glownachomikmapatrocinytags
Pomorzanin Toruń - Start Pruszcz 4:2 (3:0)
15.10.2017 11:00
Boczne boisko Stadionu im. Grzegorza Duneckiego, Toruń
Klasa okręgowa , gr. kujawsko-pomorska I
Widzów: ~200
Cena biletu: - (mecz niebiletowany)
       

Kontynuujemy wycieczkę po kujawsko-pomorskiem. Tym razem odwiedzamy Toruń, gdzie nieoczekiwany lider okręgówki – Pomorzanin, podejmował vice-lidera – Start Pruszcz. Nie ukrywam jednak, że mecz ten był przystawką do Elany, która grała tuż obok o 14.

Dotarcie na mecz
 

Punktualnie o 9.26 na stacji Grudziądz Mniszek pojawił się skład przewoźnika Arriva, który zabrał mnie aż do Torunia. Podróż odbyła się w całkiem komfortowych warunkach, a za bilet zapłaciłem jedyne 8,10zł (dla kontrastu mogę przedstawić swoją niedawną sytuację w pociągu Intercity, kiedy spytałem konduktorki, ile kosztowałoby dokupienie biletu na kolejną stację, która znajdowała się 12 kilometrów dalej niż ta, którą miałem oryginalnie na bilecie– pani konduktor przeklikała coś w swoim komputerku i ze zdziwieniem oznajmiła, że wyszło 26 złotych). Generalnie, polecam. Kiedy w końcu dojechałem o 10.24 na jakże ekskluzywną stację Toruń Miasto, ruszyłem na piechotę w kierunku boiska, na którym miał grać Pomorzanin. Miałem w głowie znakomity algorytm, zgodnie z którym pokonywałem kolejne ulice. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że skoro idzie mi tak dobrze (mijałem kolejne punkty, które parę dni wcześniej oglądałem na mapie), to może zrobię sobie skrót. Oczywiście zgubiłem się, dzięki czemu mogę dopisać Toruń do całkiem długiej listy miejsc, w których całkowicie straciłem orientację (Zgierz, Opoczno, Legionowo, warszawskie Bielany…). Zorientowałem się, że coś jest naprawdę nie tak w momencie, kiedy doszedłem do Wisły.

Ostatecznie dotarłem na mecz (klnąc, na czym świat stoi) z zaledwie 6-minutowym opóźnieniem. A przynajmniej tak zakładam, ponieważ nie wiem, kiedy piłkarze rozpoczęli mecz – na stadionie nie było bowiem żadnej tablicy wyników.

Stadion
 

Boczne boisko Stadionu Miejskiego im. Grzegorza Duneckiego (stadion, na którym gra Elana). A przynajmniej wydaje mi się, że jest ono częścią kompleksu, w skład którego wchodzi Stadion Miejski, ponieważ miejsce to od stadionu Elany dzieli kilkadziesiąt metrów. Jest to typowe kameralne boisko ze sztuczną murawą i niskobudżetowymi trybunkami. Na jego tyłach z kolei znajduje się boisko, które wydaje się służyć do gry w hokeja na trawie. Na terenie obiektów sportowych znajduje się również budynek, w którym znajduje się siedziba klubu Pomorzanin. To tyle, jeśli chodzi o generalny opis obiektu, a przechodząc do detali:

Co do trybuny, nie jest ona imponująca – jest to metalowa niska trybuna z pięcioma rzędami niezbyt wygodnych siedzeń bez oparć (choć oczywiście jak na okręgówkę jest całkiem w porządku). Zgodnie z danymi 90minut.pl, liczy ona w sumie 500 miejsc. Jest to jedyna trybuna na stadionie, a więc jest ona oczywiście położona wzdłuż boiska. I właśnie o boisku chciałbym powiedzieć kilka słów – jak już wspomniałem, boisko pokrywa sztuczna murawa i jest to czynnik, który zawsze ujmuje widowisku nieco atrakcyjności. Jest to całkowicie naturalne, że zawody rozgrywane na igelitowej wykładzinie wysypanej granulatem z zużytych opon odbiera się gorzej niż mecz na prawdziwej trawie. Tym bardziej, że boisko, na którym swoje mecze rozgrywa Pomorzanin, składa się właściwie głównie z granulatu. Murawa Nawierzchnia miała dosłownie kolor ciemnozielony, w niektórych miejscach przechodzący nawet w czarny. Kratki, przez które z założenia miał spływać z boiska nadmiar wody, wypełnione były po brzegi czarnymi kulkami. Każde kopnięcie piłki powodowało unoszenie się w powietrze „chmurki” granulatu. Ba, nieregularne ułożenie granulatu na murawie powodowało, że piłka zachowywała się czasem w sposób nieprzewidywalny, co czasami pomagało w wykreowaniu sytuacji z niczego, a czasami niweczyło wypracowane przez piłkarzy dobre sytuacje.

