 |
Breiðablik - Afturelding 2:0 (2:0)
05.04.2025 19:15
Kópavogsvöllur (Kópavogur)
Besta Deildin
Widzów:
2.180
Cena biletu:
2500 ISK (opłata za wstęp)
| |
Czas na kolejną futbolową podróż w nieznane - tym razem Chomik dociera do... Islandii na premierowy mecz sezonu 2025.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Pomysł podróży na Islandię zrodził się w mojej głowie już podczas zwiedzania Wysp Owczych. Pomimo że Wyspy Owcze formalnie należą do Danii, to ich mieszkańcom pod względem kulturowym i językowym dużo bliżej jest do Islandii (która swoją drogą kiedyś również formalnie należała do Danii). A że na Forojach podobało mi się praktycznie wszystko, stwierdziłem, że jest to świetną rekomendacją do zwiedzenia Islandii (choć trochę ciężko porównywać obydwie podróże - w trakcie mojego czterodniowego pobytu na Forojach zwiedziłem pięć różnych miast na czterech różnych wyspach oraz wlazłem na dwa szczyty, podczas gdy podczas mojej wizyty na Islandii praktycznie nie ruszałem się z aglomeracji Reykjaviku).
Moja podróż zaczęła się jeszcze w piątek, 4 kwietnia, kiedy tuż po zakończeniu pracy poszedłem na stację Warszawa Centralna, gdzie o 18:30 wsiadłem w pociąg Pendolino relacji Kraków Główny - Gdynia Główna. Nie za często zdarza mi się jeździć tak luksusowymi środkami transportu, ale tym razem poszedłem do sprawy profesjonalnie i kupiłem swój bilet na tyle wcześnie, że dałem za niego zaledwie 49 PLN (dzięki czemu zaoszędziłem 100 PLN na jedną kanapkę na Islandii). Punktualnie o 21:11 dojechałem na stację Gdańsk Wrzeszcz, gdzie na peronie czekał już mój pociąg Regio relacji Gdańsk Wrzeszcz - Gdynia Główna przez stację Gdańsk Port Lotniczy, na której wysiadłem o godzinie 21:47. Mój lot do Keflaviku startował z lotniska im. Lecha Wałęsy dopiero nazajutrz o godzinie 6:00, dlatego udałem się do pobliskiego hostelu, żeby przespać w miarę komfortowo parę godzin przed wylotem (tym razem nie zdecydowałem się na manewr rzymski, który zastosowałem podczas powrotu z meczykowania w Rumunii).
Po ok. czterech godzinach lotu mój samolot bez problemu wylądował na lotnisku w Keflaviku o 7:55 czasu lokalnego. NIe było to takie oczywiste, ponieważ niecałe 20 kilometrów od lotniska znajduje się wulkan, którego erupcja miała miejsce zaledwie parę dni wcześniej. Po przyjeździe do Reykjaviku pozwiedzałem trochę miasto, zaliczając kilka obowiązkowych atrakcji, zjadłem posiłek z mięsa płetwala błękitnego, po czym udałem się autobusem do Kópavogur (miasto będące częścią aglomeracji Reykjaviku), gdzie znajdował się mój hostel. Po zameldowaniu się w hostelu udałem się do centrum handlowego, gdzie zaliczyłem supermarket oraz sklep monopolowy Vinbuðin (w krajach skandynawskich sprzedaż alkoholu jest mocno ograniczona; w całej liczącej ok. 60 km² aglomeracji Reykjaviku naliczyłem w sumie... 10 sklepów, w których można go kupić). W sklepie monopolowym zakupiłem trochę lokalnych cydrów oraz lokalny likier, ale jednak najbardziej dumny byłem z tego, co udało mi się znaleźć w supermarkecie.
W supermarkecie znalazłem hákarl. Jest to tradycyjny islandzki produkt spożywczy, a mianowicie... zgniłe mięso rekina polarnego. Mięso rekina polarnego zawiera śmiertelnie trujące związki azotowe, jednak Islandczycy, którzy ze względu na ciężkie warunki pogodowe spożywali kiedyś wszystko, co miało jakąkolwiek wartość energetyczną, znaleźli w końcu sposób również i na mięso rekina. Odkryli oni bowiem, że mięso staje się jadalne (a przynajmniej przestaje być ono śmiertelnie toksyczne) po zgniciu. Spróbowałem więc islandzkiego wynalazku w moim pokoju hotelowym i muszę powiedzieć, że o ile sam smak mięsa nie jest taki zły, to już parę sekund po jego ugryzieniu do jamy nosowej trafia uderzenie zapachu amoniaku, które jest wprost ogłuszające. Nie wiem, dlaczego, ale jednak się zaparłem i udało mi się w końcu opróżnić całe 60-gramowe pudełeczko.
