glownachomikmapatrocinytags
Raków Częstochowa - Piast Gliwice 1:0 (1:0)
04.02.2023 15:00
Miejski Stadion Piłkarski Raków, Częstochowa
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 5.238
Cena biletu: 35 zł (normalny, Prosta)
               

Zaczynamy rundę wiosenną sezonu 2022/23 bardzo prestiżowo: na stadionie lidera Ekstraklasy oraz z trzema uczestnikami Finału ostatnich Mistrzostw Świata na murawie. A przy okazji, w pięknych okolicznościach przyrody.

Dotarcie na mecz
 
 

Moją podróż rozpocząłem na przebudowywanej stacji Warszawa Zachodnia, skąd o 8:56 miał odjeżdżać mój pociąg relacji Warszawa Wschodnia - Szklarska Poręba. W związku ze skomunikowaniem odjechaliśmy ze stacji z półgodzinnym opóźnieniem; ze względu na aktualne anomalie pogodowe jestem w stanie to zrozumieć, chociaż PKP mogłoby trochę lepiej zarządzać obiegiem informacji (jeśli powodem opóźnienia było skomunikowanie z pociągiem opóźnionym o pół godziny, można było od razu poinformować o długości opóźnienia, zamiast podawać co chwilę, że wyniesie ono kolejno 5, 10, 15, 20, 25, aż w końcu 30 minut). Na stacji Częstochowa wysiadłem lekko po godzinie 12:00, po czym przystąpiłem do zwiedzania.

Nie każdy to wie, ale dworzec w Częstochowie sam w sobie jest absolutną atrakcją turystyczną. Budynek główny stacji to niesamowicie brzydka, kanciasta przeszklona konstrukcja, która w latach 90. z pewnością wydawała się nowoczesna, ale obecnie... no, po prostu wygląda jak lata 90. W każdym razie, mam nadzieję, że ta perełka nie zostanie nigdy wyburzona. Pod peronami znajduje się tunel, z kolei nad nimi znajduje się przeszklona kładka, w której znajdują się różnego rodzaju lokale użytkowe (część lokali jest niestety pusta), spośród których zdecydowanie najdziwniejszym jest... katolicka kaplica. Można w niej przyjmować sakramenty, a raz dziennie odprawiane są tu Msze Święte. Powtarzam, na Dworcu Kolejowym w Częstochowie można się wyspowiadać i przyjąć Komunię Świętą (w końcu, gdzie, jak nie w Częstochowie).

Najpierw udałem się na obowiązkowe zwiedzanie miasta - przeszedłem się aleją Najświętszej Maryi Panny, doszedłem pod klasztor na Jasnej Górze, a następnie wróciłem w zasadzie tą samą trasą i wsiadłem w pociąg Kolei Śląskich relacji Częstochowa-Gliwice (o, nawet ciekawa relacja), który odjechał ze stacji o 13:43. Po 6 minutach dojechałem na stację Częstochowa Raków i byłem jedyną osobą, która na niej wysiadła, ponieważ nikt nie jest taki głupi, żeby pokonywać tak krótką trasę Kolejami Śląskimi. Następnie wybrałem się marszem ulicą Limanowskiego w kierunku stadionu Rakowa, który jest ulokowany między blokami, domkami, pętlą tramwajową i torami kolejowymi... generalnie, ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś bez biletu VIP jest w stanie dojechać tu samochodem, bo nie wiem, gdzie miałby zaparkować.

Ostatnio dowiedziałem się w pracy, że wspomniana pętla tramwajowa jest dosyć sławna w Internetach, a zdjęcie z meczu Ekstraklasy przedstawiające Marka Papszuna i jadący w tle tramwaj jest ponoć ikoniczne. Stąd, postanowiłem wrócić z meczu na dworzec właśnie takim tramwajem (śpiewając przy okazji wraz z kibicami Rakowa różnego rodzaju piosenki).

