Unia Skierniewice - Ruch Wysokie Mazowieckie 0:2 (0:0)
30.03.2019 15:00
MOSiR Skierniewice
3. liga, gr. I
Widzów:
500? 600?
Cena biletu:
10 zł (Normalny)
Z czym Wam się kojarzy kibic sukcesu? Barcelona, Paris SG, Manchester City? Ja, kiedy stwierdziłem, że chcę zostać kibicem sukcesu i zobaczyć spektakularne zwycięstwo swojej nowej drużyny, wybrałem się do Skierniewic.
MOSiR Skierniewice, ulica Pomologiczna. Tym, którzy się zastanawiają, jakim to ludzkim organem zajmuje się pomologia, odpowiadam, że jest to gałąź sadownictwa zajmująca się badaniem owoców. Tak, ja też się tego nie spodziewałem.
Stadion jest... kompilacją różnych rozwiązań architektonicznych, przeszłych i obecnych. Przykładem przeszłego rozwiązania architektonicznego jest trybuna południowa z drewnianymi ławkami i znajdującą się pośrodku nisko zadaszoną przestrzenią, gdzie znajdują się stanowiska dla mediów i spikera stadionowego. Trybuna prawdopodobnie wyłączona jest z użytku dla kibiców - w każdym razie, nikogo na tych ławkach nie widziałem. Od strony zachodniej stoi budynek, w którym znajduje się dużo nowsza hala sportowa i szatnie dla piłkarzy; na ciasnym parkingu obok budynku stał klubowy autokar Ruchu (zwykły wynajęty autokar, ale z proporczykiem i szalikiem na przedniej szybie wyglądał zupełnie jak klubowy).
Pomimo że jest to trzecia liga, na stadionie nie było tablicy wyników, co mnie mocno zdziwiło. Albo była, a ja jestem ślepy (czego akurat nie wykluczam). Jednak to, co naprawdę zasługuje na szczególną uwagę w tej relacji, to trybuna północna, z której kibice oglądają mecz, ponieważ jest to unikalne rozwiązanie w skali kraju. Tylko jest to tego rodzaju unikalność, której lepiej, żeby nikt nie naśladował. Otóż trybuna stoi w odległości 15 metrów od linii bocznej boiska (!) i oddziela ją od niego trzymetrowej wysokości płot (!!!). I co ciekawe, nie da się tego wytłumaczyć, że kiedyś w tym miejscu była bieżnia. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie satelitarne. Na zdjęciu widzimy boisko, następnie bieżnię, 10 metrów trawnika i dopiero za nim trybunę. A im dłużej patrzę na to zdjęcie, tym bardziej nie jestem w stanie wymyślić stosownego komentarza. I jeszcze to trzymetrowe ogrodzenie oddzielające trybunę od boiska. 10 metrów trawnika jeszcze jestem w stanie w jakiś sposób zrozumieć, ponieważ przynajmniej dzieciaki miały gdzie grać sobie w piłkę podczas meczu (tworzyły kilkuosobowe drużyny, które mieściły się tam bez problemu), ale ten płot stanowi dla mnie prawdziwą zagadkę... Serio, w Skierniewicach istnieje takie zagrożenie dla piłkarzy ze strony kibiców? Albo na odwrót?
Poza tym, sama trybuna jest przyzwoita i estetyczna; niebieskie i żółte krzesełka składają się w napis UNIA i są całkiem wygodne, z wysokimi oparciami. Na wschodnim skraju trybuny znajduje się ogrodzony (jakby mało było ogrodzeń) sektor gości, co przy okazji oznacza, że gospodarze i goście zasiadają tak naprawdę na tej samej trybunie. Pomiędzy nimi jest jeden sektor buforowy, na którym jest sam beton, bez krzesełek. Na zdjęciu satelitarnym w Internecie chyba widać tam jeszcze krzesełka, ale w realu są one już odkręcone i pozostały po nich tylko jasne ślady na posadzce, niczym w kreskówkach.
