glownachomikmapatrocinytags
Skra Częstochowa - Olimpia Elbląg 2:1 (0:0)
09.03.2019 12:00
Stölzle Stadion, Częstochowa
2. liga
Widzów: 350-400
Cena biletu: 10 zł (normalny)
       

Chomik po prawie 6-miesięcznej przerwie powraca w teren. Tym razem przyjechałem do Częstochowy, gdzie Raków gra świetną piłkę i pewnie kroczy do Ekstraklasy; oczywiście dla Chomika taki wybór byłby zbyt mainstreamowy, a więc wybrałem się na 2. ligę, na Skrę.

Dotarcie na mecz
 

No dobrze, tak naprawdę nie chodziło o hipsterkę, a o fakt, że mecz został rozegrany w samo południe w Częstochowie, czyli w dogodnej porze w całkiem nieźle zlokalizowanym mieście. Dzięki temu łatwo było mi zaplanować dzień tak, żeby obejrzeć w sobotę całe dwa mecze. Poza tym, byłem bardzo ciekawy owej tajemniczej Skry. Klub jest raczej mało znany w Polsce, nie ma tam klimatu ultrasowskiego i gra na sztucznej murawie. Jego pierwszy w historii awans na szczebel centralny był zapewne przeklinany zgodnie przez pikników, kiboli i piłkarzy wszystkich drugoligowych klubów - wszyscy pocieszali się jednak tym, że Skra szybko spadnie z powrotem do III ligi. Jesień zakończyła jednak na 9. miejscu, z 7 punktami przewagi nad strefą spadkową. Nie pozbędziecie się jej tak łatwo.

Trochę odbiegłem od nazwy sekcji, miało być coś o dojeździe na mecz. Otóż wsiadłem o 8.14 na stacji Warszawa Centralna w pociąg relacji Białystok - Żywiec (bez żadnego opóźnienia!) w wygodnego Darta i wysiadłem o 10.39 na stacji Częstochowa. Tam, po dłuższym spacerze po mieście doszedłem do wąskiej uliczki, która wyglądała, jakby prowadziła do ogródków działkowych, a nie na stadion (rzeczywiście, po drodze mija się ogródki działkowe) i tylko widok masztów oświetleniowych upewnił mnie, że idę w dobrą stronę. Gdy doszedłem pod stadion, na ogrodzonym zwykłą taśmą parkingu stała duża grupa kibiców Olimpii (i Zagłębia), nieopodal znajdowało się parę radiowozów i kilku funkcjonariuszy. Pełna kultura, bez podejmowania żadnych szalonych środków bezpieczeństwa. Inna sprawa, że taki spokój przy organizacji przyjazdu gości na sektor można osiągnąć tylko w takich piknikowych miejscach jak właśnie Skra.

Gdy otworzono kasę i przyszła moja kolej na kupno wejściówki, oczywiście zablokowałem kolejkę, ponieważ oprócz biletu chciałem przywieźć sobie z Częstochowy jakąś pamiątkę. Zacząłem zapoznawać się z nieoczywistą ofertą gadżetów Skry, w której nie było niestety mojego ulubionego zestawu, czyli kubek dla mnie i smycz dla mojego brata. Zdecydowałem się więc na kulistą kuflo-szklankę z herbem Skry (nie wyglądała imponująco, ale cena była bardzo uczciwa), a dla brata kupiłem... skarpetki. Następnie przeszedłem przez kontrolę, która była dość wnikliwa. Pokazałem ochronie swój dowód osobisty, żeby udowodnić, że nie jestem z warmińsko-mazurskiego ani z Sosnowca (jak to dobrze, że pochodzę z totalnej piłkarskiej tundry, jaką jest lubelskie). Plecak oddałem do depozytu, ale i tak musiałem pokazać całą jego zawartość. A podczas procedury macania musiałem wyciągnąć z kieszeni dziwny mały podłużny przedmiot z kablem i wyjaśnić ochronie, co to jest (czy jestem ostatnią osobą w Polsce, która używa odtwarzacza mp3?).

Stadion
 

Stölzle Stadion znany jest też jako Stölzle Stadion STO z powodu umieszczenia na szyldzie logo sponsora, które rzeczywiście wyglada jak część nazwy stadionu. W niektórych materiałach Skry to Sto jest eksponowane jako integralna część nazwy obiektu, w niektórych nie. Po przeanalizowaniu wszystkich tych materiałów dochodzę do wniosku, że... w sumie nie wiem, która wersja jest prawidłowa.