Zwykle w tej sekcji nie piszę nic o powrotach z meczu, ale tym razem jest to nieco bardziej godne uwagi niż zwykle. Otóż zamierzałem wrócić z meczu opcją niskobudżetową, a mianowicie połączeniami Częstochowa - Łódź Widzew oraz Łódź Widzew - Warszawa Gdańska. Niestety, pociąg z Częstochowy również był opóźniony o ponad pół godziny (w tym przypadku, poinformowano nas od razu, że pociąg będzie opóźniony o całe pół godziny, ale było to na parę minut przed planowanym odjazdem - czy oni na 3 minuty przed planowanym przyjazdem pociągu dowiedzieli się, że jest on jeszcze w Zawierciu?). Nie udało się dokonać skomunikowania (w sumie, to bardzo dobrze, że nikt nie trzymał tamtego drugiego pociągu pół godziny na stacji Łódź Widzew dla jednego pasażera), ale dostałem od bardzo pomocnego konduktora darmową miejscówkę na inny pociąg relacji Piotrków Trybunalski - Warszawa Gdańska. Stąd, zaliczyłem nieplanowany postój w Piotrkowie Trybunalskim, a że miałem jeszcze sporo czasu do odjazdu mojego nowego pociągu, trochę sobie to miasto pozwiedzałem.

Stadion
 
 

Żaden z kibiców Rakowa chyba by się nie obraził, jeśli przyznam wprost, że obecny stadion Rakowa nie jest wizytówką Częstochowy. W zasadzie to obiekt ten nie istnieje, ponieważ wszystkie jego trybuny dałoby się rozkręcić i wywieźć dosłownie w kilka dni. Fakt, że jest to stadion obecnego lidera Ekstraklasy (i to nieprzypadkowego) jest dość absurdalny, szczególnie patrząc na obiekty, jakie są np. w Bielsku-Białej, Tychach, czy Sosnowcu (jeszcze nieotwarty), gdzie grają pierwszoligowi średniacy. Może to rzeczywiście kwestia tego, że w tym miejscu ciężko byłoby o zbudowanie choćby 10-tysięcznika (jak miałby w ogóle wyglądać dojazd na ten obiekt? gdzie mieliby parkować kibice?), ale chyba nikt nie oczekuje ode mnie, że strona Chomik Piłkarski będzie fachowym i opiniotwórczym medium. A więc po prostu napiszę jak jest. A jest... dziwnie.

Dwie podstawowe trybuny stadionu (trybuna Prosta, licząca ok. 3000 miejsc oraz trybuna zabramkowa Młyn licząca ok. 1200 miejsc) to proste stalowe modułowe konstrukcje. Są one dość prowizoryczne, stąd strzelam, że trybuna Prosta jest obecnie jedną z największych tego typu w Polsce (ta technologia jest zwykle stosowana w przypadku dużo mniejszych obiektów). Miejsca nie są oczywiście zadaszone, co w przypadku dzisiejszej pogody było dosyć problematyczne, ponieważ na zgromadzonych na trybunach kibiców sypał śnieg i owiewał ich silny wiatr. Dodatkowo, po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się, żebym na meczu jakiegokolwiek poziomu rozgrywkowego musiał oskrobywać swoje miejsce z lodu (nie chciałem robić tego ani kartą płatniczą, ani dowodem osobistym, ale na szczęście miałem jeszcze warszawski bilet miesięczny) - zresztą, jak się okazało, nie było to zbyt potrzebne, ponieważ znaczna część kibiców zgromadzonych na Prostej (w tym ja) oglądała mecz na stojąco.

Naprzeciw mojej trybuny Prostej znajdowała się natomiast trybuna Kryta. Liczyła ona jakieś 1000 miejsc i jak sama jej nazwa wskazuje, jest ona zadaszona - na ten moment jako jedyna na stadionie. Trybuna ta liczyła zaledwie kilka rzędów siedzeń, stąd była dosyć niska, ale za to znajduje się ona parę dobrych metrów nad poziomiem murawy za sprawą nasypu ziemnego, na którym się znajduje. Na trybunie znajdują się m.in. sektory VIP, z kolei pod nią prowadzi tunel, który łączy murawę ze znajdującymi się za stadionem budynkami klubowymi (znajdują się tam m.in. szatnie).

Za jedną z bramek znajduje się sektor gości (liczący ok. 300 miejsc) - również nie była to imponująca konstrukcja. Do niedawna klatka gości na Rakowie była słynna na całą Polskę, ponieważ... dosłownie przypominała klatkę, z powodu podwójnego metalowego ogrodzenia oddzielającego sektor od murawy. Na dzisiejszym meczu sektor gości wyglądał już całkiem normalnie - oczywiście, nadal był on ogrodzony, ale tym razem w standardowy sposób, zapewniający przyjezdnym w miarę sensowną widoczność.

