glownachomikmapatrocinytags
Elana Toruń - Energetyk Gryfino 1:0 (0:0)
15.10.2017 14:00
Stadion im. Grzegorza Duneckiego, Toruń
3. liga, gr. II
Widzów: ~700-800?
Cena biletu: 10 zł (normalny, sektor A)
       

Po meczu Pomorzanina Toruń przyszła pora na danie główne tej niedzieli, czyli na toruńską Elanę. Nie miałem daleko, ponieważ boisko, na którym gra Pomorzanin, dosłownie sąsiaduje ze stadionem Elany. Trudno o większą wygodę, prawda?

Dotarcie na mecz
 

Okazuje się, że nie ma takiego miejsca, w którym nie potrafiłbym się zgubić. Tutaj pobiłem swoisty rekord, ponieważ zabłądziłem w drodze na stadion, choć wiedziałem gdzie on jest, w przerwie meczu Pomorzanina stałem nawet pod samym jego ogrodzeniem. Po meczu wystarczyło jedynie trafić pod główną bramę. Gdybym liczył sobie wyjazdowe kilometry, jak na przystało na kiboli/groundhopperów/innych entuzjastów pseudofutbolu, mógłbym sobie dopisać do licznika kolejne 1km. Nie sprawdziłem bowiem drogi na stadion i po prostu założyłem, że będzie prowadziła na niego jakaś duża ulica. Okazało się, że na stadion prowadzą tylko dwie drogi – jedna wygląda jak wjazd na parking zespołu szkół, a druga jak wjazd na parking przy lodowisku. No i właśnie za tym lodowiskiem schowany jest stadion. Przynajmniej po drodze mogłem trochę poprzyglądać się temu, co wypisuje się i przykleja tu i tam na murach. Podobnie jak w Grudziądzu, tak i tutaj największym rywalem klubu piłkarskiego jest… klub żużlowy, KS Toruń, znany szerzej pod nazwą Apator.

Przyszedłem do budynku z kasami, zakupiłem w nim bilet normalny (10zł). Ku mojemu zdziwieniu, impreza okazała się być niemasowa, ponieważ nie musiałem podawać swoich personaliów. Następnie skorzystałem ze skromnej oferty oficjalnego klubowego sklepiku, zakupując smycz oraz mini-koszulkę piłkarską do powieszenia na szybie samochodu w oknie pokoju. Pamiątki dość nietrafione, jednak chciałem się zabezpieczyć na wypadek, gdyby się okazało, że na stadionie nie będzie stoiska kibiców. Cóż, muszę się jeszcze wiele nauczyć…

Stadion
 

Stadion lekkoatletyczny im. Grzegorza Duneckiego (wszechstronny lekkoatleta reprezentujący Pomorzanina w latach 1937-1949). Bardzo estetyczny, całkiem komfortowy, z tajemniczym Skyboxem i wielkim telebimem na koronie, za jedną z bramek. Bardzo przyjemne dla oczu kolory krzesełek, oczywiście żółte i niebieskie. Stadion składa się z dwóch trybun – głównej trybuny zadaszonej (sektor A), oraz owijającej się wokół boiska trybuny odkrytej (sektor B). Na krańcu odkrytego sektora, nieopodal telebimu znajduje się klatka gości, która akurat ego dnia była pusta. Na tyłach trybuny głównej jest całkiem dużo przestrzeni, na której można w przerwie pospacerować, zjeść kiełbasę z grilla (6 złotych za bardzo zacny zestaw kibica), czy też zapalić, jeśli ktoś ma taką dewiację. Na stadionie znajduje się również dogodny podjazd dla niepełnosprawnych – niby nic, ale kiedy zaczynam sobie przypominać przeróżne stadiony, które miałem okazję ostatnio zwiedzać, to taki element nie jest wcale oczywisty. I wbrew temu, co słyszałem o ochronie (a właściwie wyczytałem, na dużo lepszym blogu o tematyce groundhopperskiej), nie miałem większego przypału w trakcie kontroli, podczas której miałem plecak wypchany wczorajszym ubraniem i pamiątkami z Grudziądza.

