 |
FC København - Aarhus Gymnastikforening 4:3 (2:2)
21.05.2023 18:00
Parken, København
3F Superligaen
Widzów:
32.013
Cena biletu:
250 DKK (Voksen, sektor A4 + 40 DKK za wydruk)
| |
Po szeregu meczów w niższych ligach polskich nadszedł czas na odmianę. Tym razem mam do zaoferowania relację ze szlagieru ligi duńskiej - na boisku przyszły Mistrz Danii, w bramce Kamil Grabara, a na trybunach Parken 32 tysiące widzów.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Fakt, że znajdowałem się w stolicy Danii wynikał z tego, że od czwartku byłem tam na wycieczce wraz z siostrą cioteczną, bratem ciotecznym i jego dziewczyną (co daje łącznie 3/4 składu z pamiętnych Rigas Derbijs). Od czwartku do niedzielnego południa byłem więc normalnym turystą i wraz z resztą grupy zaliczaliśmy seryjnie wszystkie atrakcje dostępne w ramach tzw. Kopenhagen Card (np. ogrody Tivoli, ogród zoologiczny, ogród botaniczny, Rosenborg Slot, Amalienborg, Christianborg, Glyptoteket, muzeum sztuki nowoczesnej, rejs kanałami), weszliśmy na każdą możliwą wieżę (Rundetaarn, Vor Frelsers Kirke, w Christianborg również była wieża), nie zapominając też o darmowych atrakcjach, takich jak parki, pomnik syrenki, Christiania, czy dziwaczna zmiana warty pod Amalienborgiem. Generalnie, taki typowy turystyczny wyjazd, z którego niewiele jest do opowiadania na łamach bloga piłkarskiego (choć akurat typowi turyści zaliczyliby w tym czasie pewnie połowę tej listy).
W niedzielę ok. godziny 14:00 nasze drogi się rozeszły - 3/4 naszej wycieczki ruszyło na lotnisko Kastrup, a ja spędzałem w stolicy Danii jeszcze jeden dodatkowy dzień. Pozwiedzałem jeszcze chwilę miasto, zameldowałem się w hostelu, zostawiłem tam swoje rzeczy i wybrałem się w kierunku Parken. Z racji tego, że wspomniana Copenhagen Card (która uprawniała również do nielimitowanych przejazdów komunikacją miejską) już wygasła, kupiłem sobie w automacie cholernie drogą Rejsekort, nabiłem na niej kredyt i wyruszyłem ze stacji metra København H na stację Trianglen. Wagon coraz bardziej zapełniał się ludźmi w białych trykotach piłkarskich, by nagle praktycznie całkowicie opustoszeć, kiedy wszyscy wysiedli na Trianglen i udali się w kierunku położonego niecały kilometr dalej stadionu Parken. Na stadionie odwiedziłem duży fanshop FCK (hehe), gdzie kupiłem sobie kubek i szalik (w przystępnych jak na Danię cenach, czyli po 99 DKK za sztukę), a potem udałem się do kas biletowych, gdzie wydrukowałem sobie bilet w formie kartonikowej. Zdziwiło mnie, że taka przyjemność kosztowała mnie całe 40 DKK (w przeliczeniu na naszą walutę... 24 PLN), ale... nie dopuszczałem możliwości, że mógłbym zrezygnować z biletu kartonikowego do kolekcji.
| | Stadion |
    |
    |
Garść wikipedycznych ciekawostek - Parken jest to stadion piłkarski wybudowany na początku lat 90., czyli na ten moment jest on dość oldschoolowy jak na stadion narodowy (bo chyba tak go należy traktować). Po pewnych przebudowach stadionu obecnie jego oficjalna pojemność to 38.065 miejsc. Stadion jest stricte piłkarski (co oznacza, że nie ma on na szczęście bieżni) i nie mam pojęcia jak to jest możliwe, ale co roku rozgrywane są tu... żużlowe zawody Grand Prix Danii. Nie znam się niestety na Speedwayu, ale jest to dla mnie co najmniej dziwaczne, że np. w Rzeszowie, Rybniku, czy Bydgoszczy tor żużlowy jest opisany na boisku piłkarskim, podczas gdy na takim Parken tor żużlowy jest prawie że w nie wpisany i tak duże różnice są akceptowane.
