 |
FC Stadlau 1913 - Post SV Wien 4:0 (2:0)
12.09.2020 16:00
Sportanlage Stadlau, Wien
Landesliga Wien
Widzów:
~250
Cena biletu:
8 (Vollpreis)
| |
Co prawda nadal jestem w Austrii, ale tym razem już na meczu niższej klasy rozgrywkowej, w której grają głównie półamatorzy - tzw. kelnerzy i listonosze. Tym razem prawdopodobnie dosłownie, ponieważ drużyna gości ma w nazwie pocztę i jej barwy zgadzają się z oficjalnymi kolorami Österreichische Post.
| | Dotarcie na mecz |
    |
    |
Jak wiadomo z poprzedniego raportu, ten weekend spędzałem w Austrii. Po całkiem udanym meczu 2. Ligi w dzielnicy Floridsdorf postanowiłem, że w sobotę też coś zobaczę, pomimo tego, że miałem do dyspozycji już tylko mecze Regionalligi (3. poziom rozgrywkowy) i Landesligi (4. poziom rozgrywkowy). Ostatecznie dałem się skusić ofercie FC Stadlau 1913 - przede wszystkim, dałem się namówić datą 1913 w nazwie klubu i bardzo estetycznym stadionem z oldschoolową trybuną główną - pomimo, że to tylko czwarta liga (ale nie samą czwartą ligą człowiek żyje - nazajutrz zakupiłem w sklepie z prasą Skarb Kibica poświęcony trzeciej lidze, grupie wiedeńskiej).
Z racji tego, że byłem w Wiedniu po raz pierwszy w życiu i chciałem z tego faktu odpowiednio skorzystać, ten dzień znów zacząłem od zwiedzania stolicy Austrii. W pierwszej kolejności zobaczyłem Hundertwasserhaus, czyli, jak mówi Google, dom, na którym rosną drzewa - przy czym zaręczam, że drzewa nie są największą osobliwością tego budynku. Pan Hundertwasser projektując ten budynek musiał być dobrze najarany (zupełnie jak ktoś, kto wykonał nagrobek Falco). Następnie zobaczyłem Prater i wesołe miasteczko oraz stadion Ernsta Happela (przy czym stadion zobaczyłem z zewnątrz, a do środka udało się zajrzeć tylko przez jedną bramę). Pod stadionem znajdowała się stumetrowa kolejka ludzi, w którą chciałem się wkręcić, ale na szczęście w porę się zorientowałem, że była to kolejka ludzi oczekujących na test na COVID-19. Następnie podążałem szlakiem linii U2 - zobaczyłem Donaumarinę, Donauspittal (szpital wygląda tak nowocześnie, że aż chce się tam umierać) i dojechałem do lemingowego osiedla Seestadt będącego stacją końcową. W końcu wysiadłem na stacji Hardegasse i po dłuższym kluczeniu po okolicy w końcu trafiłem na obiekty sportowe Stadlau.
Kiedy znalazłem się w okolicy obiektów FC Stadlau, zastanawiałem się, czy jest sens pojawiać się na dzisiejszym meczu - czy nie odbędzie on się na jakimś bocznym boisku pokrytym sztuczną murawą, czy na pewno będzie biletowany. Na szczęście kiedy wszedłem na teren stadionu, moim oczom ukazała się kasa - tam po angielsku wytłumaczyłem obsługującej cały biznes starszej pani, że chcę zobaczyć dzisiejszy mecz. Spytała mnie, czy jestem może studentem, a kiedy zaprzeczyłem, dostałem bilet normalny (Vollpreis) za całe 8 Euro, czyli zgodnie z kursem, po jakim wymienili mi pieniądze w kantorze na Kabatach - 36 złotych (więcej niż niedawno za mecz polskiej Ekstraklasy Śląsk Wrocław - Cracovia). Ale wydaje mi się, że było warto.
