glownachomikmapatrocinytags
Floridsdorfer AC - SV Lafnitz 1:2 (0:0)
11.09.2020 18:30
FAC-Platz (Leopold Stroh Stadion), Wien
2. Liga (Austria)
Widzów: 365
Cena biletu: 11,50 € (Nord-Tribüne, Vollpreis online)
           

Prosta zagadka - jak nazywa się klub sportowy z Wiednia, w przeszłości mistrz kraju, z okrągłym herbem, w którym na białym tle wypisane są niebieskie litery FAC? Oczywiście, chodzi o Floridsdorfer AC.

Dotarcie na mecz
 
 

Pomysł, żeby wyruszyć z Polski dokądkolwiek w poszukiwaniu dobrego futbolu zakiełkował w mojej głowie pod koniec sierpnia. Zacząłem szukać tanich lotów (w dobie SARS CoV-2 jest to raczej nieodpowiedzialne, ale na szczęście mam warunki, by po powrocie do Polski w zasadzie całkowicie odizolować się od innych ludzi) i znalazłem bardzo fajną ofertę lotów do Wiednia. Był to weekend, w którym ruszała austriacka Bundesliga i 2. Liga, więc liczyłem na to, że uda mi się zarezerwować jakiś bilet (w październiku w Austrii są wybory, więc stadiony są stopniowo odmrażane) - a w razie gdyby się nie udało, zawsze były jeszcze niższe poziomy rozgrywkowe. W ten weekend na dwóch najwyższych poziomach rozgrywkowych swoje mecze rozgrywały dwie drużyny z Wiednia - Rapid oraz Floridsdorfer. W pierwszej kolejności próbowałem dostać bilet na Rapid, ale tam prawdopodobnie wszystko rozeszło się w postaci karnetów. Stąd, ostatecznie mój wybór padł na były klub Sebastiana Boenischa, na którego stronie (tzn. klubu, nie Boenischa) udało mi się zakupić bilet on-line - i jedyne, czego w związku z tym żałuję, to fakt, że kupiłem go on-line, ponieważ jak się okazało, temat dało się spokojnie ogarnąć w kasie stadionowej.

Do Wiednia przyleciałem w czwartek po południu - co ciekawe, pomimo że przyleciałem zwykłym Wizzairem, wyszedłem z samolotu przez rękaw lotniczy, niczym bogacz. Drugą ciekawostką był fakt, że nie ścigały mnie żadne służby sanitarne - nikt nie kazał mi wypełniać żadnych formularzy, nikt mnie nie zatrzymywał (z mojej perspektywy to dobrze, ale mówiąc szczerze, nie świadczy to dobrze o poczynaniach pana Kurza i spółki w walce z pandemią). Skoro już dostałem się do stolicy Austrii bez żadnych problemów, czwartkowy wieczór i część piątku spędziłem na oglądaniu różnych obowiązkowych atrakcji Wiednia, jak gdybym był typowym turystą. Obejrzałem Schönbrunn, Gazometry, historyczne centrum Wiednia, pospacerowałem po wyspie Donauinsel. Zjadłem Wiener Schnitzel i Sachertorte, popijając Almdudlerem. Z mniej oczywistych rzeczy, pojechałem na Zentralfriedhof specjalnie w celu zobaczenia grobu Falco, czyli jednego z moich ulubionych artystów (zresztą, Wiener Schnitzel zjadłem w restauracji Falco's, gdzie w tle leciały takie hiciory jak Rock me, Amadeus). Wreszcie, po południu wsiadłem w pociąg metra linii U6, wysiadłem na stacji końcowej Floridsdorf, a następnie przeszedłem ok. 2 kilometry aż doszedłem do stadionu FAC.

Stadion
 
 

Stadion Floridsdorf AC jest obiektem mocno... improwizowanym. W bramie wejściowej stały dwa kontenery użytkowe - w jednym mieściły się kasy (które minąłem ze smutkiem, ponieważ miałem ze sobą wydrukowany bilet zakupiony on-line), a w drugim sklepik. Niestety, w sklepiku nie było kubków, ale za to kupiłem sobie szalik z hasłem Wir für die 21. (gdzie 21. oznacza numer dzielnicy Floridsdorf), pobrałem też darmowy fajnie wydany oficjalny program 2. Ligi austriackiej. Następnie przeszedłem przez cztery linie ochrony stadionu - najpierw sprawdzono mój wydrukowany bilet, następnie zmierzono mi temperaturę bezdotykowym termometrem (w końcu jakieś poważne podejście, którego jak dotąd nie doświadczyłem w Polsce). Później odpowiednia osoba spisała wszystkie moje dane kontaktowe w przypadku jakichś przypałów związanych z COVID-19, a na sam koniec przeszedłem przez normalną kontrolę kieszeni i zawartości plecaka. W końcu zostałem skierowany w stronę swojej trybuny, po drodze mijając wysprayowane na betonie i na trawie schematy przedstawiające, w jaki sposób ludzie mają oczekiwać w kolejce do toalet czy do punktów gastronomicznych.