Układ stadionu jest dość prosty - stadion jest urokliwy i kanciasty; składa się on z czterech oddzielnych dwustopniowych trybun. Trybuny są oddzielne w tym sensie, że w poszczególnych rogach stadionu zamiast trybun mamy... tu już mi zabrakło poprawnych pojęć z zakresu architektury. Nazwijmy to wielokondygnacyjnymi budowlami . Dodatkowo, na jednej z trybun zabramkowych, tej przeznaczonej dla gości, zamiast górnego poziomu trybun znajdują się jakieś loże i inne tego typu atrakcje.
Stadion oferuje bardzo dobry widok z górnego pierścienia trybun, co osiągnięto zgodnie ze standardami lat 90. - trybuny są strome, a rzędy są niestety stosunkowo wąskie. Było więc trochę niewygodnie, gdy nieco mniej ogarnięte pikniki po pierwszym gwizdku próbowały się przecisnąć na swoje miejsce.
Wbrew temu, czego się spodziewałem i do czego przyzwyczaiły mnie inne stadiony w Danii, na Parken na trybunach zabramkowych nie ma miejsc stojących. Oczywiście zarówno kibice gospodarzy zgromadzeni na trybunie wschodniej, jak i kibice gości znajdujący się w swoim sektorze od zachodu stali przez cały mecz, ale obydwie te trybuny były w pełni pokryte składanymi czerwonymi krzesełkami. Co do trybuny zabramkowej, dość ciekawym elementem meczu był fakt, że kiedy kibice gospodarzy zaczynali po niej skakać, na telebimach Parken (na stadionie są dwa) wyświetlano w języku duńskim ostrzeżenie, że... skoordynowane podskakiwanie na sektorze nie jest dozwolone. Czy naprawdę stadion jest w tak złym stanie?
| | Atmosfera |
    |
    |
Idąc na mecz w kierunku stadionu czułem się nieco nieswojo, ponieważ jako jedna z niewielu osób byłem ubrany na czarno, podczas gdy większość sunącego w kierunku stadionu tłumu miała na sobie białe barwy klubowe. Co ciekawe, w pewnym momencie zorientowałem się, że w tłumie idącym na stadion są przemieszani kibice gospodarzy oraz gości (zresztą, ciężko ich było rozróżnić, bo zarówno FCK jak i AGf noszą się na biało) i nie dochodzi do żadnych animozji. To było takie dziwne i zarazem takie... normalne.
Po zakupie w punkcie gastronomicznym hot-doga oraz cydru zasiadłem na swoim pikniku i zacząłem oglądać przedmeczowe rytuały, które zdaje się, wszędzie w Danii są takie same, bo bardzo podobne obrazki widziałem zarówno w Aalborgu jak i w Midtjylland Herning. Mianowicie, chodzi mi o to, że na pół godziny przed pierwszym gwizdkiem obydwie trybuny zabramkowe były prawie wypełnione kibicami ubranymi prawie jednolicie w piłkarskie trykoty... i w sumie już prowadzili doping, wzajemnie się przekrzykując. Witali też owacjami bramkarzy, którzy wychodzili na rozgrzewkę (oczywiście kibice gospodarzy śpiewali wtedy Kamil Grabara! ).
Przed pierwszym gwizdkiem kibice obydwu drużyn zdążyli odpalić też race - w przypadku gospodarzy było to trochę rac oraz niebieskie i białe świece dymne, z kolei goście zaprezentowali najpierw oprawę z kartoniadą, a następnie racowisko z pomniejszą sektorówką z herbem klubu (przebierali się pod nią?) i transparent o treści OG VI ELSKER AGF! (oznacza to chyba mniej więcej my kochamy AGF! ). W trakcie samego meczu gospodarze ograniczali się już tylko do machania flagami, podczas gdy goście kilka minut po golu wyrównującym na 2:2 zaprezentowali kolejne racowisko. Kibice obydwu drużyn prowadzili głośny, żywiołowy doping, ale oczywiście ciężko mi tutaj cokolwiek zacytować, pomijając te momenty, kiedy śpiewali o poszczególnych piłkarzach (np. Di-io-go, Di-io-go, Di-io-go! Di-io-go Gonçalves, Di-io-go! , zapomniałem jednak, w jakim rytmie wyśpiewywano imię i nazwisko Mohammeda Daramy'ego). No i oczywiście, kibice gospodarzy raz na jakiś czas brali się do skoordynowanego podskakiwania po swojej trybunie. Nie jest to oczywiście nic wyjątkowego i nie byłaby to rzecz warta podkreślenia, gdyby nie fakt, że za każdym razem przy tej okazji na telebimach wyświetlano komunikat o treści Koordineret hop paa B-tribunen er ikke tilladt .
