glownachomikmapatrocinytags
Bóbr Tłuszcz - Unia Warszawa 1:0 (1:0)
19.08.2017 12:00
Stadion TKS Bóbr Tłuszcz
Klasa okręgowa, grupa Warszawa I
Widzów: ~50
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
           

Tym razem wybrałem się do Tłuszcza na mecz okręgówki. I pomyślałem, że warto będzie na wstępie zamieścić odpowiednie sprostowanie:
1. Nazwa „Bóbr” wcale nie wzięła się od rzeki. Bóbr płynie na drugim końcu Polski i jest dopływem Odry. W każdym razie, na pewno nie przepływa przez Tłuszcz.
2. Nazwa „Bóbr” nie wzięła się także stąd, że to zwierzę jest takie drapieżne i dynamiczne.
3. Nazwa „Bóbr” wzięła się stąd, że bóbr jest po prostu symbolem Tłuszcza i znajduje się on w herbie miasta.

Dotarcie na mecz
 
 

Tłuszcz jest niewielkim miastem liczącym kilka tysięcy mieszkańców. Ze względu na swoją nazwę, kojarzony jest raczej jako zapyziałe mazowieckie miasteczko pełne podwarszawskiego chamstwa, co od razu chcę wyprostować - jest to schludne i rozwinięte miasteczko z bardzo przyjemnymi ludźmi. Tłuszcz powinien być kojarzony przede wszystkim jako istotny węzeł kolejowy – pociągi jeżdżą tędy od ponad 150 lat. Stąd, na środek transportu mający mnie dowieźć do Tłuszcza wybrałem niezawodne Koleje Mazowieckie i relację Warszawa Wileńska – Małkinia (a wracałem relacją Tłuszcz – Warszawa Wileńska).

Stadion Bobra znajduje się w odległości niecałej połowy kilometra od stacji kolejowej, stąd trafiłem tam bez większych kłopotów. W różnych punktach miasta widziałem po drodze w sumie cztery plakaty zapraszające wszystkich na dzisiejszy szlagier (były to kolorowe kartki A4 wydrukowane na domowej drukarce) – „pożyczyłem” sobie jeden z nich, mając nadzieję, że na kwadrans przed rozpoczęciem meczu, kto miał o nim wiedzieć, ten już wie.

Stadion
 

Żeremie Bobra znajdują się na ulicy Polnej – obiekt ten składa się z boiska, pojedynczej trybuny ulokowanej wzdłuż linii bocznej oraz schludnego budynku klubowego przypominającego nieco bardziej domek jednorodzinny. Trybuna zgodnie z oficjalną informacją liczy 800 zielono-żółtych krzesełek, jednak tę liczbę trzeba pewnie skorygować, ponieważ brakowało co najmniej kilkudziesięciu. Trybuna nie była może imponująca, jednak była już na tyle wysoka, że z najwyższego rzędu wszystko było już widać całkiem nieźle. Za bramkami znajdowały się wysokie piłkochwyty; podczas treningu strzeleckiego i tak okazało się, że nie ma takich piłkochwytów, z którym nie poradziłby sobie piłkarz okręgówki (źle wyregulowane celowniki mieli rezerwowi piłkarze Unii). Na jednym z piłkochwytów (od strony północnej) znajdowała się elektroniczna tablica wyników, ale nie była ona używana podczas meczu. Na szczęście piłkarze obydwu drużyn na wszelki wypadek zadbali o to, by nikt nie pogubił się w rachubie.

Na poziomie okręgowym raczej nie prowadzi się sprzedaży biletów i tak było również w tym przypadku. Nie było w sprzedaży również żadnych pamiątek klubowych, jednak kiedy obsługa klubu dowiedziała się, że Warszawiak ktoś mieszkający w Warszawie przyjechał do Tłuszcza specjalnie na mecz okręgówki, otrzymałem za darmo kaszkiet z herbem klubu (!), co było bardzo fajnym gestem.

Atmosfera
 
 

W Internecie widziałem parę zdjęć zielono-żółtej oprawy, której elementami były transparent, sektorówka i kolorowe świece dymne, ale wnioskuję, że były one robione podczas nieco większej imprezy niż standardowy mecz okręgówki. Meczu z Unią z trybun obserwowało jakieś 40-50 osób, a atmosfera meczu była piknikowa, albo jak to się ładnie mówi, dla koneserów.

