 |
Sheriff Tiraspol - Petrocub Hînceşti 1:0 (1:0)
14.03.2026 18:00
Tyraspol, Крытая Арена Шериф
Liga 7777.md
Widzów:
2.057
Cena biletu:
- (wstęp darmowy)
| |
Tym razem zrobiłem coś naprawdę ciekawego - a mianowicie, w celu zobaczenia meczu ligi mołdawskiej wybrałem się do nieuznawanej Mołdawskiej Naddniestrzańskiej Republiki. Żeby było ciekawiej, mecz odbył się... w hali z pełnowymiarowym boiskiem.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Żeby zobaczyć domowy mecz Sheriffa Tiraspol, należy wybrać się do Tyraspolu, a więc stolicy nieuznawanej Mołdawskiej Naddniestrzańskiej Republiki. I przyznam, że planując tą wycieczkę, trochę się zastanawiałem, czy na pewno dobrze robię. Na stronie gov.pl jest napisane wprost, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza podróże, które nie są konieczne, do niekontrolowanego przez rząd w Kiszyniowie naddniestrzańskiego regionu Republiki Mołdawii (tzw. Republika Naddniestrzańska). Udzielenie pomocy konsularnej przebywającym tam obywatelom polskim w praktyce nie jest możliwe. . Komunikaty MSZ są z oczywistych względów lekko przewrażliwione ; na tej samej stronie jest napisane choćby, że na pozostałym terytorium Mołdawii MSZ zaleca zachować szczególną ostrożność (podczas gdy przebywanie w Mołdawii jest prawdopodobnie bardziej bezpieczne niż np. w Londynie). Niemniej, podróżowanie do Naddniestrza rzeczywiście jest nie do końca bezpieczne, ponieważ osoba odwiedzająca powierza swoje bezpieczeństwo władzom kraju, który ze względu na brak uznania teoretycznie nie musi przestrzegać żadnych standardów. A jednocześnie jest to kraj bardzo mocno związany z Federacją Rosyjską (najnormalniej w świecie stacjonują tam nadal rosyjskie wojska, a nawet... można tam podpisać kontrakt na prywatną służbę w Armii Rosji), która z kolei uznaje aktualnie Polskę za państwo nieprzyjazne. Przyznam, że przed wycieczką miałem z tyłu głowy abstrakcyjne scenariusze, w których podczas wycieczki MGB zgarnia mnie i wysyła na front, a tam ginę od drona w bitwie pod Czornojibawką.
Przy okazji, mały disclaimer - określam w niniejszej relacji Naddniestrze mianem kraju , ponieważ to miejsce ma w zasadzie wszystkie cechy państwa, poza jedną - międzynarodowym uznaniem. Jednocześnie, ilekroć wspominam w tej relacji o Mołdawii ... to w sumie mam na myśli również i teren Naddniestrza. Ma to sens, ponieważ de iure jest ono częścią Mołdawii, a poza tym, to jest stronka o tematyce piłkarskiej - a piłka nożna jest czymś, co chyba najskuteczniej jednoczy obydwa brzegi Dniestru.
Wycieczka rozpoczęła się od tego, że w czwartek po południu skończyłem pracę ok. godziny 16:00 i wyruszyłem w kierunku lotniska Warszawa-Modlin, skąd o 19:25 odlatywał samolot do Kiszyniowa. Po przenocowaniu w tanim hotelu robotniczym w Kiszyniowie, w piątek rano zacząłem operację przedostawania się do samego Naddniestrza. Dostanie się do tego owianego grozą, tajemnicą i nie wiem czym jeszcze kraju przebiegało bardzo prozaicznie. Otóż na dworcu autobusowym Gara Centrala kupiłem bilet na marszrutkę do miasta Bendery (kosztował ok. 10 PLN). Udałem się z kwitkiem do grupy palących kierowców, a jeden z nich wskazał mi swoją marszrutkę, do której wsiadłem. Wyruszyliśmy o 8:40, a ok. 9:50 byliśmy już na punkcie granicznym (przy okazji, kontrole na punkcie przeprowadza tylko strona naddniestrzańska - przeprowadzanie kontroli przez Republikę Mołdawii byłoby niejako uznaniem państwowości Naddniestrza), gdzie pogranicznik zeskanował mój paszport, przepisał adres z rezerwacji na Bookingu i otrzymałem w minutę kwitek o nazwie karta migracyjna pozwalający na spędzenie w kraju 3 doby. Następnie wsiadłem z powrotem do marszrutki i wysiadłem na dworcu w Benderach. Pochodziłem po tym mieście wzdłuż i wszerz, obfotografowałem lokalną architekturę i pomniki, wymieniłem w banku euro na ruble naddniestrzańskie... generalnie, jakbym miał określić jednym słowem moją wycieczkę, to mam wrażenie, że było po prostu normalnie . Oraz spokojnie i bezpiecznie - zresztą, podobno sami mieszkańcy Naddniestrza żartują w memikach, że ich kraj to państwo emerytów, w którym nic się nie dzieje.
