 |
Łokomotiw Płowdiw - Spartak Warna 1:1 (0:0)
21.02.2026 15:00
Płowdiw, Stadion Łokomotiw
efbet Pyrwa Liga
Widzów:
720
Cena biletu:
15 (tribuna Sportkłub)
| |
Chomik odhacza kolejny kraj - tym razem przyszła pora na Bułgarię i klub, gdzie czarna Л-ka w kółeczku się mieni.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Przyznam, że mój wyjazd do Bułgarii nie został rozplanowany jakoś spektakularnie. Kolejki w Bułgarii są rozpisywane na tyle różnych dni, a mecze rozgrywane są w tak różnych godzinach, że chyba spokojnie dałoby się znaleźć weekend, w którym możliwe byłoby obskoczenie 3, a może nawet 4 różnych stadionów. A ja zorganizowałem sobie niezbyt złożony wyjazd, podczas którego zaplanowałem zobaczyć 2 mecze, a moją bazą noclegową cały czas była Sofia. Problem z Bułgarią polega jednak na tym, że terminarze kolejek są tu zwykle publikowane z zaledwie parutygodniowym wyprzedzeniem, co utrudnia zaplanowanie z wyprzedzeniem naprawdę fajnego piłkarskiego weekendu.
Cały mój wyjazd rozpoczął się w piątek, kiedy wyleciałem o godzinie 11:05 z lotniska w Modlinie, a po 2 godzinach wylądowałem w Sofii, gdzie była godzina 14:00 (rozbieżność wynika z innej strefy czasowej). Sofia jest bardzo fajnym miejscem dla turystów, przede wszystkim dlatego, że linia metra dociera do samego lotniska. Wystarczy tylko ogarnąć działanie dziwacznego automatu biletowego i za 80 eurocentów ma się transfer do centrum stolicy (nie radzę jednak wrzucać do automatu większych nominałów - raz taki automat nie wydał mi... całych 5.20 EUR). W Sofii pozwiedzałem sobie to i owo - zobaczyłem wystawę socjalistycznych rzeźb i obrazów, Narodowy Pałac Kultury (z zewnątrz), stadion Wasyla Lewskiego (też z zewnątrz), stadion CSKA Sofia (z zewnątrz, zresztą jest on w trakcie budowy) zjadłem coś, co w moim wyobrażeniu było tradycyjnym bułgarskim daniem (bynajmniej nie było), po czym udałem się na obrzeża miasta do niskobudżetowego hotelu, w którym miałem nocleg. Nazajutrz czekała mnie wycieczka kolejowa do Płowdiw.
Kiedy wstałem rano, pogoda wyglądała zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia. O ile dzień wcześniej było wiosennie i niemalże gorąco, o tyle w sobotę rano całą Sofię pokrywała dosłownie 20-centymetrowa warstwa śniegu. Brodząc przez ten śnieg udałem się na stację kolejową Gorna Banya, skąd o 9:33 odjeżdżał szynobus do dworca głównego w Sofii. Przy okazji tej przejażdżki, muszę powiedzieć o pewnej zasadzie, której staram się przestrzegać. Otóż jeśli widzę, że dane wejście do pociągu jest pomazane graffiti, wówczas z szacunku do jego twórców wybieram inne - uważam, że nie mając AIDS, nie jestem godzien przejść przez takie drzwi. Niestety, tym razem nie mogłem zastosować się do mojej zasady, ponieważ... cały pociąg był dokumentnie pokryty bohomazami. No cóż, źle to świadczy o Bułgarii. Podczas przejażdżki ze stacji Gorna Banya do centrum Sofii zaliczyłem jeszcze jedną atrakcję - pociąg przejeżdżał bowiem przez jedno z największych w Europie cygańskich osiedli, noszące nazwę Fakulteta.
