 |
GKS 1962 Jastrzębie - Resovia 1:1 (1:1)
21.08.2021 12:45
Stadion Miejski w Jastrzębiu-Zdroju
Fortuna 1. Liga
Widzów:
1.125
Cena biletu:
20 PLN (Normalny)
| |
Pora na pierwszy w tym roku weekendowy futbolowy wyjazd. Jak często w takich przypadkach bywa, zdecydowałem się na wycieczkę na Śląsk, ponieważ to w tym regionie najłatwiej jest ułożyć sobie atrakcyjny plan wycieczki - a zaczynamy od Jastrzębia-Zdroju.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Jakoś tego faktu wcześniej nie zarejestrowałem, ale okazuje się, że Jastrzębie-Zdrój leży niemal przy granicy z Czechami - odlegość od miasta do terytorium Czech i pierwszej czeskiej kapliczki to w linii prostej jakieś 3-4 kilometry. Spowodowało to, że aby zdążyć na mecz, musiałem wsiąść w pociąg relacji Warszawa - Wiedeń (brzmi burżujsko, ale nie był to żaden pociąg premium) o godzinie 6:30 na Dworcu Centralnym. Aby dotrzeć do Jastrzębia, mogłem spróbować jednej z dwóch opcji - pierwsza polegała na zmianie w Katowicach środka transportu na busa do Jastrzębia, a druga na wysiądnięciu w Wodzisławiu Śląskim (który w linii prostej jest jakieś 12 kilometrów od Jastrzębia-Zdroju) i podjechaniu do miejsca docelowego... taksówką. Biorąc pod uwagę, że bus planowo dojeżdżał do Jastrzębia po 12, co bardzo utrudniłoby mi ogarnięcie przed meczem obowiązkowych pamiątek w sklepie klubowym, zdecydowałem się dość nietypowo na opcję z taksówką (to już rzeczywiście burżujskie).
Kiedy lekko po godzinie 10 wysiadłem z pociągu w Wodzisławiu Śląskim, zorientowałem się, że mój plan miał jeden istotny słaby punkt, którego wcześniej nie przemyślałem - otóż wymagał on telefonicznego zamówienia taksówki. Dla kogoś o... tak działającej psychice jak moja nie jest to prosta sprawa, ale po jakichś 10 minutach chodzenia po peronie i zastanawiania się nad swoim życiem, w końcu wybrałem numer i zamówiłem taryfę. Wsiadłem do taksówki i nawet udało mi się nawiązać z kierowcą rozmowę; taksówkarz był zaskoczony celem mojej podróży oraz faktem, że kojarzyłem historię zdublowanej Odry Wodzisław. Będąc w Jastrzębiu, trochę pokluczyłem po mieście, ale przede wszystkim zaszedłem do tzw. Pasażu Podziemnego przy Galerii Jastrzębie, gdzie znajduje się sklep klubowy. Po nabyciu niezbędnego kubka, skręciłem z głównej ulicy i wszedłem w głąb osiedla mieszkaniowego.
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Miejski w Jastrzębiu-Zdroju w zasadzie znajduje się pośrodku osiedla mieszkaniowego. Dookoła niego położone są wąskie osiedlowe uliczki oraz bloki mieszkalne (wieżowce - z niektórych prawdopodobnie całkiem dobrze wszystko widać). Jak na tego typu duży obiekt i jak na ten poziom rozgrywkowy jego położenie to swojego rodzaju ewenement.
Stadion w Jastrzębiu-Zdroju to obiekt starszego typu - boisko jest otoczone szeroką bieżnią (nie wiem czemu, wyasfaltowaną), a dookoła niej znajduje się wysoki ziemny wał - jego połowa znajdująca się od północnej strony boiska przeznaczona jest na trybunę. Jako osobie źle znoszącej słońce (poparzenia słoneczne, udary słoneczne i takie tam) nie przypadł mi do gustu fakt, że trybuny są skierowane na południe, szczególnie, że tego dnia było bezchmurne niebo i jakieś 28'C pogoda też nie sprzyjała grze w piłkę. A położony pośrodku trybuny sektor to była już totalna patelnia, ponieważ wszystkie ustawione na nim krzesełka były w kolorze doskonałej czerni (nie jakiś wyblakły szajs, tylko właśnie doskonała czerń, albedo 1%).