W końcu wsiadłem w Benderach w trolejbus i pojechałem do Tyraspola (miasta te łączy bezpośrednia linia trolejbusowa). Co prawda miałem ze sobą ruble naddniestrzańśkie, ale jak się okazało, jedynym sposobem żeby uiścić płatność za przejazd komunikacją miejską była karta płatnicza - i jak można się domyślić, karty VISA/Mastercard nie były akceptowane. Jedna z pasażerek odbiła się więc za mnie swoją kartą i nie chciała w zamian gotówki. Bilet co prawda kosztował niewiele (5 rubli naddniestrzańskich), ale ogólnie był to bardzo bardzo fajny gest - tym bardziej, że podczas innego kursu trolejbusem (kiedy już załatwiłem sobie właściwą kartę płatniczą) widziałem, jak inni zdezorientowani turyści spotkali się z taką samą pomocą i od nich również nikt nie chciał pieniędzy. Здесь дружба народов крепка , cytując hymn Naddniestrza.
Z trolejbusa wysiadłem w zasadzie na granicy miasta, przy samym pomnikowym witaczu z napisem ТИРАСПОЛЬ i udałem się na obiekty Sheriffa, o których napiszę raczej w kolejnej sekcji. W sklepiku klubowym kupiłem sobie szalik oraz kubek. Dosyć bawił mnie fakt, że na obydwu gadżetach nie było żadnego tekstu po rosyjsku, za to na kubku było nadgorliwie napisane Tiraspol - Moldova . Co prawda obowiązkowym elementem politycznej codzienności Naddniestrza jest totalne odżegnywanie się od rumunofaszystów z Kiszyniowa oraz od Republiki Mołdawii jako takiej, ale perspektywa się zmienia gdy tylko w grę wchodzi międzynarodowy biznes. I tak, Sheriff Tiraspol gra w lidze mołdawskiej (co więcej, na meczach domowych jest normalnie wywieszana mołdawska flaga!), dzięki czemu może później występować w rozgrywkach międzynarodowych - jako reprezentant Mołdawii. Słynne koniaki KVINT, będące dumą Naddniestrzan, również mają na etykiecie informację, że są wyprodukowane w Mołdawii.
Po nabyciu szeryfowych pamiątek, ogarnąłem sobie naddniestrzańską kartę płatniczą (zwykła karta pre-paid zakupiona na poczcie) i wybrałem się trolejbusem do centrum miasta, gdzie zająłem się szeroko pojętą turystyką. Oglądałem lokalne pomniki (oczywiście, jako typowy turysta, najbardziej interesowałem się egzotycznymi pomnikami Lenina oraz różnego rodzaju sierpami i młotami), lokalną architekturę, zrobiłem zakupy w supermarkecie Sheriff (zbieżność z nazwą klubu nieprzypadkowa), zjadłem fajny posiłek w ewidentnie zorientowanej na turystów restauracji o nazwie Снова в СССР (znów w ZSRR ). Ceny w Naddniestrzu są bardzo korzystne - jako przykład mogę podać, że kieliszek dobrego naddniestrzańskiego wina marki KVINT kosztował w restauracji niecałe 7zł, a cała jego butelka w supermarkecie jakieś 13zł (w supermarkecie zdecydowałem się jednak na wino naddniestrzańskie w wersji premium, za które musiałem dać prawie 20zł). Poza tym, zamiast nocować w hotelu, mieszkałem w wynajętym mieszkaniu w zwykłej breżniewce, co było bardzo fajnym doświadczeniem, dzięki któremu mój pobyt w Tyraspolu był bardziej prawdziwy . W końcu, nadeszło sobotnie popołudnie, kiedy spakowałem swój żółty szalik, poszedłem na przystanek i wyruszyłem trolejbusem w stronę obiektów sportowych Sheriffa.
