glownachomikmapatrocinytags
Hellas Verona - US Lecce 0:0
2026.04.25 20:45
Stadio Marcantonio Bentegodi, Verona
Serie A
Widzów: 19.407
Cena biletu: 30.50€ (Tribuna Ovest Superiore T, Intero Prevendita, w tym haracz 2.50€ dla TicketOne.it)
             

Kontynuuję swoją podróż po Włoszech - tym razem rozplanowałem to wszystko tak, że udało mi się zobaczyć drugi mecz (po tym w Bolzano) jednego dnia. Tym razem jest to mecz w strefie spadkowej Serie A.

Dotarcie na mecz
 
 

Po ostatnim gwizdku na meczu Südtirolu wybrałem się na stację kolejową Bolzano, skąd o 17:31 odjeżdżał pociąg Deutsche Bahn relacji München Hauptbahnhof - Bologna Centrale. O dziwo, pomimo dość długiej i skomplikowanej trasy, pociąg dotarł na stację odjazdu na czas i również na czas (o 19:02) dojechał na stację Verona Porta Nuova. Rejon tej stacji jest dość ciekawy, ponieważ znajduje się tu wielki węzeł kolejowy - plątanina torów zajmuje teren w środku miasta o szerokości od 300 do 500 metrów i długości ponad 2 kilometrów. Kto chce przedostać się z północnej części miasta do południowej (lub na odwrót), musi go w jakiś sposób obejść/objechać (ale o tym napiszę szerzej dopiero pod koniec sekcji). Na szczęście, stadion Hellasu znajdował się po dobrej stronie Verony, tak więc nie miałem większego problemu, żeby tam trafić i dosłownie po 15 minutach spaceru byłem już na miejscu i mogłem oddać się rozrywkom okołostadionowym.

Ulice dookoła stadionu były pozajmowane przez różnego rodzaju stoiska oferujące napoje, przekąski oraz gadżety. Stoisk mogło być dosłownie kilkadziesiąt; niektóre z nich były klubowe, ale zdecydowana większość z nich to była inicjatywa prywatna. Niestety, jeszcze wtedy nie wiedziałem jak dobrym jedzeniem jest kanapka ze świeżo zgrillowaną salsiccią, dlatego jedyne z czego skorzystałem, to bardzo uczciwie przygotowany Aperol Spritz, za który zapłaciłem jedynie 5€ (!). Po spożyciu tego napoju przekroczyłem bramę stadionu i zacząłem zwiedzać go od środka. Na stoisku gastronomicznym kupiłem coś, co było nazywane hamburgerem - nie spodziewałem się po nim niczego ciekawego, ale chciałem po prostu spróbować cateringu sprzedawanego na stadionie. I rzeczywiście, spłaszczona bułka z kotletem i sosami nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, choć w sumie nie była zła.

Przy okazji tej sekcji, powiem jeszcze coś o tym, jak wyglądała moja droga ze stadionu do miejsca noclegowego w Veronie. Po meczu udałem się ze stadionu w stronę mojego noclegu, chcąc obejść wspominany na początku sekcji węzeł kolejowy od strony zachodniej. Gdy byłem blisko, zorientowałem się, że polecana przez Google piesza droga prowadzi nieoświetlonymi drogami oraz nieoświetlonymi tunelami drogowymi - bez chodników, ba, bez pobocza, a wszystko to po zmroku przy przejeżdżających włoskich kierowcach. Pójście tą drogą byłoby skrajnie nieodpowiedzialne i stwarzałoby zagrożenie dla życia. Stąd, podjąłem decyzję, że muszę w takim razie obejść węzeł kolejowy z drugiej strony... nadrabiając tym samym 5 kilometrów (to była pierwsza od dawna sytuacja, gdy rozważałem skorzystanie z jakiejś aplikacji taksówkarskiej, ale przezwyciężyłem tę pokusę). Przyznam, że te werońskie rozwiązania urbanistyczne na tyle mnie wkurzyły, że obraziłem się na Weronę i następnego dnia darowałem sobie zwiedzanie miasta - nazajutrz rano przeszedłem się z miejsca noclegowego prosto na stację kolejową.

Stadion
 
 

Stadio Marcantonio Bentegodi był m.in. jedną z aren Mistrzostw Świata 1990. W niektórych miejscach obiektu można wciąż wypatrzeć logo tamtych mistrzostw wraz z wizerunkiem absurdalnej maskotki turnieju o nazwie Ciao. Logo to, poza tym, że ma dla Włochów dużą wartość sentymentalną, przy okazji jest... znamienne, ponieważ końcówka lat 80. była chyba ostatnim momentem, kiedy większość stadionów we Włoszech ostatnio widziała prawdziwą renowację. I tak samo było w przypadku stadionu w Veronie, który przy okazji mistrzostw świata uzyskał m.in. górny pierścień trybun oraz pełne zadaszenie. Tyle że od tego czasu nic na nim już się nie zmieniło, a świat poszedł do przodu - i stadion należy aktualnie uznać za przestarzały.