OK, żeby trochę poukładać ten opis - stadion składa się z jednej trybuny, która liczy jakieś 5,5 tysiąca krzesełek; jej krańce są wyłączone z użytku, a siedziska na nich są zdemontowane. Główna część trybuny pokryta jest krzesełkami koloru zielonego, czarnego i żółtego. Na szczycie trybuny znajduje się zadaszona konstrukcja, na której piętrze znajduje się pewnie coś w stylu stanowisk dla VIP-ów, ale tutaj trochę strzelam. Dach owej konstrukcji obejmuje swoim zasięgiem górne sektory trybuny, które są oddzielone od plebsu specyficznymi murkami - jeden z takich górnych sektorów zaanektowali fani i obecnie znajduje się w nim Młyn (jest to dość nietypowe położenie, ponieważ oznacza to, że młyn znajduje się za piknikiem). Na skraju łuku trybuny znajduje się dość pojemny sektor gości - co ciekawe, wcale nie tak daleko od młynu (są od siebie wzajemnie oddzielone jednym pustym sektorem buforowym). Dookoła stadionu stoją cztery maszty oświetleniowe (podczas drugiej połowy oglądałem mecz na stojąco, w cieniu jednego z nich), a od zachodniej strony boiska znajduje się budynek klubowy (przypominający trochę szkolną halę sportową) z dużym kolorowym telebimem na dachu, na którym wyświetlane są wyniki i inne tego typu informacje.
Po bocznej stronie wspomnianego budynku znajduje się graffiti przedstawiające św. Barbarę i hasło Święta Barbaro, miej w opiece Ludzi Podziemia . Religijnych akcentów w trakcie mojego wypadu do Jastrzębia zaobserwowałem więcej, np. w sklepie klubowym wisiał całkiem duży wizerunek Jana Pawła II (i to bez podpisu w stylu gdy w nocy poluzowałeś somsiadowi śruby w kołach... ).
| | Atmosfera |
    |
Zgodnie z oficjalnym info z 90minut.pl (zdarza się też, że podają temperaturę powietrza, ale nie wiem, od czego to zależy), na meczu pojawiło się 1125 kibiców. W tym totalnie na oko jakieś 150-200 kibiców w młynie i totalnie na oko 50-60 kibiców gości. Kibice gospodarzy wywiesili w swoim młynie flagę GKS 1962 oraz flagę o treści FCP - Jastrzębie to piekło, które my kochamy ooo, kolejny religijny akcent, z kolei goście wywiesili flagę ś.p. Wozu oraz jakąś pomniejszą flagę.
Jeśli chodzi o śpiewane piosenki, to ze względu na bliskość młynu gospodarzy słyszałem głównie piosenki fanów GKS-u (jeśli chodzi o Sovię, to zarejestrowałem tylko przyśpiewkę Ole ole, ole ola i tylko Sovia, Sovia z Rzeszowa ). Doping był dość zróżnicowany, czasem były krótkie zaśpiewy w stylu Hej, hej, Jastrzębie! , Zawsze polskie i mistrzowskie! , czasem dość standardowe rzeczy jak Obiecałaś mi na pewno... , Nie dla nas jest porażki smak... , czy też Naszym klubem GKS... . Jeśli chodzi o trochę bardziej specyficzne zaśpiewy, zarejestrowałem m.in. Zawsze wierni i lojalni, Przez GKS wychowani!
Bramkę strzel, bramkę strzel, GKS-ie, bo ta bramka trzy punkty Ci przyniesie!
(to ostatnie miało dość tendencyjne słowa, ale za to bardzo fajnie wyszło, śpiewane w rytm baju baj, baju baj, proszę pana ) Dość często aktywizowany był piknik - zazwyczaj standardowo poprzez okrzyki Wszyscy wstają i śpiewają! . Raz jednak miała miejsce dość ciekawa sytuacja, ponieważ z młynu do pikniku zszedł dość niepozorny łysy facet - co prawda rozmiaru XXXL, ale z aparycji raczej wyglądający na spokojnego programistę niż na kogoś, kto drze mordę na stadionie. Facet wziął oddech i zaczął krzyczeć Wszyscy wstają i śpiewają! . Gdy piknik wykonał polecenie, v-ce gniazdowy zaczął intonować przyśpiewkę, a kibice po nim powtarzali. Facet miał bardzo donośny głos i żelazne płuca; generalnie przestałem wyobrażać sobie, że jest zwykłym programistą rozkminiającym metody w Javie. leoleoleole!
Kto dziś wygra ważny mecz?
Oczywiście GKS!
leeeeeeeeeeeeeeeo!
leeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeo!
