glownachomikmapatrocinytags
Polonia Warszawa - KS Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie 1:1 (1:1)
19.08.2017 17:00
Konwiktorska 6, Warszawa
3. liga, gr. I
Widzów: 1.000-1.500
Cena biletu: 20 zł (normalny, trybuna Główna)
         

Po wizycie w Tłuszczu nadszedł czas odwiedzić Konwiktorską i zobaczyć, w jakim stanie znajduje się Polonia po epoce Engelów (którzy przejęli klub w III lidze… i tam też go po paru latach zostawili). Dziś rywalem Polonii był nieawansowany zwycięzca III ligi z poprzedniego sezonu i drużyna chyba o najdłuższej nazwie w Polsce (spośród tych grających na profesjonalnym poziomie), czyli KS Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie.

Dotarcie na mecz
 

Jedynym ciekawym etapem w mojej drodze na stadion był powrót z Tłuszcza, gdzie tego samego dnia miałem okazję obejrzeć mecz okręgówki. W momencie gdy wsiadałem do składu Kolei Mazowieckich relacji Tłuszcz – Warszawa Wileńska, nad Mazowszem przechodził prawdziwy monsun (i miałem duże szczęście, że deszcz nie złapał mnie na meczu). Na Konwiktorską przyjechałem komunikacją miejską, po drodze uwieczniając jeszcze z dalszej odległości busik Drwęcy stojący na klubowym parkingu.

Stadion
 
 

Pomimo mocarstwowych planów Władysława Jerzego, aby wybudować tu 300-tysięcznik, stadion Polonii nadal jest jaki jest – o ile się nie mylę, w zeszłym sezonie Polonia otrzymała licencję na grę w II lidze z nadzorem infrastrukturalnym właśnie ze względu na stan stadionu. Stadion składa się z dwóch trybun – Głównej, liczącej jakieś 5000 miejsc oraz Kamiennej, liczącej tych miejsc dokładnie 1911. Poza tym na stadionie znajduje się Najgorszy Sektor Gości w Polsce liczący 350 miejsc i który równie dobrze mógłby znajdować się po drugiej stronie ulicy Międzyparkowej – widać byłoby równie dobrze.

Ze względu na to, że kibice Drwęcy nie stawili się w sektorze gości (choć w kolejce przede mną stała starsza pani z Nowego Miasta, która jeździła za swoją drużyną po przeróżnych stadionach – bardzo pochwalam), a z powodu oszczędności Kamienna również była zamknięta, te trybuny raczej nie będą szerzej opisywane w tym poście. Napiszę więc coś o trybunie Głównej.

Budynek trybuny Głównej znajduje się na liście zabytków, co daje nadzieję, że na miejscu stadionu na Konwiktorskiej w najbliższym czasie nie staną biurowce, czy inny parking. Jednocześnie fakt ten znacznie utrudnia potencjalną modernizację trybuny – wygląda na to, że jej bywalcy (nawet VIP-y) będą do końca życia skazani na chodzenie ciasnymi korytarzami budynku klubowego oraz na korzystanie z Toi-Toi’ów. Choć ciężko w to uwierzyć, w budynku mieści się również basen oraz hala sportowa, na której swoje mecze rozgrywają m.in. koszykarki Polonii. Przed frontem Głównej znajdują się stoiska z pamiątkami oraz old-schoolowy grill, gdzie można zakupić giętą z grilla (oraz herbatę z cytryną – po ulewie w Tłuszczu i intensywnej klimatyzacji w Kolejach Mazowieckich bardzo mi się przydała).

Abstrahując od poruszanych tu raczej w lekki sposób spraw, stadion Polonii jest wyjątkowym miejscem, ponieważ jest to miejsce, w którym ginęli Powstańcy Warszawscy (vide: tablica, której zdjęcie również zamieściłem na tym poście) - po nieudanym ataku na Dworzec Gdański na murawie stadionu poległo ich jedenastu. Symboliczna liczba (choć niektóre źródła podają też liczbę dwanaście).

