glownachomikmapatrocinytags
Vasalunds IF - AFC Eskilstuna 4:2 (1:1)
31.07.2021 17:00 17:30
Skytteholms Idrottsplats, Solna
Superettan
Widzów: 293
Cena biletu: 150 SEK 0 SEK (to skomplikowane)
           

Chomik kolejny raz objawił swój talent polegający na umiejętności znalezienia w ciekawej sportowo metropolii totalnie nieciekawego klubu. Tym razem udałem się na mecz... czwartego najlepszego klubu piłkarskiego w Sztokholmie.

Dotarcie na mecz
 
 

Cóż, w tym przypadku ta sekcja będzie dość nietypowa, ponieważ tym razem mecz przedostatniej drużyny drugiej klasy rozgrywkowej bynajmniej nie był moim celem podróży samym w sobie - był to tym razem nieobowiązkowy dodatek do parodniowej wycieczki, którą odbyłem do Sztokholmu wraz z siostrą oraz z siostrą cioteczną, aby skorzystać z dobrodziejstw, jakie niesie z sobą wstrzyknięcie sobie czipa 5G (i posiadanie tzw. europejskiego paszportu covidowego).

Wszystko zaczęło się od tego, że ogarnęliśmy zaskakująco tanie bilety lotnicze do Sztokholmu - łącznie 92PLN w obydwie strony od osoby. Następnie ogarnęłiśmy sobie do tego całą resztę wyjazdu i wtedy okazało się, że to wszystko, co udało nam się zaoszczędzić szybko skompensowało nam się w cholernie wysokich szwedzkich cenach (istotny jest także fakt, że lotnisko Skavsta, na które przylecieliśmy, znajduje się tak naprawdę jakieś 100km od Sztokholmu). Atrakcje, które zwiedzaliśmy w Sztokholmie, były głównie darmowe (ogólnodostępna architektura, Gamla Stan, Stadion Olimpijski, punkty widokowe), choć zdarzyło nam się szarpnąć na coś płatnego, jak bilet 24-godzinny na komunikację miejską (w jego cenie można było przepłynąć się też promem), słynny Vasamuseet, czy też sklep monopolowy sieci Systembolaget (to też w pewnym sensie atrakcja).

A propos, ta strona prawdopodobnie nie jest za bardzo poczytna, ale muszę tu umieścić ostrzeżenie dla wszystkich potencjalnych entuzjastów Szwecji - na lotnisku w strefie Duty Free Zone alkohol był sprzedawany jedynie odlatującym do krajów spoza UE. Stąd, jeśli ktoś chciałby przywieźć sobie ze Szwecji fajną pamiątkę w postaci np. Akvavitu, powinien zaczekać na Polexit sobie ją ogarnąć wcześniej w Systembolaget.

Skoro już byłem w Sztokholmie, postanowiłem ogarnąć sobie jakiś mecz. Tego weekendu w Sztokholmie grali: znany w całej Europie klub Djurgardens IF oraz mało znany klub z 2. klasy rozgrywkowej o nazwie Vasalunds IF. Jak wiadomo, ostatecznie trafiłem na Vasalunds IF - głównie z tego względu, że na Djurgardens mogło wejść tylko ok. 9 tys. kibiców i uzyskanie biletu byłoby problematyczne (choć przyznaję, że gdybym sumiennie i regularnie sprawdzał informacje biletowe na stronie dif.se, udałoby mi się trafić na wąskie okienko czasowe, w którym pewna pula biletów została udostępniona do ogólnej sprzedaży). Skoro już zdecydowałem się zobaczyć Vasalund, w sobotę po południu oderwałem się od reszty swojej wycieczki i pojechałem Tunnelbaną ze stacji T-Centralen do stacji Solna Centrum. Przejażdżka trwała jakieś 14 minut i przyjemność ta kosztowała mnie w sumie 37SEK (czyli... jakieś 17PLN). Ale niezależnie od ceny, metro jest naprawdę obowiązkowym punktem wycieczki po Sztokholmie.