Choć trzeba przyznać, że jest piękny. Z zewnątrz wygląda bardzo oldschoolowo i widać na nim różnego rodzaju odkryte elementy konstrukcji - fajna odmiana po tych wszystkich nowych obiektach, na których takie rzeczy okrywa się obowiązkową fasadą tworzącą ze stadionu coś a la pudełeczko lub mydelniczka. Szkoda tylko, że do jego regularnej konstrukcji aktualnie są podorabiane różnego rodzaju dodatkowe elementy, które psują kompozycję (choć niektóre są w pełni zrozumiałe, np. windy dla niepełnosprawnych), a ogrodzenie otaczające stadion w pewnym momencie przechodzi w brzydką blaszaną barierę, w którą powplatane są kontenery pełniące funkcję zaplecza lub (nieczynnych) kas. A, właśnie, co do kas - zapewne gdzieś pod stadionem znajdowały się działające okienka kasowe, ale tym razem zrezygnowałem z ich szukania. Znając Włochy, najprawdopodobniej nie udałoby mi się wymienić mojego biletu PDF-owego na egzemplarz kartonikowy.

I jeszcze a propos biletów - Włosi są tak leniwi, że większość klubów nie ma swoich systemów biletowych i korzystają z usług różnych pośredników - w przypadku Hellasa byla to strona TicketOne.it. Pośrednicy koszą na tym dobry hajs, ponieważ prowizja za zakup biletu na Hellas wynosiła... 2.50€, czyli prawie 9% ceny mojego biletu. Normalnie zarządzana organizacja postawiłaby nowy system biletowy za 50 tys. euro i podniosłaby ceny biletów np. o 50 eurocentów, dzięki czemu w pół rundy inwestycja by się zwróciła. To się jednak nie wydarzyło - mental południowców chyba wygrywa.

Od środka stadion jest naprawdę piękny, szczególnie gdy ogląda się go z perspektywy dodatkowego, górnego pierścienia trybun. Bieżnia nadaje stadionowi owalny kształt, który w przypadku tak dużego obiektu, w dodatku w pełni zadaszonego, jest przepiękny. Przy czym, gdybym był kibicem Hellasu i odwiedzał ten stadion raz na dwa tygodnie, jego wspomniane piękno pewnie by mi się w końcu przejadło. Bieżnia stadionowa jest naprawdę szeroka, przez co odległość między linią boczną a trybuną prostą stanowi od 20 metrów (przy narożnikach) do nawet 30 metrów (na wysokości linii środkowej). Oczywiście, bieżnia nie jest takim problemem, jeśli tylko trybuny są wystarczająco wysokie, a na Stadio Bentegodi rzeczywiście można wspiąć się wysoko. Problemem jednak jest to, że górny pierścień trybun nie został nadbudowany bezpośrednio nad dolnym pierścieniem, a za nim (i tak chylę czoła przed kunsztem włoskich inżynierów z lat 80., którzy dobudowali na istniejącym stadionie kolejny poziom trybun i pełne zadaszenie - jest to niesamowity kontrast w porównaniu z aktualnymi Włochami, gdzie nie można ogarnąć inżyniera, który postawiłby system biletowy), tak więc na najwyższych sektorach robi się naprawdę daleko od linii bocznej; oceniam, że w rzucie pionowym miałem ze swojego miejsca do linii bocznej jakieś 40 metrów. A w metryce euklidejskiej jeszcze dalej.

Z innych istotnych informacji, na stadionie znajduje się duży telebim (położony na curvie przy sektorze gości), na którym wyświetlany jest aktualny wynik, podstawowe informacje meczowe (zmiany, żółte kartki, gole), a także transmisja z meczu. Nie powiem, czasami było to przydatne, bo widziałem tam więcej niż pod przeciwległą bramką. Poza tym, na bandach reklamowych (za bramkami) zgodnie z włoskim standardem wyświetlany jest aktualny czas.

Atmosfera
 
 

Kiedy przed meczem przechadzałem się wokół stadionu, nie zauważyłem zbyt wiele barw wśród okolicznych kibiców. Z tego powodu nie zdecydowałem się na zakup szalika (ale jak już wspomniałem, kupiłem sobie za to Aperol Spritz - nie wspominałem jednak, że gdy sprzedawca usłyszał, że jestem z Polski, powiedział od razu Paweł Dawidowicz!). Czasem bowiem odzywają się semickie korzenie mojego imienia i wówczas uznaję że nie warto jest kupować kolejnego szalika do kolekcji. Co innego kubek - ten już kupiłem, ale dopiero po meczu (stwierdzając, że zapewne nie wpuściliby mnie z nim na stadion).

