glownachomikmapatrocinytags
Czuwaj Przemyśl - Start Pruchnik 6:1 (3:1)
13.09.2025 14:00
Stadion im. Mieczysława Słabego w Przemyślu
podkarpacka klasa okręgowa, gr. Jarosław
Widzów: 200-300
Cena biletu: 10 zł (bilet normalny)
               

Dziś docieram aż do Przemyśla, żeby obejrzeć mecz ligi okręgowej na jednym z najbardziej oryginalnych stadionów w całej Polsce.

Dotarcie na mecz
 
 

Moja relacja z dotarcia na mecz zaczyna się tym razem dość nietypowo, a mianowicie w Wieliczce, gdzie odwiedzałem swoją siostrę oraz pół-szwagra. Rano wyruszyłem ze stacji Wieliczka Park szynobusem SKA relacji Wieliczka Rynek/Kopalnia - Kraków Lotnisko i wysiadłem na stacji Kraków Płaszów. Tam o 9:52 wsiadłem w pociąg relacji Wrocław Główny - Przemyśl Główny, a na stacji docelowej byłem o czasie, czyli mniej więcej o godzinie 12:27.

Perony dworca w Przemyślu miały w sobie coś znajomego - i rzeczywiście, uzmysłowiłem sobie, że miejsce to dość często było pokazywane w mediach przy okazji różnych relacji o uchodźcach (przy czym, nie chodzi mi tu o pejoratywne znaczenie tego słowa, a o Ukraińców uciekających przed wojną), lub też o istotnych politykach wyruszających pociągiem w stronę Kijowa. Przemyśl znajduje się przecież zaledwie kilka kilometrów w linii prostej od granicy z Ukrainą.

Po wysiadce na dworcu przeszedłem przez centrum miasta, oglądając na szybko lokalne kamienice (w stanie przeróżnym - od świeżo odrestaurowanych do takich, przy których nic nie robiono od kilkudziesięciu lat) i kilka podstawowych atrakcji takich jak Plac Niepodległości, Rynek, Sankturarium pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, a także przeszedłem mostem nad Sanem i zrobiłem fotkę pomnikowi Orląt Przemyskich. W paru miejscach zauważyłem również plakaty zapraszające na zgodowy mecz Polonii Przemyśl z Karpatami Krosno, który miał odbyć się również w sobotę, tyle że o godzinie 16:00. Aż w końcu dotarłem na Zasanie, gdzie znajduje się słynny stadion Czuwaju.

Stadion
 
 

A dlaczego stadion Czuwaju jest taki słynny? Wszystko za sprawą charakterystycznego budynku klubowego z lat 30., który został zbudowany w stylu... zakopiańskim. Budynek ten autentycznie wygląda jak górskie schronisko i w sumie nawet pachnie jak górskie schronisko. Co ciekawe, pomimo ponad 90 lat, budynek ten nie służy bynajmniej jako jakiś skansen tylko jest to rzeczywiście w pełni funkcjonalna, integralna część stadionu - w srodku znajdują się bowiem biura klubowe, szatnie i właśnie stąd piłkarze wychodzą na murawę. Co więcej, budynek ten posiada też niewielką... trybunę, na którą składają się cztery rzędy sfatygowanych drewnianych ławek. Jest to jedyny na stadionie zadaszony sektor, ponieważ trybunka jako część budynku objęta jest jego gontowym zadaszeniem. To wszystko sprawia, że na trybunce jest przyjemnie i wygodnie... zupełnie jak w schronisku górskim. Miejsca na trybunce są również najwyżej położonymi względem murawy miejscami (jakieś 3-4 metry powyżej jej poziomu), dzięki czemu widok z niej jest najlepszy na całym stadionie. A w zasadzie to byłby najlepszy, gdyby nie zasłaniał go szereg drewnianych belek, które podtrzymują zadaszenie. Tak czy inaczej, doświadczenie oglądania meczu na takim obiekcie jest naprawdę unikalne.

No dobra, ale to nie jest tak, że wszyscy stłoczyli się na małej drewnianej trybunce, która w porywach mogłaby pomieścić jakieś 200 widzów (przy założeniu odpowiedniej kompresji). Na stadionie znajdują się bowiem również inne trybuny, już zupełnie konwencjonalne, liczące 4 lub 5 rzędów czerwonych krzesełek (jedynie na trybunie prostej vis a vis budynku klubowego znajdują się pojedyncze sektory z krzesełkami w kolorach żółtym i białym) i otaczające boisko w sumie z trzech stron. Z innych rzeczy, na stadionie znajduje się przyzwoita tablica wyników (co prawda można na niej wyświetlić tylko czas oraz wynik, ponieważ zamiast nazw drużyn mamy jedynie nadrukowane GOSPODARZE i GOŚCIE, ale jak na okręgówkę to chyba właśnie przyzwoicie), nagłośnienie i treningowe sztuczne oświetlenie. Mecze są biletowane, dzięki czemu po uiszczeniu zaledwie 10zł można wejść w posiadanie biletu z pięknym herbem klubowym - co więcej, spośród posiadaczy biletów losowano w trakcie przerwy dwóch szczęśliwców, którzy wygrali darmową pizzę w jednym z przemyskich lokali. Niestety, ale nic nie wygrałem. Albo może bardziej zasadne byłoby stwierdzenie, że na szczęście nic nie wygrałem, bo nie wiem, co miałbym zrobić z kuponem, skoro już 20 minut po ostatnim gwizdku wsiadłem w pociąg powrotny na stacji Przemyśl Zasanie.