Widzowie zgromadzeni na trybunach kontemplowali grę w spokoju, nie prowadząc żadnego zorganizowanego dopingu. Barw też za bardzo nie uświadczyłem (choć na stadionie i wokół niego przewinęło się paru zawodników drużyn juniorskich, którzy po treningu nie przebrali się jeszcze z żółto-zielonych strojow) i w sumie moja nieco za mała kaszkietówka mogła być jedynym gadżetem Bobra na trybunie. Czułem się w niej trochę jak w jarmułce z daszkiem (rozmiar był raczej juniorski; oczywiście na darmowy kaszkiet absolutnie nie mam zamiaru narzekać), ale byłem z niej cholernie zadowolony. Jak wspomniałem, kibice nie prowadzili żadnego dopingu i ograniczali się jedynie do oklaskiwania udanych akcji i wołania różnych rzeczy w kierunku boiska – czy to w kierunku sędziego, czy to do piłkarzy. Wszystko odbywało się z dość wysokim poziomem kultury, a w zasadzie wszystkie wulgaryzmy, jakie padły na trybunie, miały miejsce po zmarnowanych sytuacjach Tłuszczan. Nie była to jednak wulgarność na zasadzie „k***a, zejdź już z boiska”, a bardziej w stylu „k***a, ale było blisko” – jak dla mnie duża różnica. Wychodzi na to, że Tłuszcz to stosunkowo kulturalne miasteczko (inna sprawa, że piłkarze nie dali powodu, żeby ich opieprzać z trybun – sytuacja może być więc trochę niemiarodajna).

O odpowiedni poziom wulgaryzmów musiał zadbać więc trener gości, który konkretnie opieprzał swoich zawodników za nieudane zagrania. Z kolei na naszej trybunie pojawił się bodajże prezes Bobra, który w drugiej połowie często brał się za dyrygowanie obrońcami. W sumie z jego ust również padło dużo wulgaryzmów, ale przynajmniej bez tej wściekłości, która towarzyszyła trenerowi gości. Różnica w zachowaniu była być może spowodowana różnicą w wyniku, choć swój udział mogła mieć również szklanka kawy, którą prezes przyniósł sobie z pizzerii znajdującej się vis a vis bramy wjazdowej stadionu.

Na stadionie znajdowało się co najmniej troje przyjezdnych (siebie nie liczę, bo na meczu zawsze staram się wtapiać w kibiców gospodarzy). Oni również nie prowadzili żadnego konkretnego dopingu, za to przez cały mecz analizowali grę piłkarzy Unii. Porażkę przyjęli ze spokojem, przyznając, że „Pierwsza połowa powinna zakończyć się wynikiem 3:1 dla nas. A w drugiej powinniśmy przegrać pięcioma”.

Po ostatnim gwizdku kilku kibiców śpiewało do schodzących z boiska piłkarzy „Brawo, Bobry, brawo!”, co zapisuję w kajeciku jako formę zorganizowanego dopingu. Rzutem na taśmę!

Mecz
 

Jeśli chodzi o jaskrawość strojów, możemy uznać, że obydwie drużyny wypadły na remis (szkoda tylko, że Bobry nie miały na swoich koszulkach żadnych emblematów klubowych – technicznie rzecz biorąc, piłkarze byli po prostu ubrani w komplet identycznych żarówiastych strojów Adidasa). Jeśli chodzi o właściwą grę, spodziewałem się raczej wygranej Unii, która w zeszłym sezonie grała jeszcze w 4. lidze. Furory tam nie zrobiła, jednak to i tak jest poziom, na którym Bóbr chyba nie był nigdy.