| | Mecz |
    |
    |
Stawka dzisiejszego meczu była dość wysoka, ponieważ gospodarze na trzy kolejki przed końcem sezonu prowadzili w tabeli Superligaen z jednym punktem przewagi nad drugim w tabeli Nordsjælland. Z kolei goście z Aarhus znajdowali się na 4. miejscu w tabeli i jeszcze liczyli się w walce o podium. W każdym razie, zanosiło się na spotkanie na wysokim poziomie.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo korzystnie dla gospodarzy - już w 7. minucie napastnik gospodarzy, Diogo, Diogo, Diogo Gonçalves wywalczył rzut karny dla swojej drużyny. Karny był dość frajerski, ponieważ Gonçalves właściwie stracił już piłkę na rzecz interweniującego Frederika Tingagera, ale we wszystko wmieszał się jeszcze Yann-Aurel Bisseck, który niepotrzebnie nadepnął Portugalczykowi na stopę (to wszystko oczywiście obejrzałem na powtórce, bo z perspektywy trybuny wyglądało to jak bardzo miękki karny). Karnego wykorzystał sam poszkodowany strzelając spokojnie w lewy róg bramki strzeżonej przez Jespera Hansena. W 19. minucie Diogo podwyższył na 2:0, oddając bardzo dobry strzał z pierwszej piłki z linii pola karnego po dograniu Erika Jelerta Kristiensena. Wyglądało więc na to, że jest już właściwie po emocjach.
Goście dość nieoczekiwanie złapali kontakt w 29. minucie po wrzutce Felixa Beijmo, którą bardzo dobrym strzałem głową wykończył Patrick Mortensen - przy totalnie frajerskiej postawie stoperów FCK, dodajmy (z kolei Kamil Grabara był w tej sytuacji raczej bez szans). W 38. minucie było już natomiast 2:2 - Kevin Yakob (reprezentujący barwy Iraku) zagrał inteligentną lagę z własnej połowy, w polu karnym dopadł do niej Beijmo i zagrał na środek do Mikaela Andersona, który nieco szczęśliwie pokonał Grabarę. A żeby było ciekawie, goście nawet objęli w tym meczu prowadzenie - w 53. minucie z kornera dośrodkował Beijmo (hat-trick asyst szwedzkiego skrzydłowego), strzał głową oddał Yakob, a piłka odbiła się jeszcze od barku jednego z obrońców FCK i wpadła do bramki obok zdezorientowanego Grabary. Było więc już 3:2 dla gości.
Po tym golu trener Jacob Neestrup zaczął dokonywać zmian, a gospodarze zaczęli grać coraz bardziej ofensywnie (i coraz bardziej rozpaczliwie). W 76. minucie udało im się wyrównać - świetnym podaniem zewniakiem popisał się Kevin Diks, a Jordan Larsson pokonał w sytuacji sam na sam Hansena. Diks został zresztą bohaterem meczu (choć akurat tytuł Man of the Match powędrował dziś w ręce Diogo), kiedy w 87. minucie wykończył dobrym strzałem głową wrzutkę Isaka Bergmanna Johanessona. Dzięki tej bramce piłkarze FCK utrzymali się na fotelu lidera - przy okazji, tydzień później zdobyli oni Mistrzostwo Danii, dzięki wygranej z Viborgiem i równoczesnej porażce Nordsjælland z Brøndbyernes IF aż 1:5 (co ciekawe, mimo tego, że BIF jest śmiertelnym wrogiem FCK, a w tym meczu nie grali już o nic).
|
| |
| |
  
|
|