 |
Górnik Łęczna - Stal Mielec 1:1 (0:1)
13.02.2026 18:00
Stadion GKS Górnik Łęczna
Betclic 1. Liga
Widzów:
~1.200
Cena biletu:
45 zł (normalny, sektor A3)
| |
Chomik zalicza mecz na szczycie (odwróconej) tabeli 1. Ligi - ostatni zespół podejmuje u siebie zespół przedostatni!
| | Dotarcie na mecz |
    |
Pochodzę ze Świdnika i bardzo często bywam w swoim rodzinnym mieście, więc pewnie zabrzmi dziwnie, że nigdy nie byłem na meczu w Łęcznej (w linii prostej mam na stadion 16 kilometrów). Co prawda zdarzało mi się już być na domowych meczach Górnika (i to w Ekstraklasie!), ale nie przynosi mi to wielkiej chwały, ponieważ były to niesławne mecze w Lublinie, które były powszechnie bojkotowane przez prawdziwych kibiców Górnika. Postanowiłem więc to nadrobić i okazja zdarzyła się w ostatni piątek.
Skończyłem tego dnia swoją pracę nieco wcześniej niż zwykle i udałem się na przystanek na ul. Racławickiej w Świdniku, skąd miał odjeżdżać autobus MPK Lublin - w Lublinie planowałem przejść się na dworzec autobusowy, a stamtąd pojechać do Łęcznej. Tak przynajmniej doradzał mi standardowy portal internetowy, którego używam do planowania swoich podróży. Będąc już na przystanku w Świdniku, ze zdzwieniem stwierdziłem, że między Świdnikiem a Łęczną istnieje jednak bezpośrednie połączenie busem, o którego istnieniu mój ulubiony portal internetowy nie miał pojęcia. Wsiadłem więc w busa w Świdniku o godzinie 15:53, a wysiadłem na dworcu autobusowym w Łęcznej o 16:37 (trochę się zeszło, głównie ze względu na krętą trasę oraz kilkuminutową przerwę na przejeździe kolejowym w Minkowicach). Po wysiadce na dworcu autobusowym udałem się w stronę stadionu na al. Jana Pawła II i po niecałych 10 minutach byłem na miejscu.
| | Stadion |
    |
    |
Kiedy Górnik Łęczna w 2003 roku sensacyjnie awansował do Ekstraklasy 1. Ligi (tak wówczas nazywała się najwyższa klasa rozgrywkowa), jego stadion był jednym z najpiękniejszych w lidze. Jego pojemność nie była co prawda imponująca (kilka tysięcy miejsc, a zgodnie z aktualnymi informacjami, ok. 7500), ale był to jeden z niewielu w Polsce stadion stricte piłkarski - tzn. bez żadnej bieżni ani innych tego typu wynalazków oddzielających trybuny od boiska. I był to jednocześnie jeden z najładniej wyglądających stadionów - obydwie trybuny proste były konstrukcjami z prawdziwego zdarzenia (w tamtych czasach dominowały betonowe tarasy na ziemnym nasypie) i na dodatek w pełni zadaszonymi. Od pierwszego awansu Górnika do najwyższej klasy rozgrywkowej upłynęło oczywiście sporo czasu i aktualnie stadion nie powoduje już żadnych uniesień wśród widzów... ale na żywo to nadal bardzo estetyczny obiekt.
Mi osobiście stadion Górnika podoba się poprzez fakt, że ze względu na czas powstania nie jest to typowe pudełeczko , a coś dużo bardziej nieregularnego. Mamy tu przede wszystkim wspomniane już dwie trybuny proste - są one do siebie podobne i obydwie są zadaszone przy wykorzystaniu tej dziwnej przedpotopowej techniki półwalców , jakie można zaobserwować również na innych stadionach z tamtej epoki, m.in. w Ostrowcu Świętokrzyskim i Bełchatowie. Trybuny mają całkiem dobre nachylenie, choć gdy jest się w najwyższych rzędach, trochę irytują banery, które zwisają z zadaszenia i ograniczają pole widzenia (choć boisko oczywiście widać). Za najwyższym rzędem krzesełek znajduje się parę metrów wolnej przestrzeni, z której można oglądać mecz na stojąco. Jest to o tyle fajne, że między krzesełkami a przestrzenią do stania znajduje się... murek. Wysokość murka jest idealna, żeby sobie położyć na nim tackę z jedzeniem i zjeść coś sobie w trakcie oglądania widowiska. Na meczu w Łęcznej działa stoisko gastronomiczne, na którym można kupić obowiązkową giętą stadionową, ale największym hitem są chyba... pierogi ruskie. Nigdy i nigdzie nie miałem okazji zjeść takiej przekąski stadionowej - aż do meczu w Łęcznej. Pierogi były dobre (widać było jakość i wykonanie metodami domowymi ), choć zrobione trochę zachowawczo - z małą ilością cebulki.
