rzutu karnego (raczej słusznie - wyglądało to tak, jakby celowo wpadł w interweniującego obrońcę) drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał wprowadzony zaledwie 8 minut wczesniej Staszczak. Przy okazji, koledzy z drużyny pocieszali go słowami w stylu nic się nie stało i wszystko jest OK - fajny gest. Tyle, że wcale nie było OK, ponieważ Avia od tego czasu zdecydowanie przejęła inicjatywę. W 78. minucie po ciekawie rozegranym rzucie wolnym obok bramki strzelał Mykytyn. Trzy minuty później w sam na sam z Szukałą znalazł się Ceglarz, ale napastnik Avii strzelił wprost w bramkarza - dodatkowo zahaczył go po tej sytuacji nogą, za co sędzia ukarał go żółtą kartką. W 88. minucie po wrzucie z autu Ceglarz (albo Mroczek, nie przyjrzałem się dobrze) strzelał głową tuż obok bramki.

W doliczonym czasie gry ofensywne nastawienie Avii prawie się na niej zemściło, ale świetna interwencja Kukułowicza sprawiła, ze Zapotoczny nie wyszedł w sam na sam z Szelongiem. Ogólnie wszyscy zdążyli się pogodzić z podziałem punktów, gdy nagle zobaczyłem biegnącego w asyście obrońcy lewą stroną boiska Ozimka, który wbiegł w pole karne i w sytuacji sam na sam strzelił po ziemi w długi róg obok interweniującego Szukały. Piłka dotoczyła się do bramki i zmieściła się tuż przy słupku, a Avia tym sposobem objęła prowadzenie. Ostatnie parę minut meczu to rozpaczliwe ataki gości i kontry Avii - jedna z nich prawie skończyła się golem na 2:0, ale Maluga w polu bramkowym nie dosięgnął wślizgiem piłki. Gdy doliczone 5 minut już minęło, a piłkarze nadal biegali po boisku, trener Mierzejewski nawiązał w tej sprawie dialog z liniowym:

- czas jest!
- spokój jest!
- czas jest!
- spokój jest!

Aż w końcu sędzia Turek zakończył mecz, a Avia wydostała się ze strefy spadkowej.

next  prev