Na dworcu w Sofii przesiadłem się w pociąg, który o 10:15 odjeżdżał do Płowdiwu. Po drodze głównie patrzyłem się przez okno (tego dnia zapomniałem spakować z sobą książki) i mogłem zaobserwować, że Bułgaria jest pod względem infrastruktury niestety dość zapóźnionym krajem, a także, że wraz ze zbliżaniem się do Płowdiwu śniegu było coraz mniej, a na miejscu nie było już go w ogóle. Sam Płowdiw to miasto, którego historia ciągnie się aż do starożytności, ale tego dnia nie miałem czasu na zabytki. Po opuszczeniu dworca wybrałem się w stronę stadionu Łokomotiwu. Na rozstaju dróg dokonałem jednak małej zdrady i zamiast skręcić w prawo w stronę obiektu Łoko, udałem się w lewo, żeby zobaczyć z zewnątrz stadion ich słynniejszego rywala (Botew). Przyznam, że stadion Botewa (Botew to nazwisko bułgarskiego wieszcza narodowego, więc odmieniam to właśnie jak nazwisko) nawet z zewnątrz robi wrażenie i podobno jest to aktualnie najładniejszy stadion w Bułgarii (poprzeczka nie jest jednak wysoko zawieszona, bo Bułgaria dopiero wychodzi z etapu rozległych i spłaszczonych obiektów z bieżnią i zaledwie szczątkowym zadaszeniem). Po tym jak się napatrzyłem, skierowałem się w stronę stadionu Łokomotiwu.
| | Stadion |
    |
    |
Na miejscu spotkała mnie ciekawa niespodzianka - otóż Łokomotiw również dołączył do bułgarskiego szału budowy nowych stadionów... tyle że jego nowy obiekt nadal dopiero powstawał. Większość stadionu była już ukończona, tak więc komfort oglądania meczu był bardzo przyzwoity. Jednak ze względu na to, że jedna trybuna była nadal w proszku i po okolicy na pewno jeździł ciężki sprzęt, szeroko pojęte otoczenie stadionu nie było jeszcze w docelowym stanie. A mówiąc wprost - dookoła stadionu było głównie błoto, dzięki czemu mogłem zrobić kilka groteskowo wyglądających fotek.
A jak wygląda sam stadion? Otóż bardzo fajnie. W Polsce przyzwyczailiśmy już się do tego, że każdy nowy obiekt wygląda niemal tak samo - niczym pudełko , które różnią się między sobą właściwie tylko kolorem krzesełek od wewnątrz i elewacją od zewnątrz. W przypadku obiektu Łokomotiwu mamy do czynienia z oldschoolem w postaci czterech oddzielnych trybun (z czego jedna jest w trakcie budowy). Jest kanciasto i ciekawie, chociaż minusem jest fakt, że taka otwarta konstrukcja oznacza, że na stadionie jest również spory przewiew (co nie było korzystne o tej porze roku).
Na stadionie mamy aktualnie jedną trybunę prostą oraz dwie zabramkowe. Jedna z trybun zabramkowych była pokryta czarnymi krzesełkami, na których tle białe krzesełka tworzyły napis 1926 . Na tej trybunie znajdował się młyn. Druga trybuna zabramkowa była urządzona na odwrót - tam na tle białych krzesełek napis 1926 tworzyły czarne krzesełka. Część tej trybuny była wydzielona jako sektor gości. Na trybunie prostej znajdowały się zarówno białe jak i czarne krzesełka (chyba również z domieszką czerwonych), ale przyznam, że nie wiem czy tworzyły one jakiś wzór. Trybuna prosta, na której siedziałem, tymczasowo pełniła funkcję trybuny głównej i miała wydzieloną strefę VIP (która nie wyróżniała się niczym wielkim poza tym, że znajdowała się pośrodku sektora). Docelowa trybuna główna (która chyba będzie już miała bardziej konwencjonalne miejsca i loże VIP) znajduje się dopiero w budowie. Wszystkie ukończone trybuny są w pełni zadaszone, choć ku mojemu zdziwieniu, z dachu w niektórych miejscach kapało.
Na stadionie znajduje się sztuczne oświetlenie (cztery maszty oświetleniowe, położone nieco za trybunami), za to na ten moment nie namierzyłem na nim żadnej tablicy wyników. Catering stadionowy był dosyć średni, ponieważ jedyną ciepłą przekąską, jaką udało się dostać, był hot-dog - zwykły hot-dog, nawet nie gięta stadionowa (na lekki plus mógłbym zaliczyć fakt, że był on podany w dziwacznej bułce, która ani kształtem ani ciastem nie przypominała tej hot-dogowej - zawsze coś nowego). Poza tym, na stoisku kupiłem sobie również herbatę - i nie przypominało to standardowej czarnej herbaty, smakowało to jak coś pomiędzy naparem z lipy a naparem z rumianku (możliwe jednak, że to jest właśnie to, co Bułgarzy nazywają standardowo herbatą , ponieważ coś takiego dostałem również rano w kiosku w Sofii).
