 |
Korona Kielce - Wisła Kraków 2:6 (2:2)
09.03.2019 18:00
Suzuki Arena, Kielce
Lotto Ekstraklasa
Widzów:
9.644
Cena biletu:
1 zł (Mój pierwszy raz )
| |
Po raz pierwszy zwiedzam województwo świętokrzyskie. Zobaczyłem 8 goli i pierwszy świetny występ Kuby Błaszczykowskiego, odkąd wrócił do Polski. Zapłaciłem za to... złotówkę.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Jak wierni fani Chomika pewnie pamiętają, wcześniej tego dnia byłem na meczu w Częstochowie. Po drugoligowym szlagierze udałem się na stację kolejową Częstochowa i wsiadłem w pociąg Polregio (nazwa Przewozy Regionalne była widocznie zbyt mało fancy i trzeba ją było zmienić), który realizował bezpośrednie połączenie z ojczyzną Majonezu Kieleckiego.
Po wysiadce w Kielcach udałem się w kierunku stadionu na ulicy Ściegiennego. Po drodze mijałem słynny dworzec autobusowy w Kielcach (arcydzieło architektury socrealizmu, nurt... lemowski; obecnie bardzo gruntownie przebudowywany), skrzyżowanie, na którym stałem na różnych światłach w sumie 4 razy, zanim je przeszedłem (doszedłem do wniosku, że Kielce to miasto, które nienawidzi pieszych), czy przystanek autobusowy na Żytniej - na razie nie brzmi to jak imponująca wycieczka. Gdy doszedłem do ulicy Ściegiennego, ujrzałem zawieszone na latarniach małe flagi z herbem Korony; kierując się nimi, doszedłem do Suzuki Areny. W niewielkim, ale świetnie wyglądającymsklepie kibica zakupiłem pamiątkowy kubek - biały z napisem 1973 i charakterystyczną spiczastą koroną z klubowego herbu. Trafił mi się tym samym ostatni egzemplarz w sklepie, który specjalnie dla mnie był zdejmowany z wystawy. Poza tym, kupiłem sobie puszkę energy drinka noszącego nazwę po prostu Korona (całkiem dobry smak), a swojemu bratu kupiłem oczywiście smycz. Poza tym, w sklepie można było wziąć za darmo całkiem fajny darmowy program meczowy i pocztówki z Żubrowskim oraz Hamrolem. Moje oczy zaiskrzyły na widok darmowych gadżetów i wziąłem po sztuce każdej z tych rzeczy, sprzątając chyba ostatniego Hamrola.
Następnie udałem się do kas biletowych i stanąłem w nieco bezkształtnej kolejce, choć znajdujące się przed kasami barierki precyzyjnie wyznaczały, jak należy się ustawiać. Kiedy doszedłem do kasy, okazało się, że z okazji wczorajszego Dnia Kobiet wszystkie Panie otrzymywały bilet za 1zł. Ja też otrzymałem bilet za złotówkę... ale nie dlatego. Na Koronie prowadzona jest chwalebna akcja o nazwie Mój pierwszy raz , w ramach której kibice, którzy są po raz pierwszy na stadionie, płacą za swój bilet 1zł. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo urządzają mnie tego typu promocje.
| | Stadion |
    |
Stadion w Kielcach był swojego czasu najnowocześniejszym obiektem w Polsce. Chyba pierwszy stadion z dwoma pierścieniami trybun okalających boisko, z pełnym zadaszeniem i innymi tego typu bajerami. To tu reprezentacja Polski ogoliła San Marino 10:0 po czterech golach Smolarka. Pokazuje to... jak długą drogę przebyły kluby polskiej ekstraklasy pod względem organizacyjnym, ponieważ obecnie obiekt ten jest jednym z mniej interesujących stadionów Lotto Ekstraklasy. Z zewnątrz wygląda trochę jak wielki parking, ponieważ jest bardzo przewiewny, jakkolwiek to brzmi (dużo pustej przestrzeni, szczególnie między trybuną a dachem). Ale i tak chylę czoła przed Kielcami, bo to właśnie w tym mieście zapoczątkowano w Polsce manię stawiania nowych stadionów za hajs podatników, dzięki czemu mamy najpiękniej opakowaną ekstraklasę w całej Europie (w stosunku do poziomu sportowego).