| | Stadion |
    |
    |
Sportanlage Stadlau jest to stadion położony w obszarze administracyjnym dzielnicy Donaustadt (22. dzielnica Wiednia) o nazwie Stadlau. Największym sukcesem klubu FC Stadlau jest spędzenie 3 sezonów w Staatsliga (najwyższej klasie rozgrywkowej) w latach 50. - od tego czasu klub pałętał się najpierw w 2. lidze, a następnie w 3. i 4. lidze. W samym klubie (obecnie znajdującym się w 4. klasie rozgrywkowej) panuje jednak ciągle atmosfera nostalgii za minionymi sukcesami, co ma poniekąd odzwierciedlenie w wyglądzie stadionu, który ma zbyt rozbudowaną infrastrukturę jak na 4. ligę, za to dość przestarzałą. Jest to oldschoolowy obiekt, posiadający jedną w pełni zadaszoną trybunę z ławkami (w centrum trybuny znajduje się mini-sektor VIP, w którym znajdują się krzesełka), na terenie stadionu znajduje się ponoć równie oldschoolowa restauracja. Różne źródła wskazują na to, że stadion FC Stadlau może liczyć nawet 5000 miejsc, ale w rzeczywistości wliczane są tu miejsca stojące na nasypach ziemnych dookoła boiska - sama trybuna główna może pomieścić ok. 1200-1500 osób.
Na stadionie nie ma sztucznego oświetlenia (poza latarniami, które nie mogą służyć za oficjalne oświetlenie na meczach firmowanych przez ÖFB, nawet w czwartej klasie rozgrywkowej), za to należy docenić naturalną murawę i analogową tablicę wyników. Stadion niestety jest wielofunkcyjny, co oznacza, że wokół boiska wije się bieżnia lekkoatletyczna - na szczęście trybuny są na tyle wysokie, że nie zaburza to widoczności.
| | Atmosfera |
    |
Mam pewien problem z tym, co należy wpisać w tej sekcji. Na meczu pojawiło się jakieś 250-300 osób, które na pewno były w pewni świadome, na co się decydują (na czwartą ligę) i mają z mojej strony chomiczy szacunek, że pojawiły się one tego dnia na stadionie Stadlau. Jednak nie mam za bardzo o czym pisać jeśli chodzi o atmosferę na trybunach, ponieważ takowej nie było. Ot, zwykłe oklaski w przypadku dobrze rozegranej akcji, oraz gwizdy/buczenie w przypadku błędnej deyzji sędziego. Jedyny element kolorytu, jaki wprowadzali do meczu kibice, to były owacje dla Tobiego - czarnoskórego piłkarza gości, którego często pozdrawiała grupka osób zlokalizowana w miejscu przeznaczonym teoretycznie dla fanatyków Stadlau. Niestety, wychodzi na to, że Landesliga Wien jest tak niską ligą, ze nie potrafiłem wyśledzić w Internetach kim jest właściwie Tobi (czy jest on np. byłym piłkarzem gospodarzy), stąd nie napiszę nic więcej o tym fenomenie. W każdym razie, w trakcie meczu z trybun nie padły żadne inne zawołania.
Jak na oldschoolowy klub przystało, na stadionie znajduje się porządne stoisko gastronomiczne. Gdy się pod nim stawiłem, na początku miałem zamiar skusić się na coś z posiłków, ale w tym przypadku oferta była niewielka, oferowano głównie tajemniczy posiłek zwany Semmel . Gdy wygooglowałem to słowo, wywnioskowałem, że jedynym posiłkiem sprzedawanym na stoisku są... kanapki. Dlatego zdecydowałem się na napój, a konkretnie na Orange Spritzen - sok pomarańczowy z jakąś wodą sodową z domieszką alkoholu. Napój spowodował, że odbiór drugiej połowy był dużo bardziej przyjemny niż pierwszej.
| | Mecz |
    |
Jak wygląda mecz 4. ligi austriackiej? Mówiąc szczerze - wspaniała rozrywka. Piłkarze mają umiejętności i technikę użytkową na poziomie dobrego klubu 2. Ligi polskiej - a przy tym pełną świadomość, że grają na poziomie amatorskim. Stąd, w grze piłkarzy było dużo polotu i fantazji, a dyscyplina taktyczna znajdowała się na poziomie polskiej okręgówki. Jest to doprawdy idealne połączenie, które sprawia, że każdemu mógłbym polecić austriacką Landesligę - w każdym razie, mecz był dużo fajniejszy niż dzień wcześniej na Floridsdorfie, gdzie piłkarze grali oczywiście lepiej pod względem jakościowym, ale dużo bardziej pragmatycznie i z większą liczbą przerw w grze.