| | Atmosfera |
    |
    |
Przed meczem zajrzałem do znajdującego się w kontenerku sklepiku klubowego Łokomotiwu, w którym zakupiłem sobie szalik. Dostępne szaliki były bardzo dziwne - w zasadzie to nie były to szaliki, a pasy cienkiego materiału, bardzo podobne do produktów, które rok temu kupiłem w Bukareszcie i Botosani. Szalik, który sobie wybrałem, zawierał starszy herb Łokomotiwu, który bardziej mi przypadł do gustu niż logo obecnie używane przez klub, które jak dla mnie jest chyba zbyt uproszczone. Choć kiedy po meczu wróciłem do sklepiku po kubek (z kubkiem raczej nie zostałbym wpuszczony na trybunę), zdecydowałem się pamiątkę jednak z tym nowym logo. Zdałem sobie bowiem sprawę, że czarna litera Л (czyli L-ka) na białym tle w kółku to zbyt ciekawy emblemat, bym nie miał go w swojej kolekcji. A tak przy okazji, podczas zakupów w sklepie i przy wchodzeniu na trybunę bardzo przydał mi się język rosyjski, bo okazało się, że lokalsi posługiwali się nim często dużo lepiej niż angielskim.
Dzisiejszy mecz oficjalnie zgromadził 720 widzów. Przyznam, że początkowo ta liczba mnie mocno zdziwiła, ponieważ gdy byłem na stadionie wydawało mi się, że było ich więcej. Z perspektywy czasu stwierdzam jednak, że to było możliwe - ludzie co prawda znajdowali się na wszystkich trybunach, ale publiczność była mocno rozrzedzona . W każdym razie, gdy stwierdziłem, że w okolicy mojego miejsca znajduje się zbyt wielu palaczy (w Bułgarii palenie tuż przy ludziach jest czymś normalnym) i powoli ogarniają mnie nudności, dość swobodnie mogłem sobie poszukać miejsc odpowiednio od nich oddalonych.
Na trybunie z młynem znajdowało się ok. 200-250 kibiców - celowo nie piszę w młynie , ponieważ znaczna część widzów była rozproszona i najwidoczniej nie angażowała się w doping. Kibice wywiesili w młynie nieproporcjonalnie dużą liczbę flag, naliczyłem chyba z 18 większych czy mniejszych. Na dole trybuny został z kolei rozwinięty imponujący transparent na całą długość trybuny o treści ИГРАЙТЕ ЗА НАС, НИЕ ЩЕ СЕ БИЕМ ЗА ВАС (tłumaczenie na polski: Grajcie dla nas, a my będziemy walczyć za Was ; przy okazji, bułgarska cyrylica różni się nieco od tej rosyjskiej, nieco bardziej przypomina pismo ręczne, ale przy podawaniu cytatów pozostałem już przy tym, co już znam, czyli tej rosyjskiej). Efekt został jednak częściowo popsuty faktem że pośrodku transparentu wywieszono pomniejszy baner skierowany do właściciela klubu, Hristo Kruszarskiego, o prostej treści КРУШАРСКИ ВЪН (czyli po prostu - Kruszarski, won ). Kibice śpiewali przeróżne rzeczy, ale bariera językowa sprawiła, że nie za wiele z tego zrozumiałem i zanotowałem - nawet nie wiem, czy śpiewano Łokomotiw! czy Łoko Płowdiw! . Druga wersja nie jest wykluczona, ponieważ kiedy kibice krzyczeli również Samo Łoko! - i to było jedyne hasło, które udało mi się zrozumieć (Tylko Loko! ). Kibice prowadzili dość wytrwały i niezły doping przez cały mecz i tak samo przez cały mecz machali wytrwale flagami na kijach. Po golu wyrównującym dla Łoko została nawet odpalona jedna raca.
