glownachomikmapatrocinytags
Drukarz Warszawa - Hutnik Warszawa 0:1 (0:1)
30.03.2019 10:00
Warszawa, Stadion Drukarza
4. liga mazowiecka, gr. północna
Widzów: 200-250
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Drukarz Warszawa. Hłe hłe, znaczy się, drukują mecze. Czyli, że ustawiają, czaicie? Skoro już mamy ten obowiązkowy żart za sobą, możemy przejść do relacji.

Dotarcie na mecz
 

Pracuję w Warszawie, w sumie też mieszkam w Warszawie, ale sam jestem średnim entuzjastą tego miasta i chyba nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby cokolwiek tu pozwiedzać. Dlatego też przejazd na mecz Drukarza, choć mało pasjonujący, był jak na moje standardy Wielką Warszawską Wycieczką. Wycieczka była pełna atrakcji, o których miałem do tej pory dość nikłe pojęcie.

Przyjechałem metrem do stacji Centrum, po czym przeszedłem się na dworzec Warszawa Śródmieście, skąd przejechałem się na Warszawę Wschodnią Szybką Koleją Miejską. Tam zakupiłem bilety kolejowe na dalszą część dnia, a następnie udałem się spacerem w kierunku stadionu Drukarza. Droga prowadziła m.in. na tyłach fabryki Wedla, gdzie rozchodził się apetyczny zapach wedlowskiej czekolady i ptasiego mleczka (spokojnie, o ptasim mleczku jeszcze będzie mowa). Obszedłem także Jezioro Kamionkowskie - jest to naturalny zbiornik wodny (kawałek starorzecza Wisły), liczący kilkaset metrów długości, o którego istnieniu do tej pory nie wiedziałem. Tzn. słyszałem kiedyś nazwę Kamionek (istnieje zresztą B-klasowy klub piłkarski o takiej nazwie), ale wydawało mi się, że jest to jakiś obszar na granicy Warszawy coś jak Solec. No dobrze, może już nie mówmy o mojej znajomości Warszawy. Stadion Drukarza położony jest całkiem malowniczo, ponieważ znajduje się tuż przy jeziorze, w Parku Skaryszewskim.

Stadion
 

Nie wiem czy już opowiadałem, ale stadion Drukarza położony jest całkiem malowniczo, ponieważ znajduje się tuż przy jeziorze, w Parku Skaryszewskim. Umiejscowienie obiektu wynika z faktu, że Drukarz posiada też sekcję wioślarską/kajakową - nie wiem dokładnie jaką, w każdym razie coś związanego z wiosłami. Za stadionem widać było grupę dzieciaków, które uczyły się rzucania przed siebie czymś, co wyglądało jak bojki asekuracyjne na sznurkach; można było też dostrzec, że jeden z dzieciaków wrzucił ją przypadkowo na drzewo. Przy okazji, klub posiada również sekcję łuczniczą - w bezpiecznej odległości od boiska (i od dzieciaków) znajdują się rzędy tarcz łuczniczych na stogach siana. Drukarz to jednak przede wszystkim piłka nożna, ponieważ w ramach tej sekcji w klubie trenuje jakieś 25 drużyn młodzieżowych (bo tyle udało mi się naliczyć na stronie internetowej klubu) - i mam wrażenie, ze drużyna seniorów jest traktowana trochę jak najstarsza z drużyn młodzieżowych. Jej mecze nie są traktowane z wielką celebrą, dla przykładu mogę podać, że nie są niestety biletowane. Jak to ujął ktoś na pewnym dobrym portalu groundhopperskim, Drukarz nie drukuje biletów. Stąd, nawet nie pytałem nikogo o pamiątki klubowe; trochę szkoda, bo herb Drukarza to jeden z najlepszych emblematów klubowych w całej Polsce.

Stadion składa się z boiska, jednej trybuny oraz budynku klubowego. Budynek klubowy jest nie najnowszy, ponadto wygląda on na dosyć ciasny. Nie mam pojęcia, jak tam mogą się zmieścić szatnie, pomieszczenia biurowe i magazyn. Z tego, co zauważyłem, szatnie prawdopodobnie znajdują się na kondygnacji -1, a dość improwizowane zejście do nich znajduje się na tyłach budynku. Trybuna składa się z wysokich betonowych stopni, na których znajdują się cztery rzędy niebieskich krzesełek (z pojedynczymi czarnymi egzemplarzami). Mniej więcej na wysokości linii środkowej, czyli w miejscu o najlepszym widoku, przechodzi ona w miejsca stojące (tzn. kończą się krzesełka, ale beton jeszcze się ciągnie). Miejsca stojące kończą się ogrodzeniem ustawionym na wysokości mniej więcej 35. metra od wschodniej bramki - za nim zaczynają się już pozostałości starej trybuny. Jest to strefa dosłownie niczego, którą porasta flora o wysokości sięgającej metra.