Atmosfera
 
 
Jak wspomniałem na początku posta, konkretne kibicowskie emocje budzi w tym mieście chyba tylko Widzew, a Unia jest raczej klubem dla pikników. Owszem, dużo osób na trybunach nosiło szaliki, było też dużo dzieciaków z grup młodzieżowych, ktore miały na sobie żółte koszulki Unii - w ogóle na dzisiejszy mecz przyszło jakieś kilkuset widzów, wyraźnie zachęconych ostatnimi wynikami Unii w III lidze (nie wiem czemu, ale nikt nie podał oficjalnej liczby widzów). Nie przełożyło się to jednak na doping, w żadnej formie. Było trochę braw, trochę krzyków w stronę boiska, ale żadna rzecz nie podchodziła pod doping. Najbliżej spełnienia wymogów dopingu był pewien widz, który zaśpiewał raz Unia gol, Unia gol, Unia gol.... Nie był on jednak reprezentatywnym przykładem widza, przede wszystkim dlatego, że był totalnie wstawiony (przypomnijmy, mecz miał miejsce o 15). Kibic próbował jeszcze śpiewać piosenkę Polonia K, Polonia S, Polonia starą kurwą jest, tyle że pomylił jej słowa (sic!), po czym przez parę minut wygłaszał mowy karcące piknikową atmosferę meczu (które autentycznie składały się w jakichś 75% z bluzgów), aż w końcu ostentacyjnie opuścił stadion mniej więcej w 20. minucie meczu.
W trakcie przerwy usłyszałem jeden z najdziwniejszych kawałków muzycznych w historii ludzkości. Był on zadedykowany wszystkim kibicom zgromadzonym dziś na stadionie przez jednego z widzów, który również oglądał dziś mecz. I miałem względem tego kawałka ambiwalentne odczucia - z jednej strony, było to jakieś disco-polo, o tekście na poziomie disco-polo. Z drugiej strony, tego kawałka nie ma chyba nigdzie w Internecie, to jakiś skierniewicki unikat. I nawet sympatyczny. Myślę, że nadawałby się na nieoficjalny hymn portalu Chomik Piłkarski. A zresztą, posłuchajcie sami tego znaleziska:
W drugiej połowie atmosfera była tak samo piknikowa, jak w pierwszej. Dzieciaki na wielkiej przestrzeni pomiędzy trybuną a płotem grały sobie w karne, w mecz i w puchary (trzy różne tryby, które nie różniły się między sobą niczym - trochę jak gry na kartridżu do Pegasusa z podpisem 9999 in 1!). W doliczonym czasie gry, gdy padł drugi gol dla gości z Wysokiego Mazowieckiego, nagle jakieś 4/5 widzów wstało z trybuny i zaczęło opuszczać stadion. Usłyszałem przy okazji ciekawy dialog między ochroniarzem a grupką wierniejszych widzów, w stylu tej historyjki z Talleyrandem:
- No i wszyscy już wychodzą. - Nie, na razie nikt nie wyszedł - Jak to? - Skoro my jesteśmy, to znaczy, że nikt nie wyszedł.
Cóż, skoro przytaczam tego typu wiekopomne wydarzenia, to znaczy, że było ostro piknikowo.
Mecz
 
 
To chyba dobry moment, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, co takiego zrobiła ostatnio Unia Skierniewice, że jej dzisiejszy mecz przyciągnął niestandardowo dużą liczbę pikników oraz jednego Chomika z Mazowsza. Otóż przed tym meczem miała ona za sobą dwa spotkania, obydwa zagrane na wyjeździe. Jedno w Legionowie, z zespołem zajmującym 3. miejsce w tabeli, drugie w Aleksandrowie Łódzkim z niekwestionowanym liderem. Wyniki? 1:0 z Legionovią, 3:0 z Sokołem. Stąd, kiedy w końcu Unia grała mecz w Skierniewicach i to ze znajdującym się w strefie spadkowej Ruchem Wysokie Mazowieckie, wszyscy liczyli na ostry pogrom.