W kasach biletowych oprócz samych biletów można zakupić również profesjonalnie drukowane programy meczowe – w cenie 5zł za sztukę. W środku znajdują się zazwyczaj niezbyt zaskakujące wywiady i felietony, trochę reklam i ogłoszeń, przegląd kadry (przy czym numery zawodników zwykle są pomieszane) oraz całkiem fajna prezentacja przeciwnika. Na stadionie można również pobrać (już za darmo) kartkę A4 z oficjalnymi składami obydwu drużyn (tu numery są już uaktualnione). Nie są to oczywiście Himalaje marketingu, ale tak profesjonalnego podejścia do sprawy czasami nie spotyka się w Ekstraklasie.

Atmosfera
 

Jest meczing, są pamiątki – zawitałem więc do kameralnego Sklepu Kibica znajdującego się na „podwórku” stadionu. Niestety, nie mieli tam najważniejszego gadżetu (a przynajmniej najważniejszego dla mnie), czyli kubków, choć są ponoć perspektywy na dostawę takowych we wrześniu. Stąd, zamiast kubka w oficjalnym sklepie, kupiłem sobie pasiak Polonii na stoisku przed Głowną. Na stoisku były dostępne też m.in. proporczyki z drugoligowych meczów, szaliki zgodowe z Cracovią oraz szaliki… Realu Zaragoza. Owszem, taka zgoda również istnieje.

Jak już wspomniałem, ze względów oszczędnościowych trybuna Kamienna, gdzie znajduje się młyn, była tego dnia zamknięta (i w tym sezonie otworzy się prawdopodobnie jedynie na mecz z Widzewem). Stąd, w trakcie tego meczu wszyscy – piknik, VIP-y oraz młyn (i goście, incognito) – znajdowali się na trybunie Głównej, w różnych sektorach. Rozumiem oczywiście obiektywne powody takiego rozwiązania, jednak wolałbym klasyczny podział na dwie trybuny. Tym bardziej, że młyn Polonii zaprezentował na meczu powstańczą oprawę – z naszej trybuny nie wyglądało to imponująco, na pewno z naprzeciwka było dużo lepiej. Otóż w ok. 20. minucie meczu na trybunie został rozpięty wielki transparent z bardzo prostym przesłaniem – przedstawiał on biało-czerwony napis „1944” na czarnym tle (aktualizacja: dopiero po jakimś czasie doczytałem tu i ówdzie, że na płótnie było wypisane ponad 20,000 nazwisk żołnierzy i cywilów poległych w Powstaniu Warszawskim). Wszyscy znajdujący się na trybunie wstali i odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego – zbyt cicho, jak zwykle, gdy gdziekolwiek hymn jest odśpiewywany masowo. Tuż po hymnie oprawa została dość szybko zwinięta, tak że nie zdążyłem zrobić lepszego zdjęcia.

Ogólnie szacuję, że na meczu zjawiło się coś pomiędzy 1000 a 1500 osób, bardziej w stronę tej pierwszej liczby. Jeśli chodzi o moc dopingu, sektor piknikowy był mało skory do śpiewania (inna sprawa, że młyn zapraszał piknik do śpiewania średnio chwytliwych piosenek). Na moim sektorze panowała więc raczej atmosfera dla koneserów, choć widzowie reagowali bardzo entuzjastycznie na różne wydarzenia boiskowe. Z kolei jeśli chodzi o młyn, rozpoczął on doping od hymnu Polonii („Za te 40 lat, za trzeciej ligi smak…” – brzmi dość ironicznie w obecnej sytuacji klubu), a następnie śpiewał niestrudzenie przez cały mecz i intonował przeróżne przyśpiewki, choć samą głośnością nie powalał. Pozdrowiono też zgody, czyli Cracovię, Sandecję oraz wspomnianą już Zaragozę. Co ciekawe, w trakcie całego meczu naliczyłem tylko jakieś trzy przypadki bluzgów – dwa razy było to słowo „kurwa”, które jest pociskiem w stronę większego warszawskiego klubu i które pojawia się w dość długiej piosence „Kiedy szliśmy na Polonię”, oraz jedno zawołanie „sędzia chuj”, które wystąpiło mniej więcej pod koniec meczu (swoją drogą, nawet słusznie, ponieważ sędzia był raczej nieudolny). Kiedy ktoś pod koniec meczu zawołał na trybunie „Jazda z kurwami”, dosłownie nikt tego nie podchwycił. Coś tam z tego „Czarni Kulturalni” się ostało.