Stadion ma jednak jedną wielką wadę – jak sama nazwa wskazuje, jest on lekkoatletyczny. Oznacza to, że boisko od trybuny odgrodzone jest bieżnią. Co więcej, obok bieżni znajdowała się również kolejna bieżnia, tym razem do skoków w dal (kończyła się dużą piaskownicą), co jeszcze zwiększało dystans odgradzający widzów od boiska. Owszem, stadiony lekkoatletyczne są w Polsce zjawiskiem powszechnym (bynajmniej nie uważam tego za coś złego, w końcu jeśli jakieś miasto wykosztowuje się na stadion, to nie musi on służyć jedynie tej jednej dyscyplinie), ale to zawsze odbiera przyjemność z oglądania meczu. Szczególnie, biorąc pod uwagę, że trybuny są mimo wszystko dość niskie. Stadion liczy 4300 miejsc, a trybuny znajdują się w zasadzie z trzech stron boiska. Część wydarzeń boiskowych (szczególnie zachodnia część boiska) jest skutecznie przesłonięta przez ławki rezerwowych.

Atmosfera
 

Prawie cała widownia dzisiejszego spektaklu, której liczebność określiłem jako „kilkaset” osób (nie mam pojęcia, jak ją oszacować – ostrożnie strzelam, że było 700-800 widzów), zasiadła na trybunie głównej – tylko kilku zapaleńców oglądało spotkanie z korony stadionu na trybunie odkrytej. Na wschodnim krańcu trybuny A rozlokował się młyn gości w liczbie jakieś 150-200 osób, z paroma flagami, m.in. widoczną na zdjęciu flagą „Żółto-Niebiescy”, oraz dwoma flagami upamiętniających zmarłych kibiców. Kibice prowadzili kramik ze smyczami (podczas gdy ja miałem już zakupioną swoją januszową smycz w kasie biletowej) i bardzo dobry doping, wzmocniony energicznym bębnem i akustyką niezbyt wysoko położonego dachu. Śpiewali takie rzeczy jak:

„Oooo, Elana, bramkę strzel”

„Dla nas ten Klub, jest niczym Bóg!
Kochamy Go, Elana gol!”

„Władcy Torunia już od wielu lat…”
(nie zapamiętałem, co było dalej)

Było też trochę śpiewów związanych bezpośrednio z bieżącymi wydarzeniami boiskowymi:

„Walczyć, biegać i się starać – tutaj trzeba zapierdalać!”

„Co jest grane, co jest grane, co, co, co?”

Odśpiewano również piosenkę, której melodii każdy się domyśla:

„Naszym Klubem ZKS – cała Polska o tym wie,
że w Toruniu władzę ma tylko Nasza Elana!”

Jak już jesteśmy w tym temacie, pozdrowiono również zgody, ponieważ rozległo się po kolei „Ruch, Ruch, HKS!”, „Łódzki Widzew! Łódzki Widzew!”, „Myszkowski KS!” oraz „Autonomia, Autonomia Kaliska!” (pytanie za 100 punktów: kogo zabrakło z układu WRWE?). W drugiej połowie odśpiewano również „Lalalala, jebać Kolejorz!”.

Dodatkowo w 68. minucie cały stadion wstał i zaczął bić brawo (technicznie rzecz biorąc, zegar pokazywał wtedy liczbę 68, co oznacza, że upłynęło już 68 minut, a więc była to 69. minuta), po czym młyn zaśpiewał „Sektor Niebo, pamiętamy!”. Kibice zachęcali również do wyjazdu do Konina na mecz z Aluminium Górnikiem. W pamięć zapadła mi również specyficzna forma „niewerbalnego” zagrzewania piłkarzy do boju, która polegała na tym, że bito w bęben i czasami robiono coś, co brzmiało jak wysokie „Uuu, uuu!”. To właśnie słyszałem – chyba, że zaszkodziła mi tego dnia kiełbasa z grilla.

Wzdłuż trybuny chodziła maskotka Elany – Wilk Elanowiec, który przybijał z dzieciakami piątki. Z kolei po samej trybunie chodziły ponoć hostessy, które rozdawały darmowe programy meczowe, ale było to głównie w sektorze znajdującym się po drugiej stronie skyboxa i ja nie załapałem się na obdarowywanie. Po meczu na szczęście udało mi się znaleźć gdzieś na trybunie niewymięty program i zabrać jako pamiątkę z meczu. Co do pamiątek, na trybunie działało bardzo konkretne stoisko kibiców, którzy oferowali bluzy, koszulki, szaliki, smycze i inne rzeczy, tyle że ja oczywiście oczekiwałem przede wszystkim kubka. Kubków nie było, ale za to kupiłem… żółtą filiżankę z herbem Elany. Oczywiście z żółtym spodeczkiem, pełna kulturka. Pamiątki zakupione w kasie stadionowej przypadły więc bratu.