O ile na pikniku nie można było uświadczyć zbyt wiele barw, o tyle zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku młynu fanów Hellasa. Ci wywiesili na swoim sektorze naprawdę pokaźną liczbę różnego rodzaju większych i mniejszych flag, poza tym mieli również wielkie machajki, które były w ruchu przez cały mecz, a parę razy również zostały odpalone pojedyncze race. Co ciekawe, na dzisiejszym meczu naliczyłem co najmniej trzy miejsca, które można by było nazwać młynem. Podstawowy młyn znajdował się na curvie za południową bramką, gdzie znajdowały się tysiące fanów, którzy nadawali ton na całym stadionie. Niestety, ze względu na barierę językową nie jestem w stanie przytoczyć co właściwie było śpiewane. Poza tym, dwa sektory na trybunach prostych były zajęte przez inne grupy kibicowskie gospodarzy - były one mniej słyszalne, ale na pewno widoczne, ponieważ one również oflagowywały swoje otoczenie. Również i tam zdarzyła się jakaś raca (bardzo fajnie to wyglądało na jednym z sektorów, ponieważ została ona odpalona w głębi wejścia na trybuny).

Poza tifosi, na dzisiejszym meczu był również piknik (bo w końcu jakoś musiało się uzbierać ponad 19 tys. widzów). Nie jestem w stanie wiele powiedzieć o atmosferze na pikniku (poza tym, że nie można było na nim uświadczyć zbyt dużo barw), po prostu dominowała atmosfera koneserska - tym bardziej, że na boisku działo się niewiele. Dopiero gdy w doliczonym czasie Hellas wcisnął gola na 1:0 (który oznaczał przedłużenie szans na pozostanie w Serie A), widzowie się ożywili i zaczęli świętować - trwało to jednak ze 2 minuty, bo mniej więcej tyle zajęło VAR-owi odwołanie bramki. No i trzeba jeszcze powiedzieć coś o kibicach gości. Przyjechali oni do Verony w liczbie kilkuset, co jest dość imponujące, ponieważ wg Google Maps z Lecce należało jechać prawie 1000 kilometrów (zakładam więc, że mogli nie jechać, a lecieć). Mieli z sobą żółto-czerwone barwy, wywiesili kilkanaście małych flag i również prowadzili dobry doping przez cały mecz. Poza tym, dzięki obecności na meczu kibiców gości udało mi się wychwycić jedyną rzecz, którą zrozumiałem - a konkretnie było to wtedy, gdy kibice obydwu drużyn krzyczeli do siebie nawzajem Vaffanculo!.

Mecz
 

Dzisiejszy mecz był meczem 34. kolejki Serie A i był bardzo ważny w kontekście walki o spadek. Hellas miał już tylko iluzoryczne szanse na utrzymanie, ponieważ po 33 kolejkach zajmował oni 19. pozycję w tabeli, mając na koncie zaledwie 18 punktów, za to serię 5 porażek z rzędu. Jeśli chcieli gonić bezpieczną strefę, to był to już ostatni dzwonek, ponieważ na Stadio Marcantonio Bentegodi przyjechał zespół Lecce, który zajmował 17. pozycję z 28 punktami na koncie.

Sam mecz nie stał na wysokim poziomie. Po technice użytkowej piłkarzy czy tempie rozgrywania podań było co prawda widać, że mamy do czynienia z poważną ligą, jednak emocji było tu niewiele. Najlepsza okazja dla gospodarzy miała miejsce w 16. minucie gdy Antoine Bernede zagrał dobrą długą piłkę do Rafika Belghaliego, który wbiegł w pole karne i stanął oko w oko z Wladimiro (ciekawe imię jak na Włocha) Falcone. Bramkarz Lecce jednak dobrze wyszedł z bramki, skrócił dystans i odbił strzał Algierczyka, a 3 sekundy później również dobitkę Jeana Daniela Akpy-Akpro. Najgroźniejsza sytuacja gości miała z kolei miejsce w 27. minucie, gdy Matrin Frese (obrońca Hellasa) w niegroźnej sytuacji odegrał za krótko do bramkarza Lorenzo Montipo, przez co ten musiał bronić sytuację sam na sam z Santiago Pierottim. I to by było na tyle.

W drugiej połowie gospodarze nieco bardziej się otworzyli... co nie poskutkowało większą liczbą okazji dla nich (w końcu zawieszony był najlepszy strzelec drużyny, Gift Orban), za to spowodowało, że częściej byli oni kontrowani. Montipo był jednak tego dnia dobrze dysponowany - obronił zarówno zaskakujący strzał Lamecka Bandy w 74. minucie, jak i strzały z ostrego kąta Walida Cheddiry (w 79. minucie) i N'Dri Konana (w 92. minucie). Pod koniec doliczonego czasu całkiem niecoczekiwanie... to Hellas strzelił gola. Z rzutu wolnego w pole karne wrzucał Sandi Lovrić, a w polu karnym najlepiej zachował się Andrias Edmundsson, który skierował piłkę głową do bramki. Niestety, były piłkarz Wisły Płock ostatecznie nie został pierwszym Farerem w historii, który strzelił gola w Serie A, ponieważ po analizie VAR sędzia stwierdził, że tuż przed strzałem obrońca Hellasa nieprzepisowo blokował bramkarza gości. Ostatecznie mecz zakończył się drętwym 0:0, które znacznie przybliżyło Hellas do spadku z ligi.

next  prev