Mecz
 

Przed meczem pamiątkową tablicą obdarowany został Piotr Grzegorz Wojdyga, który niedawno nabił już dokładnie 100 meczów dla Czarnych Koszul. W meczu z Drwęcą na lewej obronie i tak zagrał Maślanka – nie wiem, czy Wojdyga pauzował za kartki, czy jest kontuzjowany, ale nie znalazł się nawet w kadrze meczowej na to spotkanie.

Polonia rozpoczęła od naprawdę mocnego uderzenia. Już w 2. minucie przeprowadziła bardzo groźną akcję – piłka trafiła do znajdującego się przed polem karnym Marcina Kluski (tak mi się przynajmniej wydawało), i odskoczyła mu o parę metrów. Dlatego też, zamiast strzelać, pomocnik (napastnik?) Polonii odegrał w pole karne do Mateusza Małka, który z zimną trafił w długi róg bramki Daniela Niżnika. Polonia od drugiej minuty prowadziła więc z ubiegłorocznym zwycięzcą III ligi, co należy ocenić mocno na plus. Ale to było na tyle, jesli chodzi o popisy Polonistów w pierwszej połowie. Czarne Koszule wycofały się na swoją połowę i zaczęły bronić się przed serią stałych fragmentów gry Drwęcy. Sztab szkoleniowy Drwęcy chyba oglądał archiwalne mecze Polonii i spodziewał się, że przy którejś wrzutce obrona w końcu się obetnie – i tak się też stało w 23. minucie, kiedy po rzucie rożnym gola strzałem głową z bliskiej odległości strzelił znany z gry w juniorach Polonii i Legii, w Dolcanie, Świcie i Legionovii Patryk Koziara Maciej Koziara. Do końca połowy nie działo się nic ciekawego – może poza strzałem jednego z Polonistów, który jeden z piłkarzy Drwęcy przyjął na znajdującą się przy ciele rękę – nie mam pojęcia, czy był karny, czy nie. Drużyny schodziły do szatni przy stanie 1:1.

W drugiej połowie, choć tego się raczej nie spodziewałem, zdecydowanie przeważała Polonia. Miała kilka bardzo dobrych sytuacji, ale zmarnowali je zarówno Kluska (obok bramki), Oświęcimka (strzał zablokowany), Małek (dobre wyjście bramkarza) jak i Choroś (pierwszy strzał głową minimalnie niecelny, drugi strzał głową wybity przez obrońcę; w końcówce meczu trzeci strzał trafił w poprzeczkę). Drwęca odgryzła się jedną naprawdę groźną sytuacją, kiedy w zamieszaniu w polu karnym jeden z obrońców KSP odegrał z najbliższej odległości piłkę klatką (a może ręką?) do rąk Mateusza Tobjasza. Pod koniec meczu miała też miejsce ciekawa sytuacja, kiedy to liniowy wskazał chorągiewką na aut, piłkarz Polonii wziął piłkę w ręce, a sędzia główny… odgwizdał tę rękę. Po chwili arbiter zreflektował się i pozwolił na wyrzucenie autu, jednak tą znamienną sytuacją pokazał, ze rzeczywiście podczas całego meczu średnio ogarniał, co dzieje się na murawie. Ogólnie źle dogadywał się on z liniowym, ponieważ raz zauważył jego sygnalizację spalonego dopiero po kilkunastu (!) sekundach – i przerwał akcję Polonii w takim momencie, że liniowy dostał od pikniku solidną porcję jobów. Arbiter nikogo jednak specjalnie tego dnia nie skrzywdził – w swoim partactwie był bezstronny (i ślepy) niczym Temida.

Mecz skończył się wynikiem 1:1. Piłkarze w czarnych trykotach po meczu dostali gratulacje od kibiców (bo w meczu wykazali się zaangażowaniem) i zawineli się do szatni.

next  prev