Na stadionie brak jest tablicy wyników, ale to nie jest duży problem (szczególnie, że za wynikiem można było dziś spokojnie nadążyć, a stadionowy spiker kilka razy przypominał widzom aktualny stan meczu). To, co uznałem za dużo większy problem to fakt, że trybuna znajduje się w odległości jakichś dziesięciu metrów od linii bocznej boiska. Pomiędzy niewysokim ogrodzeniem trybuny a linią boczną boiska znajduje się... trawa, w sumie niewiele różniąca się wyglądem od stadionowej murawy. Wygląda to tak, jakby plac gry specjalnie znajdował się z dala od trybuny. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ileś lat temu w tym miejscu znajdowała się pewnie bieżnia, ale... już jej nie ma, naprawdę nie można było przerobić tego trawnika na profesjonalną murawę i dzięki temu przesunąć boisko w stronę trybuny?

Ale tutaj znów przytoczę swoją tezę, której się uczepiłem jak pijany płotu. Drukarz to bardzo dobra (tak strzelam, inaczej nie mieliby tylu grup młodzieżowych) szkółka piłkarska, a drużyna seniorów to w pewnym sensie dodatek do niej. Pieniądze, które mogłyby zostać wydane na takie fanaberie jak tablica świetlna, przesuwanie boiska, czy remontowanie nieużywanej części trybuny, są tu prawdopodobnie wydawane w bardziej efektywny sposób.

Atmosfera
 

Sobota (wskazówka - jest to dzień następujący po piąteczku), 10 rano, a w Warszawie drużyna z Pragi gra z drużyną z Bielan. Jest to powód, dla którego nie spodziewałem się na meczu więcej niż kilkudziesięciu widzów, ale ku mojemu zdziwieniu, na stadionie pojawiło się ich na oko jakieś dwie setki. Kibice schodzili się na mecz stopniowo, ponieważ abstrahując od żartów o piąteczku, 10 rano to rzeczywiście nie jest wymarzona godzina na czwartą mazowiecką. Jeśli chodzi o kibiców Drukarza, nie dojrzałem wśród nich emblematów kibicowskich i dominowała wśród nich atmosfera koneserska. Czasem motywowali werbalnie piłkarzy do lepszej gry, zwracając się do nich bezpośrednio - część widowni to zapewne rodzina/znajomi zawodników. Co do kibiców Dumy Bielan, byli oni dużo łatwiej rozpoznawalni, ponieważ wielu z nich nosiło tematyczne koszulki, pomarańczowo-czarne czapki, lub miało jakiś inny pomarańczowy akcent w ubiorze, wskazujący na reprezentowany klub. Co ciekawe, zgromadzili się oni przede wszystkim na szczycie trybuny, bezpośrednio za piknikami - nie zajęli betonowych miejsc stojących na skraju trybuny, które dużo bardziej kojarzyły mi się z grupą wyjazdową. Niestety, przez większość meczu nie manifestowali w żaden sposób swojej obecności. Po golu dla Hutnika wykrzyczeli co prawda Haaaa! Kaaaa! eeeeS! HKS! HKS! HKS!, ale nic więcej od siebie wtedy nie dodali.

I tak było mniej więcej do 75. minuty, kiedy nagle rozpoczął się Przegląd Piosenki Hutniczej i kibice wystrzeliwali z siebie piosenkę za piosenką. Niektóre klasyczne i oklepane, takie jak Jesteśmy zawsze tam...., czy Był, będzie, jest, Bielański HKS!. Niektóre były oryginalne i z dystansem, jak choćby piosenka o przejechaniu za drużyną 12 kilometrów (tak przynajmniej to usłyszałem), czy ta o kibicowaniu Hutnikowi, w której padają (mniej więcej) słowa: ...o Hutniczku śniłem, (...) się przebudziłem, wódki się napiłem, blanta zapaliłem. Poza tym, udało im się fajnie wykonać inną oklepaną piosenkę:

Marymonccy fani, zawsze najebani,
za Hutnik, za HKS pójdziemy aż po życia kres!

Zaserwowano również klasykę gatunku, czyli piosenkę:

Ae-ae-ao, niech zwycięża zło,
Hutnik Warszawa to jest to!

Po meczu kibice i piłkarze Hutnika świętowali zwycięstwo, a krzyki Kto wygrał mecz? Hutnik! niosły się po całym parku, zasiewając niepokój w sercach okolicznych spacerowiczów. Ja byłem już wtedy poza stadionem i spieszyłem się na Dworzec Wschodni, ponieważ byłem w samym T-shircie i marzłem. Przy czym to nie jest tak, że nie miałem z sobą bluzy - niosłem ją w ręku. W trakcie drugiej połowy spotkała mnie bowiem niespodzianka ze strony jednego z ptaków; na szczęście trafiła ona jedynie w rękaw bluzy. Bluzę udało mi się doprowadzić do porządku dopiero w toalecie w składzie Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej.

