glownachomikmapatrocinytags
Stjarnan - FH 2:1 (0:0)
07.04.2025 19:15
Samsungvöllurinn (Garðabær)
Besta Deildin
Widzów: 1.253
Cena biletu: 2500 ISK (małe chomicze oszustwo)
               

Moją wycieczkę do Islandii wieńczy pielgrzymka do prawdziwej Kolebki Futbolu - a konkretnie, zwiedziłem stadion w Garðabær, gdzie ponad 10 lat temu miał miejsce chyba najbardziej spektakularny eurowpierdol w historii polskiego futbolu. Panie i Panowie, nadeszła pora na relację z meczu słynnego STJARNAN.

Dotarcie na mecz
 
 

Z racji tego, że miasto Kópavogur (gdzie znajdowała się moja baza wypadowa) sąsiaduje z miastem Garðabær, moja podróż na dzisiejszy mecz była mało spektakularna. Po wyjściu z hostelu wsiadłem w autobus linii 24 i po kilkunastu minutach wysiadłem w Garðabær. Stąd, w tej sekcji zrobię sobie małego bloga turystycznego i powiem, jak poszło mi szeroko zwiedzanie Islandii przed i po meczu.

W dniu meczu wybrałem się rano do centrum Reykjaviku, gdzie obejrzałem kilka obowiązkowych atrakcji (takich jak słynny Hallgrimskirkja), ale przede wszystkim wybrałem się do Islandzkiego Baru (Islenski Barinn) na dogrywkę z tradycyjnymi islandzkimi przysmakami. Na przystawkę zamówiłem sobie duńską kanapeczkę z łososiem wędzonym na dymie z owczego łajna. I muszę przyznać, że obiektywnie był to najlepszy łosoś wędzony, jakiego kiedykolwiek jadłem - owcze łajno naprawdę zrobiło robotę. Jako danie główne zamówiłem sobie natomiast Sviðakjammi, czyli... pieczoną owczą głowę. Zjadłem z niej wszystko, co tylko dało się oddzielić od czaszki; przyznam, że największy problem miałem z okiem, które mnie trochę przerażało, ale w końcu zawziąłem się i udało mi się skonsumować całe (nie było złe w smaku). Po tej próbie mogłem się poczuć całkiem jak Islandzczyk i wybrać się na stadion by dopingować Stjarnan.

Natomiast dzień po meczu wziąłem udział w innego rodzaju turystycznym doświadczeniu, ponieważ wraz z grupą emerytów zapakowałem się do autokaru, którym objechaliśmy tzw. Golden Circle, czyli trasę różnych cudów geologicznych znajdujących się mniej więcej godzinę jazdy samochodem od Reykjaviku. Nie jestem co prawda fanem tego typu pilotowanych wycieczek, jednak być na Islandii i nie skorzystać z okazji, by zobaczyć krajobrazów tego kraju to chyba jeszcze większy wstyd. W ciągu 8-godzinnej wycieczki zobaczyliśmy krater Kerið, wodospad Gulfoss, gejzery, islandzkie kucyki konie oraz Park Narodowy Þingvellir. Przyznam, że było warto. Dość śmieszny był fakt, że przed każdą atrakcją przewodniczka ostrzegała, że prowadzą do niej dwie ścieżki - prostsza oraz bardziej wymagająca i na początek należy się na którąś z nich zdecydować. Traktowałem te informacje śmiertelnie poważnie, ale na miejscu okazywało się, że normy te były wyliczone pod kątem emerytów, stąd nie było żadnego problemu, żeby w wyznaczonym czasie obskoczyć wszystkie dostępne trasy. A tak ogólnie, emerycka wycieczka po geologicznych cudach Islandii była ciekawym i odprężającym doświadczeniem.

Stadion
 
 

Pogodzony z myślą, że na stadionie pewnie i tak nie będzie się dało kupić biletu kartonikowego, postanowiłem dla świętego spokoju kupić sobie bilet przez Internet. Zrobiłem to trochę w pośpiechu, tuż przed wyjściem z hostelu, dopóki miałem dostęp do Wi-Fi (co prawda na Islandii Internet mobilny jest darmowy i działa niczym w obszarze Unii Europejskiej, ale w trakcie wycieczki zacząłem mieć problemy z siecią) - odpaliłem system biletowy Stjarnan, wybrałem bilet na najbliższe wydarzenie, zapłaciłem i po chwili dostałem na maila PDF-a z QR kodem. Dopiero patrząc na plik zorientowałem się, że coś jest nie tak z moim biletem, ponieważ w pośpiechu ewidentnie kliknąłem w systemie nie to, co należało. Zamiast zakupić bilet na dzisiejszy mecz Stjarnan - FH, który miał się odbyć o 19:15, kupiłem bilet na mecz... ÍR - Stjarnan, który miał się odbyć też dzisiaj, ale o 19:00. Nie spodziewałem się, że w systemie biletowym będą znajdować się również bilety na mecze futsalu, a tym bardziej wyjazdowe. Nie mogłem już zwrócić mojego biletu QR kodu, dlatego idąc na mecz stwierdziłem, że na stadionie będę udawał głupiego (w sumie to ta sytuacja trochę wskazuje na to, że rzeczywiście jestem głupi) i spróbuję wejść z tym kodem na mecz. O dziwo, mój plan... wypalił. Próbowałem skanować QR kod na bramce tak długo, aż w końcu ochrona stwierdziła, że coś jest nie tak i wpuściła mnie bocznym wejściem. Było to lekkim oszustwem, choć nie czuję się, żebym popełnił coś niemoralnego - w końcu uiściłem opłatę, choć przypadkowo o 500 ISK niżsżą niż powinienem (inna sprawa to to, czy zapłacone przeze mnie 2500 ISK trafiło do Stjarnan, czy może jednak do ÍR).