Piłkarze wyszli na boisko z utworem Let's get ready to rumble (z filmu Kosmiczny mecz ) w tle. Grę zaczynała drużyna Post SV i mniej więcej w 6. sekundzie meczu jeden z piłkarzy spalił sytuację. O ile liniowy (gruby w okularach wyglądający niczym wzięty wprost z amerykańskiego filmu familijnego o sporcie) się nie pomylił, to był to najszybszy spalony, jaki kiedykolwiek widziałem w meczu. Poza tym, piłkarze austriackiej poczty stanowili tło dla gospodarzy, którzy już w 7. minucie wyszli na prowadzenie. W pole karne wbiegł Simon Kupec i oddał strzał w długi róg bramki strzeżonej przez Mario Kovacevicia. Ten wykazał się dobrym refleksem, ale niestety sparował piłkę przed siebie, a tam z bliska do bramki dobił ją Christian Libic. W 13. minucie David Prochal z prawego skrzydła zagrał idealną piłkę do Mario Topcicia, który w sytuacji sam na sam podwyższył na 2:0. Pierwsza groźna sytuacja Post SV miała miejsce w 18. minucie. Michael Reitsamer długo krążył przed polem karnym, przekładał sobie piłkę i uprawiał czary niższej ligi, aż w końcu oddał strzał na bramkę. Piłka po rykoszecie potoczyła się minimalnie obok słupka bramki strzeżonej przez Aleksandara Mirkovicia, który tylko odprowadził ją wzrokiem.
A piłkarze Stadlau atakowali dalej - w 23. minucie do linii końcowej pociągnął Noah Roka i wycofał w środek pola karnego do Libicia. Libic co prawda pokonał interweniującego Kovacevicia, ale po drodze do bramki piłka zatrzymała się na jednym z obrońców Post SV. Pierwszą naprawdę dobrą sytuację piłkarze gości mieli pod koniec pierwszej połowy - Konstantin Papanikolaou świetnie zagrał do Vlado Risticia, który znalazł się sam na sam z Mirkoviciem. Próbował go mijać, a wtedy bramkarz Stadlau świetnie wygarnął piłkę spod jego nóg, niczym na filmie instruktażowym lub w grze komputerowej. Po pierwszej połowie Bezirkderby (Österreichische Post świadczy co prawda usługę powszechną na terenie całej Austrii, ale na stronie Stadlau nazwano mecz derbami dzielnicy ) gospodarze prowadzili 2:0.
W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił. W 55. minucie strzałem z linii pola karnego w długi róg wynik podwyższym Marek Blazej. Nie widziałem całej akcji, ponieważ szukałem w plecaku monet dla dzieciaków, które zbierały na coś tam do puszki (uzbierałem 1,40 - w polskich warunkach jest to więcej niż piątak, w austriackich pewnie tyle nie wrzuca się nawet do fontanny). W 58. minucie miała też miejsce rzadka sytuacja, kiedy Simon Kupec wyblokował tylną częścią ciała wybicie bramkarza - zwykle bramkarzowi przeszkadza się dla zasady, jakiś efekt jest z tego co najwyżej raz w sezonie. W sumie, tutaj też nie było efektu, ponieważ piłka trafiła z powrotem do Kovacevicia, który mógł ją dzięki temu złapać w ręce. W 63. minucie wprowadzony po przerwie w drużynie Stadlau Erik Wassermann został sfaulowany przed polem karnym w sposób jawnie nieprzepisowy (został złapany wpół przez obrońcę), po którym to faulu wywiązała się duża przepychanka, w wyniku której czerwoną kartką został ukarany Patrick Berner z Post SV. Sam poszkodowany strzelił z rzutu wolnego nad bramką. Trzy minuty później Kupec dorzucił w końcu gola do swojego dorobku meczowego, który do tej pory składał się z asysty, głupiej żółtej kartki (za wykonanie wolnego bez gwizdka trzy sekundy po tym jak sędzia pokazał mu sygnalizację gramy na gwizdek ) i zablokowania bramkarza tylną częścią ciała. I to całkiem spektakularnego gola, po solowej akcji, w której wyminął paru obrońców i wyszedł w sam na sam z bramkarzem.
Do końca meczu gospodarze bawili się piłką, a goście głównie przeszkadzali i wybijali. Wynik nie uległ zmianie.
|
| |
| |
  
|
|