Tyle że tym razem Unia nie mogła grać z kontry, musiała prowadzić grę - i jak się okazało, nie za bardzo miała na to pomysł. Za to goście przyjechali do Skierniewic z konkretnym planem - dobre zabezpieczenie tyłów i szybkie kontry. Już w 1. minucie meczu graczom Unii powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, ponieważ w dogodnej sytuacji piłkę nad bramką posłał Paweł Brokowski. A w 3. minucie po długiej piłce z głębi pola w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Arkadiusz Gajewski, ale naciskany przez obrońcę Unii nie zdołał pokonać Wojciecha Jaroszko, który bardzo dobrze wyszedł z bramki. Gdzieś w okolicach 10. minuty po bardzo groźnej wrzutce w pole bramkowe Unii gracz Freskovity Ruchu jedynie trącił piłkę głową, choć znajdował się w dogodnej sytuacji.
Najlepszą okazję w tej połowie mieli akurat gospodarze, ale była to chyba ich jedyna groźna okazja w całym meczu. W 19. minucie po zamieszaniu w polu karnym Ruchu z woleja strzelał Damian Warchoł, ale ten strzał cudem sparował na róg Eryk Niemira (albo też odbił go jeden z obrońców - nie wiem, boisko znajdowało się ode mnie kilkanaście metrów i dodatkowo zasłaniał je płot). Przy okazji Damiana Warchoła, przypomniała mi się dość głupia sytuacja z drugiej połowy z udziałem spikera oraz wszechobecnych dzieciaków:
W 32. minucie goście mieli jeszcze jedną groźną sytuację, a konkretnie Gajewski. Nie pamiętam jednak, na czym ona polegała, ponieważ nie jestem w stanie rozszyfrować swojej notatki, którą wtedy zrobiłem. W każdym razie, jego strzał z bliskiej odległości został chyba zablokowany przez jednego z obrońców Unii.
Przechodzimy do drugiej połowy, a tam... nadal to samo, Ruch raz po raz atakuje. 47. minuta, górna piłka w pole karne Unii, jeden z obrońców próbuje przeciąć podanie piętą, co oczywiście się nie udaje, a piłka trafia do jednego z graczy Ruchu. Ten zaś trafia, ale tylko w słupek. W 52. minucie bramkarz Unii wybronił ni to strzał ni to podanie z ostrego kąta. W 54. minucie już nie udało mu się uratować swojego zespołu - prawym skrzydłem niemal do linii końcowej pociągnął Rafał Babul, po czym dograł w pole bramkowe, a tam do pustej bramki strzelił Michał Grochowski. Wojciech Jaroszko co prawda rzucił się do piłki i jeszcze ją wygarnął, ale było to co najmniej metr za linią bramkową. Ruch W-M niespodziewanie objął prowadzenie. I bynajmniej nie próbował jedynie bronić wyniku, ponieważ wyprowadził jeszcze parę akcji. Ta z 71. minuty skończyła się jedynie strzałem w boczną siatkę, a w 84. minucie po zamieszaniu w polu karnym Unii kilka metrów nad bramką strzelał Jakub Tecław. Pod koniec drugiej połowy sędzia odesłał na trybuny kogoś z ławki rezerwowych gości za zbyt intensywne protesty (co ciekawe, osoba ta akurat tę decyzję przyjęła bez protestu i przed zejściem uścisnęła rękę sędziemu). Ten ktoś miał duże szczęście, bo dzięki temu mógł w doliczonym czasie gry zobaczyć z dogodnego miejsca gola na 2:0 wspomnianego już Jakuba Tecława. Gracz gości popisał się świetnym strzałem z jakichś 35 metrów prosto w okienko bramki Unii. Wszyscy na trybunie wstali - 1/5 kibiców, żeby bić brawo, 4/5, żeby wyjść ze stadionu.