 |
Zagłębie Lubin - Korona Kielce 2:1 (1:1)
26.06.2020 20:30
Stadion Zagłębia Lubin
PKO BP Ekstraklasa
Widzów:
885
Cena biletu:
25 zł (normalny, trybuna wschodnia)
| |
Kolejny punkt mojej wycieczki na drugi koniec Polski - tym razem jadę z Wrocławia do Lubina na częściowo odmrożony po pandemii stadion Zagłębia.
| | Dotarcie na mecz |
    |
Z racji tego, że poprzedniego dnia byłem na meczu we Wrocławiu i właśnie tam nocowałem, dojazd do Lubina miałem dość łatwy - wsiadłem w pociąg Kolei Dolnośląskich relacji Wrocław - Głogów i wysiadłem na stacji Lubin Główny (istnieje jeszcze stacja Lubin Stadion, ale o niej będzie trochę później). Następnie udałem się do Cuprum Arena w celu zakupienia pamiątek w znajdującym się tam fanshopie Zagłębia. Co ciekawe, kiedy piszę Cuprum Arena , bynajmniej nie mam na myśli stadionu Zagłębia, a... centrum handlowe. Z tego co wyczytałem w Internetach, to centrum handlowe nie ma nic wspólnego ze sportem; ewentualnie można powiedzieć, że trochę przypomina kształtem stadion albo dużą halę. Plus oczywiście należy wspomnieć, że znajduje się tam Fanshop Zagłębia.
W sklepie kupiłem sobie na pamiątkę dziwaczny szalik Zagłębia, cały w motywach z GTA San Andreas. Do tego dorzuciłem obowiązkowy kubek, przy czym wybór kubków był niezbyt ciekawy - mogłem wziąć albo czarny kubek z logo Zagłębia w miedziowym kolorze, albo biały kubek z kolorowym herbem Zagłębia, a właściwie tylko jego wycinkiem (kto wpadł na taki pomysł?). Ostatecznie zdecydowałem się na czarny kubek, pomimo tego, że wyglądał on jak mało oryginalny gadżet reklamowy. Tak zaopatrzony wybrałem się do mojego miejsca noclegowego w Lubinie - a stamtąd pieszo na stadion.
Parę lat temu Lubin zgłaszał swoją kandydaturę jako jedno z miast-gospodarzy Młodzieżowych Mistrzostw Europy 2017. Nie wiem, jak miałoby to wyglądać, biorąc pod uwagę, jak fatalne jest piesze dojście na stadion. Zaczynając od stacji kolejowej Lubin Stadion, należy iść na stadion zwykłym poboczem, ponieważ na stadion nie prowadzi żaden chodnik. W końcu dochodzi się do wyasfaltowanego placu, na którym ponoć odbywa się giełda samochodowa. Poszedłem więc tym pustym placem wzdłuż obskurnych knajp-samoróbek, próbując dostać się do jednej z dróg prowadzących na stadion, które były oznaczone na Google Maps - wszystkie okazały się jednak być zamknięte. Musiałem więc zawrócić i poszukać innej trasy. I w końcu, idąc wzdłuż płotu od południa, znalazłem pieszą drogę, która bynajmniej nie znajdowała się na żadnej mapie - prowadziła ona wydeptaną ścieżką przez przerwę w płocie, dzięki której dostałem się na teren stadionu. Nie dziwi mnie, że Lubin nie dostał organizacji MME... (zresztą, na niekorzyść Lubina świadczył argument, że zagraniczni kibice mogliby go pomylić z Lublinem , a stadion Zagłębia z Cuprum Arena)
| | Stadion |
    |
    |
Skoro już dostałem się na teren stadionu przez jakąś przerwę w ogrodzeniu, mogę opisać, jak wygląda sam stadion. Jest to estetyczny obiekt liczący 16 tys. miejsc siedzących i w pełni zadaszony; nad obydwiema bramkami na zadaszeniu zainstalowane są telebimy. Trybuny są w kolorze pomarańczowym miedziowym, z dodatkiem krzesełek czarnych, które służą do tworzenia napisów - na jednej trybunie ZAGŁĘBIE , na drugiej dwukrotnie KGHM . Krzesełka są wygodne, podoba mi się też fakt, że trybuny są nieco podniesione względem poziomu boiska (o metr albo półtora, ale zawsze). Właśnie dzięki temu podwyższeniu trybun, na ich froncie znajdują się mniej więcej dwumetrowe ścianki. Na tej znajdującej się przed młynem Zagłębia (Przodek ) znajduje się graffiti, na którym nie od razu czytelnymi zawijasami napisano ZAGŁĘBIE LUBIN AŻ PO ŻYCIA KRES . Jest ono stylizowane nieco na transparent i... głupio się przyznać, ale do tej pory widziałem ten stadion tylko na skrótach z Ekstraklasy i sam wtedy wierzyłem, że to rzeczywiście jest transparent. Na koniec akapitu jeszcze powiem, że jak na mój gust, stadionowi nieco opakowania , dzięki czemu obiekt wyglądałby ciekawiej z zewnątrz. Chyba w Lubinie też mają takie wrażenie, ponieważ na wschodniej ścianie stadionu znajduje się rozpostarty druk wielkoformatowy z hasłem KGHM ZAGŁĘBIE .
