glownachomikmapatrocinytags
Hutnik Kraków - Wieczysta Kraków 1:0 (1:0)
15.03.2025 11:00
Stadion Miejski Hutnik Kraków (Suche Stawy)
Betclic 2. Liga
Widzów: 982
Cena biletu: 25 zł (trybuna wschodnia - Trybuna 3)
               

Sobota, godzina 11:00 - niektórzy dopiero trzeźwieją, a niektórzy dotarli już z Warszawy na Nową Hutę aby obejrzeć drugoligowe derby Krakowa.

Dotarcie na mecz
 
 

Aby dostać się z Warszawy do Krakowa (a nawet na Nową Hutę) na godzinę 11:00, musiałem postępować względem siebie dość drastycznie. Już nie pamiętam, o której godzinie musiałem wstać, w każdym razie o godzinie 5:45 wsiadłem na stacji Warszawa Zachodnia w pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Zakopane/Krynica-Zdrój, który planowo miał dojechać na stację Kraków Główny o godzinie 8:30. Nie dojechałem jednak na czas zgodnie z planem, bo w rzeczywistości byłem... 15 minut wcześniej (pzyznam, że sytuacja ta była dla mnie trochę niecodzienna). Z Dworca Głównego udałem się piechotą na przystanek Rondo Mogilskie, skąd można bezpośrednio dojechać komunikacją miejską na Nową Hutę. Wsiadłem w tramwaj numer 10 i pojechałem przed siebie.

Przyznam, że byłem trochę skonfundowany, kiedy tramwaj przejechał most na Wiśle, ale sam nie do końca orientuję się w topografii Krakowa, więc stwierdziłem, że jest to możliwe. Kiedy jednak na liście pięciu najbliższych przystanków zapalił się napis Łagiewniki, w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka - i uświadomiłem sobie, że chyba właśnie przydarzyla mi się historia, o której śpiewała Sekcja Muzyczna Kołłątajowskiej Kuźni Prawdziwych Mężczyzn:

Jedziesz sobie tramwajem
Po bruku stuka koło
Tramwaj po torach zapierdala wesoło
Lecz to co widzisz
To najgorsze rozwiązanie
O żeż kurwa, w pytę
To nie jest mój przystanek

I analizujesz sytuację
Po prostu początek klęski
Dojechałaś, kurwa
Na Borek Fałęcki

Na szczęście w moim przypadku refleksja nastąpiła na tyle wcześnie, że nie wysiadłem na tytułowym Borku Fałęckim, a kilka przystanków wcześniej, a konkretnie na przystanku Smolki. Tam poczekałem na... inny tramwaj linii 10, ale tym razem rzeczywiście jadący w stronę Nowej Huty m.in. przez Rondo Mogilskie. Mniej więcej o godzinie 9:40 dotarłem na przystanek tramwajowy Suche Stawy. Co ciekawe, od momentu skasowania przeze mnie biletu jednorazowego na przystanku Rondo Mogilskie do wysiadki minęło dokładnie 59 minut, stąd udało mi się przejechać wszystko na jednym bilecie (którego ważność to 60 minut). Niestety, ze względu na niespodziewane przygody, nie zdażyłem już zwiedzić Nowej Huty przed meczem i musiałem to nadrobić już po końcowym gwizdku (zobaczyłem wówczas m.in. najstarszy budynek mieszkalny na Nowej Hucie, Plac przy Poczcie, aleję Solidarności oraz Plan Centralny im. Reagana).

Stadion
 
 

Stadion na Suchych Stawach to dość ciekawy miszmasz architektoniczny będący wynikiem różnych historycznych zawirowań. Oryginalny stadion wybudowano w latach 50., a w latach 70. dodatkowo go rozbudowano, dzięki czemu powstała typowa dla PRL-u konstrukcja, będąca bazą obecnego obiektu - boisko otoczone bieżnią, a ta z kolei otoczona betonową niecką, na której znajdują się trybuny. Na kolejne rozbudowy i modernizacje stadion musiał poczekać do XXI wieku, co było związane z faktem, że przez jakiś czas grały tu zarówno Wisła jak i Cracovia (na czas przebudowy stadionów znajdujących się po obydwu stronach Błoń), a także... reprezentacja Anglii (która trenowała tu przed Euro 2012). To chyba właśnie wtedy PRL-owskie trybuny zostały przyozdobione krzesełkami, a na stadionie pojawiły się nawet cztery maszty oświetleniowe. Na Suchych Stawach rozegrano w 2010 słynne derby Krakowa Cracovia-Wisła, których wynik ustalił w doliczonym czasie gry golem samobójczym Mariusz Jop - co jednocześnie dało Cracovii utrzymanie, a Wisłę w ostatecznym rozrachunku pozbawiło mistrzostwa na rzecz Lecha Poznań.

