 |
Sęp Żelechów - Kolektyw Oleśnica 5:0 (1:0)
19.11.2022 13:00
Boisko KS Sęp , Żelechów
Komnet klasa okręgowa, grupa: Siedlce
Widzów:
~40
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
Kończymy rundę jesienną meczem drużyny o wspaniałej (i to jeszcze przedwojennej!) nazwie. Na co komu te wszystkie Orły i Sokoły, kiedy ptakiem o najbardziej piłkarskiej nazwie jest przecież właśnie Sęp.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Liczyłem się z tym, że będzie to już ostatni mój mecz w tym roku. Ze względu na Mistrzostwa Świata w Katarze, praktycznie cała polska piłka zakończyła granie 20 listopada, stąd postanowiłem zakończyć rundę jesienną odwiedzeniem jakiegoś naprawdę ciekawego miejsca, za jakie od dawna uważałem Żelechów.
Swoją drogą, w kontekście właśnie ruszającej katarskiej imprezy można powiedzieć, że moja sobotnia wycieczka miała niemalże wymiar symboliczny (a w zasadzie to miałaby ten wymiar, gdybym jednocześnie zbojkotował oglądanie MŚ). Mazowiecka okręgówka, czyli 7. klasa rozgrywkowa. W Żelechowie, czyli w miejscu, którego większość nie umiałaby wskazać na mapie (choć ja akurat wiem, gdzie to jest, tutaj edukację pobierał mój Dziadek), a żeby dojechać tam z Warszawy trzeba telepać się ponad 2 godziny PKS-em Garwolin. W niezbyt sprzyjającej pogodzie: przy temperaturze -2'C oraz padajacym śniegu... w zasadzie to nawet nie mogłem być pewien tego, że ten mecz w ogóle się odbędzie. Wprost idealne przeciwieństwo wielkiej imprezy zorganizowanej w celu promocji Kataru - fakt, że pojechałem do Żelechowa był na pewno druzgocącym ciosem dla wszystkich szejków.
W każdym razie, swoją wycieczkę zacząłem na dworcu autobusowym przy stacji Warszawa Wschodnia, gdzie wsiadłem o 10:30 w busika PKS Garwolin relacji Warszawa Wschodnia - Żelechów Rondo (bo tak nazywa się główny przystanek w Żelechowie). Na owym rondzie pojawiłem się ok. godziny 12:40, skąd udałem się pieszo w stronę Boiska Miejskiego. Po przejściu nieco ponad kilometra ulicą Chłopickiego (po drodze zgarniając z płotu plakat, co przyznam mogło być trochę egoistyczne), dotarłem do gniazda Sępa.
Swoją drogą, w tej sekcji warto napisać parę zdań o Żelechowie. Żelechów jest to miasto liczące ok. 4 tysiące mieszkańców, które leży w woj. mazowieckim, tuż przy granicy z woj. lubelskim. Miasto szczyci się tym, że w XIX wieku mieszkał tu sam Romuald Traugutt - stąd, ma on w mieście co najmniej pomnik oraz upamiętniającą tablicę (a przynajmniej tyle zdążyłem znaleźć). Architektonicznymi wizytówkami miasta są kościół pw. Zwiastowania NMP i Ratusz z przełomu XVIII/XIX wieku (budowla robi wrażenie, biorąc pod uwagę, w jakim stanie była ona jeszcze ok. 10 lat temu). No i przy Rynku można zjeść kebab z uczciwą porcją mięsa i w uczciwej cenie - to też jest warte podkreślenia w tych ciężkich czasach.
| | Stadion |
    |
Zgodnie z informacją z plakatu zapraszającego na dzisiejsze spotkanie, miejscem rozgrywania meczu było Boisko KS Sęp w Żelechowie. Dość skromnie nie użyto słowa stadion , bo słowo boisko w sumie w zupełności wystarczy. Wokół boiska znajduje się niskie ogrodzenie, a za nim estetyczny chodnik z kostki brukowej (może nie brzmi to imponująco, ale przypominam, że mówimy o okręgówce). Po jednej stronie boiska znajduje się parterowy podłużny budynek klubowy (przy którym znajdował się spory grill - wyglądało to całkiem zachęcająco, ale to chyba nie ta pora roku), a po drugiej stronie przyzwoicie wykonana trybuna z 200 miejscami siedzącymi oraz, co ciekawe, zadaszeniem.