Jedna z trybun prostych (zachodnia, w której mieści się również budynek klubowy) była otwarta dla widzów, a druga, znajdująca się naprzeciwko, była w trakcie meczu wyłączona z użytkowania, nie licząc znajdującego się na jej skraju sektora gości. Poza tymi trybunami, na stadionie znajduje się jeszcze trybuna północna, zabramkowa. Jest ona odkryta i to tam gromadzą się najwierniejsi fani Górnika. Stadion posiada tylko 3 trybuny, ponieważ za bramką południową nie ma nic. A w każdym razie, nie ma tam trybun, bo tuż za boiskiem znajduje się ściana jakiegoś budynku, który jest chyba halą sportową. Na stadionie znajduje się porządny telebim, a także oczywiście sztuczne oświetlenie (od 2003 roku - w czasach, kiedy nie było ono jeszcze chyba ekstraklasowym wymogiem!). Co ciekawe, jako powód niesławnego przeniesienia w 2016 roku meczów Górnika do Lublina wskazywano właśnie niedostateczną moc sztucznego oświetlenia (1400lx). Był to chyba jednak bardziej pretekst niż powód, ponieważ parę lat później, kiedy Górnik znów awansował do Ekstraklasy, rozgrywał swoje mecze już w Łęcznej, choć nie kojarzę, żeby w międzyczasie robiono tu cokolwiek z jupiterami.
| | Atmosfera |
    |
    |
Jak już zdążyłem wspomnieć, dzisiejszy mecz był rozgrywany pomiędzy ostatnią drużyną w tabeli (Górnik) a przedostatnią (Stal). Po kibicach obydwu drużyn (obydwu , bo goście z Mielca również stawili się na meczu, i to całkiem licznie) można było spodziewać się frustracji, ale ich postawa była budująca. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem młyn Górnika Łęczna zaśpiewał Jesteśmy z Tobą! Górniczku, jesteśmy z Tobą! i dodatkowo pozdrowił Macieja Gostomskiego (bramkarz Stali, a w przeszłości również i Górnika Łęczna). Kibice gospodarzy byli dość cierpliwi i przez cały mecz wspierali swój zespół (choć dwa razy w pierwszej połowie padło Górnik grać, kurwa mać! ). Intonowano takie rzeczy jak np. Zielono-czarne to barwy nieobliczalne! W Górnik wierzymy! WGW! (skrót od poprzedniego zawołania). Pozdrawiano Chełmiankę Chełm, a w jednej piosence przy okazji szkalowano Avię Świdnik (jako Świdniczanin poczułem się trochę dziwnie... choć w sumie ujęło mnie, że pomimo grania tyle lat na szczeblu centralnym, w Łęcznej cały czas pamiętają o swojej lokalnie kosie). Parę razy pośpiewano też na z piknikiem na dwie trybuny i wyszło to chyba nie najgorzej: - Vivat! Vivat! Vivat!
- GKS!
- Był, będzie, jest!
- Górnik, GKS!
Poza tym, młyn śpiewał czasem dłuższe piosenki, ale nie za bardzo chciało mi się spełniać swój kronikarski obowiązek i nic z tego nie zapamiętałem. No dobra, zanotowałem sobie jedną piosenkę (ale jestem prawie pewien, że ostatnią linijkę przekręciłem): I znowu na trybunie B, i znowu śpiewać mi się chce: czas życia krótki, ponad wszystkim Górnik!
Poza kibicami gospodarzy, na meczu pojawiła się spora delegacja z Mielca. Ostatni raz widziałem grupę wyjazdową kibiców Stali... zaledwie 5 dni wcześniej, na meczu z Polonią Warszawa (przy czym, nie zrobiłem z tego meczu relacji), kiedy Stal przegrała na Konwiktorskiej aż 2:5. Kiedy po meczu piłkarze podeszli kurtuazyjnie do sektora gości podziękować im za doping, usłyszeli oni chyba wtedy wyłącznie: Wypierdalać! Wypierdalać . Na początku dzisiejszego meczu z sektora gości dobiegała cisza. Wydaje mi się, że na sektorze byli już w komplecie, więc był to albo znak dezaprobaty... albo znak żałoby (na płocie poza flagą wywiesili bowiem płótno Ś.P. Michał ). Kibice gości uaktywnili się mniej więcej po 10 minutach meczu (jeszcze przy stanie 0:0) i prowadzili ciekawy i urozmaicony doping. No, ale tym razem nic nie zanotowałem i nic nie mam do przytoczenia.