To jednak nie wszystko, ponieważ Wisła, Cracovia oraz reprezentacja Anglii opuściły Nową Hutę, a stadion nadal podlegał różnego rodzaju modyfikacjom. Najdziwniejszą z nich był... demontaż w 2016 roku masztów oświetleniowych, ponoć wskutek protestów Opactwa Cystersów oraz Głównego Architekta Krakowa. Jest to dla mnie absolutnie niezrozumiałe - o ile oczywiście rozumiem, że miasto Kraków to jedno z piękniejszych miejsc w Polsce i jeśli chodzi o powab krajobrazu, wymaga ono dochowywania szczególnych standardów, ale... obiektywnie stadion Hutnika znajduje się w totalnej dupie, tzn. już na peryferiach Nowej Huty. Nie wiem w jaki sposób znajdujące się tu maszty oświetleniowe mogły zaburzać ład przestrzenny unikatowego socjalistycznego osiedla, które rozpoczyna się dopiero 300-400 metrów dalej. W każdym razie, stadion Hutnika jest jednym z niewielu w Polsce, który przez jakiś czas miał sztuczne oświetlenie, a następnie je zdemontowano. Kolejna z dziwnych modyfikacji miała miejsce parę lat temu, kiedy Hutnik awansował na poziom centralny (mam na myśli II ligę). Wówczas stwierdzono, że zamiast remontować jedną z oryginalnych trybun stadionu (chodzi o trybunę zachodnią), tańszym rozwiązaniem będzie... zbudowanie nowej prowizorycznej trybuny na miejscu starej bieżni. Tak więc mamy do czynienia ze stadionem, na którym pomiędzy trybuną a boiskiem postawiono trybunę.

Ostatecznie, mamy do czynienia z bardzo specyficznym obiektem, a dziwności dodaje mu jeszcze fakt, że jedynie różne jego fragmenty są dopuszczone do użytku - są one powydzielane przy pomocy różnego rodzaju ogrodzeń/ płotów/ innych przeszkód, co sprawia, że cały obiekt jest niesamowicie niefotogeniczny, ponieważ w żadnym z dostępnych dla widzów miejsc nie da się go dobrze objąć obiektywem. I dodatkowo stadion jest niewygodny, bo niektóre ciągi komunikacyjne są niedrożne (szczególnie w trakcie przerwy, gdy ludzie przemieszczają się w kierunku stoiska gastronomicznego i z powrotem). Do użytku dopuszczona jest przede wszystkim centralna część trybuny wschodniej - sektor położony na oryginalnej trybunie oraz znajdujący się za nim sektor umiejscowiony w budynku klubowym - parę rzędów krzesełek, które w systemie biletowym figurują jako sektor VIP. Jeśli chodzi o oryginalną trybunę, to jest ona dosyć niska i znacznie oddalona od linii bocznej boiska (dodatkowo boisko w znacznej mierze przesłaniają ławki rezerwowych), co powoduje, że ludzie zwykle zajmują jedynie jej najwyższe rzędy, albo w ogóle wolą stać na szczycie trybuny. Dużo lepsza widoczność jest na pewno na trybunie VIP, która jest położona wyżej, a przy okazji jest zadaszona. Jeśli z kolei chodzi o położoną vis a vis, trybunę zachodnią, to jest ona najniższa spośród wszystkich trybun, jednak jest ona położona zdecydowanie bliżej boiska (którego nie przesłaniają widzom żadne ławki rezerwowych), a przy okazji jest cała zadaszona. Czyli generalnie, coś za coś.

Jak już wspomniałem, na stadionie nie ma sztucznego oświetlenia. Za to znajduje się na nim piękna, oldschoolowa tablica wyników, która co prawda nie pozwala na wyświetlanie nazw drużyn (na tablicy jest nadrukowane na sztywno Hutnik oraz Goście), ale za to wygląda niesamowicie efektownie.