Obiekt bardzo osobliwy, zarówno ze względu na sztuczną murawę, jak i dość nietypowy układ trybun. Sztuczna murawa to nie jest jednak ten orlikowy level, z którym można spotkać się na okręgówkach i innych niższych ligach, z bogatą rzeźbą terenu usypaną z czarnych granulków (choć trochę granulatu na Skrze też jest). Murawa ma certyfikat FIFA i zgodnie z informacją na stronie klubu, dałoby się na niej rozegrać nawet oficjalny mecz międzypaństwowy. Nie znam się na certyfikacji boisk, ale wierzę na słowo. Muszę wierzyć na słowo, bo ze względu na resztę stadionu i tak nie mogą się tu odbywać mecze wyższego poziomu niż 2. liga polska (sztuczne oświetlenie ma 550lx, a na stadionie znajduje się 900 miejsc).

Na stadionie znajduje się... kilka trybun - to jest adekwatne określenie. Przede wszystkim, wzdłuż linii bocznej ciągnie się trybuna główna, która składa się z zaledwie trzech rzędów krzesełek. Cała trybuna jest zadaszona niskim dachem i liczy około 450-500 miejsc siedzących. Trybuna jest co prawda niska, ale znajduje się dosłownie tuż przy boisku. Na plus oceniam fakt, że w życiu nie siedziałem tak blisko linii bocznej. Z kolei na minus fakt, że idąc chodnikiem wzdłuż trybuny niewygodnie jest mijać się z osobą idącą z naprzeciwka, tak jest wąsko. Obok trybuny znajduje się punkt gastronomiczny, gdzie można kupić giętą z grilla, herbatę i być może jakieś inne produkty, ale nie zgłębiałem dokładnie tej kwestii.

Za linią końcową boiska znajduje się sektor gości. Co ciekawe, ta trybuna jest dużo wyższa od głównej trybuny dla pikników. 6 rzędów, a w każdym jakieś 35-40 miejsc, daje pojemność nieco powyżej 200 osób. Sektor nie jest zadaszony, a jego umiejscowienie pozwala obsługiwać kibiców gości przez ten sam punkt gastronomiczny, co kibiców na pikniku. Obok sektora gości (oczywiście w pewnej odległości), również za bramką, znajduje się podobna trybuna dla gospodarzy. Też niezadaszona, tyle że ma cztery rzędy i liczy w sumie jakieś 100 miejsc siedzących. Idąc dalej wokół boiska przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, trafiamy na trybunę VIP znajdującą się vis a vis mojej trybuny głównej. Trybuna VIP liczy jakieś 40-50 krzeselek wyższego kaczestwa pod daszkiem. Część widzów znajdujących się w tamtej strefie oglądała również mecz na stojąco, przy barierkach. Przy okazji, karnety VIP na Skrze wprowadzają rozróżnienie na VIP-ów zwykłych i takich, którzy mają możliwość wejścia do budynku klubowego - i oglądania meczu z piętra budynku. Przy tej pogodzie, to chyba najlepsza miejscówka.

Ogólnie stadion odzwierciedla inwencję twórczą zarządzających i konieczność stopniowego spełniania kolejnych wymogów infrastrukturalnych (na stronie internetowej Skry trybuna główna na niektórych zdjęciach nie ma jeszcze zadaszenia, co sugeruje, że powstało ono niedawno przy okazji awansu). Wybudowany zapewne małym kosztem, a całkiem funkcjonalny i spełniający wszystkie potrzeby klubu 2. ligi. Szkoda tylko, że tablica wyników przez cały mecz pokazywała czas 0:00 oraz brak wyniku. Znajdujący się obok telebim przez cały mecz wyświetlał reklamy.

Atmosfera
 

Jak już wspomniałem, Skra Częstochowa to klub piknikowy, na którym nie ma ruchu ultrasowskiego. Jeśli chodzi o jego relacje z kibicami Rakowa Częstochowa, wydają mi się one neutralne, albo nawet lekko pozytywne. Skra nie ma żadnej ekipy, która chciałaby podbijać dzielnice, malować mury, itp., więc właściwie klub zajmuje inną niszę niż Raków. Co więcej, na dzisiejszym meczu spiker zapowiadając terminy kolejnych meczów, zachęcał kibiców zarówno do przyjścia na kolejny mecz Skry, jak i do odwiedzenia stadionu Rakowa. W trakcie meczu kibice Skry poza kilkukrotnym odśpiewaniem Kto wygra mecz? Skra! Kto? Skra... nie wykazywali się zorganizowanym dopingiem, więc nie będzie o nich za wiele w tej sekcji. Wywiesili na płocie bardzo ciekawą flagę (którą dostrzegłem dopiero na stronie Skry w pomeczowej galerii) z napisem PIKNIKOWA FERAJNA i... paczkami popcornu. Fajne, z dystansem.