Jak zdążyłem wspomnieć, na meczu była również obecna grupa kibiców gości - około 20. Stali oni w swoim sektorze z jedną flagą i raz na jakiś czas dopingowali Spartaka, przy czym, nie mam tu zbyt wiele do opisania. W każdym razie, szacunek, że przyjechali, bo z Warny do Płowdiwu jest ponad dwa razy dalej niż z Sofii.
| | Mecz |
    |
Dzisiejszy mecz był meczem 22. kolejki efBet Pyrwej Ligi. Drużyna Łokomotiwu miała aktualnie za sobą całkiem dobrą serię i przed tym meczem znajdowała się na 6. miejscu w tabeli; goście z Warny byli z kolei na miejscu 12. Dla dodatkowego kontekstu mogę dodać, że po rundzie zasadniczej (30 kolejek) tabela ligowa dzielona jest na dwie o ile dobrze rozumiem, na trzy części. Drużyny z miejsc 1-4 walczą w grupie mistrzowskiej, drużyny 5-8 walczą chyba o jakieś miejsce w europejskich pucharach, a drużynom z miejsc 9-16 pozostaje walka o spadek. Wydaje mi się, że Spartak raczej już nie miał co marzyć o doczłapaniu do 8. miejsca, ale Łokomotiw aktywnie walczył o pozostanie w górnej części tabeli. Faworytem była Płowdiwska Lokomotywa.
Jak zdążyłem wcześniej wspomnieć, w ten weekend nad Bułgarią przeszły różnego rodzaju anomalie pogodowe. W Sofii przybrało to postać śnieżycy, która spowodowała przełożenie meczu Łokomotiwu Sofia, na który planowałem wybrać się w niedzielę. W Płowdiwie śniegu nie było, ale ponoć pół dnia lało, w wyniku czego boisko było mocno nasiąknięte, a każde kopnięcie piłki powodowało rozchlapanie wody w powietrzu. Chyba z tego powodu pierwsza połowa była naprawdę marna - jedyna godna uwagi sytuacja miała miejsce w 15. minucie, kiedy napastnik Spartaka mógł mieć sytuację sam na sam, jednak bardzo przytomnie zachował się Bojan Milosavljevic, który wybiegł przed pole karne i najpierw odebrał mu wślizgiem piłkę, a kolejnym wślizgiem wybił piłkę na aut. Ostatecznie po tej sytuacji liniowy wskazał, że był spalony, tak więc ten highlight oficjalnie nie miał miejsca i nie znalazł się nawet w skrócie pomeczowym.
Na początku drugiej połowy miało miejsce parę zdarzeń, które nieco rozruszały grę. Pierwsze miało miejsce w 52. minucie, kiedy napastnik gości, Cwetelin Czunczukow, dostał drugą żółtą kartkę za uderzenie łokciem przeciwnika w walce o piłkę. 4 minuty później grający w 10 goście... wyszli na prowadzenie. Piłka trafiła w polu karnym do Angeła Grynczowa, który pokręcił trochę obrońcami, a następnie odegrał piłkę do Żoty Łopesza Joty Lopesa, który strzałem z okolicy punktu 11. metra pokonał Milosavljevicia. Dalszy przebieg drugiej połowy można łatwo przewidzieć - Łokomotiw nacierał, a grający w 10 Spartak bronił się. W końcu Łoko wyrównało w 75. minucie - dośrodkował (chyba) Iwajło Iwanow, strzału głową próbował Żoeł Cwarc Joël Zwarts, a piłka spadła pod nogi Todora Pawłowa, który z bliska pokonał Maksyma Kowaliowa.
Gospodarze nacierali dalej, ponieważ remis nadal im w sumie niewiele dawał. W 82. minucie Zwarts strzałem głową trafił w słupek (sędzia zaraz po tym przerwał grę, więc zakładam, że ewentualny gol i tak nie zostałby uznany). W 86. minucie Kowaliow dobrze obronił strzał Francisco Politino (co ciekawe, reprezentującego Palestynę), dobitka Parwizdżona Umarbajewa (co ciekawe, reprezentującego Tadżykistan) trafiła w słupek, a kilka sekund później strzał Adriana Covy (reprezentującego Rumunię - to już w sumie nie jest specjalnie ciekawe) na pustą bramkę został zablokowany przez obrońcę Spartaka. Skończyło się to rzutem rożnym, po którym Catalin Itu oddał strzał z kilku metrów, ale prosto w bramkarza gości. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 1:1, co raczej spowodowało wielki niedosyt u kibiców gospodarzy.
|
| |
| |
  
|
|