glownachomikmapatrocinytags
Petrocub Hînceşti - Zimbru Chişinău 2:1 (1:0)
29.06.2025 20:00
Stadionul Municipal Hînceşti
Liga 7777.md
Widzów: 1.153
Cena biletu: - (bilet darmowy)
               

Dość przypadkowo trafiłem do miasta Hînceşti, gdzie były już Mistrz Mołdawii (sensacyjny triumfator w sezonie 2023/24) podejmuje słynny Zimbru Chişinău.

Dotarcie na mecz
 
 

Początkowo ten mecz miał odbyć się w Kiszyniowie, na słynnym stadionie Zimbru, gdzie miała miejsce jedna z największych kompromitacji naszej reprezentacji w całej jej historii. Bardzo dobrze się przygotowałem do tego meczu, zarezerwowałem sobie nawet nocleg w okolicy stadionu Zimbru, jednak zaledwie parę dni przed widowiskiem zorientowałem się, że w międzyczasie musiało dojść do istotnej zmiany terminarza, ponieważ mecz został przeniesiony... do Hînceşti. Przyznam, że było to dla mnie dużym problemem, ponieważ Hînceşti (za czasów ZSRR: Котовский) to średniej wielkości miasto o średnim znaczeniu położone 40 kilometrów od Kiszyniowa, jednak niezbyt dobrze z nim skomunikowane. Ostatecznie podjąłem decyzję, że wybiorę się na ten mecz... taksówką. Co prawda niezbyt lubię ten środek transportu i unikam go jeśli tylko jest to możliwe, ponieważ nie jest to żadna sztuka kliknąć guzik w aplikacji, wsiąść w auto i po jakimś czasie z niego wysiąść (jak do tej pory taksówka występowała jedynie w moich relacjach z meczów w Białymstoku, Jastrzębiu-Zdroju i Botoşani), ale tym razem jestem rozgrzeszony, bo zostałem niejako zmuszony do skorzystania z taksówki przez obiektywne okoliczności.

Ale zachowajmy może chronologię - 29 czerwca zaczął się od tego, że obudziłem się w hostelu w Bălţi, gdzie miał miejsce niezbyt porywający mecz między lokalnym FC Bălţi a Dacią Buiucani. Z hostelu wybrałem się pieszo na dworzec autobusowy, skąd o 9:00 odjeżdżała moja marszrutka do Kiszyniowa. Po dojechaniu na Gara de Nord wybrałem się na zwiedzanie miasta - zobaczyłem m.in. łuk triumfalny, Piaţa Centrala (wielki targ, przywodzący na myśl Polskę sprzed momentu wstąpienia do UE), czy też Arenę Zimbru, czyli niedoszłe miejsce rozgrywania dzisiejszego meczu. Niestety, stadion można było obejrzeć jedynie z zewnątrz, a widoki nie były zbyt spektakularne. Na szczęście udało mi się zastosować manewr polecony niegdyś w reportażu dziennikarza Weszło.com, który dostał się do jednego z okolicznych wieżowców i wjechał na najwyższe piętro, żeby zrobić odpowiednie zdjęcia. Ja zrobiłem to samo... i nie było to zbyt trudne, ponieważ drzwi klatki schodowej były otwarte na oścież - wjechałem windą na przedostatnią kondygnację i wyszedłem na betonowy taras widokowy.

Po zameldowaniu się w hotelu, wybrałem się jeszcze na niezbyt tani obiad, w ramach którego zdecydowałem się zjeść mniej tradycyjne dania kuchni mołdawskiej, a mianowicie zdecydowałem się na bycze jądra na przystawkę (po rumuńsku mindra buhaiului, a po rosyjsku Гордость быка - obydwie nazwy bardzo przypadły mi do gustu) i mózg wołowy jako główne danie. Popiłem to wszystko kieliszkiem ţuiki (chciałem szybko zmyć smak byczej spuchy), dużym kieliszkiem domowego czerwonego wina oraz kompotem. Następnie wybrałem się na dłuższy spacer w celu wytrzeźwienia, aż doszedłem do budynku, który niegdyś był najwyższy w całej Mołdawii, czyli Blocul Locativ Romaniţa. Obejrzałem sobie dokładnie tę piękną kukuruzę, a kiedy w końcu się napatrzyłem, zamówiłem taksówkę w aplikacji Yandex Go. Kierowca zawiózł mnie do Hînceşti za równowartość 55 złotych, co należy uznać za dość niską kwotę jak na 40-kilometrowy kurs do małego miasteczka. W trakcie kursu porozmawialiśmy sobie trochę po rosyjsku, a ja dodałem sobie do swojej kolekcji kolejną osobę, która pochwaliła mnie za komunikatywną znajomość tego języka.