Jeśli chodzi o nowy reżim sanitarny, Lubin przygotował się do organizacji meczu znacznie lepiej niż Wrocław. Przed wejściem znajdował się dozownik z żelem dezynfekującym (to akurat jest standard obowiązujący wszędzie), ale tu miałem tym razem jasne wytyczne odnośnie postępowania - po przejściu przez bramkę należy mieć odkrytą twarz (aby kamera mogła ją zarejestrować), następnie należy udać się w maseczce na swoje miejsce. Po zajęciu miejsca - zdjąć maseczkę, ponieważ bezpieczeństwo widzom miał zagwarantować dystans społeczny. Każde miejsce, które można było zająć, miało przypięte odpowiednie oznaczenie, co bardzo pomagało ustalić, czy zasiadłem w odpowiednim rzędzie (bo akurat oznaczenia rzędów na stadionie były nie do końca jednoznaczne). Szkoda tylko, że na stadionie nie był prowadzony pomiar temperatury (na pewno zorganizowanie go byłoby łatwiejsze niż we Wrocławiu, ze względu na mniejszą liczbę widzów do przerobienia).
| | Atmosfera |
    |
W momencie gdy mecz z Koroną pojawił się w otwartej sprzedaży w serwisie ekibic.zaglebie.com, dostępne było chyba ok. 300 miejsc w sumie na dwóch sektorach - reszta była zarezerwowana dla posiadaczy karnetów. Ci z różnych powodów nie przybyli na mecz tłumnie, stąd oficjalna liczba widzów na meczu wynosiła zaledwie 885. Co ciekawe, na moim sektorze (a więc też ze sprzedaży otwartej) znajdowało się również kilkoro Niemców, którzy najprawdopodobniej przyjechali tu specjalnie, żeby zobaczyć trochę piłki na żywo. Niemcy przyjeżdżają specjalnie do Polski, żeby zobaczyć mecz w grupie spadkowej Ekstraklasy - brzmi dość zaskakująco.
Przed meczem doszło do ciekawego wydarzenia, jakim było... okoliczne tąpnięcie. Cały stadion został wprawiony w odczuwalne drgania, które trwały w sumie jakieś kilka sekund. Pierwszy raz miałem do czynienia ze wstrząsem sejsmicznym, będąc na stadionie. I w sumie w ogóle.
Młyn Zagłębia w związku z covidowymi okolicznościami nie był zbyt liczny i liczył ok. 150-200 kibiców. Pierwsze, co odśpiewał młyn, to dość standardowe Tylko zwycięstwo, Zagłębie tylko zwycięstwo! , czy Wygraj to dla nas, Zagłębie, wygraj to dla nas! (melodia wiadoma), następnie śpiewano Hej Zagłębie, hej Zagłębie... (tu melodia jest mniej oczywista, bo było to w rytmie zarezerwowanym dla piosenek o PZPN). Kibice z Przodka byli wyrozumiali dla swoich zawodników w pierwszych minutach meczu, kiedy z pikniku leciały w stronę boiska słowa krytyki i bluzgi. Byli nastawieni do swojej drużyny cały czas pozytywnie, śpiewając Biało-zielone! Miedziano-biało-zielone! , czy: Zagłębie, jesteśmy z Tobą, nie opuścimy Cię, nigdy Cię nie zdradzimy, bo my kochamy Cię!
Kibice nie mieli też nic osobistego względem Korony - kiedy śpiewali standardową kibicowską piosenkę, do której kibice wielu klubów lubią wplatać słowa kurwy pokonamy! , kibice Zagłębia zaśpiewali po prostu Koronę pokonamy! . W drugiej połowie na Przodku pojawił się bęben, który trochę dodał mocy kibicowskim piosenkom. Dzięki temu na trybunie zaczęła dominować piosenka o bardzo fajnej melodii (choć akurat same słowa wskazywałyby raczej na to, że jest to wtórny szajs - szkoda więc, że nie nagrałem próbki dopingu, bo brzmiało to bardzo fajnie): Ole, ole! Zagłębie, ole, ole! Zagłębie, ole-oleo... Zagłębie, ole, ole...