Obiekt Stjarnan to oczywiście zgodnie z islandzką tradycją nie tylko sam stadion piłkarski, a cały kompleks sportowy, ale tym razem hala nie jest bezpośrednio połączona ze stadionem, a znajduje się bok niego. Wchodząc na stadion, nie sposób nie zobaczyć znajdującej się na jego froncie grafiki, na której znajduje się herb klubu oraz nazwy różnych przeciwników, z którymi Stjarnan potykał się w europejskich pucharach eliminacjach do europejskich pucharów. Wśród wymienionych nazw klubów znajdują się m.in. Inter, Espanyol, Celtic, FC Kopenhaga, Sturm Graz... no i oczywiście Lech Poznań. Chyba wszyscy pamiętamy wyczyn Poznaniaków, którzy w 2014 roku odpadli w dwumeczu z drużyną, w której kadrze znajdowało się tylko 4 graczy na profesjonalnym kontrakcie (!). W tamtym dwumeczu Lech najpierw przegrał 0:1 na wyjeździe, a następnie u siebie jedynie zremisował bezbramkowo. I co ciekawe, pierwszy mecz odbył się właśnie tutaj, w Garðabær, na skromnym obiekcie Samsungvöllurinn. O ile więc w przypadku mojej pielgrzymki do Dudelange była ona nieco symboliczna, bo mecz F91 - Legia odbył się w rzeczywistości na stadionie w mieście Luxembourg, o tyle tym razem rzeczywiście dotarłem do Kolebki Futbolu.

A jak owa Kolebka Futbolu się prezentuje? Stadion składa się z jednej trybuny prostej - trybuna ta jest dość kompaktowa, ponieważ zgodnie z różnymi źródłami liczy ona od 900 do 1100 miejsc siedzących (niebieskie krzesełka z całkiem wygodnymi dużymi oparciami). Trybuna jest podniesiona o jakieś 2 metry względem poziomu murawy, co powoduje, że komfort oglądania meczu jest całkiem niezły. Są jednak też elementy, które ten komfort obniżają. Jednym z problemów jest to, że trybuna jest dosyć... płaska. Niewielkie nachylenie trybuny powoduje, że znajdujący się na trybunie ludzie nieco sobie wzajemnie przeszkadzają. Drugim problemem jest zadaszenie - oczywiście, dobrze, że ono jest, jednak jest ono umieszczone dość nisko nad trybuną (co akurat obiektywnie nie obniża widoczności, jedynie powoduje pewien podświadomy dyskomfort i pogarsza akustykę), a na dodatek jest ono wsparte na szeregu wąskich filarów (które już rzeczywiście przesłaniają boisko).

Poza tym, na stadionie standardowo znajduje się sztuczna murawa, a także niezbyt imponujące sztuczne oświetlenie. Co prawda tym razem jego moc należało uznać za wystarczającą (inaczej niż choćby na wczorajszym meczu Fram), ale za to maszty oświetleniowe były wyjątkowo niskie. Pod koniec meczu było bardzo zabawne, gdy wybijane w górę świece na moment znikały z radaru, ponieważ piłka znajdowała się powyżej zasięgu jupiterków. Poza tym, na stadionie na wysokości linii środkowej znajduje się sporej wielkości telebim (który znajdował się na tyle nisko, że cały czas był przesłaniany przez kamerzystę i/lub sędziego technicznego), a w narożniku znajdowała się chyba stara tablica wyników, którą wykorzystywano jedynie do prezentowania czasu. Ale nie czasu meczu, a po prostu czasu... tzn. czasu urzędowego obowiązującego na Islandii.

Atmosfera
 
 