Atmosfera
 
 

Pod względem atmosfery to nie był bynajmniej pierwszy lepszy mecz okręgówki. Na dzisiejszym meczu pojawiło się jakieś 200-300 widzów, z czego kilkudziesięciu w młynie (kibice często mieli na koszulkach numer 12, co jak rozumiem, odnosi się do konceptu kibiców jako dwunastego zawodnika drużyny). Na początku meczu kibice wywiesili jedynie transparent o treści Młode Pokolenie Czuwaju, który później okazał się być elementem większej oprawy, w trakcie której obejrzeliśmy flagowisko oraz dwa racowiska. Po tym wszystkim zmieniono scenografię, zdjęto transparent i zawieszono właściwą flagę z napisem LIBERA REGIA CIVITAS na biało-żółto-czerwonym tle (gdyby ktoś się zastanawiał co to znaczy - jest to dewiza z herbu Przemyśla ale w sumie to nie wiem, co ona znaczy). Poza tym, na płocie przez cały mecz wisiał również jeden transparent PDW oraz drugi o treści WSZYSCY NA pRZEWORSK!, co sugeruje, że kibice Czuwaju niezbyt się lubią z kibicami przeworskiego Orzeła Orła.

Z kim jeszcze nie lubią się kibice Czuwaju? Naturalnie nie lubią oni lokalnego rywala, czyli Polonii Przemyśl, choć ten akurat tylko parę razy został wspomniany w przyśpiewkach. Bardziej dostawało się o dziwo JKS-owi Jarosław, o którym młyn śpiewał kilka razy J, K, JKK! Jarosławska Kurwa!. Dostawało się też dzisiejszym rywalom, którzy akurat nie mieli żadnej dedykowanej przyśpiewki, a byli lżeni poprzez proste jazda z kurwami! (przyznam, że trochę mnie to zdziwiło, bo jako osoba totalnie niewtajemniczona w podkarpackie realia myślałem, że miasteczko Pruchnik nikogo nie obchodzi). Unikatowy był za to zestaw klubów, które były tego dnia pozdrawiane przez kibiców Czuwaju, na pewno niespotykany na poziomie okręgowym. Zgody, które pozdrawiano, to kolejno: MKS Radymno, Zagłębie Sosnowiec i... Slavia Praha.

Jeśli chodzi o różnego rodzaju przyśpiewki, mogę przytoczyć np. takie zawołania jak Zagraj, zagraj, jak za dawnych lat! (odniesienie do dawnych lat nie jest takie bezpodstawne, ponieważ w latach 1935-1938 i 1946-1950 Czuwaj obracał się w rejonach, które nazwalibyśmy dziś odpowiednikiem drugiej, a nawet pierwszej klasy rozgrywkowej), Był, będzie, jest! Czuwaj KKS!, Czuwaj K, Czuwaj K, Czuwaj S, Czuwaj Przemyśl KKS! (KKS to odniesienie do lat, kiedy Czuwaj był objęty patronatem kolei, zresztą kolejarskie skrzydełka chyba do dziś są elementem herbu klubu). Raz odśpiewano nietypową przyśpiewkę, która składała się z dwóch lekko zremixowanych linijek przedwojennego wierszyka o Marszałku Śmigłym (Nikt nam nie ruszy nic, nikt nam nie zrobi nic, Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły-Rydz!). Najdłużej zaś, bo podczas prezentacji oprawy (która trwała dość długo, bo była zrobiona na bogato), wałkowano dość standardową przyśpiewkę w rytmie Go West, czyli Kocham Czuwaj KKS! Jemu oddam serce swe! Serce, swoje jedyne, oddam mojej drużynie!.

Na meczu były dostępne gadżety na stoisku kibiców Czuwaju. Na niewielkim stoisku moją uwagę zwrócił przede wszystkim jeden samotny kubek, jednak był on do kupienia jedynie w pakiecie z ogromnym kalendarzem i po dość wysokiej cenie. Wahałem się też nad zakupem wielkiego kufla z herbem Czuwaju, ale ostatecznie stwierdziłem, że nie jest to rzecz, która pasuje do mojej kolekcji pamiątek (za to taka, która potem ciążyłaby mi w plecaku i miałbym trudności wejścia z nią na kolejny stadion) i tego dnia zadowoliłem się jedynie biletem. No i plakatem, który zgarnąłem w przerwie z drzwi budyneczku o bliżej nieokreślonym przeznaczeniu, który znajdował się w rogu trybuny. Choć z perspektywy czasu stwierdzam, że jednak trochę tego dnia przycebulowałem i należało się szarpnąć na piękną pamiątkę, jaką byłby szalik z herbem Czuwaju.