Mecz
 

Elana jest solidnym zespołem z czołówki III ligi, z kolei beniaminek z Gryfina w pierwszych 10 meczach sezonu uciułał 8 punktów i raczej walczy o spadek. Bardzo przypadł mi do gustu herb gości, który wygląda jakby był zaprojektowany w latach 60.

Z początku meczu w pamięć głównie zapadł mi arbiter tego meczu, który miał na imię Eliasz, oraz fakt, że w ciągu pierwszych 25 minut trener Energetyka zdążył dokonać dwóch zmian. Pierwsza, w 5. minucie, była całkowicie wymuszona, ponieważ obrońca gości chyba nawet stracił na chwilę przytomność. Druga, w 25. minucie, to była albo wędka, albo coś spowodowanego urazem (zszedł Łukasz Aleksandrowicz, jednak w drugiej połowie trener Elany postanowił wyrównać liczbę Aleksandrowiczów i wpuścił na boisko Patryka – tego, który przez wiele lat grał w Grecji). Ostatnimi dniami trochę padało, murawa była więc dość grząska i dobra do bronienia się, ale Elana wypracowała sobie parę dobrych sytuacji. W 7. minucie po zagraniu wzdłuż bramki obrońca z Gryfina wybił piłkę wprost pod nogi gracza Elany, który fatalnie skiksował przy próbie strzału. W 21. minucie po bardzo dobrej wrzutce dwóch graczy Elany próbowało strzału głową, ale obydwaj minęli się z piłką. Ale Energetyk sprawiał dzisiaj niezłe wrażenie – dość często atakował, choć polegało to głównie na niezbyt groźnych wrzutkach.

W drugiej połowie Elana przycisnęła. W 48. po wrzutce z rzutu rożnego któryś z jej piłkarzy trafił głową w poprzeczkę. 2 minuty później Chmielewski otrzymał piłkę na 12. metrze, jednak nie trafił czysto w piłkę. W 51. minucie po wrzutce z rzutu wolnego dobrej okazji nie wykorzystał Ciach. W 64. minucie Energetyk miał z kolei chyba swoją najlepszą sytuację w tym meczu, ale jeden z piłkarzy strzelił głową nad opuszczoną przez Poloczka bramką. W 73. minucie Elana strzeliła jedynego gola – po strzale po ziemi w długi róg bramkarz Energetyka odbił piłkę przed siebie i do bramki wbił ją zmiennik Kordian Górka.

W 77. minucie sędzia popełnił zdaniem kibiców jakiś błąd – nie odgwizdał karnego, bądź odgwizdał spalonego. Nie pamiętam, za to zapamiętałem, że młyn skwitował to zaśpiewem „Sędzia, ty pało, żeby ci łeb rozjebało!”. W następnej minucie na boisku w drużynie Energetyka pojawił się piłkarz, którego spiker nie miał w protokole meczowym, więc nazwał go „gość z numerem 17” (ogólnie spiker na Elanie jest dość ciekawy i bardzo gadatliwy w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

W doliczonym czasie gry gracz Elany został sfaulowany w polu karnym, jednak sędzia nakazał grać dalej – Energetyk ruszył z kontrą, ale ta została zatrzymana zaledwie kilkanaście metrów od pola karnego, tym razem naprawdę ewidentnym faulem graczem Elany. A po paru sekundach gracz Elany również został wycięty równo z trawą. Sędzia w końcu odgwizdał faul, a na boisku rozpoczęła się wielka przepychanka, w której wzięli udział chyba wszyscy piłkarze z pola i w wyniku której czerwoną kartką ukarany został Patryk Aleksandrowicz z Elany. Po paru minutach, gdy głowy już ostygły, Elana w końcu wykonała swój rzut wolny, a wykonawca trafił prosto w poprzeczkę; gracz, który próbował dobić strzał, znajdował się na pozycji spalonej. Po tej akcji sędzia zakończył spotkanie.

next  prev