Mecz
 

Przed meczem Drukarz zajmował mało komfortową, 11. lokatę w lidze (na 16 drużyn), z kolei Hutnik znajdował się na 6. miejscu w tabeli - chyba całkiem dobrze zrobiło im oczyszczenie w okręgówce w poprzednim sezonie (Hutnik miał podobno możliwość startu w 4. lidze w sezonie 2017/18 z powodu wycofania się z niej Bzury Chodaków, z czego ostatecznie zrezygnował). Stroje Hutnika do złudzenia przypominały stroje Zagłębia Lubin (czarne spodenki, pomarańczowe trykoty z czarnym paskiem na piersi w kształcie spłaszczonej litery V) i rzeczywiście przez pierwszy kwadrans mieliśmy do czynienia z padaką niczym w Lotto Ekstraklasie. Nie działo się nic - tak bardzo nic, że zanotowałem sobie nawet, że piłkarz Drukarza przestrzelił z rzutu wolnego, a piłkarz Hutnika źle wykonał aut. Właściwie dopiero w 22. minucie mogliśmy mówić o pierwszej naprawdę groźnej akcji i mieli ją piłkarze gości - Damian Pracki znalazł się z piłką oko w oko z Krzysztofem Mazurem, jednak było to już w pobliżu linii końcowej i bramkarz gospodarzy wyszedł z tego pojedynku zwycięsko. Minutę później ten sam piłkarz doszedł do piłki na 7. metrze przed bramką Drukarza, ale jego strzał minął minimalnie słupek. W 27. minucie swoją najlepszą okazję w meczu mieli gospodarze - Filip Dębek znalazł się w sytuacji sam na sam z Pawłem Okrasą; bramkarz Hutnika obronił jego strzał, jednak odbita przez niego piłka trafiła w głowę/rękę/klatkę Dębka, który skierował ją z powietrza w stronę pustej bramki. I, jak widzimy po wyniku, nie trafił.

W 44. minucie Hutnik wyszedł na prowadzenie za sprawą Damiana Prackiego, który trafił głową po rzucie rożnym. Niektórzy zaliczali tego gola jako samobój gospodarzy, ale spiker w drugiej połowie zdementował tę informację. O ile gol nie był za bardzo ciekawy (z mojej perspektywy, była to wrzutka z kornera w pole bramkowe i strzał głową), o tyle ciekawe było, jak doszło do samego rzutu rożnego. Naciskany przez jednego z piłkarzy Hutnika Ahmed Ayodeji zagrał piłkę do znajdującego się na przedpolu bramkarza, jednak zrobił to na tyle mocno, że Mazur zdołał ją wybić jedynie na kilkanaście metrów. Piłka trafiła do Wielgosza, który posłał lob w kierunku pustej bramki Drukarza. Piłka minimalnie minęłaby cel, jednak na wszelki wypadek odbił ją na róg klatką piersiową kapitan Drukarza... co okazało się brzemienne w skutkach.

Druga połowa upłynęła pod znakiem lekkiej przewagi Hutnika. Z groźnych sytuacji odnotowałem głównie tę z 54. minuty, kiedy jeden z graczy Hutnika oddał dobry strzał z rzutu wolnego. Opadającą piłkę obronił Mazur, przy czym na wszelki wypadek nawet nie próbował jej łapać, stąd jego interwencja wyglądała jak odbicie sposobem dolnym. Fabik, kurwa, co on robi? W siatkówkę gra! W 64. minucie miała miejsce pewna kontrowersja, ponieważ bramkarz Hutnika zderzył się w walce o piłkę z napastnikiem Drukarza - pierwszy przy piłce był jednak Okrasa i sędzia raczej słusznie nie odgwizdał z tego powodu karnego. W 71. minucie Damian Pracki bardzo dobrym wolejem podwyższył stan gry na 2:0 - posłana przez niego piłka przeszła tuż nad głową i między rękami bramkarza. Jednak w momencie, gdy Pracki składał się do strzału, wybrzmiał gwizdek sędziego (faul, spalony, w sumie nie zauważyłem, o co chodziło), który oznaczał rzut wolny dla gospodarzy. Co do sędziego, to ogólnie muszę przyznac, że był on tego dnia bardzo dobry - dostrzegał wszystkie istotne drobiazgi i niewielkie, za to wytrącające z rytmu faule (w faulach prowadził Drukarz, a w dyskusjach z sędzią Hutnik), dzięki czemu piłkarze zamiast kombinować, skupili się na grze. W ostatnim kwadransie Drukarz bił głową w mur i miał właściwie jedną niezłą sytuację, kiedy głową z trudnej pozycji niecelnie uderzał Langowski. W ostatniej minucie doliczonego czasu piłkarze Drukarza ostatni raz wyekspediowali piłkę w pole karne Hutnika, gdzie najpierw jeden, a potem drugi z graczy gospodarzy próbował strzelać z woleja, ale żaden z nich nie trafił w piłkę. Sędzia stwierdził, że ta sytuacja podsumowała mecz i odgwizdał jego koniec. Drużyna Hutnika wygrała spotkanie raczej zasłużenie.

next  prev