Na przeciwległym biegunie byli za to fani gości, którzy stawili się w swoim sektorze w liczbie ok. 150 osób (a może nawet trochę więcej). Nawet biorąc pod uwagę, że jakąś połowę tej liczby stanowili fani zgody z Sosnowca, wynik ten i tak jest bardzo dobry - przecież oni jechali z Elbląga do Częstochowy, na mecz o godzinie 12:00. Goście wywiesili na ogrodzeniu sektora jedną dużą flagę, o treści 1945 (z podpisem Wtedy zaczęła się historia tego Ludu; historia tych Barw, historia tego Klubu). Przy dzisiejszym huraganowym wietrze, aby flaga się nie uszkodziła, przez większość meczu kilka osób opierało się o nią od strony płotu. Goście od początku 1. połowy prowadzili dobry doping, przy czym nie będę przytaczał Jesteśmy zawsze tam... i innych tego typu piosenek, tylko przejdę do ciekawszych:

Oooooolimpia Elbląg, Ooooooooo, ZKS
Oooooooolimpia Elbląg - Związkowy Klub Sportowy!

(przy okazji, zawsze myślałem, że to Zakładowy Klub Sportowy)

O ukochana, elbląska ma drużyno,
Serca i pięści tylko dla Ciebie biją

(moim zdaniem, genialna linijka)
To nasza przyjaźń, braterstwo, poświęcenie
Olimpia Elbląg i tego już nie zmienię!


Olimpia, Zagłębie, Zagłębie, Olimpia
Olimpia, Zagłębie, Zagłębie, Olimpia

(wbrew pozorom, udana piosenka - w rytmie pewnej piosenki żeglarskiej o morskich opowieściach)

Kto dziś wygra ważny mecz?
Oczywiście ZKS!
Arka starą kurwą jest!
Jebać, jebać OKS

Przez całą pierwszą połowę wiał potężny wiatr, a pod koniec tej części gry do wiatru doszedł jeszcze zimny deszcz. Kibice zaczęli skandować wtedy Jebać, jebać pogodę!, co wywołało powszechny uśmiech na naszym pikniku i konsternację u kilkuletniego dziecka, które mówiło swojemu tacie, że to przecież jest niemożliwe.

Beznadziejne warunki pogodowe sprawiły, że kibice Olimpii zostali zgaszeni i od początku drugiej połowie właściwie nie prowadzili dopingu. Wszystko zmieniła sytuacja z 63. minuty. Damian Nowak strzelił gola na 1:0, po czym podbiegł do sektora gości, stanął przed nim i uniósł ręce w geście triumfu. Od razu spieszę z wynikami mojego profesjonalnego dziennikarskiego śledztwa - otóż Nowak praktycznie wychował się w Podbeskidziu BB. Podbeskidzie BB ma kosę z BKS-em Stal Bielsko (choć Nowak zagrał w Stali pół sezonu), który to BKS ma zgodę z Zagłębiem Sosnowiec. To uruchomiło kibiców Olimpii i Zagłębia, którzy trochę pobluzgali na Nowaka (Od najmłodszych lat dotykał cię brat...) i na gospodarzy (Jazda z kurwami, Strzelcie kurwom gola..., Po co wy gracie...), ale trzeba oddać, że po chwili wzięli się za dopingowanie swojej drużyny. Co ciekawe, ze strony kibiców Skry poszło z kolei Trzecia liga, trzecia liga, Olimpia! - nie spodziewałem się takiej odpowiedzi z ich strony. Elblążanie (ale łamacz języka) odpowiadali Nigdy nie spadnie, Olimpia nigdy nie spadnie.

Ostatecznie Olimpia przegrała ten mecz (ale nie sądzę, żeby spadła z ligi), ale po meczu kibice nie mieli do nich pretensji i podziękowali za walkę.

Mecz
 

Przed meczem sytuacja wyglądała następująco - Skra zajmowała 9. miejsce w tabeli, Olimpia Elbląg przedostatnie, 17. (przy jednym zaległym meczu z Widzewem). Rundę wiosenną dużo lepiej zaczęła jednak Olimpia, która tydzień wcześniej pokonała u siebie liderującego Radomiaka 2:1 (na budowie stadionu na Struga znów jest obsuwa, więc Radomiak najprawdopodobniej zaliczy trzecią z rzędu wiosnę cudów). Skra natomiast rozpoczęła rundę wiosenną od porażki u siebie 0:4... z Olimpią, ale tą grudziądzką. W trakcie prezentacji przedmeczowych składów na boisko wbiegały Skrzaty z rocznika 2009 (Skrzaty, łapiecie?) i prezentowały, na których pozycjach zagrają dziś Noconie i inne Nowaki.