Powtórzę to, co pisałem już wielokrotnie przy okazji opisywania ekstraklasowych stadionów - dokładne opisywanie ich na tej stronie nie ma większego sensu, ponieważ stadion ten można zobaczyć w telewizji raz na dwa tygodnie. Schludny obiekt, z dość neutralnymi szarymi krzesełkami, z pierścieniem dolnym oraz górnym. Co ciekawe, na jednej z zabramkowych trybun mieści się młyn i znajduje się on... na górnym pierścieniu. Najprawdopodobniej jest to spowodowane tym, że dolny pierścień trybuny jest przedzielony w połowie jakimś wjazdem samochodowym, co sprawia, że nie można ustawić tam gniazda. Dlatego gniazdo znajduje się na górnym pierścieniu, na samym środku trybuny. Dokładnie nad tym wjazdem, co oznacza, że gdyby gniazdowy stamtąd spadł, przeleciałby jakieś 12-14 metrów i spadł na beton. W każdym razie, przy moim umiarkowanym lęku wysokosci, nie mogłem na niego patrzeć.
Mam chyba tylko jedną insiderską ciekawostkę do podzielenia się - w telewizji na pewno nie widać, jakie trudności piętrzą się przed kibicami, którzy chcą dostać się na swoje miejsce. Nie wiem, czy wynikało to z ciśnienia związanego z przyjazdem Wisły, w każdym razie moje wejście na stadion zaczęło się od pokazania dowodu i udowodnienia, że nie jestem z małopolskiego (powtórzę to, co napisałem przy okazji meczu Skry - jak dobrze, że pochodzę z takiej piłkarskiej tundry jak lubelskie!). Później oddałem plecak do depozytu i przeszedłem procedurę obmacywania, ale to akurat standard imprez masowych. Gdy już wszedłem na dolny pierścień stadionu, musiałem pokazać swój bilet pierwszemu stewardowi. A kiedy wszedłem schodami na górny pierścień - musiałem pokazać swój bilet kolejnemu stewardowi. Czułem się jak w budapesztańskim metrze. Naprawdę, takie środki są niezbędne na pikniku?
O, a tak przy okazji - kupując bilet, poprosiłem kasjerkę o miejsce na sektorze B4G lub A5G. Oznaczenie tych sektorów na Koronie to jakiś rekord Polski w bałaganie. Oznaczenia wyglądają jakby były zaprojektowane przez PRL-owskich planistów, względnie jak fragment wiadomości zaszyfrowanej przez Enigmę. Zresztą, spójrzcie sami.
| | Atmosfera |
    |
Każdy, kto słyszał kiedyś ksywę Małpa , wiedział, że dzisiejszy mecz będzie dość gorący pod względem kibicowskim. I nawet biorąc pod uwagę, że sektor gości był pusty (a szkoda, nawet zdążyłem wymyślić stosowny akronim - Szemrany Handelek, Afery, Rozwalanie Kibicowskich Sojuszy; niedobrze mi się robiło, gdy śledziłem doniesienia medialne o przedstawicielach pewnej grupy kibicowskej, którzy niszczyli swój własny klub), temperatura meczu była wystarczająco wysoka. Dość powiedzieć, że pierwszą rzeczą, jaka poleciała z młyna (oczywiście, dopiero gdy odśpiewano Dni, których nie znamy Marka Grechuty - prywatnie... kibica Wisły), było Zero litości, połamcie tym kurwom kości!