Po tym przyspieszonym kursie kultury islandzkiej byłem już gotów, żeby udać się na mecz. Wyszedłem ze swojego hostelu i udałem się na stadion pieszo, bo dzieliło mnie od niego zaledwie kilkanaście minut spaceru. W tunelu prowadzącym na Kópavogsvöllur (pod trasą szybkiego ruchu) zobaczyłem jeszcze nasprayowany na ścianie napis o treści Błękitni Raciąż , co sprawiło, że uśmiechnąłem się pod nosem, po czym dotarłem na obiekt.
| | Stadion |
    |
    |
Kompleks sportowy Breiðabliku składa się m.in. z hali sportowej oraz ze stadionu piłkarskiego. Oczywiście, w tej sekcji pochylimy się nad stadionem. Stadion składa się z dwóch trybun prostych, które zgodnie z oficjalnymi informacjami liczą w sumie ok. 1700 miejsc. Główną trybuną jest trybuna północno-zachodnia, która jest w pełni zadaszona i liczy na oko jakieś 1500 miejsc. Krzesełka na niej są dosyć wyblakłe i z zależności od której strony się na nie patrzy, można je uznać albo za białe, albo za czerwone. Dużym plusem trybuny jest fakt, że jest ona podwyższona o jakieś 3 metry względem murawy, dzięki czemu odbiór wydarzeń boiskowych jest bardzo dobry, nawet pomimo obecności na stadionie znienawiczonej przeze mnie bieżni. Na tyłach trybuny znajduje się też wiele punktów gastronomicznych, w których można kupić różnego rodzaju islandzkie stadionowe żarcie. Jeśli chodzi o jedzenie, na stoiskach można było kupić m.in. hamburgery czy mięso z grilla, ale ja ze względu na barierę językową zdecydowałem się na podejście do jedynego stoiska, na którym wywieszona była informacja o tym, co właściwie jest tam oferowane oraz cena. Kupiłem sobie coś, co nazywało się Naut. Bernes og Franskar i okazało się być kawałkami steka wołowego z sosem bearneńskim i frytkami. Jedzenie w przeliczeniu na złotówki było dość drogie (jak zresztą wszystko co islandzkie, za to bardzo jakościowe, a mnie, jako Polaka, najbardziej zadziwił fakt, że w mojej porcji było... dużo więcej mięsa niż frytek. Tak się przecież nie robi biznesu.
Vis a vis trybuny, którą określiłem mianem północno-zachodniej znajduje się dużo mniejsza trybunka, którą należy konsekwentnie określić mianem południowo-wschodniej . Liczy ona na oko zaledwie 200-300 miejsc siedzących, w dużo gorszej formie niż krzesełka na głównej trybunie prostej. Nie jest ona zadaszona, a na jej tyłach nie ma żadnego stoiska gastronomicznego, za to są toalety, które są w nie najlepszym stanie i czuć je na odległość. Zgadza się, capi. Generalnie, trybuna ta oferuje dużo niższy standard niż główna trybuna prosta i widzowie zaczęli się na nią przemieszczać wyłącznie ze względu na przepełnienie trybuny głównej.
Na stadionie znajduje się obowiązkowa na tej szerokości geograficznej sztuczna murawa (wydaje mi się, że jedynym stadionem na Islandii, który może poszczycić się naturalną nawierzchnią jest Laugardalsvöllur będący islandzkim stadionem narodowym), jak również i sztuczne oświetlenie. To oświetlenie jest dość ciekawe, ponieważ mam wrażenie, że... mogłoby ono nie zostać dopuszczone do użytku w III lidze polskiej (przy czym, uwaga ta dotyczy wszystkich islandzkich stadionów, na których miałem okazję oglądać futbol). Maszty oświetleniowe były bowiem dość niskie, a ich światło dość wątłe. Poza tym, na stadionie za południowo-zachodnią bramką znajduje się bardzo przyzwoity telebim.
| | Atmosfera |
    |
    |
Przyznam, że przed przybyciem na stadion nie za bardzo wiedziałem, z czym się je islandzki futbol. Teraz już wiem, że z Naut. Bernes og Franskar Np. nie wiedziałem o tym, czy mecze są biletowane, czy wygląda to choćby jak na Wyspach Owczych, gdzie na stadion po prostu się wchodzi za darmo. Jak się okazało... ani to, ani to. Za wstęp na mecz się bowiem płaci, ale żadne bilety nie są wydawane; można jedynie zakupić QR kod przez Internet albo zapłacić kartą przy wejściu na stadion. Kiedy już udało mi się zakupić bilet zapłacić kartą za wejście na stadion, zapoznałem się z ofertą klubowego sklepiku i ku mojej radości, udało mi się tam zakupić kubek Breiðabliku. Kubek ten będzie dość oryginalnym elementem mojej kolekcji, ponieważ jest on cały ciemnozielony, tak samo jak herb klubu.