Stadion
 
 

Stadion jest bardzo korzystnie położony, bo ok. 300-400m od stacji metra Solna Centrum. Vasalunds IF nie za bardzo wykorzystuje ten potencjał, ponieważ na terenie stadionu nie zobaczyłem ani jednego emblematu VIF, a moją konfuzję dodatkowo potęgował fakt, że na bramie znajdowała się nazwa bliżej nieokreślonego klubu Skytteholms IP (nazwę rozwija się jako Skytteholms Idrottsplats i jak się okazuje, jest to po prostu nazwa stadionu). Stadion nie jest zbyt interesujący, a nawet powiem więcej - zdziwiłem się, że na takim obiekcie można rozgrywać w Szwecji mecze drugiej klasy rozgrywkowej (w dużo mniej zamożnej Polsce obiekt nie zostałby nawet warunkowo dopuszczony do Fortuna 1. Ligi). Stadion składa się z trzech trybun - trybuna główna jest położona wzdłuż linii bocznej boiska, jest zadaszona (niestety, dach wsparty jest cholernymi słupami, które przesłaniają boisko) i mieści jakieś 2 tys. czerwonych krzesełek; ponadto, za bramkami znajdują się dwie dość dyskretne trybuny stojące, które bardziej wyglądają jak stelaże niż pełnoprawne sektory. Zgodnie z oficjalnymi informacjami, stadion liczy od 4 do 5,4 tys. miejsc, ale skłaniałbym się raczej ku tej dolnej granicy, ponieważ liczba 5,4 tys. jawnie nie spina mi się z zaobserwowanym stanem rzeczywistym. Wrażenia przeciętności dopełniają niezbyt imponująca tablica wyników (nawet na niej nie ma żadnego emblematu VIF!) i sztuczna nawierzchnia, choć na tej szerokości geograficznej być może nie należy oczekiwać cudów. Z drugiej strony, zastanawiam się, czy półgodzinne opóźnienie meczu nie było spowodowane miernym stanem igelitu, ponieważ na boisku długo przebywali greenkeeperzy - jedni ze szczotkami, drudzy ugniatający butami poszczególne elementy nawierzchni. Jeśli chodzi o pozytywy - na stadionie znajdują się cztery maszty oświetleniowe.

Jak przystało na dzisiejsze nieprzyjemne czasy - bilet na mecz ogarnąłem sobie przez Internet. A w zasadzie próbowałem ogarnąć, ponieważ przy obydwu próbach zakupu biletu przez Internet tuż po poprawnym uiszczeniu płatności w PKO BP następowało przekierowanie na serwery Klarny, gdzie trafiałem w jakieś totalne limbo polegające na tym, że patrzyłem na całkowicie pustą stronę. Najlepsze było to, że pomimo tego, że płatność została dokonana prawidłowo (pieniądze zeszły z konta), na stronie vasalundif.ebiljett.nu (ciekawostka: .nu jest domeną wyspy Niue, która to domena jest bardzo popularna w Szwecji, ponieważ w językach skandynawskich słowo Nu oznacza Teraz) nie pojawiał się żaden zakupiony bilet. Problem występował niezależnie od przeglądarki (na szczęście nie wyszedłem na frajera, który utopił parokrotnie 150SEK próbując zakupić bilet na 2. ligę szwedzką - pieniądze każdorazowo wracały na konto, z potrąceniem opłąt za przewalutowanie), dlatego stwierdziłem, że zakupię bilet fizycznie w kasie stadionowej. Jak się okazało na miejscu, instytucja kasy biletowej nie istniała i jedyną opcją było zakupienie biletu przez nie najlepszy system internetowy. Stąd, miałem również nie najlepszą opinię o standardzie organizacyjnym klubu.

Ale z drugiej strony - jakoś przecież dostałem się na mecz, skoro na Chomiku pojawiła się pełnoprawna relacja. Otóż wyjaśniłem kierownikowi ochrony zawiłości techniczne dotyczące moich prób zakupu biletu, przedstawiłem screen z bankowości elektronicznej, gdzie płatność z Vasalunds IF w nazwie znajdowała się wśród blokad (a inna wśród zwrotów) - z jednej strony przekonywałem, że zrobiłem wszystko, co tylko byłem w stanie, żeby tylko nabyć bilet na mecz, a z drugiej strony, że przyznaję, że prawdopodobnie wszystkie moje oczekujące płatności zostaną zwrócone. Chciałbym zobaczyć mecz, a nie mogę zapłacić, z drugiej strony, nie chcę być cheap bastard i dostępować tej przyjemności bez należytej opłaty. Kierownik ochrony rozpoznał moje szczere intencje i stwierdził, co następuje:

Don't worry, it's OK. You can enter - it's on me

Co za wspaniały kraj. A przy okazji - wszystkie płatności wróciły na moje konto, a więc teoretycznie wkręciłem się na mecz na tzw. krzywy ryj.