Zwykle gdy opisuję młyn, zaczynam od opisywania wywieszonych flag. Otóż na początku meczu (poza ciekawą flagą To My, Pikniki gdzies na pikniku) na trybunie ultrasów wisiała jedynie flaga Ś.p. Fala - zawsze będziesz jednym z nas , upamiętniająca młodego kibica, który odszedł kilka dni przed dzisiejszym meczem. Przed meczem jego pamięć uczczono również minutą ciszy. Mniej więcej ok. 18. minuty (co chyba miało związek z wiekiem zmarłego kibica) na młynie zaczęły pojawiać się inne flagi. Pojawiły się wtedy flagi Kompania Braci , EG '73 (nie umiem rozszyfrować tego skrótu), Scyzory oraz Brygada Świętokrzyska (z tą flagą kibice męczyli się parę minut, zanim rozwinęli ją w dobrą stronę). Na gnieździe pojawiła się najbardziej adekwatna tego dnia flaga upamiętniająca Małpę, który zginął w 2007 roku za sprawą pseudokibiców Wisły. Młyn był tego dnia bardzo zmobilizowany i śpiewał dużo pocisków na Wisłę, m.in. Jazda z kurwami , WTSK , Chuj wam w dupę, nożownicy! . Na dwie trybuny z piknikiem śpiewano - Wisła! - Co? - Ty kurwo! . To jest akurat standardowy pakiet stadionowych bluzgów, więc nie było w tym nic dziwnego. Szczytem inwencji twórczej, który zostanie zapamiętany przez wiele pokoleń była za to następująca piosenka (próbowałem w miarę możliwości oddać za pomocą spacji i myślników jej rytm, ale raczej ci, którzy nie słyszeli tego wiekopomnego wykonania, nie domyślą się, jaka to melodia): La-la, lalalala-la-la, lalala-la-la, lala-lala-la, Wisła, kurwa, jebana!
Wiem, że stadion to nie teatr, ale... co to miało być? Przy okazji, miałem wrażenie, że ilekroć młyn Korony zaczął jeździć po Wiśle, ta zdobywała kolejnego gola - korelacja była naprawdę wysoka. Gra Złocisto-Krwistych była za to dużo bardziej stabilna, kiedy młyn skupiał się na swojej drużynie. Śpiewano m.in.: W grodzie nad Silnicą, gdzie najlepsza wiara jest jest taka drużyna, co się Koroneczką zwie! Kielce, Kielce, Kielce, hej, MKS Korona! Była, jest i będzie, duma żółto-czerwona!
Jeśli chodzi o tę piosenkę, nie zapamiętałem całego tekstu, więc uzupełniałem go treściami znalezionymi w internetach (przy okazji, googlując frazę ze słowem Koroneczka natrafiłem na teksty piosenek disco-polo). Co najmniej raz zaśpiewano piosenkę prawie identyczną z hymnem Polonii Warszawa: Za te 30 (albo 40) lat, za trzeciej ligi smak, na Mistrza Polski przyszedł czas, hej, MKS Korona!
Występowanie tej piosenki w repertuarze Korony ma najprawdopodobniej związek z tym, że kiedyś istniała zgoda Korony z Polonią. Ogólnie jeśli już mówimy o zgodach, byłem dość mocno zdziwiony tym, że w trakcie meczu nikogo nie pozdrowiono. Otóż po zrobieniu przeze mnie researchu doszedłem do wniosku, że Korona... aktualnie nie posiada zgód. Być może pozdrowiono Spartaka Trnavę, ale tego nie wychwyciłem. W miarę jak Korona zaczęła wpuszczać kolejne bramki, młyn zaczął wygłaszać też krytyczne słowa pod adresem własnych piłkarzy. Śpiewano oczywiście Korona grać, kurwa mać! , ponadto Czy drużyna zapomniała, jak w pucharach zagrać chciała? , czy Kibice dumą Korony! . Po końcowym gwizdku piłkarze oddali kibicom koszulki i wysłuchali haseł takich jak Mieliście wygrać, z tą kurwą mieliście wygrać! .
Przy okazji, pod koniec meczu kibice Korony śpiewali głównie piosenkę o tym, że Tyle pięknych chwil i porażek smak, to co niesie, to jest Korona! . Myślałem, że z tym smakiem porażek to jakaś ironiczna przeróbka związana z aktualnym wynikiem rywalizacji, ale... prawdopodobnie to oryginalna piosenka.
| | Mecz |
    |
Wydaje mi się, że Korona przystąpiła do meczu jako lekki faworyt. Co prawda w rundzie wiosennej nie szło jej najlepiej, ale naprzeciw siebie miała klejoną na kolanie Wisłę, która żeby skompletować kadrę musiała m.in. skracać wypożyczenie do Puszczy Niepołomice jakiemuś Krzysztofowi Drzazdze. I rzeczywiście, od pierwszych minut Korona grała z większym polotem, a Wisła wyglądała trochę jak zespół bardzo nieogarnięty w obronie. Korona tworzyła jednak swoje kontry niedokładnie, spowalniała akcje, piłkarze zagrywali kolegom za plecy, albo niecelnie. Gola udało się strzelić dopiero ze stałego fragmentu gry. Po niepotrzebnym faulu Burligi, piłkę prawie na linii pola karnego ustawił Wato Arweładze (nazwisko nieprzypadkowe, ponoć Szota to jego wujek). Strzelił w samo okno bramki Lisa, wyprowadzając Koronę na prowadzenie.