Zwykle gdy jest mecz, to są również i pamiątki, ale ja już miałem ze sobą szalik Górnika, który właściwie należy do mojego brata - kupił sobie go w czasach, gdy oglądaliśmy niesławne szlagiery na Arenie Lublin. W tamtym okresie nabyłem sobie również kubek Górnika, stąd, nawet nie byłem zainteresowany tego dnia pamiątkami (i nie wiem, czy gdzieś je sprzedawali). Jedyną pamiątką, jaką przywiozłem z Łęcznej (poza biletem) był plakat zapraszający na dzisiejszy mecz, który zgarnąłem z przystanku na dworcu autobusowym. Co ciekawe, przez te kilkanaście sekund, które spędziłem na odczepianiu plakatu od szyby spóźniłem się na autobus powrotny w kierunku Lublina i musiałem czekać na kolejny całe 30 minut. Niemniej, uważam, że i tak było warto.
| | Mecz |
    |
Jak już zdążyłem nadmienić dwa razy w tej relacji, dzisiejszy mecz był rozgrywany między 18. oraz 17. drużyną w tabeli. Dlaczego więc wspominam o tym trzeci raz? Bo... na boisku było to widać. Nie można było odmówić zawodnikom zaangażowania, ale spotkanie nie stało na wysokim poziomie. Pierwsza połowa wyglądała mniej więcej tak, że gospodarze próbowali prowadzić grę (kiedy mieli oni szukać trzech punktów, jak nie w meczu domowym z bezpośrednim sąsiadem w tabeli), ale robili to dosyć nieudolnie. Stal kontrowała z minimalnie większym polotem i to ona dochodziła do groźniejszych sytuacji. W 16. minucie po fatalnym kiksie Luki Gučka oko w oko z Łukaszem Budziłkiem stanął Kristian Fućak. Chorwat oddał w tej sytuacji mocny strzał, który... wybił okrągłą dziurę w bandzie reklamowej. Goście zdobyli jednak bramkę 4 minuty później, a w zasadzie wyręczyli ich obrońcy Górnika. W polu karnym zagrywał Paweł Kruszelnicki, a Guček tym razem dopilnował wszystkiego i w niezbyt groźnej sytuacji samodzielnie skierował piłkę do własnej bramki.
Stal mogła podwyższyć prowadzenie w 33. minucie, ale strzał głową Israela Puerto w świetny sposób odbił ponad poprzeczkę Budziłek. Górnik z kolei w 39. minucie miał niezłą sytuację aby wyrównać - do podbitej w górę piłki ruszyli Patryk Paryzek (napastnik Górnika), Gostomski (bramkarz Stali) oraz Bartosz Szeliga (obrońca Stali). Ciężko powiedzieć, co się stało, w każdym razie wszyscy się wywrócili, piłka odbiła się od jednego z nich i minęła opuszczoną bramkę gości. I niech ta sytuacja będzie podsumowaniem pierwszej połowy w wykonaniu gospodarzy.
W przerwie Jurij Szatałow dokonał jednej zmiany - w barwach Łęcznian za Oskara Osipiuka (który grał dziś słabo - grał albo na alibi, albo prokurował groźne kontry niecelnymi zagraniami) wszedł Bekzod Ahmedov. Rozruszało to chyba gospodarzy, którzy w drugiej połowie przejęli inicjatywę. W 50. minucie w dobrej sytuacji w polu karnym znalazł się Paryzek, jednak jego strzał... odbił ręką jeden z interweniujących obrońców Stali (Marvin Senger). Sędzia konsultował się chwilę z kolegami z wozu VAR i stwierdził, że nie cofnie swojej decyzji, polegającej na przyznaniu gospodarzom jedynie rzutu rożnego. 10 minut później Górnik wyprowadził fajną akcję - po wrzutce z lewego skrzydła piłkę głową zgrał Branislav Spáčil, a Filip Szabaciuk oddał strzał głową z kilku metrów, który w kapitalny sposób zatrzymał na linii bramkowej Gostomski. Zupełnie przypadkowo siedziałem wtedy dokładnie na wysokości linii bramkowej i widziałem, że piłka jej nie przekroczyła jednak nie przeszkodziło to gorzej ustawionym widzom krzyczeć, że sędzia to chuj. 4 minuty później Gostomski ponownie popisał się świetną interwencją, gdy instynktownie obronił strzał piętką (!) Paryzka. Górnicy prowadzili grę, jednak wynik ciągle był niekorzystny, toteż w 74. minucie Szatałow dokonał potrójnej zmiany, wprowadzając m.in. Bartosza Śpiączkę, który powrócił po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją. Gospodarze dopięli swego w 80. minucie i co ciekawe... po błędzie Gostomskiego. Bramkarz Stali odbił przed siebie strzał z ok. 30 metrów, a piłkę z bliskiej odległości dobił wprowadzony 5 minut wcześniej Dawid Tkacz. W doliczonym czasie gry mecz trochę nam się otworzył i mieliśmy groźne akcje po obydwu stronach - możliwe, że w jednej z nich gracz Stali został sfaulowany w polu karnym Górnika, ale sędzia kazał grać dalej (za co zarobił również od kibiców gości). Wynik jednak się nie zmienił - w meczu na dnie padł remis 1:1.
|
| |
| |
  
|
|
|