Ja już wspomniałem, Hînceşti jest to średniej wielkości miasto o średnim znaczeniu, które jest położone 40 kilometrów od Kiszyniowa. Centralnym punktem miasta jest wzgórze, na którym znajduje się pomnik Grigorija Kotowskiego, tzw. Robin Hooda Rewolucji (nie wiem, czemu zawdzięcza on to miano, jednak skoro brał on udział w Rewolucji, to z całą pewnością zabierał bogatym) - był to dowódca Armii Czerwonej, który urodził się w Hînceşti i którego imię miasto nosiło w latach 1965-1990. Przyznam, że było dla mnie dosyć zaskakujące, że jego pomnik do tej pory nie został zdemontowany. Poza tym, wybrałem się nad miejskie jezioro (niestety, lokalne bary były jeszcze zamknięte), obejrzałem z zewnątrz Conacul Manuc Bey, a potem wybrałem się na stadion i wraz z grupą kibiców gospodarzy wyczekiwałem na wpuszczenie.

Wyjątkowo opiszę tu również mój powrót z meczu. Najpierw musiałem powrócić z Hînceşti do Kiszyniowa - było to dość łatwe, ponieważ posługiwałem się tutaj aplikacją Yandex Go - o godzinie 22:15 w okolicy nie operowało już wielu kierowców, jednak jeden z nich i tak miał zamiar wrócić do Kiszyniowa, więc cofnął się po mnie i mnie zabrał. Taksówkarz również został dodany do kolekcji ludzi, którzy pochwalili mnie za moją znajomość rosyjskiego. Po dotarciu do Kiszyniowa przespałem się w hostelu i rano wyruszyłem na lotnisko. O 8:30 odlatywał bowiem mój samolot do... Bukaresztu (niestety, tego dnia nie było bezpośrednich lotów z Kiszyniowa do Warszawy). W Bukareszcie spędziłem cały dzień, m.in. wybrałem się na jeden z cmentarzy w celu zobaczenia grobu Nicolae Ceauşescu. W końcu dotarłem na lotnisko Bucureşti Băneasa, skąd wieczorem wyleciałem do Warszawy. Lotnisko jest prawdziwą perełką architektoniczną (zostało wybudowane w latach 50., a więc w najczarniejszych czasach dyktatury Gheorghie Gheorghiu-Deja), ale sam terminal miał bardziej vibe przychodni lekarskiej, a nie lotniska. Nie bylo tu nawet sklepu Duty-Free - było jedynie stoisko gastronomiczne wyposażone zupełnie niczym sklepik szkolny ale małe wino na szczęście mieli.

Stadion
 
 

Stadion Miejski w Hînceşti nie jest zbyt imponującą konstrukcją, co nie przeszkodziło w rozegraniu tu w 2023 roku finału Pucharu Mołdawii (FC Bălţi vs Sheriff Tiraspol). Już brama stadionu, nad którą znajduje się wybrakowany napis STA IONUL MUNICI AL. sugeruje, że nie będziemy mieli do czynienia z wielkimi wygodami (pobieżna kwerenda wskazuje na to, że ostatni raz Petrocub zagrał tu jakikolwiek mecz eliminacji do europejskich pucharów jeszcze w 2022 roku; od tego czasu przyjmują oni gości z Europy na stadionie Zimbru w Kiszyniowie). Pojemność stadionu w zależności od źródła waha się od 1000 do 2672 miejsc, przy czym nie mam pojęcia skąd aż takie rozbieżności - być może niektóre źródła doliczają hipotetyczne miejsca stojące dookoła boiska (co też mi się nie do końca skleja w całość, ponieważ w najwyższym wariancie ktoś podał liczbę z dokładnością do pojedynczego miejsca). Obiekt składa się z jednej trybuny prostej - nie jest ona ani wielka (jej prawdopodobna pojemność to jakieś 1,5 tysiąca miejsc), ani dobrze nachylona, a co najgorsze, pomiędzy nią a boiskiem znajduje się jeszcze bieżnia (inaczej jednak niż na stadionie w Bielcach, wygląda na to, że tutaj bieżnia jest przynajmniej użytkowana). Krzesełka są w stanie przyzwoitym (choć niektóre są wybrakowane) i są one pieczołowicie ponumerowane - na szczęście nikt nie przykładał do tej numeracji większego znaczenia i nie musiałem zasiadać na niezbyt dobrym miejscu, jakie wylosowało mi się na bilecie (bilety rozdawano przy wejściu na stadion, przy czym każdy otrzymywał pierwszy lepszy), a mogłem usiąść gdzie chciałem.

