 |
Slovan Bratislava - AS Trenčín 4:0 (1:0)
23.07.2022 18:00
Štadión Tehelné pole, Bratislava
Fortuna liga
Widzów:
5.338 divákov
Cena biletu:
12 (normalny, B-sektor)
| |
Po prawie miesięcznej przerwie Chomik inauguruje sezon 2022/23. Kolejny raz w tym roku oglądam mecz w większym gronie - tym razem wraz z bratem oraz bratem ciotecznym.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Ciężko powiedzieć, od czego należy zacząć tę relację - sobotni mecz był ostatnim dniem tygodniowej wycieczki po europejskich stolicach, którą odbyłem wraz z bratem, bratem ciotecznym oraz siostrą cioteczną. Zaczęliśmy w poniedziałek od przylotu do Budapestu, następnie w czwartek przemieściliśmy się do Wiednia pociągiem MAV relacji Budapest Keleti - Wien Hauptbahnhof. W sobotę nastąpił podział wycieczki, ponieważ siostra cioteczna udała się samolotem z Wiednia do Valencii, podczas gdy nasza trójka przejechała się Flixbusem z Wiednia do Bratislavy (na dworzec autobusowy Mlynské Nivy).
W trakcie mojego wyjazdu oczywiście planowałem przy okazji zobaczyć jakiś mecz, a moim pierwszym wyborem był środowy mecz eliminacji Ligi Mistrzów Ferencvárosi TC kontra... Slovan. Kiedy jednak na 30 godzin przed rozpoczęciem meczu udałem się do kasy, okazało się, że wszystkie bilety już się rozeszły (a więc to już moje drugie nieudane podejście do Ferencvárosu). Innymi słowy, nie udało mi się dostać w środę na mecz, gdzie Węgrzy zapewne lżyli graczy i kibiców Slovana bliżej nieokreślonym ege-szege, za to wybrałem się w sobotę na mecz Slovana, w trakcie którego Słowacy wykrzykiwali maďarské kurvy o graczach i kibicach Ferencvárosu. Łaska Chomika na pstrym koniu jeździ.
Nasz dość krótki pobyt w Bratislavie rozpoczął się od niefajnego dla mnie incydentu polegającego na tym, że wysiadając z autobusu, zostawiłem w nim przypadkowo moją świętą futbolową relikwię, jaką była czapeczka z San Marino. Będąc pełen rozpaczy w związku z tą stratą, czatowałem później na dworcu autobusowym w nadziei, że złapię ten sam autobus jadący z powrotem do Wiednia. Co ciekawe... udało mi się go złapać, a kierowca nawet pozwolił mi nawet wejść do środka i poszukać mojej zguby, ale jej tam nie odnalazłem. (historia ma jednak szczęśliwy finał, ponieważ dokonałem później wymiany czapka ⇄ wino z Chomikomyszką, która również była na meczu w San Marino)
Po zameldowaniu się w zaskakująco dobrym hotelu, wybrałem się wraz z braćmi na krótką wycieczkę do centrum Bratislavy. Wsiedliśmy w tramwaj (w Bratislavie nie ma metra, ale za to sieć tramwajowa jest bardzo przyzwoita), który utknął w okolicach centrum, ponieważ musiał przepuścić... marsz środowisk LGBT. O ile dobrze zrozumiałem, tramwaj ostatecznie został puszczony objazdem. Wysiedliśmy w okolicach mostu SNP (z legendarną restauracją UFO ), następnie wybraliśmy się na wzgórze zamkowe, zobaczyliśmy pomnik IX-wiecznego słowackiego bohatera narodowego, Svätopluka (choć wielu słowackich historyków wskazuje, że ciężko jest nazwać Svätopluka Słowakiem, a jedyne co miał on wspólnego z przodkami dzisiejszych Słowaków to to, że... ich podbił i sobie podporządkował), skąd zeszliśmy w stronę Starego Miasta oraz przystanku tramwajowego. W okolicach Starego Miasta znowu utknęliśmy, ponieważ zablokował nas tym razem... chrześcijański festyn rodzinny (jakże zaskakująca koincydencja terminów z marszem LGBT), ale jakoś udało się nam przecisnąć. Dojechaliśmy tramwajem na stację Nová doba, skąd doszliśmy na piechotę na stadion.
Przy okazji, chciałbym wspomnieć jeszcze o tym, co robiliśmy po meczu - mianowicie, stwierdziliśmy, że chcielibyśmy doświadczyć całkiem standardowej rozrywki, jaką jest zjedzenie kebaba. I jak się okazało, był z tym pewien problem - otóż pomimo tego, że byliśmy w stolicy państwa i to pod stadionem narodowym, wcale nie było to takie proste. Musieliśmy naprawdę pokonać parę kilometrów, aby trafić do przybytku, który w sobotę po godzinie 20. jeszcze oferowałby kebab. Kiedy już nasyciliśmy się kebabem i wracaliśmy do hotelu, stwierdziliśmy, że jak na stolicę, rzeczywiście było tu bardzo spokojnie. Na chodnikach nie widzieliśmy praktycznie nikogo, w mieszkaniach nikt nie puszczał techno, nikt nie darł ryja - albo wszyscy wyjechali na weekend w Tatry, albo Słowacy to naprawdę spokojny i roztropny naród.