Od początku meczu Bóbr rzucił się na Unię, wyprowadzając dwie szybkie akcje, tyle że po kilku minutach goście uspokoili sytuację i zaczęli kontrolować grę. Grali całkiem nieźle kombinacyjnie, a Bóbr ograniczał się do wykopywania piłek i indywidualnych zrywów. Z czasem obrońcy Bobra zaczęli popełniać indywidualne błędy, więc wydawało się, że bramki dla Unii są tylko kwestią czasu. W pierwszym kwadransie Unia wyprowadziła świetną akcję, jednak jeden z jej piłkarzy będąc postanowił przetestować piłkochwyty, choć na środku pola karnego znajdował się jego kolega, całkowicie odpuszczony przez obrońców Bobra. Po paru minutach bramkarz Bobrów obronił świetny strzał w okienko mniej więcej z linii pola karnego. A jeszcze kilka minut później Unia o mało nie dostała karnego, ponieważ jeden z jej piłkarzy wykorzystał kontakt z nogą obrońcy Tłuszczan i wywrócił się w szesnastce. Został jednak ukarany żółtą kartką za symulkę – być może dlatego, że Unici w międzyczasie zdążyli zrazić do siebie arbitra. Zaraz wytłumaczę, o co chodziło...

Otóż w jednej z akcji Unii sędzia przypadkowo przeciął podanie jednego z zawodników, a ten skwitował tę sytuację głośnym okrzykiem „kurwa!”. Obydwaj panowie mieli różną interpretację tego okrzyku, bo sędzia za bardzo wziął to do siebie i udzielił zawodnikowi reprymendy ze słowami w stylu „tylko żadne kurwa”. Piłkarz zaczął żywo dyskutować z sędzią, a po chwili do wymiany zdań przyłączyli się chyba wszyscy zawodnicy z pola. Nie skończyło się chyba nawet żadną kartką, ale jak to mówią, niesmak pozostał.

Piłkarze Unii mieli jeszcze sytuację sam na sam, ale tu dobrze skrócił kąt bramkarz Bobra. Po niecałej minucie sytuację sam na sam miał z kolei Bóbr, jednak piłkarz źle przyjął niełatwą górną piłkę (a „podawał” głową obrońca Unii) i bramkarz zdążył uniemożliwić oddanie celnego strzału. Unia nie poprzestała jednak na wykreowaniu jednej sytuacji dla Tłuszczan i za drugim razem skończyło się już na karnym (ktoś z trybun krzyknął „to była żółta kartka!”, a sędzia odwrócił się w jego stronę i odpowiedział mu miną w stylu „nie żartuj”). Bramkarz dobrze wyczuł intencje strzelca, ale strzał Matejaka był zbyt dobry. Na przerwę Bóbr schodził z nieoczekiwanym jednobramkowym prowadzeniem.

Drugą połowę Bóbr rozpoczął od świetnej akcji kombinacyjnej – po kilku podaniach z pierwszej piłki Tłuszczanie weszli z piłką w pole karne i tak jak Unici w pierwszej połowie, przetestowali wytrzymałość piłkochwytów. Po kilku minutach Bóbr zmarnował kolejną świetną okazję, znów strzelając z jakichś 10-15 metrów (nie widziałem za dobrze co się działo pod tamtą bramką) i znów w piłkochwyty. Trzecia świetna akcja Bobra skończyła się pinballem w polu karnym Unii, który w końcu wyjaśnił jeden z piłkarzy, strzelając sytuacyjnie z bliskiej odległości w długi róg, ale minimalnie niecelnie.

Najlepsza akcja Bobra w drugiej połowie zaczęła się od posłania fatalnej górnej piłki w sam narożnik boiska. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, gracz z numerem 13 nie tylko do niej zdążył, ale też znakomicie ją przyjął. Następnie skierował się w pole karne Warszawian, kiwając po drodze dwóch z nich i wystawił do kolegi ciasteczko mniej więcej na piąty metr. Strzał po ziemi w znakomity sposób złapał bramkarz Unii. Obronił również sytuację sam na sam, która miała miejsce kilka minut później (i aż szkoda, że poziom był na tyle niski i niemedialny, że nawet nie wiem, jak bramkarz się nazywał).

Po zmarnowaniu pięciu znakomitych okazji Bóbr musiał przejść do obrony, ponieważ Unia pod koniec meczu wzięła się do roboty. Po rzucie rożnym i chaotycznym pojedynku główkowym w polu karnym Bobra piłka spadła na murawę w polu bramkowym, ale tam najszybciej dopadł do niej bramkarz. W samej końcówce meczu Unici wyprowadzili jeszcze jedną akcję, jednak zamykający ją wślizgiem napastnik nie trafił z najbliższej odległości w bramkę. Przy czym sędzia i tak odgwizdał pozycję spaloną.

next  prev