Pośrodku trybuny znajduje się niewielki budynek, na którego piętrze znajduje się coś w stylu niewielkiej zadaszonej loży VIP - i są to jedyne zadaszone miejsca na stadionie. Na parterze budynku znajdują się z kolei toalety (dostępne już dla wszystkich, nie tylko dla VIP-ów) - można się tam lekko zaskoczyć, ponieważ poza pisuarami znajdują się tam toalety typu narciarz (co jest chyba popularnym rozwiązaniem w przypadku toalet publicznych w Mołdawii). Skoro już jesteśmy w tematach fekalnych, na stadionie przed meczem był puszczany przeokrutny anglojęzyczny cover utworu Dragostea din tei. Trochę nie rozumiem Mołdawian - w szeroko pojętym świecie są oni kojarzeni praktycznie z tą jedną piosenką, a więc powinni traktować ją trochę jak dobro narodowe (nie jest to sztuka wysokich lotów, ale można mieć do niej jakiś sentyment). A więc ktoś na ich dobro narodowe ostatnio nasrał, narzygał, rozsmarował to i wypuścił w Internety, a oni zamiast wysyłać noty protestacyjne, odtwarzają tę wersję publicznie. Dlaczego? A pozostając w temacie mołdawskiej muzyki, przed meczem puszczano też sympatyczny hymn Petrocuba.

Z bardziej istotnych informacji na temat stadionu - znajduje się na nim porządne sztuczne oświetlenie, porządny telebim i co ciekawe, nie ma na nim sektora gości, czego konsekwencje będą przedstawione w kolejnej sekcji.

Atmosfera
 
 

Po wejściu na stadion czekała mnie bardzo miła niespodzianka - inaczej niż w Bielcach, znajdowało się na nim porządne stoisko z pamiątkami klubowymi, gdzie kupiłem sobie szalik Petrocuba oraz kubek. Następnie zasiadłem na trybunie i wyczekiwałem na rozpoczęcie meczu. W międzyczasie na trybunie przybywało ludzi, aż praktycznie wypełniła się cała - przyznam, że nie spodziewałem się, że w niedużym mieście, jakim jest Hînceşti, na stadion przyjdzie ponad tysiąc widzów. Nie spodziewałem się również, że na trybunie pojawią się... kibice Zimbru (na obiekcie nie ma przecież klatki gości). Pojawili się oni na stadionie na kilkanaście minut przed pierwszym gwizdkiem i w asyście ochrony i policji zajęli miejsce na południowym skraju trybuny. Między nimi i kibicami gospodarzy nie było żadnej fizycznej bariery poza grupką ochroniarzy - w byłych krajach ZSRR nadal stosuje się radziecką zasadę, zgodnie z którą każdą niedoskonałość infrastrukturalną można załatać poprzez oddelegowanie wystarczającej liczby ludzi. Kibice Zimbru nie mieli z sobą żadnych barw klubowych poza jedną flagą, którą zawiesili na płocie na skraju trybuny.

Kibice gospodarzy nie byli w żaden sposób zorganizowani, ale pomiędzy nimi i gośćmi doszło do paru pomniejszych animozji. W trakcie gdy kibice gości byli jeszcze eskortowani na swój sektor, jeden z kibiców gospodarzy (największy byk buhai na pikniku) dążył do konfrontacji siłowej z nimi, jednak został on powstrzymany przez ochronę. Co ciekawe, nie wyrzucono go ze stadionu, więc w trakcie meczu jeszcze parę razy prowokował. Atmosfera została podgrzana jeszcze przed pierwszym gwizdkiem, więc w trakcie meczu raz na jakiś czas kibice Zimbru i Petrocuba posyłali sobie wzajemne pozdrowienia w formie obscenicznych słów i gestów, ale nikt nie dążył już do siłowej konfrontacji. Kibice Zimbru przez cały mecz dopingowali swoją drużynę różnego rodzaju zawołaniami i piosenkami, ale tym razem nie jestem w stanie niczego przytoczyć, ponieważ posługiwali się oni językiem mołdawskim rumuńskim. Z kolei nasz piknik ograniczał się jedynie do wykrzykiwania raz na jakiś czas zawołania Petrocub! Petrocub!.