| | Stadion |
    |
    |
Štadión Tehelné pole to słowacki piłkarski obiekt narodowy. Zgodnie z opisem, jaki znalazłem na stronie skslovan.com, Futbalový štadión na Tehelnom poli je najmodernejší a technologicky najvyspelejší štadión v strednej Európe . Nie wiem, jakimi kryteriami to zmierzono, ale jeśli chodzi o aspekty architektoniczne, wydaje mi się, że w strednej Európe lepszym obiektem jest np. Stadion Narodowy w Warszawie. Jeśli z kolei kryterium oceny są tu szeroko pojęte technológií, to też mam dużo do zarzucenia - na stadionie mieliśmy wielki problem nawet z zakupieniem biletów przy wykorzystaniu karty płatniczej. W trakcie wielokrotnych prób zapłacenia kartą za nasze bilety zeszło mi z konta w sumie 108€ (sic!), za które otrzymałem 0 biletów na mecz. (historia ma jednak happy-end, bo po skontaktowaniu się z biurem obsługi klienta Slovana uzyskałem wszystkie płatności z powrotem). Bilety na dzisiejszy mecz kupił nam dopiero brat cioteczny.
(osobną ciekawostką jest fakt, że bilety na mecz Mistrza Słowacji nie są personalizowane, czego skutkiem ubocznym byli kręcący się wokół stadionu pokątni handlarze wejściówkami)
Swoją drogą, Štadión Tehelné pole to rzeczywiście bardzo ciekawy kawałek architektury, ponieważ jest on bardzo dobrze wtopiony w tło i z zewnątrz tak naprawdę nie za bardzo widać, że w tym punkcie Bratislavy znajduje się najważniejszy stadion piłkarski na Słowacji. Od strony ulicy widać przede wszystkim kilka mieszkalnych wieżowców, za którymi znajduje się właściwy stadion. Majstersztykiem jest na pewno zrośnięty ze stadionem przeszklony wieżowiec Tower 5, w którym zapewne znajdują się jakieś biura dla korpo-ludzi. Stadion liczy 22.500 miejsc siedzących (w zasadzie trochę mało jak na piłkarski stadion narodowy), a krzesełka są utrzymane w niebieskiej kolorystyce. Widoczność z poszczególnych miejsc na trybunie jest bardzo dobra, a dwa duże telebimy wiszące nad trybunami zabramkowymi dodatkowo poprawiają odbiór meczu. Generalnie, bardzo dobry, porządny stadion na poziomie europejskim.
We wnętrzu trybuny znajdują się stoiska gastronomiczne, a nad każdym z nich znajduje się zaś ekran, na którym można oglądać wydarzenia boiskowe - aby ktoś, kto zdecydował się w trakcie rozgrywki nasycić jakimś Radegastem, nie stracił ani jednej chwili z bezcennej rozgrywki. W przerwie meczu zakupiliśmy sobie napoje, a ja postanowiłem również kupić dla każdego z nas po jednym pagáču, czyli... sam właściwie nie wiem co. Spodziewałem się czegoś tak dobrego jak kibinas (litewska drożdżówka z mięskiem), a w rzeczywistości było to coś, co przypominało kulistego croissanta, takiego trochę słonego, trochę suchego i bez nadzienia.
| | Atmosfera |
    |
    |
Wyjazd do Bratislavy oceniam pozytywnie, przede wszystkim dlatego, że udało mi się kupić wszystkie niezbędne pamiątki. W stojącym przed stadionem sklepie kibica mieszczącym się w dużym kontenerku udało mi się zakupić szalik Slovana, kubek (z hasłem Jedno Mesto - Jeden Klub i średnio wyglądającą grafiką przedstawiającą całą Bratislavę rozżarzoną racami) oraz przypinkę dla brata (100 lat Slovana Bratislava). Ochrona też nie robiła żadnych problemów, że chcę wejść na štadión z kubkiem w plecaku.
Z naszych miejsc mieliśmy dobry widok na C-sektor (trybuna południowa zabramkowa), gdzie zasiadają ultrasi Slovana. Wywiesili oni następujące flagi: Ultras Pezinok 1919 , Belasi Patrioti , Malokarpatská Divizia , Slovan Hooligans Pressburg (niemiecka nazwa Bratislavy, z którą Słowacy też się do pewnego stopnia utożsamiają - w każdym razie, na pewno bardziej niż z węgierskim wariantem Pozsony ), Zverina i parę innych. Przy okazji, przed meczem na murawie pojawiły się dzieciaki niosące flagi z herbami Slovana - również tymi z czasów ČSSR, kiedy w logotypie znajdowały się czerwone gwiazdy i inne znaki tamtych czasów (to chyba m.in. z tego powodu obecny herb Slovana ma kształt pięciokąta).