| | Stadion |
    |
    |
    |
Infrastruktura sportowa w Mołdawii nie jest na zbyt wysokim poziomie. Weźmy choćby stadion dzisiejszych przeciwników Sheriffa - na samym początku sezonu 2025/26 byłem na meczu w Hînceşti i obiekt nie wyglądał zbyt imponująco. Tym większy podziw budzą wszystkie trzy stadiony Sheriffa. Tak, dobrze przeczytaliście - na terenie kompleksu sportowego Sheriff znajdują się trzy stadiony - i chyba wszystkie mieszczą się w TOP5 mołdawskich obiektów.
Moje zwiedzanie kompleksu Sheriffa rozpoczęło się od przejścia przez południową bramę, gdzie... od razu zatrzymał mnie ochroniarz. Nie wiem, czy wynikało to bardziej z chęci skontrolowania mnie, czy z chęci pomocy, w każdym razie moje wytłumaczenia go usatysfakcjonowały i sam również wytłumaczył mi, którędy powinienem iść, aby dostać się do sklepiku Sheriffa. Udałem się więc w tamtą stronę i pierwszym mijanym przeze mnie obiektem była tzw. Główna Arena - jest to obiekt stricte piłkarski (bez bieżni), składający się z czterech nieco kanciastych trybun. Trybuny są w pełni zadaszone i pokryte są głównie żółtymi krzesełkami, na których dodatkowe czarne krzesełka tworzą napis Sheriff . Pojemność stadionu to prawie 13 tysięcy miejsc siedzących i jest to obiekt, na którym Sheriff podejmował choćby Real Madryt w Lidze Mistrzów w sezonie 2021/22. Niestety, poza jedną możliwością zerknięcia przez szczelinę w bramie, stadion mogłem oglądać głównie z zewnątrz - jeśli chciałbym go zobaczyć od środka, musiałbym zarezerwować sobie wycieczkę z przewodnikiem. A dzisiejszy mecz nie odbywał się na tym obiekcie.
Idąc dalej w stronę północy, mijałem tzw. Małą Arenę - jest to rezerwowy obiekt Sheriffa o pojemności prawie 9 tysięcy miejsc siedzących. Wydaje się on nieco bardziej malowniczy niż Główna Arena, głównie za sprawą bardziej fantazyjnie ułożonych trybun i imponujących masztów oświetleniowych. Komfort oglądania meczów jest pewnie jednak dużo niższy, ponieważ jest to obiekt lekkoatletyczny, co oznacza, że znajduje się tutaj bieżnia. Co więcej, trybuny (znów pokryte żółtymi krzesełkami z domieszką czarnych) są zadaszone jedynie w niewielkiej części. Ale i tutaj muszę powtórzyć refren z poprzedniego akapitu: niestety, poza jedną możliwością zerknięcia przez szczelinę w bramie, stadion mogłem oglądać głównie z zewnątrz - jeśli chciałbym go zobaczyć od środka, musiałbym zarezerwować sobie wycieczkę z przewodnikiem. A dzisiejszy mecz nie odbywał się na tym obiekcie.
W końcu docieramy w tym opisie do właściwej areny dzisiejszego spotkania. A była nią... hala z pełnowymiarowym boiskiem. I to nie żadna hala pneumatyczna (tzw. balon ) - otóż naddniestrzańscy oligarchowie z koncernu Sheriff dosłownie postawili sobie budynek mieszczący pełnowymiarowe boisko. I jest to naprawdę imponująca konstrukcja. Z zewnątrz wygląda ona... po prostu dziwnie, gdybym nie wiedział co jest w środku, wziąłbym ją zapewne za lodowisko (prawdopodobnie za sprawą niebieskiego dachu, który powoduje pewien przekaz podprogowy ). Ciekawiej jest jednak od wewnątrz. Przede wszystkim, mamy tutaj boisko (pełnowymiarowe - pamiętacie jeszcze), które pokryte jest naturalnie sztuczną murawą, podobno najwyższej jakości. Boisko otoczone jest z trzech stron trybunami - wzdłuż linii bocznych znajdują się dwie trybuny proste, na których znajduje się siedem rzędów krzesełek. Trybuny są jakieś 5 metrów od linii bocznej, dzięki czemu wszystko bardzo dobrze z nich widać. Szkoda tylko, że nie są one podniesione względem poziomu boiska - pierwszy rząd znajduje się na wysokości murawy. Dosyć zabawny jest fakt, że między boiskiem a trybuną mieszczą się jeszcze... ławki rezerwowych. Są one dosyć skromne i zapewne niewygodne - co więcej, siedzących na nich piłkarzy oddzielają od widzów jedynie niskie barierki (ale nie sądzę, że piłkarzom mogłoby coś zagrażać, bo poza standardowymi ochroniarzami na meczu było także kilku ludzi wyglądających jak naddniestrzańscy wojskowi). W sumie, siedzenia na hali również są raczej niewygodne - są to metalowe składane krzesełka, takie jakie czasem instaluje się na sektorach stojących, kiedy przy okazji jakiejś imprezy międzynarodowej przerabia się je tymczasowo na siedzące.