Atmosfera
 

Jak jest groundhopping, to są i pamiątki... a właściwie, powinny być. Niestety, także i w tym przypadku zaskoczyłem się in minus, ponieważ jak się okazało, na stadionie nie dało się zakupić żadnych pamiątek. Jedyne, co udało mi się zakupić na meczu, to hot-dog. Wiadomo, Szwecja kojarzy się z IKEA, a IKEA kojarzy się z przeciętnymi, ale za to bardzo tanimi hot-dogami. Mój hot-dog prezentował jakość nieco poniżej ikeowej, za to kosztował 25SEK (czyli jakieś 11 PLN). Zawsze miałem łeb do interesów.

Jakkolwiek miły był kierownik ochrony, który wpuścił mnie na mecz niejako na krzywy ryj i miła była pani na stoisku gastronomicznym, która wydała mi resztę z banknotu 500-koronowego, sekcja dotyczy przede wszystkim atmosfery na trybunach... za którą muszę znów objechać gospodarzy, a konkretnie ich kibiców. Niekoniecznie za frekwencję (zresztą, wydaje mi się, że prawdopodobnie było na meczu więcej niż oficjalna liczba 293 - szczególnie że ta liczba na pewno nie obejmuje choćby mnie), bardziej za brak jakichkolwiek form dopingu, a nawet pojedynczego emblematu klubowego w ubiorze któregokolwiek z pikników. Piknikowa grupa wyjazdowa z Eskilstuny (licząca jakieś kilkanaście osób, większość w pomarańczowych barwach klubowych) zdominowała stadion swoimi dość prostymi piosenkami, wśród których najczęściej przewijało się Eskilstuna! Eskilstuna!. Kibice gości przywieźli nawet z sobą bęben, na którym wychwytywali bardzo chwytliwe rytmy - na tyle chwytliwe, że niektóre dzieciaki z sektorów gospodarzy zaczynały do nich klaskać, de facto przyłączając się tym samym do dopingu dla gości. Ale to właśnie 10-12-letnie dzieciaki też jako jedyne próbowały zagrzewać do boju swoich piłkarzy, raz na jakiś czas śpiewając cienkimi głosami piosenkę Hej, hej, Vasalund! Hej, hej, Vasalund!.

Na koniec ciekawostka - nie wiem, czy dobrze zrozumiałem informację na stronie Vasalunds IF, ale wynika z niej, jakoby istniał sklep klubowy, w którym możliwy jest zakup pamiątek... przez 27 godzin w ciągu roku. Tak mi się wydaje, że należy to interpretować:

KLUBBSHOPENS ÖPPETTIDER 2021:
Måndag 25 januari 16:00 - 19:00
Måndag 22 februari 16:00 - 19:00
Måndag 22 mars 16:00 - 19:00
Måndag 12 april 16:00 - 19:00
Måndag 10 maj 16:00 - 19:00
Måndag 16 augusti 13:00 - 16:00
Måndag 27 september 16:00 - 19:00
Måndag 18 oktober 16:00 - 19:00
Måndag 15 november 16:00 - 19:00

Mecz
 

Jako że nie spodziewam się tu wielu koneserów Superettan, wyjaśnię na początek parę podstawowych kwestii sportowych. Przede wszystkim, w Szwecji gra się popularnym na Północy systemem wiosna-jesień, a obydwa kluby miały już za sobą jakieś pół sezonu, dzięki czemu było już wiadomo, jaki mają one potencjał. Wiadomo było więc, że Eskilstuna to ligowy średniak, któremu nie grozi ani spadek, ani awans. Pomimo swojej nietypowej nazwy, nie jest to klub imigrantów (jak choćby Akropolis czy Syrianska), ponieważ Eskilstuna to nazwa miejscowości. Z kolei Vasalund jest klubem walczącym o spadek, który przed tym meczem zajmował przedostatnią pozycję w tabeli. Jest to beniaminek, w poprzednim sezonie grał jeszcze na poziomie Ettan (co częściowo wyjaśnia, co jest takiego super w drugiej klasie rozgrywkowej, że aż nazwali ją Superettan).