Gra Wisły w międzyczasie zaczęła się zazębiać, przede wszystkim w ataku. Stoperzy Korony często przysypiali, a pierwsze ostrzeżenie miało miejsce mniej więcej w 22. minucie, kiedy Miśkiewicz wygrał pojedynek sam na sam z jednym z piłkarzy Wisły. Bramkarzowi Wisły sytuacja ta nie wpadła do statystyk, ponieważ sędzia odgwizdał wtedy spalonego. A statystyki Miśkiewicza były tego dnia tragiczne - miał w tym meczu podobno do obronienia 7 strzałów. Po wyniku końcowym widać, że nie miał swojego dnia; być może na ex-Wiślaka podziałały pociski od młynu Korony. Po paru minutach Wisła wyrównała - po rajdzie Burligi gola z bliska strzelił Drzazga. Wisła nie cieszyła się długo z tego wyniku, ponieważ 4 minuty później Korona wymieniła wzorowo kilka podań na małej przestrzeni przed polem karnym Wisły (pomyślałem sobie wtedy tak to ładnie wygląda, a zaraz któryś z nich kopnie w obrońcę i wszyscy zapomną o tej akcji ) i po wrzutce z prawej strony gola strzałem głową strzelił znów Arweładze.
Od tego momentu miała strzelać już tylko Wisła. W 37. minucie piłkę w polu karnym dostał Jakub Błaszczykowski i inteligentnym strzałem z ostrego kąta zmieścił piłkę w bramce. Ogólnie byłem zadowolony, że miałem możliwość zobaczyć tego piłkarza na żywo. Na przerwę drużyny schodziły przy stanie 2:2, raczej szczęśliwym dla Korony. Wisła miała jeszcze jedną świetną akcję, przy której jeden z piłkarzy mając jakieś 10 metrów do bramki, nie trafił w nią. Poza tym, raczej należał się jej rzut karny za starcie Żubrowskiego z Drzazgą; sędzia spędził parę minut na słuchawce, potem parę minut w kąciku VAR, po czym podjął decyzję, że Korona wznowi grę od swojej bramki.
W drugiej połowie znów zobaczyliśmy cztery bramki, ale rozłożyły się one nieco inaczej. Wiśle wychodziło wszystko, za to stoperzy Korony wyglądali, jakby wyszli w pierwszym w składzie w ramach promocji Mój pierwszy raz . W 51. minucie Drzazga w sytuacji sam na sam strzelił na 3:2. Parę minut później w sytuacji sam na sam minął Miśkiewicza i... nie trafił na pustą bramkę. Po chwili jednak zrehabilitował się genialnym podaniem do Vukana Savićevića, który podwyższył na 4:2. W 65. minucie po zameszaniu w polu karnym i serii kiksów defensorów Korony, gola z bliskiej odległości strzelił Burliga. Gol na 6:2 to wrzutka w pole bramkowe Korony, gdzie Wasyl odegrał piłkę głową do Drzazgi, który skierował piłkę do pustej bramki, kompletując hat-tricka. Tak, to był wspomniany na początku tej sekcji Krzysztof Drzazga, któremu skrócono wypożyczenie do Niepołomic, bo w kadrze brakowało napastników.
Przy okazji, gdy w drugiej połowie sędzia techniczny pokazał na tablicy czerwoną szesnastkę, a Kuba zaczął schodzić z boiska, początkowo żegnały go gwizdy, ale po paru sekundach widzowie zaczęli bić mu brawo. Nie wiem, czy brawa były za dzisiejszy kapitalny występ, czy za jego kapitalne występy w przeszłości w polskiej kadrze (czy może jako wyraz szacunku za jego bezinteresowne utopienie milionów złotych w Wiśle), w każdym razie było to ładne zachowanie ze strony trybun.
|
| |
| |
  
|
|