A propos trybun, w końcu wypada powiedzieć coś na temat stadionu. Stadion składa się w sumie z czterech trybun, z których w zasadzie każda stanowi odrębną konstrukcję i każda wygląda zupełnie inaczej. Główna trybuna, znajdująca się od południowej strony boiska, to dość kańciasta, zadaszona trybuna, w której/za którą mieszczą się szatnie, a na szczycie której znajdują się miejsca VIP. Sama trybuna nie jest jednak zbyt wielka - z tego co widziałem, liczyła ona zaledwie kilka rzędów. Trybuna zabramkowa jest również w pełni zadaszona, jednak jest to dużo lżejsza konstrukcja niż trybuna główna. Jej dach wygląda identycznie jak dach stojącego sektora gości (tego dnia oczywiście pustego), znajdującego się od południowo-wschodniej strony boiska - i to chyba jedyny element nadający jakieś wzajemne podobieństwo stadionowym trybunom. Wreszcie, czwarta trybuna - trybuna północna (czyli moja), składała się z trzech nisko położonych rzędów krzesełek. Jako jedyna nie była zadaszona... i w ogóle wyglądała jak wyjęta żywcem z 4. ligi mazowieckiej.

Na stadionie jest porządne sztuczne oświetlenie i dość prosta tablica wyników, która wyświetla po prostu wynik (HEIM - GAST, bez żadnych fajerwerków) oraz czas. Co ciekawe, każda z trybun miała swoje własne stoisko gastronomiczne (pomimo tego, że na meczu było oficjalnie 365 osób, prawdopodobnie się to opłacało). W związku z pandemią COVID-19, na stadionie obowiązywały zasady dystansu społecznego - w trakcie przemieszczania się obowiązywały maseczki, a zasiadać na trybunach można było jedynie zachowując odstęp jednego miejsca. Na stadionie było to bardzo dobrze wyegzekwowane, ponieważ miejsca wyłączone z użytku były zaklejone taśmą.

Atmosfera
 

Floridsdorfer, jako klub dzielnicowy (ja o nim wcześniej słyszałem, ale zdaję sobie sprawę, że dla większości Polaków jest to instytucja anonimowa), nie posiada fanatycznych kibiców. Nie należy spodziewać się żadnych flag, rac, czy zorganizowanego dopingu - tego dnia jedynymi zawołaniami, które słyszałem, było eF, A, Tsy, które pod koniec meczu intonowała jakaś grupka dzieciaków. Poza tym, ludzie ograniczali się do głośnego komentowania wydarzeń boiskowych i do oklaskiwania co lepszych akcji gospodarzy.

Co do komentowania wydarzeń boiskowych, obok mnie siedział gość w koszulce reprezentacji Niemiec, który parokrotnie zwracał się do mnie po niemiecku, mimo tego, że tłumaczyłem, mu, iż Ich bin Tourist. Ich spreche kaum Deutsch. Inaczej niż w przypadku emeryta z Lens nie nawiązałem z nim jednak żadnej więzi, więc tym razem nie mam tu do przytoczenia żadnych ciekawych dialogów. Ogólnie na moim miejscu siedzącym było mi dość ciasno i nosiłem się z zamiarem zajęcia miejsca stojącego na trawniku za trybuną, tak samo jak kilkanaście innych osób. Po jakimś czasie spostrzegłem jednak, że ochrona bardzo szybko wyłapuje tego typu kibiców i sprowadza ich z powrotem na przypisane im miejsca siedzące, stąd też postanowiłem nie ruszać się z mojego.

Jak wspomniałem, pomimo tego, że na trzech trybunach zasiadało w sumie 365 kibiców, każda z trybun miała swój odrębnie funkcjonujący punkt gastronomiczny. Brzmi to dość dziwnie, jednak prawdopodobnie się to opłacało, ponieważ praktycznie każdy z kibiców coś brał ze swojego punktu - a to przekąskę, a to piwo, a to coś innego. W końcu, ja też zdecydowałem się przejść do swojego punktu i poprosić o Almdudlera - kosztowało mnie to co prawda 4,20€, ale za to dostałem półlitrowy kubek, w którym znajdował się miks Almudlera z jakąś alkoholową wodą sodową. W sumie, pomogło to w pozytywnym odbiorze drugiej części gry.

Pomimo tego, że jak wspomniałem, sektor gości był zamknięty, na stadionie byli obecni jacyś goście z Lafnitz (o ile oczywiście Lafnitz to rzeczywiście nazwa miasta i nie jest to jakieś słowo w stylu Sociedad, czy Sowietow). W każdym razie, aktywowali się oni w momentach, kiedy goście strzelali bramki, wydobywając z siebie dźwięki aplauzu.