Na stadionie znajdują się oczywiście cztery maszty oświetleniowe, a w narożnikach boiska także dwa dość spore telebimy - które stanowiły w zasadzie jedyny nowoczesny element stadionu. Wiem, że może za bardzo narzekam na stadion w Częstochowie, szczególnie biorąc pod uwagę, że będąc niepoprawnym Chomikiem nieraz oglądałem mecze na naprawdę dziwnych obiektach i osobiście nie przeszkadzał mi fakt, że zapłaciłem za miejsce na tandetnej modułowej trybunie. Biorąc jednak pod uwagę, że mecze domowe rozgrywa tutaj lider Ekstraklasy... po prostu nie godzi się, żeby stadion wyglądał tak źle. Jedynym jego plusem jest fakt, że przy tej wielkości jest on dość dokładnie zapełniany przez kibiców, stąd przynajmniej w telewizji wygląda to całkiem przyjemnie (a na pewno lepiej niż w rzeczywistości).

Atmosfera
 
 

Przy stadionie, w odległości kilku metrów od siebie znajdują się dwa sklepiki - oficjalny Fanstore Rakowa oraz Sklep Kibica Medalik. Jeden oferuje gadżety z aktualnym logo klubu, które wygląda jak fajowa kostka gitarowa, drugi oferuje zaś gadżety z historycznym logo klubu, który wygląda... po prostu jak porządny herb klubu piłkarskiego. Bardzo szanuję takie oryginalne oldschoolowe emblematy, jednak stwierdziłem, że jako przyjezdny Chomik nie jestem godzien ich nosić, dlatego swój szalik Rakowa zakupiłem właśnie w Fanstore. Po meczu zaś powróciłem jeszcze do Fanstore, gdzie dodatkowo nabyłem kubek - taką pamiątkę być może powinienem kupić właśnie w Medaliku, jednak o moim wyborze przesądził fakt, że w Fanstore mieli kubki z wizerunkami poszczególnych piłkarzy, dzięki czemu mogłem nabyć piękną rzecz dla prawdziwego fana Ekstraklasy - kubek z Vladislavsem Gutkovskisem.

Swoją drogą, bardzo dobrze, że kupiłem sobie ten szalik, ponieważ bez niego wyróżniałbym się negatywnie na trybunie Prostej. W zależności od tego, w którą część sektora spojrzałem, emblematy klubowe (w postaci szalików lub czapek) nosiło od 50% do jakichś 95% widzów, co jest wynikiem jak na piknik kosmicznym (być może nie jest to takie dziwne, bo zdecydowana większość widzów w moim sektorze to byli karneciarze - mi udało się wcisnąć w ten sektor tylko dzięki uprzejmości jednego z nich, który zaznaczył w systemie biletowym, że nie będzie go na dzisiejszym meczu). Co prawda na pikniku na Prostej nie było jakiegoś niesamowitego fanatyzmu, ale dołączano się do części piosenek intonowanych na Młynie. Na dodatek, cały piknik przetrzymał ciężkie warunki atmosferyczne - pomimo zimna, wiatru i obfitych opadów śniegu w każdej możliwej formie (np. w przerwie sypały krupy śnieżne), nikt nie zrejterował i wszyscy byli twardzi jak Rycerz, będący maskotką Rakowa (bardzo udaną, ale jakoś nie miałem okazji uwiecznić jej na zdjęciu).

Najważniejszy w niniejszej sekcji będzie jednak Młyn kibiców Rakowa (sektor był zapełniony w jakichś 90%). Na płocie rozwieszono różnego rodzaju flagi - m.in. flagę zgodową z Chemikiem Kędzierzyn-Koźle oraz flagi kibicowskie: Berzowcy '98, FANATYCY, RKS RAKÓW, czy ŚWIĘCI GRZESZNICY. Ciekawym elementem był też czarny transparent z białym napisem mandziara won z Lechii! (pisownia oryginalna - przyp. chom.) - co prawda nie istnieje żadna zgoda Rakowa z Lechią, ale zgodnie z informacjami z Internetów, obydwie drużyny łączą dobre relacje. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem wszyscy zgromadzeni na trybunie unieśli barwy do góry i odśpiewali piosenkę:

W Częstochowie jest Raków,
Raków najlepszy jest!
Wszyscy w niego wierzymy,
Raków, nasz RKS!