Atmosfera
 
 

Ok. godziny 10:00 (a więc 20 minut po mnie) na przystanek Suche Stawy zajechał tramwaj, z którego wyszła grupa 40-50 kibiców ubranych w żółto-czarne barwy Wieczystej. Bili w bęben i śpiewali piosenki, kiedy w asyście Policji przemarszowali spokojnie w kierunku sektora gości. Ucieszyłem się, że dzisiejsze derby Krakowa odbędą się przy udziale kibiców obydwu klubów. Nieco po godzinie 10:00 zaczęto również wpuszczać widzów na stadion - miałem oczywiście już zakupiony bilet przez Internet (w formie pliku PDF), ale jako kolekcjoner wszelkiej maści świstków i papierków zapytałem w znajdującym się przed bramkami biletowymi okienku o możliwość jego wydruku (w końcu, w internetowym systemie biletowym wybrałem opcję wydruk w kasie). Tam zostałem odesłany do kasy biletowej, która znajdowała się przy wejściu na trybunę zachodnią (swoją drogą, z tego co zrozumiałem, przy wejściu na trybunę wschodnią nie ma w ogóle kasy biletowej, a okienko było punktem depozytowym) - dostanie tam zabrało mi parę minut, bo odległość wynosiła co najmniej 300 metrów. W kolejce do kasy spędziłem co najmiej dobre 20 minut, co było spowodowane nie tyle zwiększonym popytem na bilety papierowe, a awarią drukarek biletowych, w końcu jednak udało mi się dostać moją wymarzoną drukowaną wejściówkę, a także fajny darmowy program meczowy.

Dzisiejszy mecz zgromadził oficjalnie 982 widzów, czyli chyba najwięcej w tym sezonie na Suchych Stawach (zwykle liczba widzów oscylowała w granicach 600-800) i to pomimo średnio zachęcającej pogody (sobota, godzina 11:00, jakieś parę stopni Celsjusza na plusie, wiatr, mżawka... i śnieg). Z zasłyszanych rozmów wywnioskowałem, że na pikniku pojawiło się sporo osób, które dawno nie bywały na Hutniku, a wręcz były tu pierwszy raz, ponieważ zostały one przyciągnięte magią Derbów Krakowa. Niektórzy na pikniku mieli na sobie różnego rodzaju barwy klubowe (przy okazji, oficjalne barwy Hutnika to biały, błękitny i niebieski - zawsze śmieszy mnie to rozróżnienie na niebieski i błękitny) - ja też byłem zainteresowany kupnem czegoś (szczególnie, że na stronie klubowej bardzo zachęcano do zakupu gadżetów w trakcie meczów), jednak na stadionie nie było żadnego stoiska, a zapytany ochroniarz powiedział, że nie ma możliwości przejścia z trybuny do sklepu klubowego.

Vis a vis trybuny wschodniej znajdowała się wspomniana przeze mnie trybuna zachodnia, której połowa była zajęta przez ultrasów Gumiorów (ponoć jest to jeden z przydomków kibiceów Hutnika - mam nadzieję, że to rzeczywiście przydomek, a nie inwektywa). Wywiesili oni w sumie pięć flag - dwie o treści Hutnik Kraków, oraz trzy dzielnicowe: Skarpa oraz Młodości oraz Aleja Róż. Przyznam, że ta ostatnia flaga wyglądała bardziej jak jakaś flaga zgodowa, przez co początkowo za cholerę nie mogłem zidentyfikować, o jaką zgodę chodzi (a kiedy eksplorowałem temat w Internecie, przypadkowo dowiedziałem się, że Hutnik ma kosę... z Avią Świdnik - nawet się nie spodziewałem, że moje miasto może pod względem kibicowskim obchodzić kogokolwiek spoza wojewówdztwa lubelskiego). Kibice Hutnika prowadzili przez cały mecz fajny doping (nie zrobiłem zbyt wielu notatek, ale przykładowo dosyć częstym zawołaniem było Nowa Huta, Nowa Huta, HKS!). Nie było chyba wielkich animozji pomiędzy kibicami gospodarzy a kibicami gości - nawet w przypadku standardowej piosenki o treści ...ten mecz musimy wygrać! Wygramy, wygramy, wygramy!, nie padło nic o tym, że Kurwy pokonamy!. Choć przyznam, że kibice trzymali w napięciu do samego końca, bo linijka Wygramy, wygramy, wygramy! pojawiła się chyba 9 razy z rzędu, tak jakby prowadzący doping wahał się, w którą stronę powinno to pójść dalej. Nikt się jednak już nie wahał, gdy zaintonowano piosenkę Wisła to stara kurwa... - tę przyśpiewkę śpiewano głośno, a spiker stadionowy w trakcie jej trwania próbował odwrócić uwagę, zapraszając na odbywający się również w ten weekend mecz szczypiorniaka na hali HKS-u. Z dłuższych piosenek była śpiewana m.in.: Naszym klubem HKS, cała Polska o tym wie..., czy też Róża błękitno, biało kwitnie bez, Hutnik dziś wygra, zajebiście jest! (jeden fragment zaznaczyłem na czerwono, bo tu jest ryzyko, że źle go odtworzyłem z pamięci). Kibice gości byli dużo mniej słyszalni, ale raz na jakiś czas było słychać ich sztandarowe zawołanie - Czysta, czysta czysta! Wie-czy-sta!.