Mecz
 
 

Dzisiejsze spotkanie było meczem dopiero drugiej kolejki nowego sezonu Ligi 7777.md (sponsorem tytularnym jest chyba hybryda zakładów bukmacherskich z mołdawskim odpowiednikiem naszego Lotto), a więc żeby przedstawić odpowiednio kontekst dzisiejszego meczu, musimy się cofnąć do sezonu 2024/25. W fazie zasadniczej obydwie drużyny znalazły się w pierwszej szóstce (nie był to wielki wyczyn, bo drużyn było osiem), dzięki czemu drugą fazę sezonu rozegrały w grupie mistrzowskiej. Tam Zimbru zajął trzecie, a Petrocub czwarte miejsce (dzięki czemu obydwa kluby trafiły do eliminacji Ligi Konferencji). W pierwszej kolejce aktualnego sezonu Petrocub zremisował u siebie z FC Bălţi, a Zimbru przegrał 0:3 na wyjeździe z Milsami Orhei (aktualnym mistrzem Mołdawii).

Mecz był wyrównany i stał na całkiem wysokim poziomie - na pewno dużo lepiej się to oglądało niż wczorajszy remis w Bielcach. Już w 5. minucie gospodarze z Petrocuba mogli wyjść na prowadzenie - z lewego skrzydła dobrze dorzucił Dan Puşcaş (czyta się tak samo jak węgierskie Puskás), a wyskakujący do piłki Petru Popescu uprzedził interweniujących bramkarza i obrońcę, jednak jego strzał głową był niecelny. W 24. minucie po beznadziejnym zagraniu jednego z obrońców Zimbru piłkę przejął Nicolae Rotaru, który oddał mocny strzał z kilkunastu metrów. Strzał był mocny, ale w środek bramki, Nicolai Cebotari popełnił jednak błąd i odbił tę piłkę przed siebie; dobijający ten strzał Victor Bogaciuc wykopał ją poza obiekt i nadal mieliśmy 0:0. W 35. minucie Petrocub wyszedł w końcu na prowadzenie - ktoś posłał długą lagę w kierunku Guera Djou Jessie Jensena (nie jestem pewien, które to imię, a które to nazwisko, więc podaję pełne personalia), a Kameruńczyk będąc w dobrej sytuacji oddał niezbyt dobry strzał. Cebotari ponownie w tej sytuacji się nie popisał i odbił piłkę wprost pod nogi nadbiegającego Rotaru, a ten wbił piłkę do pustej bramki. W 41. minucie miała miejsce dopiero pierwsza groźna okazja Zimbru - po wrzutce w pole karne strzał z woleja z kilku metrów oddał Cimafiej Szarkouski, ale posłał piłkę prosto w Silviu Şmaleneę. W 43. minucie gracze Petrocuba podwyższyli wynik za sprawą Rotaru, jednak sędzia liniowy pokazał w tej sytuacji spalonego (wygląda na to, że w mołdawskiej ekstraklasie nie ma VAR-u, bo powtórka wskazuje, że w tej sytuacji nie było spalonego).

W drugiej połowie coraz bardziej zarysowywała się przewaga gości z Kiszyniowa. W 55. minucie po dobrej wrzutce jednego z graczy Zimbru bardzo dobrze głową strzelał Guy Dahan, ale nad poprzeczkę przeniósł to Şmalenea. W 62. minucie bardzo dobrze spod linii końcowej zagrał jeden z graczy Zimbru, ale strzał Dahana w krótki róg kapitalnie obronił Şmalenea. Zimbru przeważał i co ciekawe, im bardziej intensywnie atakował, tym częściej piłkarzy Petrocuba łapały różnego rodzaju skurcze. W końcu w 85. minucie Zimbru wyrównał - z rzutu rożnego dorzucił Vlad Răileanu, a nie do obrony uderzył głową Ştefan Burghiu. Ciekawe jest to, że była to akcja dwóch Mołdawian - w pierwszej jedenastce Zimbru znajdowało się bowiem aż ośmiu obcokrajowców (choć akurat i Răileanu i Burghiu byli zmiennikami).

Gol odmienił trochę obraz gry, ponieważ ta zrobiła się dużo bardziej otwarta - obydwie drużyny wolały grać o pełną pulę niż bronić punktu (zaskakujące, że od razu ustąpiły problemy mięśniowe graczy Petrocuba). Zanosiło się, że mecz skończy się w miarę sprawiedliwym remisem, ale gospodarze wyprowadzili jeszcze w zasadzie ostatnią akcję - piłkę w okolicach pola karnego bardzo długo prowadził Mihail Lupan, po czym przekazał ją Jensenowi, a ten wycofał ją do Teodora Lungu. Pomocnik Petrocuba oddał ładny mierzony strzał z ok. 22 metrów i zdobył bramkę, wprawiając trybuny w euforię (choć wydaje mi się, że Cebotari mógł trochę lepiej się ustawić w tej sytuacji). Niedługo po tej bramce sędzia zakończył spotkanie.

next  prev