Za bramką północną znajduje się trybuna zabramkowa, która jest nieco wyższa - naliczyłem na niej jakieś 12 rzędów siedzeń. To na tej trybunie znajduje się młyn kibiców gospodarzy (przy okazji, kibice przyjezdni zasiedli na skraju jednej z trybun prostych, a od reszty kibiców oddzielało ich paru ochroniarzy, co jest chyba typowym rozwiązaniem w Mołdawii). Gdy wspiąłem się na szczyt tej trybuny okazało się, że za nią znajduje się też mała hala sportowa, z własnymi małymi trybunkami (jednak po tych wszystkich cudach nie zrobiło to na mnie już większego wrażenia). Bramka południowa jest jedyną, za którą nie ma trybuny - zamiast tego, mamy tam ścianę czterokondygnacyjnego budynku, który o ile dobrze zrozumiałem, jest hotelem. Pośrodku najwyższej kondygnacji znajduje się imponujący telebim. Dach też jest całkiem imponujący - jest to wysoka łukowata konstrukcja, która sprawia, że cała hala ma w przybliżeniu kształt półwalca. Dach sięga podobno wysokości 37 metrów, co sprawia, że granie na tej hali w piłkę nożną ma sens, bo da się tu nawet posłać lagę, nie trafiając futbolówką w sufit.
| | Atmosfera |
    |
    |
Dzisiejszy mecz był chyba dużą ciekawostką w całej piłkarskiej Mołdawii i myślę, że transmisja przyciągnęła wielu widzów (moje stwierdzenie jest niepoparte żadnymi badaniami, oparłem się głównie na przedmeczowych wypowiedziach trenera Sheriffa dla naddniestrzańskiej telewizji). W każdym razie, przyciągnął całkiem dużo ludzi na trybuny, na co złożyły się: wysoka stawka meczu, ciekawa sceneria i darmowe bilety, co było podkreślone na plakatach zapraszających na mecz w każdym supermarkecie Sheriffa (jeden z takich plakatów zwinąłem po meczu). Oficjalna frekwencja wyniosła bowiem 2.057 widzów.
Jak zdążyłem wspomnieć już wcześniej, na trybunach prostych ulokowany był piknik, podczas gdy grupa dopingujących kibiców znajdowała się na trybunie zabramkowej. Pierwszą połowę postanowiłem obejrzeć z perspektywy pikniku - było to strategiczne miejsce, bo miałem niedaleko do stoiska gastronomicznego, gdzie sprzedawano lokalne jedzenie stadionowe po śmiesznych cenach - kupiłem sobie tam dwie wiertuty (jest to słowo wywodzące się z mołdawskiego rumuńskiego i oznacza ono coś jakby drożdżówkę... ogólnie jest to taka placinta, tylko trochę inna), jedną nadziewaną kapustą, a drugą nadziewaną ziemniakami i zapłaciłem za nie łącznie ok. 6 złotych. Żałuję, że nie zdecydowałem się na zakup czegoś, co było określane mianem hamburgera, a jako jedzenie deluxe kosztowało prawie 8 złotych - kiedy odwiedziłem jeszcze raz stoisko w przerwie, okazało się, że hamburgery już wyszły. A tak przy okazji - choć oficjalna pojemność hali to jakieś 4 tys. widzów, nie do końca była ona przystosowana do przyjęcia nawet połowy tej liczby, ponieważ wszystkie przejścia i korytarze strasznie się korkowały ze względu na ciasnotę.