Różnica pomiędzy obydwiema drużynami była zauważalna, ponieważ Eskilstuna grała bardziej kombinacyjnie, podczas gdy Vasalund stawiał raczej na lagę. W 4. minucie groźny strzał z dystansu oddał Ahl-Holmström (AFC), a Mîţu (VIF) sparował piłkę do boku; dobitka była nieudana. Obrona VIF nie wyciągnęła z tego wniosków (w kadrze Vasalund znajduje się Kebba Ceesay, szkoda, że akurat w tym meczu nie zagrał), bo już w 8. minucie Ahl-Holmström w sytuacji sam na sam z Mîţu wyprowadził gości na prowadzenie. Gospodarze próbowali zaś odpowiadać przede wszystkim wysokimi piłkami w stronę duetu napastników - raz z tego mogła być groźna akcja, ponieważ Durmaz na 40. metrze w wygranym pojedynku główkowym odegrał piłkę do Traore, ale Gwinejczyk zabrał się do akcji jak wóz z węglem, więc został szybko dogoniony przez obrońców. W 26. minucie średnio groźna akcja gospodarzy została przerwana przez Lushaku niepotrzebnym faulem, za który został ukarany żółtą kartką. Do stojącej piłki doszedł Charbel Georges i świetnym strzałem w okienko wyrównał wynik meczu.

Dość nietypowym akcentem było puszczenie zarówno w 30. jak i w 60. minucie z głośników dżyngla Superettan. Kto robi takie rzeczy? W każdym razie, Eskilstuna starała się wyjsc z powrotem na prowadzenie. W 36. minucie Ahl-Holmström dostał świetne podanie mniej więcej na połowie boiska i pobiegł w stronę bramki strzeżonej przez Mîţu. Biegnący za nim ostatni obrońca VIF nie za bardzo był zainteresowany piłką i po prostu przewrócił napastnika AFC na linii pola karnego. Dla mnie byłby to spory dylemat, ponieważ nie wiedziałbym, czy za ten faul należał się rzut wolny, czy karny. Sędzia Vesprini takiego dylematu nie miał, ponieważ... kazał grać dalej (w 2. lidze szwedzkiej nie ma VAR-u, więc takie rzeczy przechodzą... ale to i tak nie powinno przejść). Do przerwy gospodarze dociągnęli dość szczęśliwie swój remis.

Druga połowa rozpoczęła się od sporego urozmaicenia, ponieważ Lushaku sfaulował dość ostro gracza VIF w środku pola. Wnikliwy czytelnik zapewne zapamiętał, że w 26. minucie ten gracz popełnił inny niepotrzebny faul na żółtą kartkę (ten, po którym padła bramka z wolnego) i to się zgadza - goście od 48. minuty grali w osłabieniu. Można powiedzieć, że stał się tym samym MVP meczu, ponieważ jego zejście dodało wiatru w żagle gospodarzom - w 54. minucie gola na 2:1 dla Vasalund strzelił Durmaz. Objęcie prowadzenia przez gospodarzy było zdaje się dość nietypową dla nich sytuacją, ponieważ od razu wycofali się do obrony (dopuszczając często do groźnych sytuacji) i dość często grali na czas. Kibicom gości wyjątkowo nie spodobało się leżenie na murawie zaprezentowane przez Zuraba Ciskaridze, ponieważ do końca meczu wygwizdywali go przy każdym jego kontakcie z piłką. Na murawie w pewnym momencie położył się też napastnik Mai Traore, ale masażyści go poskładali - na tyle dobrze, że parę minut później zaliczył sprint na bramkę gości i w sytuacji sam na sam z Törnqvistem podwyższył na 3:1. W 86. minucie Eskilstunę dobił Nikola Vasić (wysoki Szwed z bałkańskim nazwiskiem i 9 na plecach, z bródką, włosami zawiązanymi w kitkę - kojarzy Wam się to z czymś?), który tak jak Traore stanął w sytuacji sam na sam z bramkarzem.

Na sam koniec meczu piłkarze AFC Eskilstuna dostali na pocieszenie rzut karny, który pewnym strzałem w okno wykończył York Rafael.

next  prev