W trakcie meczu śpiewano takie rzeczy jak Medaliki, Medaliki, hej, hej!, Raków, Raków, RKS!, dość często pojawiało się też inspirowane Majakowskim Był, będzie, jest! Raków RKS!. Pozdrawiano zgody, m.in. wspomnianego Chomika Chemika, a także Videoton Szekesfehervar (klub znany obecnie pod bardzo nudną nazwą MOL Vidi FC Fehervar), ale przyznam, że będąc na meczu nie rozszyfrowałem tego hasła. Bluzgów było bardzo niewiele; parę razy na koniec jednej z piosenek dodano Widzew kurwa, tak jest!, a także raz czy dwa razy pozdrowiono Policję. Z dłuższych piosenek usłyszeliśmy m.in. te dwie katowane dość długo przez Młyn przyśpiewki:

W naszej Częstochowie, gdzie najlepsza wiara jest
mamy swą drużynę, nigdy nie zdradzimy jej!
Raków Częstochowa, tylko Raków RKS,
Raków Częstochowa, aż po życia mego kres!


O mój Rakowie,
jesteś w sercu mym!
Od najmłodszych lat
miłość moja trwa!
Zawsze tylko Ty!

Jak już wspomniałem, na meczu była dość liczna delegacja kibiców gości, wspieranych przez znaczną grupę kibiców z Jastrzębia-Zdroju. Wywiesili oni na płocie kilka flag - PIAST GLIWICE, PG ON TOUR, PG (plus jeszcze jedna, ale nie pamiętam napisu), dodatkowo na ogrodzeniu wisiała sporej wielkości flaga GKS-u Jastrzębie, dwa PDW, jedna flaga upamiętniająca zmarłego Kibica i mała żółto-niebieska flaga, prawdopodobnie klubu BATE Barysau. Kibice rozpoczęli od piosenki Jesteśmy zawsze tam, gdzie Piast Gliwice gra!... (jeden z niewielu przypadków, gdzie nazwa klubu idealnie pasuje do przyśpiewki i nie trzeba szyć czegoś w stylu nasz Piast KS gra, Piast GKS gra), a mnie osobiście trochę rozśmieszył fakt, że już w pierwszej minucie zaśpiewali piosenkę zaczynającą się od słów Czy wygrywasz, czy nie, ja i tak kocham Cię..., co zazwyczaj śpiewa się dopiero po meczu i to zakończonym niekorzystnym wynikiem. Było sporo piosenek zgodowych, spośród których najbardziej zapadała mi w pamięć następująca:

La! La-la-la-la! La-la-la-la!
Piast i Jastrzębie!

Zdaję sobie sprawę, że bez nut wygląda to mało imponująco (zresztą, nie umiałbym tego zapisać nutami), ale brzmiało to bardzo fajnie.

Mecz
 
 

Jak wspomniałem na wstępie, dziś na murawie zobaczyłem trzech uczestników finału Mistrzostw Świata - a mowa oczywiście o trójce sędziowskiej Marciniak + asystenci: Listkiewicz i Sokolnicki. Kiedy sędzia główny spotkania zaczął rozgrzewać się na murawie, kibice (jeszcze nieliczni) na Prostej powitali go brawami, z czym chyba nigdy dotąd się nie spotkałem. Przed meczem sędzia otrzymał również pamiątkową antyramę od działaczy Ekstraklasy. Oczywiscie w trakcie samego meczu sędzia dostał już standardową porcję jobów od pikniku, który np. inaczej niż sędzia zinterpretował starcie Kuna z obrońcą Piasta w narożniku boiska lub sytuację z drugiej połowy, gdy w polu karnym Piasta jeden z obrońców mógł zagrać piłkę ręką. Cóż, jednego dnia w Finale MŚ odgwizdujesz karne, które potem wykonują Messi i Mbappé, a półtora miesiąca później przyjeżdżasz do Częstochowy sędziować mecz Ekstraklasy. Krąg życia.

Od początku meczu to Raków wyglądał lepiej. Już w drugiej połowie piłkarze Piasta dość niefrasobliwie sfaulowali jednego z graczy Rakowa na ok. 25. metrze, a do stojącej piłki podszedł spec od rzutów wolnych, czyli Ivi López. Na szczęście dla graczy Piasta, strzelił on nad bramką. Co do okazji graczy Piasta, to w zasadzie większość z nich kreowali... bramkarz Vladan Kovacević oraz grający z nim radosną tiki-takę stoperzy Rakowa, którzy nieraz tracili w głupi sposób piłkę na własnej połowie. W 7. minucie Kovacević przy próbie wybicia piłki (tu trzeba przyznać, sytuacja była niełatwa), zagrał niemal idealnie do będącego przed polem karnym Damiana Kądziora, jednak pomocnik Piasta nie skorzystał z prezentu, bo jego strzał nie trafił w bramkę.