Mecz
 
 

Dzisiejsze Derby Krakowa zapowiadały się jako bardzo dobry mecz, ponieważ po 21 kolejkach Wieczysta zajmowała 2. miejsce w tabeli Betclic 2. Ligi (premiowane awansem), podczas gdy Hutnik był na miejscu 5. (uprawniającym do wzięcia udziału w barażach o Betclic 1. Ligę). Faworytem była drużyna gości, która w tabeli była co prawda zaledwie o 3 miejsca wyżej od gospodarzy, ale miała nad nimi kolosalną przewagę punktową (51 do 33), a wynik pierwszego meczu w rundzie jesiennej również nie mógł nastrajać pozytywnie kibiców HKS-u (Wieczysta wygrała wtedy aż 7:1). Nie mówiąc o przewadze finansowej - niektórzy piłkarze Wieczystej z całą pewnością zarabiali więcej niż cała wyjściowa jedenastka Hutnika (!). Jedyną szansą dla gospodarzy była chyba wyłącznie zła pogoda, która mogła dziś nieco zniechęcić do wysiłku najbardziej przepłacone gwiazdy Wieczystej.

I rzeczywiście, na początku meczu dość niespodziewanie to gospodarze przejęli inicjatywę. W ciągu pierwszych dziesięciu minut najpierw z dystansu strzelali Wojciech Słomka (minimalnie niecelnie) i Patrik Mišák (prosto do rąk Antoniego Mikułko), a później w znakomitej sytuacji znalazł się Jewhenij Bełycz, którego strzał z 12 metrów został równie znakomicie obroniony przez Mikułkę (cała akcja zakończyła się minimalnie niecelnym strzałem z dystansu Mišáka). W 22. minucie efektownymi nożycami próbował Mateusz Kuzimski, ale znów bardzo dobrą interwencją popisał się Mikułko (przy okazji, sędzia odgwizdał w tej sytuacji faul Kuzimskiego). Później inicjatywę zaczęła przejmować Wieczysta (głównie grając... z kontry), jednak nie doprowadziło to do tak klarownych sytuacji jak tych Hutnika. Ostatecznie to Hutnikowi udało się zdobyć bramkę - w 43. minucie Mateusz Sowiński bardzo inteligentnie zagrał na wolne pole do Bełycza, a ten z bliska pokonał Mikułkę pomimo ofiarnej interwencji goniącego go Michała Pazdana. Minutę potem mocny strzał z dystansu oddał jeden z graczy Wieczystej, ale Damian Hoyo-Kowalski (nie mylić z Danielem Hoyo-Kowalskim, który gra na obronie) bardzo pewnie interweniował. Do przerwy było 1:0 dla gospodarzy.

Cała druga połowa upłynęła oczywiście na intensywnych atakach gospodarzy, które ostatecznie nie przyniosły bramki. Gracze Hutnika bardzo dobrze się bowiem bronili i nie wiem, czy Wieczysta miała w 2. połowie jakąkolwiek klarowną sytuację (najlepszą miał akurat Hutnik, kiedy Daniel Hoyo-Kowalski otrzymał podanie będąc zaledwie 3 metry przed bramką, ale w wyniku presji obrońców Wieczystej nie udało mu się oddać strzału). Było dużo strzałów niecelnych, za to cięzko wskazać jakieś rzeczywiśćie groźne sytuacje - w 53. minucie po kornerze i zgraniu piłki głową w pole bramkowe przez jednego z graczy Wieczystej bliski przecięcia tej piłki wślizgiem był Pazdan. W 74. minucie Rafael Lopes (ściągnięty niedawno z Anórthossisu, w którego barwach strzelił już w tym sezonie 12 goli w ekstraklasie cypryjskiej!) oddał strzał z ostrego kąta, który obronił Hoyo-Kowalski, a w 89. minucie także z ostrzego kąta strzelał Patryk Łysiak ale Hoyo-Kowalski sparował to na róg. Ostatecznie Hutnik dociągnął prowadzenie do końca i udowodnił prawdziwość sloganu, zgodnie z którym pieniądze nie grają.

next  prev