Podczas ostatniej linijki w pewnym momencie zacząłem patrzeć na lecący na telebimie czas, ponieważ gość wydawał jeden i ten sam ciągły dźwięk przez jakieś 15 sekund. Po tym pokazie nasz gniazdowy wrócił do młyna - w każdym razie, nie był on prawdziwym gniazdowym, bo prawdziwy stał z megafonem na murku (nie mogłem na to patrzeć, bo jakby stamtąd spadł, to jakieś 3 metry w dół na beton).
Zaraz po końcowym gwizdku udałem się szybko w stronę Dworca Autobusowego, skąd za 20 minut miał odjeżdżać mój autobus do Katowic. Nieoczekiwanie mijany przeze mnie siwiejący facet zagaił mnie słowami na autobus? . Od słowa do słowa (trochę łamanym polskim, trochę po angielsku) wyszło na to, że rozmówca jest Niemcem też zajmującym się turystyką stadionową. W każdym razie, nie pogadaliśmy zbyt długo, ponieważ na dworcu spotkał on jeszcze innego Niemca, którego chyba nawet nie znał i który również zajmował się zwiedzaniem stadionów. Gdy wsiedliśmy do busa, przez ponad godzinę rozmawiali ze sobą po niemiecku na temat niższych lig polskich. Nie rozumiałem szczegółów, ale w kółko padały nazwy klubów: Górnik Zwei Zabrze , Korhona Rzeszow , Polonia Warschau , LKS Gotschalkowitze (-Go-tschal-ko-wit-ze? -Ja, das ist Fussballclub von Lukasch Pischeck ), itp. Doprawdy surrealistyczne.
| | Mecz |
    |
Gdybyśmy mówili o siatkówce, to mecz Jastrzębie-Resovia na pewno byłby szlagierem, może nawet na miarę fazy pucharowej Ligi Mistrzów; nie znam się jednak na siatkówce, stąd omawiamy dziś mecz piłkarski na drugim poziomie rozgrywkowym - i to jest raczej nie walka o awans, a tzw. walka o spadek.
I rzeczywiście, od pierwszego gwizdka było widać, że mecz będzie raczej dla koneserów i będzie można skupić się na gryzieniu słonecznika niczym rasowy Chomik. Wydaje mi się, że nieco lepiej grali Jastrzębianie, ale oznaczało to mniej więcej tyle, że to ich niecelne strzały powodowały większe emocje niż te Resovii. W 32. minucie wyszli jednak na prowadzenie. Wrzuconą w pole karne Resovii piłkę świetnie przyjął Dariusz Kamiński, następnie przełożył sobie obrońcę i już miał oddawać strzał, gdy piłkę sprzed nosa sprzątnął mu... Daniel Rumin (kolega z drużyny), który trafił do bramki; Branislav Pindroch nawet nie interweniował. Brzmi to trochę bezczelnie, jednak w trakcie gdy Kamiński czarował w polu karnym, piłka mu nieco odskoczyła i nie wiem, czy sam zdążyłby to wykończyć.
Parę minut później miała miejsce ciekawa sytuacja - otóż Resovia przeprowadziła akcję, która skończyła się wybiciem przez Mateusza Słodowego piłki na rzut rożny. Nie wykonali go jednak, ponieważ rozpoczęło się coś, co mógłbym nazwać misterium - sędzia wstrzymał grę i udał się na drugi koniec boiska do stanowiska VAR. Posiedział tam parę minut, a następnie wrócił pod pole karne Jastrzębian i wskazał na wapno. Nikt nie miał pojęcia, dlaczego właściwie to zrobił, w każdym razie Marek Mróz pewnym strzałem z jedenastu metrów pokonał Mikołaja Reclafa. Dopiero po meczu wyczytałem , że w rzeczywistości Słodowy podczas swojej interwencji wślizgiem odbił piłkę na rzut rożny właściwie ręką - karny oczywiście był słuszny, ale z perspektywy trybuny wyglądało to dość absurdalnie.
Druga połowa była chyba równie koneserska, co pierwsza. Z najistotniejszych akcji odnotowałem przede wszystkim sytuację, w której Mikołaj Reclaf (bramkarz gospodarzy) o mało nie został przelobowany przez kilkudziesięciometrowy wykop, który skozłował przed nim wyżej niż bramkarz to przewidywał. Na szczęście nie skończyło się to kuszczakiem i scenką do youtube'owej kompilacji, ponieważ dopadł piłkę jeszcze przed bramką. W każdym razie, remis był rezultatem raczej sprawiedliwym.
|
| |
| |
  
|
|