Przy okazji - to, co rzuciło mi się jeszcze w oczy przed pierwszym gwizdkiem, to obecne na stadionie pewne aspekty walki z dyskryminacją osób LGBTQWERTY. Były to między innymi tęczowe chorągiewki w narożnikach boiska oraz obecny na głównej trybunie profesjonalnie wykonany transparent Wiener Fußball gegen homophobia. Mam do tego ambiwalentny stosunek - z jednej strony, nie wiem, czy dyskryminacja osób LGBT jest na Zachodzie nadal takim problemem, żeby trzeba było ciągle walczyć z nią tak pretensjonalnie i na każdym kroku. Z drugiej strony, jako obywatel kraju, gdzie próbuje się nam wmówić, że to ludzie (cytat przycięty w odpowiednim miejscu, ale robi wrażenie), rozumiem sens takich gestów.

Mecz
 

Zgodnie z tym, co wyczytałem w niemieckojęzycznych Internetach (a więc z czego zrozumiałem co najwyżej 20%), mecze Floridsdorf z Lafnitz były zazwyczaj dość wyrównane, więc mógł paść tu każdy wynik. Takie wyrównane mecze walki. I niestety, w pierwsze połowie rzeczywiście zobaczyłem typowy wyrównany mecz walki; przez pierwsze minuty drużyny okopywały się w swoich polach karnych i wypuszczały po paru piłkarzy do przodu w celu rozpoznania bojem. Gra była szarpana i generalnie męcząca. Mniej więcej w 15. minucie miała miejsce pierwsza groźna akcja gospodarzy - po długiej górnej piłce drużynę gości uratował bramkarz Zingl wyjściem poza pole karne i wybiciem głową. Zainicjowało to bardzo groźną kontrę gości, w której bardzo groźny rajd przeprowadził Tom Cruise Daniel Gremsl (bardzo podobny z wyglądu i wzrostu), który w końcu wystawił piłkę w pole karne Florianowi Prohartowi - ten w dogodnej sytuacji przestrzelił. W 18. minucie ten sam gracz Lafnitz (Gremsl) jeszcze lepiej wystawił piłkę w pole karne - jeden z piłkarzy pokonał strzałem bramkarza gospodarzy, ale przed linią bramkową znajdował się obrońca Floridsdorfu, który wybił piłkę. Pod koniec pierwszej połowy piłkarze FAC przebudzili się. W 39. minucie zmarnowali najlepszą akcję, kiedy znajdujący się jakieś dwa metry przed pustą bramką Anthony Schmid po otrzymaniu podania... nie trafił nogą w piłkę. Do końca pierwszej połowy FAC przeprowadził parę groźnych akcji swoim lewym skrzydłem, ale ostatecznie ta część gry skończyła się wynikiem bezbramkowym.

Druga połowa rozpoczęła się atakiem gospodarzy, którzy w dogodnej sytuacji trafii w słupek. FAC szybko jednak spoczął na laurach i inicjatywę przejęli goście - ja z kolei miałem do czynienia z pewnym dylematem, ponieważ z jednej strony kibicowałem (tradycyjnie)gospodarzom, a z drugiej strony, liczyłem na jakieś gole, a zdecydowanie bliżej zdobycia bramki byli piłkarze SV Lafnitz. I rzeczywiście - w 73. minucie po wrzutce w pole karne gospodarzy najlepszą orientacją wykazał się Patrick Bürger, który bardzo dobrym strzałem głową pokonał Belmina Jengicaricia. Gospodarze odgryźli się 4 minuty później. Wszystko za sprawą wprowadzenia na boisko w 70. minucie Kabowerdańczyka (bardzo pozytywnie powitanego przez trybuny, ponieważ był to dla niego powrót do FAC po dwóch latach) Flavio dos Santos Diasa, który w 76. minucie przeprowadził bardzo dynamiczną akcję prawym skrzydłem, zakończoną faulem na nim w polu karnym. Karnego pewnie wykorzystał Marco Sahanek. Wyrównująca bramka spowodowała, że piłkarze gospodarzy mocno się podjarali i próbowali się jak najszybiej przedostać w pole karne Lafnitz, by ich dobić - czysto sportowe argumenty były jednak tego dnia po stronie gości. Po rzucie rożnym dla Lafnitz w 84. minucie piłka spadła przed pole karne, gdzie mierzonym strzałem tuż przy słupku zmieścił ją Georg Grasser, ponownie wyprowadzając gości na prowadzenie. Oczywiście gospodarze pod koniec meczu cisnęli, próbując zdobyć bramkę wyrównującą, ale im się to nie udało (szczególnie, że gospodarze kończyli mecz w 10, ponieważ w 89. minucie czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie dostał Bojan Lugonja). Najbliżej gola był w doliczonym czasie gry Flavio dos Santos, który po długiej piłce w pole karne mógł skorzystać z prezentu od gospodarzy (jeden z obronców SVL wyciął swojego bramkarza), ale zabrało mu refleksu i piłka wyszła na aut bramkowy. Mecz skończył się zwycięstwem gości.

next  prev