Omówmy więc rzeczoną trybunę. Trybuna została oddana do użytku pod koniec 2020 roku (tak, żeby była gotowa na 100-lecie klubu, które wypadało w 2021) i jest prostą stalową konstrukcją, na której znajduje się pięć rzędów krzesełek - po bokach znajdują się czerwono-niebieskie, a pośrodku białe. Jak już wspomniałem, krzesełek jest łącznie około 200 (wydaje mi się, że 208, ale nie chcę się przyznawać, że je liczyłem, bo to już trochę dziwaczne). Trybuna jest zadaszona, a na zasadzeniu wisi dumnie (choć może trochę krzywo przymocowany) niebieski szyld z napisem SĘP ŻELECHÓW 1921 i herbami klubu oraz miasta. Trybuna charakteryzuje się m.in. tym, że znajduje się na niej najdziwniejszy sektor gości jaki kiedykolwiek widziałem (może po prostu zbyt rzadko oglądam okręgówkę). Otóż 1/3 trybuny oddzielona jest od reszty zwykłą cienką poręczą, na której znajduje się tabliczka z informacją Sektor dla kibiców drużyny gości .
Minusem trybuny jest fakt, że z niewiadomego powodu znajduje się ona całe 16 metrów od linii bocznej boiska (patrząć od trybuny, najpierw jest kostka, potem pas trawy, potem ogrodzenie, potem znowu pas trawy i w końcu linia boczna). Chociaż to i tak jest progres, bo kiedyś podobno trybuny nie było, a mecz oglądało się z wału chroniącego przed wylewaniem pobliskiego stawu. A rzeczony wał jest jeszcze dalej niż obecna trybuna.
Na koniec chciałbym wspomnieć pokrótce o czymś, co też mieści się w szeroko pojętych kwestiach organizacyjnych , choć już nie chodzi o stadion. Otóż Sęp Żelechów prowadzi bardzo przyzwoitą stronę internetową - oczywiście, mam na myśli prawdziwą stronę z własną domeną, bo prowadzić konto na FB i srać pod każdym postem emotkami 💪💪💪💪💪 🔥🔥🔥🔥🔥 akurat potrafi każdy (spokojnie, konto na FB też mają). Strona Sępa jest prowadzona własnym sumptem, wygląda w pełni profesjonalnie, jest na bieżąco aktualizowana, zawiera galerie, skróty meczów i relacje pomeczowe - naprawdę, jestem pełen podziwu.
| | Atmosfera |
    |
Jak widać na zdjęciach, pogoda tego dnia nie rozpieszczała, co zapewne odbiło się na liczbie widzów - była ona zmienna w trakcie meczu, ale nie przekroczyła chyba 40. W każdym razie, na dzisiejszy mecz pofatygowała się najwierniejsza grupa kibiców - sami stali bywalcy, każdy każdego dobrze tu znał... dość szybko zauważono więc, że jestem tutaj obcy i wzbudziło to zainteresowanie paru kibiców (tzn. pozytywne, bo dla własnej rozrywki przyjechałem na mecz okręgówki, a poza tym miałem na sobie szalik klubowy). Ogólnie mam pewien problem z nawiązywaniem relacji międzyludzkich (w końcu, normalni ludzie w wieku 29 lat nie mają czasu, żeby w weekendy jeździć po stadionach), stąd rozmowy nie były jakieś wylewne, ale dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy o klubie, czy stadionie.
A, właśnie, przed meczem zaszedłem do budynku klubowego i kupiłem sobie szalik uiściłem darowiznę na cele statutowe klubu, a w ramach wdzięczności otrzymałem szalik. Ten szalik to jedna z najlepszych pamiątek, jakie udało mi się dorwać w tym roku. Już podniecałem się samą nazwą klubu, ale należy jeszcze dodać, że herb klubu również jest fajny (chciałoby się rzec - nareszcie, bo jeszcze kilka lat temu emblemat klubowy pozostawiał wiele do życzenia), a na szaliku prezentuje się on wprost znakomicie. W ogóle, cały szalik jest bardzo wysokiej jakości, a na jego odwrocie są nawet wydziergane najbardziej charakterystyczne miejsca Żelechowa.
Na naszej trybunie nie było zorganizowanego dopingu, widzowie ograniczali się do pojedynczych zaśpiewów. Były zaśpiewy bardziej kibicowskie, takie jak W górę serca, Sępik wygra mecz! Sępik wygra mecz! Sępik wygra mecz! , czy okrzyki Sęęęęęp! z rytmicznym uderzaniem stopami o metalową podłogę trybuny, co stanowiło całkiem przyzwoity zamiennik bębna. Były też różnego rodzaju okrzyki kierowane w stronę boiska - taka szydera stanowiąca nieodłączny element folkloru niższych lig. Największe rozbawienie na trybunach budził emeryt, który krzyczał takie rzeczy jak Sędzia! Za krótki rękaw mają! , czy też zupełnie abstrakcyjną inwektywę w stronę sędziego: Sędzia! Ty lecz się na łupież, bo na głowę już za późno! Nizoral! Nizoral! (dla takich cytatów warto jeździć na niższe ligi).
| | Mecz |
    |
Nazwa klubu piłkarskiego Sęp jest oczywiście bezkonkurencyjna, ale w tym miejscu chciałbym zauważyć, że przeciwnicy też nosili dość interesujące miano. Co prawda słowo Kolektyw znaczy niewiele więcej niż po prostu Drużyna i przy okazji kojarzy się trochę z PRL-owską nowomową, jednak nazwa jest całkiem oryginalna - w tym sensie, że nosi ją niewiele klubów w Polsce. W zasadzie, nazwa klubu Kolektyw zdarza się w PZPN rzadziej niż... nazwa Sęp .