Po tej sytuacji Piasta mieliśmy kolejne stosunkowo groźne sytuacje Rakowa, kończone dwa razy strzałami z dystansu Iviego Lópeza oraz raz Gustava Berggrena. W końcu, w 40. minucie, piłkarze Rakowa dopięli swego - w pole karne na długi słupek wrzucił Ivi López, Svarnas odegrał głową na linię bramkową, a tam... ciężko powiedzieć, co się wydarzyło. Do piłki ruszyło dwóch obrońców Piasta oraz Vladislavs Gutkovskis i któryś z nich odbił piłkę w stronę bramki, skąd wybił ją František Plach, a następnie obrońcy Piasta wyekspediowali ją poza pole karne. Liniowy (chyba Listkiewicz) zasygnalizował jednak, że w tej sytuacji padła bramka, ponieważ Plach wybijał piłkę już zza linii bramkowej. Analiza VAR trwała dłużsżą chwilę, aż w końcu Marciniak uznał gola i nakazał wznowienie gry ze środka boiska. Dopiero po paru minutach ustalono autora bramki, a spiker stadionowy wykrzykiwał wraz z kibicami imię i nazwisko Vladislavsa Gutkovskisa (następnie kibice śpiewali piosenkę Gutek, Gutek, Gutek, Gutek gooool!). Na przerwę drużyny zeszły przy jednobramkowym prowadzeniu Rakowa.

A tak przy okazji - ostatecznie wszystkie oficjalne źródła zaliczyły bramkę jako samobója Jakuba Czerwińskiego. Wszystko za sprawą Redaktora ~euzi z 90minut.pl, który przeanalizował sytuację klatka po klatce i odebrał bramkę Gutkovskisowi, nie zważając na fakt, że zdążyłem już zedrzeć sobie gardło, wykrzykując na stadionie nazwisko domniemanego strzelca.

Druga połowa była raczej spokojna - piłkarze Rakowa starali się grać rozważnie, podczas gdy piłkarze Piasta... doprawdy, nie wiem, na co liczyli, w każdym razie grali jakby ten wynik ich również satysfkacjonował. Pierwsza groźna sytuacja miała miejsce w 64. minucie, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w pole karne Piasta Jakub Holúbek o mało nie pokonał własnego bramkarza (piłkę na linii bramkowej zatrzymał Kamil Wilczek), a dobitkę Gutkovskisa uniemożliwili obrońcy. PIłkarze Rakowa domagali się tu karnego za rzekome zagranie ręką (a trybuny krzyczały Sędzia chuj!), ale Marciniak spędził chwilę na słuchawce i po informacji z wozu VAR nakazał kontynować grę. W 76. minucie miała natomiast miejsce najgroźniejsza sytuacja Piasta w 2. połowie - znów była ona sprowokowana przez Kovacevicia, którego przy próbie wybicia piłki zblokował Wilczek, a ta omal nie wpadła do bramki (po tym zagraniu Kovacević już na pewno nie zastąpi Neuera w Bayernie).

W ostatnim kwadransie nad stadionem rozpętała się nagle totalna śnieżyca, która spowodowała, że boisko gwałtownie zaczęło zmieniać kolor na biały (pod koniec meczu nie było już właściwie widać żadnych linii). Widoczność była tak zła, że w 83. minucie sędzia nakazał zmienić piłkę z białej na pomarańczową. Pomarańczowa futbolówka chyba bardziej odpowiadała gościom, ponieważ w końcu zdecydowali się zaatakować. Po jednej z ich akcji w ostatniej chwili piłkę na korner wybił Milan Rundić (historia Rundicia świadczy o wizji Marka Papszuna, bo ten wyciągnął go z ostatniego w tabeli Podbeskidzia, gdzie Rundić był uznawany za najgorszego z obrońców). W 89. minucie miał miejsce pierwszy strzał celny graczy Piasta w meczu (!) - po dobrej wrzutce Wilczka głową strzelał Jorge Felix, ale z tym Kovacević dał sobie radę bez problemu. W doliczonym czasie gry gracze Piasta posłali lagę na Michaela Ameyawa, a Kovacević wybiedł daleko poza pole karne i wybił piłkę wślizgiem - wybita piłka odbiła się najpierw od Ameyawa, a następnie podobno od ręki bramkarza Piasta (a było to poza polem karnym), ale sędzia raczej słusznie nakazał grać dalej. Raków dociągnął prowadzenie do końca i utrzymał kilkupunktową przewagę w tabeli nad Legią.

next  prev