Nie byłem też świadomy tego, jak ciekawa na Islandii jest kultura kibicowania. Na każdym meczu pojawia się znaczna grupa kibiców gości (których łatwo rozpoznać po szalikach, koszulkach czy czapkach w barwach klubowych), którzy swobodnie wchodzą na stadion wraz z gospodarzami i zwykle zasiadają na lewym skraju trybuny (patrząc z trybuny w stronę boiska) - czyli mniej więcej tam, gdzie zasiadłem ja, przez co podczas pierwszej połowy w miarę powściągliwie cieszyłem się z bramek dla gospodarzy. A tego dnia na stadionie w Kópavogur nastąpiła istna inwazja kibiców gości, ponieważ dzisiejszy mecz był absolutnym debiutem Afturelding w najwyższej klasie rozgrywkowej - szacuję, że mogło ich pojawić się nawet kilkuset (istotna informacja - klub Afturelding pochodzi z miejscowości Mosfellsbær, które podobnie jak Kópavogur jest częścią aglomeracji Reykjaviku; obydwie miejscowości są oddalone w linii prostej o 12 kilometrów).
Od początku meczu obydwie grupy kibiców zaczęły dopingować swoje drużyny - zwykle były to krótkie hasła w stylu Afturelding! , czy Breiðablik! . Jeśli chodzi o jakieś dłuższe hasła, zazwyczaj wyśpiewywali je kibice gości, ale z powodu absolutnej bariery językowej (język islandzki jest tak cholernie trudny, że na Islandii nie byłem w stanie zrozumieć nawet tych słów... których sam się wcześniej nauczyłem) oczywiście niczego tutaj nie przytoczę. Poza tym, kibice gości byli lepiej zorganizowani od gospodarzy, mieli głośniejszy bęben oraz megafon (którego posiadacz czasami uruchamiał tryb syreny policyjnej).
W przerwie meczu postanowiłem przenieść się na drugą stronę stadionu i oglądałem mecz z perspektywy mniejszej trybuny odkrytej, przy czym tam nie działo się już nic istotnego z punktu widzenia tej sekcji.
| | Mecz |
    |
    |
Dzisiejszy mecz był absolutną inauguracją sezonu 2025 na Islandii - był to pierwszy mecz pierwszej kolejki. Jak już zdążyłem wspomnieć, goście z Afturelding Mosfellsbær byli absolutnym debiutantem w najwyższej klasie rozgrywkowej. Z kolei gospodarze w sezonie 2024 wygrali ligę islandzką i w lipcu zagrają w eliminacjach Ligi Mistrzów (ta kilkumiesięczna przerwa między ostatnią kolejką sezonu a pierwszym meczem eliminacji europejskich pucharów w przypadku zespołów z lig grających systemem wiosna-jesień jest dosyć zabawna). Stąd, dzisiejszy mecz miał tylko jednego faworyta, a był nim Breiðablik. Jedyne, co w przypadku gości mogło kojarzyć się z dobrą piłką, to ich stroje, przypominające kolorystyką te River Plate.
Już w 1. minucie Blikar mogli wyjść na prowadzenie, bo po dobrym dograniu z prawego skrzydła jeden z gospodarzy mógł wbić piłkę do pustaka, ale jego strzał w ostatniej chwili został zblokowany przez obrońcę gosci, przez co skończyło się tylko kornerem. Na pierwszego gola nie trzeba było jednak długo czekać, bo już w 6. minucie w polu karnym zahaczony został (choć być może coś tam też dodał od siebie) Valgeir Valgeirsson, a sędzia wskazał na jedenastkę. Minutę później Hoskuldur Gunnlaugsson pewnie wykorzystał rzut karny, a z głośników rozległa się Breiðablikowa piosenka, którą po meczu zlokalizowałem na YouTube. W 12. minucie miała miejsce sytuacja bardzo podobna do tej z 1. minuty, tyle tylko że tym razem napastnik gospodarzy nie zdążył nawet oddać strzału, bo ubiegł go tutaj obrońca gości, wybijając piłkę na róg. W 19. minucie piłkarze Breiðabliku trafili z kolei w słupek. W 33. minucie gospodarze podwyższyli w końcu na 2:0 - z lewego skrzydła dośrodkował Viktor Karl Einarsson, a Tobias Thomsen (Duńczyk... a więc jedyny nie-Islandczyk, który zagrał w dzisiejszym meczu) pokonał strzałem głową Jokulla Anderssona. Goście mimo dużej ambicji stanowili tylko tło dla Mistrza Islandii.
W drugiej połowie obraz gry nie uległ wielkiej zmianie - Breiðablik nadal prowadził grę, choć tym razem nie tworzył sobie tylu klarownych sytuacji co w pierwszej połowie. W 69. Blikar wyprowadzili kontrę, która skończyła się małym zamieszaniem w polu karnym i strzałem Oliego Valura Omarssona, który znalazł drogę do bramki. Sędzia wskazał w kierunku środka boiska, ale przy okazji zagwizdał i jak się okazało, przyznał w tej sytuacji rzut wolny dla Aftureldingu (ale nie wiem, o co dokładnie tu chodziło). Breiðablik w miarę spokojnie ciągnął prowadzenie do końca, a pierwsza groźna sytuacja dla gości miała miejsce dopiero w ostatniej minucie doliczonego czasu gry - po wrzucie z autu i zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do jednego z graczy gości, który uderzył z woleja z kilku metrów, ale kapitalną interwencją popisał się Anton Ari Einarsson i skończyło się tylko na kornerze. Mecz zakończył się wynikiem 2:0 dla gospodarzy.
|
| |
| |
  
|
|