No dobra, wróćmy do kwestii atmosfery na meczu. Co śpiewali kibice gospodarzy? Tutaj muszę się przyznać, że... nie za bardzo wiem. Mój poziom rosyjskiego co prawda pozwoliłby mi na zrozumienie wznoszonych haseł, ale na hali panował niesamowity pogłos (każde uderzenie piłki długo niosło się po hali) i wszystko docierało do mnie mocno zaszumione. Przyznam, że miałbym problem nawet ze zrozumieniem prostego zawołania Ти-рас-поль Шериф! , gdyby nie to, że na moim sektorze znajdowały się 10-letnie dziewczynki, które raz na jakiś czas krzyczały to samo co kibice. W samym młynie znajdowało się ok. 30-40 kibiców, którzy ubrani w żółto-czarne barwy dopingowali swoją drużynę. Na piłkochwycie zawiesili oni jedną flagę o treści ULTRAS SHERIFF . Przy okazji, mogę wspomnieć również o kibicach gości - było ich mniej więcej 20 i znajdowali się oni na skraju jednej z trybun prostych. Mieli ze sobą biało-czarne szaliki Petrocubu oraz dwie małe flagi, które trzymali w rękach, a raz na jakiś czas dopingowali swoją drużynę raczej prostymi hasłami (zwykle Petrocub! Petrocub! ).
W drugiej połowie przeniosłem się na szczyt trybuny zabramkowej. Stwierdziłem, że chciałbym zobaczyć mecz z perspektywy nieco wyżej położonego miejsca, a poza tym chyba już dzwoniło w uszach od krzyku wspomnianych w poprzednim akapicie dziewczynek. Nie brałem udziału w dopingu, jak zresztą większość ludzi zasiadających na trybunie zabramkowej (jak wspomniałem, dopingiem zajmowała się 30-40 osobowa grupa i była ona ulokowana pośrodku trybuny, w dolnych rzędach). Im bliżej było końca meczu, tym więcej ludzi stopniowo zwalniała swoje miejsca i kierowała się do wyjścia - i nie musiałem nawet za bardzo ich obserwować, ponieważ w zasadzie za każdym razem metalowe krzesełko zajmowane przez taką osobę składało się z głośnym brzdękiem, który niósł się po całej hali.
| | Mecz |
    |
    |
Dzisiejsze spotkanie było meczem 2. kolejki drugiej fazy mołdawskiej ekstraklasy. Pierwszą fazę wygrał Petrocub, zdobywając 48 punktów, za to Sheriff skończył na 3. miejscu z 41 oczkami. Do drugiej fazy zakwalifikowało się 6 najlepszych zespołów spośród 8, które brały udział w pierwszej części sezonu (odpadły Politehnica Kiszyniów oraz Spartanii-Sportul, które drugą część sezonu będą grały z kilkoma najlepszymi drużynami 1. Ligi - czyli de facto spadły po połowie sezonu), a od ich punktów odliczono te, które zdobyły z Politehniką i Spartanii, a następnie podzielono przez 2. Trochę to poplątane, w każdym razie, Petrocub rozpoczął fazę drugą z 15 punktami, a Sheriff z 11. Dzisiejszy mecz był więc szalenie ważny dla Sheriffa, któremu bardzo przydałoby się odzyskać mistrzostwo Mołdawii i dzięki niemu powrócić na wygodną ścieżkę krajowego mistrza w eliminacjach europejskich pucharów. W ostatnim sezonie mistrzostwo sprzątnęło im Milsami Orhei, a w jeszcze wcześniejszym - właśnie Petrocub. O ile Petrocub wykorzystał zalety ścieżki mistrzowskiej i dostał się wtedy do fazy ligowej Ligi Konferencji (zagrał tam chociażby z Jagą), o tyle Milsami skompromitowało się i odpadło z jakąś randomową drużyną z San Marino (w tym samym czasie Sheriff musiał toczyć nierówne boje z Utrechtem i Anderlechtem).