Ze względu na barierę językową niewiele jestem w stanie powiedzieć o piosenkach intonowanych przez młyn (swoją drogą, jeśli chodzi o język, słowacki jest najbardziej podobny do polskiego ze wszystkich języków narodowych - w wielu sytuacjach wystarczało, że mówiliśmy powoli po polsku, a Słowacy byli w stanie bez problemu nas zrozumieć). Przed meczem odtwarzany był wyjątkowo niemelodyjny i dziwaczny hymn klubowy (dostępny tutaj), którego słowa były wyświetlane na telebimie, dzięki czemu jeszcze wtedy wiedzieliśmy, co jest śpiewane. Po pierwszym gwizdku nie mieliśmy już tego typu asysty dla niesłyszących, dlatego większość zawołań pozostało dla nas nie do rozszyfrowania. Z jednej z piosenek udało mi się wychwycić jedną linijkę, dzięki której mogę przytoczyć z Internetu całą zwrotkę: V Bratislave všetkým známe že belasých radi máme, každá pani, každí pan fanúškuje za Slovan!
Poza tym, było śpiewane m.in. Sialalalala, Belasi, gol! (Belasi to przydomek Slovana), Slovan, do toho! (czyli tak samo jak po czesku), a w drugiej połowie doszło także do pozdrowień dla Ferencvarosa (a mianowicie, padły wspomniane już wcześniej w relacji maďarské kurvy ). W drugiej połowie kibice w młynie odpalili też świece dymne, co spowodowało, że cały štadión na Tehelnom poli spowił niebiesko-biały dym.
| | Mecz |
    |
Przed tym meczem każda drużyna miała jakieś swoje problemy. Piłkarze Slovana myślami byli już raczej przy środowym meczu rewanżowym eliminacji Ligi Mistrzów z Ferencvarosem, a trener Vladimir Weiss raczej nie wystawił tego dnia swojej najlepszej jedenastki. A skoro już mówimy o trenerach, to trenerem AS Trenčín był dobrze znany polskim kibicom Peter Hyballa - tak więc już wiemy, kto był największym problemem drużyny gości..
Tego dnia na boisku mieliśmy więcej ciekawostek dla fanów polskiej piłki kopanej, bo w zespole Slovana zagrało dwóch ex-piłkarzy Lecha - Vernon de Marco (kapitan Slovana, co ciekawe, reprezentant Słowacji) oraz David Holman. Po przeciwnej stronie po murawie biegał Filip Bainović (parę lat temu Górnik Zabrze), a po przerwie z ławki wszedł Lukáš Ďuriška (który pograł w Polsce kilka lat na poziomie 1. Ligi).
Gracze Slovana przeważali od samego początku meczu. Pierwsza groźna akcja miała miejsce gdy Czakwetadze dorzucił piłkę w kierunku stojącego w polu bramkowym Andre Greena; Anglik przyjął piłkę głową, a następnie oddał bardzo koślawy strzał z woleja, który przypadkowo trafił do Ramireza - Wenezuelczyk był jednak na to nieprzygotowany i nie udało mu się skierować piłki do bramki. Następna groźna sytuacja miała miejsce gdy rzut wolny wykonywał David Holman, ale strzał Węgra dobrze obronił Kukučka. Jeszcze lepiej Kukučka zachował się broniąc strzał z bliska Czakwetadze. W międzyczasie goście z Trenčína mieli swoją groźną sytuację - Kmeť dorzucił piłkę w pole karne do Kupusovića, a Serb oddał świetny strzał głową w okienko, który jeszcze lepiej przeniósł nad bramką Adrian Chovan. Poza tym, to piłkarze Slovana kontrolowali grę i bramka dla nich wisiała w powietrzu. W końcu, w 36. minucie wynik meczu udało się otworzyć Hrnčárowi - przy czym, nie była to żadna spektakularna akcja, bo słowacki obrońca po prostu strzelił po ziemi z jakichś 25 metrów i ten szczur wpadł do bramki tuż przy krótkim słupku. Do przerwy było 1:0 dla gospodarzy.
W drugiej połowie piłkarze Slovana zmarnowali trzy świetne sytuacje, które powinny zakończyć się golem - w końcu jednak w 67. minucie udało się podwyższyć rezultat na 2:0. Andre Green dostał świetne podanie z głębi pola (choć to raczej piłkarze Trenčína popełnili w tej sytuacji totalny kryminał) i w sytuacji sam na sam spokojnie pokonał bramkarza. Niedługo później mogło być 3:0, ponieważ Mustafić mając przed sobą pustą bramkę oddał strzał z 4 metrów, ale w jakiś cudowny sposób trafił w znajdującego się przy słupku bramkarza gości, który zdołał to obronić. W 82. minucie na 3:0 podwyższył wprowadzony po przerwie ulubieniec trybun, Juraj Kucka, który strzałem z pola karnego po rykoszecie pokonał Kukučkę. Wynik na 4:0 ustalił Hrnčár, który wbił piłkę do pustej bramki po kolejnej kontrze gospodarzy, podczas której kolejny raz beznadziejnie zachowała się obrona gości.
|
| |
| |
  
|
|