Losowanie stron na pewno wygrała dziś Olimpia, ponieważ w pierwszej połowie goście grali z wiatrem. A tego dnia to naprawdę oznaczało konkretny handicap, ponieważ w ten weekend Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysyłało obywatelom alerty na telefon (ja nie dostałem, widocznie jestem do ostrzału). Porywy wiatru były takie mocne, że niektóre wykopy bramkarza zatrzymywały się w powietrzu, a nawet lekko zawracały. Oczywiście zakładając, że bramkarz mógł wykonać piątkę, bo czasem nawet z tym były problemy, kiedy wiatr sprawiał, że ustawiona w polu bramkowym piłka zaczynała się toczyć. Pierwsza połowa dla Skry była właściwie do zapomnienia, ponieważ drużyna skupiała się głównie na tym, żeby w tych warunkach nie stracić bramki. Wyprowadziła parę akcji, które kończyły się niezbyt groźnymi strzałami w środek bramki, ale to by było na tyle. Olimpia miała z kolei jedną znakomitą sytuację, kiedy w 24. minucie po dobrej wrzutce niepilnowany Krzysztof Zaremba strzelił dobrze głową, ale jeszcze lepiej obronił to Mikołaj Biegański. Dobitka z bliskiej odległości poszła wysoko nad bramką. Mniej więcej w 42. minucie (bo tablica wyników nie działała) w dobrej sytuacji znalazł się Zaremba albo Fidziukiewicz, ale strzelił prosto w Biegańskiego. Skra przetrwała pierwszą połowę bez straty bramki.

Po zmianie stron okazało się, że wiatr uspokoił się. Co prawda nadal wiał, jednak już z mniejszą prędkością i również bez porywów uniemożliwiających grę drużynie od wschodu. W 53. minucie Olimpia miała dobrą sytuację - po strzale sprzed pola karnego i rykoszecie jeden z graczy Skry najprawdopodobniej odbił piłkę ręką. Sędzia jednak nie odgwizdał karnego, prawdopodobnie dlatego, że obrońca miał zbyt mało czasu na jakąkolwiek reakcję i nie mógł w tej sytuacji schować ręki (w sumie nie wiem, czy to co piszę, ma sens - przepis o zagraniu ręką jest bardzo pojemny). Później jednak Skra zaczęła korzystać z zalet wiatru. W 60. minucie Obuchowski strzelał z rzutu wolnego z jakichś 30 metrów i piłka minimalnie minęła okienko bramki Olimpii. Parę minut później Skra przeprowadziła bardziej konwencjonalną akcję. Piłkę otrzymał Damian Nowak, który w sytuacji sam na sam z Edwardem Sebastianem Madejskim strzelił na 1:0 (choć mi się wydawało, że zrobił to interweniujący ostatni obrońca Olimpii). Od tej pory Skra raczej się broniła. Miała jedną ciekawą sytuację, kiedy znajdujący się na co najmniej 40. metrze Nowak posłał lob w kierunku bramki Madejskiego i minimalnie chybił. Gospodarze zostawiali Olimpii coraz więcej miejsca, ograniczając się do lag na paru wysuniętych graczy. I zostali skarceni, ponieważ w 87. minucie po strzale Markowskiego i rykoszecie Biegański nie sięgnął piłki.

I choć nikt się już tego nie spodziewał, w doliczonym czasie gry po wrzutce Obuchowskiego świetnym strzałem z pierwszej piłki (i z niczego - w moich oczach było to coś w stylu Krzysztofa Piątka z Atalantą) popisał się Nowak i zrobiło się 2:1. Skra oczywiście znów się wycofała... i znów mogła zostać skarcona. W jednej z ostatnich akcji meczu gracz Olimpii strzelał w prawy róg bramki Biegańskiego, podobnie jak przy golu na 1:1. Ale tym razem nie doszło do żadnego rykoszetu, więc Biegański zdołał obronić strzał. Skra dowiozła prowadzenie do końca i na swoim boisku zgromadziła już 24 punkty (przy 7 na wyjeździe,; coś jest w tej sztucznej murawie).

next  prev