Na przebieg dzisiejszego meczu rzutowała pogoda - murawa była pokryta piękną białą warstwą śniegu. Piłkarze obydwu drużyn wyszli na boisko z różnego rodzaju czapkami, kołnierzami i innymi elementami ubioru, które chyba nie są dopuszczane przez przepisy FIFA, ale ani sędzia, ani obserwator nie mieli większych obiekcji. Piłkarze poruszali się po murawie nieco niezdarnie, mieli pewne problemy z kontrolowaniem żółtej piłki (dobrze, że piłka nie była biała, ponieważ powinna się wyrażnie odróżniać od boiska... ale z perspektywy trybuny nie była to jakaś wielka poprawa), a czasami nawet z utrzymaniem równowagi. W trakcie meczu mieliśmy kilka przypadków źle wyrzuconych autów, ale nie wiem, czy to również było spowodowane pogodą. Teoretycznie cały ten chaos powinien faworyzować słabszą drużynę (Sęp jest w czołówce ligi, podczas gdy Kolektyw bierze udział w walce o spadek), ale... no, już po wyniku widać, że tak nie było.
Piłkarze Sępa dominowali od początku meczu, jednak w pierwszej połowie nie mieli dobrze nastawionych celowników. W ok. 10. minucie meczu sam na sam z Wojciechem Jajszczakiem (bramkarzem Kolektywu) znalazł się chyba Albert Stodulski, ale bramkarz Kolektywu wyszedł z tego pojedynku zwycięsko, przy okazji będąc faulowanym. Bramkarz trochę poleżał na śniegu, ale ostatecznie kontynuował grę - i dobrze, pomyślałem, ponieważ ławka Kolektywu była tego dnia bardzo krótka (ale jak się później okazało, rezerwowy bramkarz akurat był). W 17. minucie Jajszczak jednak skapitulował, ponieważ w sytuacji sam na sam strzałem w długi róg pokonał go Michał Licbarski. Jedyną okazją dla Kolektywu jaką zarejestrowałem w 1. połowie była laga z 33. minuty, po której Patryk Seroczyński (bramkarz Sępa) wyszedł daleko poza pole karne i ubiegł napastnika gości, wybijając piłkę. Generalnie, piłkarze Sępa bardzo często przebywali w polu karnym przeciwnika (zresztą, piłkarze wydeptali na ośnieżonej murawie swoistą heatmapę , która wiele mówiła o przebiegu pierwszej połowy), jednak wykończenie mieli nonszalanckie, wprost fatalne.
Druga połowa była już zupełnie inna. Gracze Sępa byli dużo bardziej skuteczni, a piłkarze Kolektywu bronili się dużo gorzej niż w pierwszej połowie. Dodatkowo, w przerwie na boisko został wprowadzony rezerwowy bramkarz Kolektywu (Przemysław Stosio), który co prawda wpuścił 4 gole, ale... paradoksalnie nie sprawiał on gorszego wrażenia niż zmieniony Jajszczak. W 52. piłkarze Sępa otrzymali rzut wolny na linii pola karnego, ale Łukasz Gendek oddał strzał prosto w mur. W 56. minucie Stosio popisał się dwoma interwencjami na refleks (trochę jak w szczpiorniaku), utrzymując jeszcze Kolektyw przy życiu ale już w 58. minucie było 2:0. Piłkę w polu karnym otrzymał Stodulski - co prawda był odwrócony tyłem do bramki, ale sprawnie obrócił się i oddał w tym czasie strzał w długi róg. W 62. minucie celnym centrostrzałem z prawego skrzydła popisał się Adrian Korgul i mieliśmy już 3:0. Później mieliśmy festiwal zmarnowanych akcji Sępa, a w najbardziej spektakularny sposób zrobił to Damian Grzyb, który przestrzelił z 4 metrów na pustaka. Piłkarz ten zrehabilitował się jednak w 82. minucie, gdy po solowej akcji z minięciem paru obrońców oraz położeniem bramkarza podwyższył na 4:0. Parę minut później swoją jedyną groźną sytuację mieli goście - z ok. 12 metrów w długi róg strzelał Marcin Pilich, ale Seroczyński wyciągnął się i w bardzo dobrym stylu odbił ten strzał. Wynik ustalił Stodulski, trafiając z bliska na 5:0 (choć należy też wspomnieć, że kilka minut wcześniej ten sam piłkarz w innej sytuacji sam na sam minął bramkarza Kolektywu, po czym nie trafił w pustą bramkę).
|
| |
| |
  
|
|