| | Mecz |
    |
Gdziekolwiek jestem na meczu, właściwie zawsze kibicuję drużynie gospodarzy. Ciężko, żeby było inaczej, skoro zasiadam z gospodarzami w pikniku, a często również i w szaliku. Tym razem muszę jednak przyznać, że miałem nadzieję na zwycięstwo Korony. Zagłębie w tym meczu nie grało już praktycznie o nic, podczas gdy Korona ciągle walczyła o utrzymanie - i choć już dawno zatraciła wiele z tych cech, które kazały w przeszłości nazywać ją Bandą Świrów , na pewno walczyła o to utrzymanie z większym zaangażowaniem niż np. Arka. I rozpoczęła ten mecz z większym zaangażowaniem niż np. Zagłębie. W 5. minucie miała miejsce pierwsza groźna akcja gości - niejaki Milan Radin (kto?) próbował minąć przed polem karnym obrońcę Miedziowych. Przełożył go dosłownie 5 razy, ale za szóstą próbą przewrócił się. Ale to nie anonimowy Serb był głównym elementem planu Korony na dzisiejszy mecz. Był nim bowiem Petteri Forsell, znany z najlepszego w całej Ekstraklasie uderzenia z dystansu i... widocznej nadwagi (79 kg przy 168 cm, czyli jak na piłkarza trochę dużo; swoją drogą, wolę patrzeć na Forsella, niż na nienagannie prowadzącego się ligowca kopiącego się po czole). W 12. minucie Fin znalazł się przed pierwszą dobrą sytuacją, jaką był rzut wolny z ok. 25 metrów od bramki Hładuna. Jego strzał minimalnie minął wtedy bramkę gospodarzy - cała ławka Korony poderwała się ze swoich miejsc, ponieważ piłka odbiła się od znajdującego się za bramką słupka i wplątała się w siatkę, co z ich perspektywy zapewne wyglądało jak gol.
W 21. minucie Zagłębie dość niemrawo zaatakowało, ale któryś z obrońców Korony przerwał podanie, odbijając piłkę na 20. metr. Tam na strzał z powietrza zdecydował się Jewgienij Baszkirow - Rosjanin złożył się do tego jak do woleja, a wyszedł mu dziwny lob, który wpadł idealnie w okienko bramki strzeżonej przez Marka Kozioła, dzięki czemu Zagłębie objęło prowadzenie. W 27. minucie goście mogli je podwyższyć, ale Kozioł obronił zarówno strzał z bliska Bohara, jak i dobitkę z ostrego kąta Białka. W 39. minucie bramkarz Korony ponownie uratował zespół gości, zatrzymując na linii bramkowej strzał z pięciu metrów Białka. Zagłębie grało z luzem i polotem... aż nastąpiła 45. minuta, kiedy Korona wywalczyła jakoś rzut wolny w odległości prawie 30 metrów od bramki Hładuna. Do piłki doszedł wspomniany już wcześniej Petteri Forsell i... oddał genialny strzał, który odbił się od poprzeczki i wpadł do bramki Zagłębia. Uderzenie było tak niesamowite, że znaczna część stadionu biła brawa po tym strzale. W przerwie do szatni gospodarze schodzili z niedosytem, a goście z jakąś dozą nadziei.
Korona rozpoczęła drugą połowę z animuszem - było parę koronkowych akcji, było parę strzałów z dystansu (Gnjatić i Forsell), zanosiło się na pierwszą wygraną Kielczan po podziale na grupę mistrzowską i spadkową. Aż nastąpiła feralna 67. minuta, w której Zagłębie popykało trochę piłką w polu karnym Korony, aż w końcu ktoś wycofał piłkę na 20. metr, gdzie czekał Jewgienij Baszkirow. Urodzony w Leningradzie pomocnik (jeszcze się załapał na taki zaszczyt - miasto dopiero miesiąc później zmieniło nazwę na Sankt-Pieterburg) strzelił idealnie w okno bramki gości. Trzy gole, wszystkie po strzałach z dystansu, wszystkie znakomite. Naprawdę byłem zadowolony z tego, co udało mi się tego dnia zobaczyć na żywo.
Do końca meczu nie wydarzyło się już wiele, Zagłębie spokojnie dociągnęło to zwycięstwo, które Miedziowym dało niewiele, a Koronie odebrało właściwie resztki marzeń o utrzymaniu. Z ciekawostek - tak wyśmiewany Forsell pokonał w trakcie tego meczu chyba czwarty najdłuższy dystans spośród wszystkich zawodników przebywających na boisku. A skoro już jesteśmy przy bezużytecznych ciekawostkach, pod koniec meczu jeden z obrońców Korony został ukarany żółtą kartką: Spiker: Żółtą kartką został ukarany... Themistoklís Tzimópoulos.Kibic: O ja pierdolę!
|
| |
| |
  
|
|