Przy okazji, zgodnie z informacjami 90minut.pl, boisko, na którym gra Pomorzanin, ma ponoć 115 metrów długości. W sumie, rzeczywiście podczas meczu miałem wrażenie, że było ono strasznie długie (a tak naprawdę, to gdyby nawet okazało się, że mierzyło ono np. 90 metrów, to też bym pisał, że „tak mi się wydawało, że jest jakieś małe”) .

Atmosfera
 

Jak na mecz okręgówki grany w niedzielę o 11, mam wrażenie, że na Pomorzanina pofatygowało się całkiem dużo osób. Moje ostrożne szacunki mówią, że spektakl ten oglądało jakieś 200 widzów (swoją drogą, należy zaznaczyć, że Pomorzanin to nie byle jaki klub – założony w 1935, w latach 50. znajdował się na zapleczu 1. ligi i został Mistrzem Polski U-19, tak więc to, że ma swoich wiernych kibiców, nie jest niczym dziwnym). Na trybunie zdecydowanie dominował jednak piknik i nastrój koneserski. Na trybunach zasiadał cały przekrój lokalnej społeczności – począwszy od dzieciaków i juniorów Pomorzanina, poprzez ludzi w średnim wieku oraz stateczne małżeństwa, a kończąc na dziadkach. Przede wszystkim mężczyźni, ale trochę pań na trybunach również było. Było też kilkunastu kibiców przyjezdnych, którzy wmieszali się pomiędzy gospodarzy i których można było rozpoznać jedynie po słowach, które wygłaszali w kierunku sędziego (choć trzeba przyznać, że jeden z nich miał na sobie strój sportowy z logo Startu – ale wydaje mi się, że nie piłkarski).

Tak więc mieliśmy piknik – widzowie kontemplowali grę, rozprawiali między sobą na temat sytuacji w toruńskiej okręgówce, ogólnej sytuacji Pomorzanina (wspomnieli również coś o obydwu grudziądzkich meczach, na których miałem okazję być wczoraj), czasem rzucając coś w stronę piłkarzy i sędziego, czasem nagradzając poszczególne zagrania piłkarzy brawami. Jedynym przejawem kibicowskiej zajawki była niewielka flaga Pomorzanina zawieszona na płocie za grupką kibiców. Kibice ci mieli do dyspozycji bęben, w który raz nawet zaczęli bić, intonując „Pomorzanin! Pomorzanin!” (wydaje mi się, że miało to miejsce po golu na 1:0). Ogólnie nie byłem jednak świadkiem piłkarskiego fanatyzmu – nawet kiedy Pomorzanin odjeżdżał gościom na dystans trzech bramek.

W przerwie meczu zacząłem oczywiście węszyć za pamiątkami klubowymi, ponieważ z materiałów wrzucanych na konto facebookowe Pomorzanina wynikało, że istnieje co najmniej jeden kubek tego ciekawego klubu. Zajrzałem więc do siedziby klubu i zapytałem o to kogoś ważnego, a ta osoba po paru minutach inwestygacji odpowiedziała mi, że pamiątki klubowe prawdopodobnie istnieją, ale można je znaleźć w pubie „Jadwiga”. Niestety, byłem w Toruniu po raz pierwszy i nie wiedziałem, że to stosunkowo niedaleko. Cóż, może następnym razem.

Mecz
 

Na początek należy stwierdzić, że Pomorzanin jest zaledwie beniaminkiem toruńskiej ligi okręgowej i to, że przed tym meczem prowadził w lidze (i bynajmniej nie jest to kwestia tego, że Pomorzanin ogrywa wszystkich na granulacie z opon – Pomorzanin jest bowiem niepokonany na wyjeździe, u siebie zaliczył zaś już dwie porażki), jest mimo wszystko pewną anomalią. Przeciwnik z Pruszcza był do tej pory vice-liderem ligi, tak więc wydawało się, że przed Pomorzaninem stoi dość trudne zadanie.

Ku mojemu zdziwieniu od pierwszych minut (nie licząc może tych kilku rzeczywiście pierwszych minut meczu, których, jak już wspomniałem, nie miałem okazji obejrzeć) Pomorzanin dominował na boisku. Start próbował grać kombinacyjnie, ale Pomorzanin wyprowadzał kontry tak znakomite, że przeciwnik nie miał nic do gadania. Byłem naprawdę zdziwiony widząc, jak raz po raz goście z Pruszcza nabierają się ciągle na tę samą długą piłkę. Mniej więcej po kwadransie meczu Pomorzanin wyprowadził szybką akcję lewym skrzydłem, która skończyła się wystawieniem piłki w pole karne, a piłkarz Pomorzanina pewnym strzałem z jakichś 12 metrów w (swój) prawy róg pokonał bramkarza Startu. Miałem wrażenie, że po tej bramce jeden z piłkarzy w zielonych koszulkach krzyczał w stronę sędziego „chuju!”, a jego trener zdyscyplinował go krótkim okrzykiem „nie gadać!” (ogólnie piłkarze gości nałapali najwięcej kartek nie za faule, a za pyskówki, w których przodował chyba zawodnik z numerem 20).