Oglądając mecze na żywo, zawsze kibicuję gospodarzom, ale przyznam, że trochę zastanawiałem się, jak kibice z Tyraspola są w stanie kibicować swojej drużynie. Konkretnie mam na myśli fakt, że w wyjściowej jedenastce Sheriffa zagrał... w sumie jeden rodzimy piłkarz, bramkarz Emil Timbur (Mołdawianin). Poza nim zobaczyliśmy na boisku 3 Brazylijczyków, Izraelczyka, Tunezyjczyka, Kolumbijczyka, Malijczyka, Nigeryjczyka, Senegalczyka, a także Surinamczyka. Proporcje zostały całkowicie zaburzone, bo aktualna kadra składa się głównie z obcokrajowców zupełnie nieprzywiązanych do kraju, w którym wylądowali i którzy prawdopodobnie poza treningami nie opuszczają nawet za bardzo hotelu Россия (o ile informacje, którymi podzielił się kiedyś w wywiadzie Ariel Borysiuk są nadal aktualne). Ich całkowitym przeciwieństwem byli natomiast goście z Hînceşti. W całej kadrze meczowej mieli zaledwie jednego obcokrajowca - Kameruńczyka Guera Djou Jessie Jensena (już w poprzedniej relacji z Mołdawii narzekałem, że nie wiem, które to imię, a które to nazwisko).
Wynik otworzył się bardzo szybko - już w 3. minucie meczu Vitor Hugo Morais de Oliveira (Brazylijczyk) zagrał na dobieg do Jaydera Asprilli Moreno (Kolumbijczyk), a ten w sytuacji sam na sam z Silviu Smaleneą zdołał skierować piłkę do bramki... i zaraz potem zderzył się z bramkarzem. Gol został uznany. W 16. minucie natomiast zobaczyliśmy bramkę wyrównującą - po wrzutce z kornera bramkarz gospodarzy (czyli Timbur) wychodząc do piłki zderzył się z jednym z obrońców, a piłkę głową do bramki skierował Sergiu Platica. Niestety dla gości, korner został wykonany nieprawidłowo (piłka została za bardzo dokręcona i w trakcie lotu wyszła poza boisko) i sędziowie nie uznali tej bramki. Ciekawostką było to, że sztuczna murawa chyba nie służyła dziś za bardzo gospodarzom - w ciągu pierwszych dwóch kwadransów z boiska zeszło dwóch piłkarzy Sheriffa (wydaje mi się, że w obydwu przypadkach nie wynikało to z żadnego starcia). Najpierw w 17. minucie z boiska zszedł strzelec bramki Moreno (zmienił go Qais Ghanem, obywatel Izraela, prawdopodobnie arabski), a po kilku minutach na niewygodnej drewnianej ławce usiadł Izraelczyk Liam Hermesh (za którego wszedł Vsevolod Nihaev, podbijając liczbę mołdawskich piłkarzy Sheriffa do dwóch). Pierwsza połowa była dość wyrównania i mieliśmy trochę niezłych sytuacji z obydwu stron, ale nic, co by zasługiwało na znalezienie się w relacji. Ciekawe było kolejne zderzenie się bramkarza Petrocubu z zawodnikiem Sheriffa (Qais Ghanem), które zostało chyba rozstrzygnięte tym razem jako faul na bramkarzu. Do przerwy było 1:0.
Drugą połowę oglądałem z perspektywy trybuny zabramkowej - była to bramka Petrocubu, stąd miałem dobry widok na akcje gospodarzy. I rzeczywiście, pierwsza akcja miała miejsce pod moją bramką, gdy w pole karne dośrodkował Brazylijczyk Rai, a głową uderzał chyba Ghanem - wyszedł z tego dziwny lob, który Smalenea na wszelki wypadek przeniósł nad poprzeczkę. Z kolei w 64. minucie sprzed pola karnego minimalnie nad poprzeczką bramki gospodarzy uderzał Dan Puscas. W 79. minucie Sheriff miał gość groźną sytuację, gdy po rzucie rożnym strzelał głową chyba Danila Forov (zmiennik - to już trzeci Mołdawianin na boisku w barwach Sheriffa!) i wyszło z tego bardzo dobre zgranie, ale nie udało się tego domknąć ani Jauresowi-Ulrichowi Loukou, ani Peterowi Ademo. Z kolei w 82. minucie groźnie sprzed pola karnego strzelał Loukou, ale Smalenea odbił piłkę na korner. Pod koniec meczu w polu karnym Sheriffa miało miejsce starcie w powietrzu, po którym to gracz Petrocubu padł na murawę, ale sędzia nie podyktował za to karnego. Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 1:0.
|
| |
| |
  
|
|