Mecz
 
 

Po 5 kolejkach podkarpackiej klasy okręgowej gr. Jarosław sytuacja wyglądała następująco - Czuwaj z 13 punktami współliderował wraz z Sokołem Sieniawa oraz Piastem Tuczempy (a konkretnie to znajdował się na 2. miejscu za sprawą bilansu bramkowego). Z kolei Start... zajmował ostatnie miejsce z kompletem pięciu porażek. Tak więc faworyt dzisiejszego meczu był tylko jeden i dzisiejszego dnia nie zanosiło się na wielkie emocje (choć ja się akurat na nie nastawiłem, ponieważ nie sprawdzałem tabeli przed meczem).

Już w 4. minucie było gorąco pod bramką Startu, ponieważ po dośrodkowaniu z kornera i zgraniu piłki głową w pole bramkowe znajdujący się tam gracz Czuwaju... przestrzelił z 4 metrów. W 15. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą szybkej kontry, w której wyszli oni we dwóch przeciwko jednemu obrońcy Startu - wystarczylo, że Hubert Świeciarz zgrał piłkę do Tomasza Żołyńskiego Mateusza Śwista, a napastnik Czuwaju spokojnie minął bramkarza Wojciecha Zająca i skierował piłkę do pustej bramki. A tak przy okazji, oficjalna strona PZPN podaje, że tę bramkę zdobył nie Świst, a Żołyński - kto wypełnia te protokoły do cholery?! Czy żółte kartki też wpisuje się tak totalnie z dupy? I później takie fikcyjne kartki decydują o tym, czy ktoś pauzuje czy nie?

Gracze Czuwaju atakowali dalej, a ja miałem wrażenie, że bramkarz gości jest bardzo niepewny na przedpolu i że kolejne bramki są kwestią czasu. Jednak dość nieoczekiwanie, to gospodarze wyrównali. I to jak - Mateusz Fedyk zauważył, że Krystian Bielec (bramkarz Czuwaju - prawdopodobnie jest to jedyna szansa, żeby wspomnieć go w tej relacji) jest nieco wysunięty i zdecydował się na lob z 35 metrów, a piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Goście nie nacieszyli się zbyt długo z remisu, a konkretnie to całą minutę. Z głębi pola wrzucił w pole karne Jan Pelc, a Błażej Demeńczuk znakomicie przyjął piłkę na klatę i od razu strzelił z woleja w okno bramki Startu. Przy okazji, według protokołu PZPN w trakcie meczu nie było żadnego remisu 1:1, ponieważ zamieniono chronologicznie gole Fedyka i Demeńczuka (co ciekawe, tym razem nikt nie popieprzył strzelców). Trzy minuty później było już 3:1 - spod linii końcowej piłkę w pole bramkowe zgrał Świst, a tam Demeńczuk strzelił do pustaka. Parę minut później Świst mógł zdobyć drugą bramkę, ale jego strzał w okienko w świetny sposób obronił Zając. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć w 44. minucie w grę wkradł się mały element komizmu, kiedy jeden z obrońców Czuwaju zdecydował się zagrać piłkę do swojego kolegi, posyłając... świecę we własne pole karne. Tam czaił się napastnik gości, Zaid Baroudi, który nawet doszedł do piłki, ale nie była to łatwa pozycja i strzelił na wiwat.

Druga połowa składała się głównie z dość nieudolnych prób ataku gości i zabójczych kontr gospodarzy. W 60. minucie Demeńczuk przebiegł z piłką pół boiska, jednak w polu karnym został dobrze zblokowany przez jednego z obrońców gości - odegrał więc piłkę do nabiegającego Świeciarza, a ten trafił jedynie w poprzeczkę. Trzy minuty później Czuwajowi udało się już zdobyć gola - z prawego skrzydła dośrodkował Arkadiusz Ratuszniak, wychodzący z bramki Zając nie sięgnął piłki, a Świst strzelił głową do pustej bramki, zdobywając swojego pierwszego drugiego gola w tym meczu. Gol na 5:1 padł w 77. minucie za sprawą sprytnego strzału z rzutu wolnego Jana Pelca (choć w tej sytuacji również nie popisał się Zając). W 80. minucie jeden z graczy Czuwaju oddał strzał z ok. 25 metrów, który trafił w poprzeczkę. W 89. minucie (choć protokół podaje, że była to minuta 84.) Start stracił piłkę na 40. metrze, a piłka trafiła do Żołyńskiego, który wbiegł w pole karne Startu i oddał strzał nie do obrony. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 6:1.

next  prev