Gospodarze zwietrzyli krew i cisnęli dalej. Parę minut później w sytuacji sam na sam napastnik Pomorzanina podwyższył na 2:0. Po chwili kolejny raz napastnik gospodarzy stanął oko w oko z bramkarzem, ale tym razem liniowy przerwał tę akcję („panie sędzio, takich się gospodarzom nie gwiżdże!” – padło z trybun). Kolejną sytuację dobrą sytuację Pomorzanina popsuł granulat, na którym piłka odbiła się w na tyle nieprzewidywalny sposób, że napastnik Torunian zamiast strzelić na 3:0, odbił lekko nogą piłkę obok bramki. W 25. minucie bramkarz gości wybiegł mniej więcej w okolicę linii pola karnego, gdzie próbował ubiec napastnika Pomorzanina, który otrzymał górną piłkę. Bramkarz nie był pewien, czy ma prawo odbić piłkę ręką, więc zaatakował ją nogą, z czego wyszło zagranie rodem z jakiejś innej dyscypliny sportu, ponieważ ostatecznie kopnął przeciwnika. Sędzia ocenił to jako rzut karny (ale nie wyrzucił bramkarza z boiska) i gospodarze podwyższyli na 3:0.

Otrzeźwiło to trochę piłkarzy gości, którzy mniej więcej w 30. minucie strzelili na 3:1, ale sędzia odgwizdał pozycję spaloną piłkarza, który przeszkadzał w tej sytuacji bramkarzowi. W 35. minucie gospodarze mogli prowadzić już czterema bramkami, ponieważ odebrali piłkarzom Startu piłkę na 30. metrze od bramki, jednak mając przeciwko sobie już tylko bramkarza i jednego obrońcę, spalili akcję w sposób podręcznikowy. W 41. minucie piłkarz Startu bardzo dobrym lobem piętą (!) wystawił piłkę zupełnie niekrytemu koledze, jednak ten również spalił swoją sytuację. Pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem gospodarzy 3:0.

Na drugą połowę goście wyszli z zamiarem szybkiego odrobienia strat. W 49. minucie, po raczej niepotrzebnym starciu na linii pola karnego sędzia odgwizdał rzut karny dla Startu, który został zamieniony na bramkę – było już tylko 3:1. W 56. minucie po świetnym rajdzie prawym skrzydłem piłkarz Startu wystawił piłkę koledze, który będąc już w polu bramkowym obrócił się i błyskawicznie strzelił, ale bramkarz Pomorzanina jakoś odbił to na rzut rożny. W 58. minucie powinno być już 3:2, ale w sytuacji sam na sam piłkarz Startu kopnął lekko i obok bramki. Z kolei w 60. minucie Pomorzanin mógł dobić gości, ale gracz gospodarzy, będąc 3 metry od bramki prawie przekopał nad piłkochwytem (trzeba przyznać, że sytuacja była bardzo trudna, ponieważ strzelał wślizgiem i z powietrza).

W 71. minucie mecz został rozstrzygnięty – piłkarz Pomorzanina minął obrońców i bramkarza i wyrzucony do linii końcowej zdołał odegrać futbolówkę do kolegi, który strzelił do pustaka. Do końca meczu gospodarze bronili się, a Start doprowadził do następujących sytuacji:

- minutę po utracie gola w sytuacji sam na sam z daleko wychodzącym bramkarzem znalazł się piłkarz Startu, ale jego strzał z narożnika pola karnego przeturlał się tuż obok pustej bramki
- w 82. minucie bramkarz Pomorzanina ubiegł w sytuacji sam na sam napastnika Startu, który specjalnie zahaczył go nogą, próbując wymusić rzut karny.
- w 86. minucie do bramkarza Pomorzanina obrońca posłał zbyt krótkie podanie, które przejął piłkarz Startu – a właściwie przejąłby, gdyby bramkarz gospodarzy nie wyciął go równo z trawą granulatem. Rezerwowy bramkarz gospodarzy (skończyło się bowiem czerwoną kartką; trener na szczęście miał jeszcze jedną zmianę) skapitulował przy strzale z wapna w środek bramki.
- w 90. minucie górne podanie wzdłuż bramki minęło obrońców Pomorzanina oraz bramkarza, ale napastnik Startu nie zdążył strącić piłki głową

Po znakomitym meczu Pomorzanin wygrał 4:2. Start, pomimo wykreowania w drugiej połowie mnóstwa świetnych sytuacji, strzelał dziś tylko z karnych.

next  prev