Po oszukańczym wejściu na stadion oczywiście zainteresowałem się pamiątkami - i tym razem, biorąc pod uwagę legendę, jaką owiany jest Stjarnan, nie chciałem oszczędzać, bo moim celem był zakup szalika i kubka, niezależnie od tego, ile by to kosztowało. Po ustaleniu, że pamiątki są sprzedawane w budce z jedzeniem, poprosiłem tam o szalik (który był cholernie drogi - taniej udało mi się zakupić m.in. oficjalny szalik Superpucharu Europy Real vs Atalanta) oraz spytałem o dostępność kubków (poprosiłem też o dwa kawałki pizzy, ale nie jest to chyba istotne dla relacji). Niestety, ale w ofercie punktu nie było standardowych kubków, na półce stała tylko dziwaczna hybryda kubka termicznego i termosu. Całość była ogromna i wyglądała bardziej jak broń z jakiegoś futurystycznego FPS-a niż jak kubek i ostatecznie nie zdecydowałem się na zakup tego czegoś - nawet nie ze względu na cenę, a ze względu na fakt, że później musiałem jakoś się spakować, żeby wrócić do Polski, podczas gdy mój plecak już teraz ledwo się dopinał (jako prawdziwy polski turysta latam tylko z bagażem podręcznym). Poprzestałem więc na tym, że na innym stoisku kupiłem sobie jakiś napój, dobierając do tego niebieski kartonowy jednorazowy kubeczek z logo klubu. Zwykle nie traktuję tego rodzaju pół-śmieci w kategorii pamiątek, ale w tym przypadku zrobiłem wyjątek i dodałem takie coś do swojej kolekcji kubków (w umownej kategorii misc).

Pomimo dnia roboczego, dzisiejszy mecz przyciągnął publiczność większą niż wynosi oficjalna liczba miejsc siedzących na stadionie. Poza zasiadaniem na krzesełkach, widzowie stali dosyć tłumnie na szczycie trybuny (za ostatnim rzędem krzesełek), a być może także stali na wysokości boiska gdzieś obok trybuny (jako oficjalną pojemność obiektu podaje się liczby od 1300 do 1800 w zależności od umownych założeń co do miejsc stojących). Tym razem kibice na meczu byli stosunkowo żywiołowi, ponieważ dużo krzyczeli, klaskali, gwizdali, w każdym razie cały czas reagowali na wydarzenia boiskowe (wrażenie to potęgował również dość nisko osadzony metalowy dach trybuny, który odbijał wszystkie dźwięki). Raczej nie było dłuższych przyśpiewek, kibice głównie skandowali Stjarnan, Stjarnan!, ale po wczorajszych dwóch piknikach w Reykjaviku to i tak robiło na mnie wrażenie. Na trybunie znajdowała się też osoba z bębnem, która zwykle waliła w niego dość monotonnie, ale dużo zmieniało się w przypadku gdy piłkarze w niebieskich strojach mieli rzut rożny lub rzut wolny z niezłej pozycji. Wtedy bębniarz zmieniał się w perkusistę, a kibice (głównie dzieciaki) skandowali jakieś czterosylabowe sformułowanie, którego nijak nie byłem w stanie rozszyfrować. Można się śmiać, że to kibicowanie jak na siatkówce, ale było to bardzo sympatyczne i aż nagrałem sobie próbkę, żeby ją tu zademonstrować (jakość dźwięku nie jest perfekcyjna, ale zadowalająca):

Na trybunie oczywiście pojawiła się również grupa kibiców gości, którzy zgodnie z umownym standardem zasiedli na lewym skraju trybuny. Mieli oni ze sobą barwy, a nawet i flagę do machania, ale dziś nie przekrzyczeli gospodarzy. Swoją drogą, nie mieli oni dalekego wyjazdu, ponieważ miasto, z którego pochodzą, sąsiaduje z Garðabær.

Mecz
 
 

Dzisiejszy mecz zamykał 1. kolejkę sezonu 2025 Besta Deildin, stąd tradycyjnie, żeby przedstawić sytuację przed dzisiejszym meczem, muszę zajrzeć do tabeli sezonu 2024. Zarówno Stjarnan jak i FH załapały się w zeszłym sezonie do grupy mistrzowskiej, ale nie odegrały tam istotnej roli, bo kwestia mistrzostwa rozegrała się pomiędzy Breiðablikiem a Vikingurem (swoją drogą, w poniedziałek miałem do wyboru obejrzeć mecz Stjarnan lub mecz Vikingura, czyli drużyny która zaledwie miesiąc wcześniej odpadła z LKE z Panathinaikosem dopiero po dogrywce - ale ostatecznie zadziałała magia nazwy Stjarnan). W grupie mistrzowskiej Stjarnan zajął 4. miejsce, a FH miejsce 6. A tak przy okazji, nazwa FH jest skrótem od Fimleikafélag Hafnarfjarðar, choć w kontekście tego klubu często używa się po prostu nazwy miasta z którego pochodzi (Hafnarfjörður). FH również zmierzył się kiedyś z polską drużyną w Europie, a konkretnie w 2006 roku, kiedy został wyeliminowany przez Legię w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów.

Przez pierwszy kwadrans piłkarze Stjarnan byli w totalnym sztosie, raz po raz wjeżdżając pod bramkę FH. Używali oni dość prostych środków, ale długie piłki na wolne pole sprawiały gościom wielką trudność, a dośrodkowania były dobrze dokręcone i zwykle trafiały dokładnie do ich adresatów. Tylko że nie udało się wykorzystać z żadnej z tych sytuacji, a w 17. minucie mało brakowało a to goście wyszliby na prowadzenie. Po ladze do przodu i zgraniu głową jednego z graczy FH, Bragi Karl Bjarkason znalazł się niespodziewanie sam na sam z bramkarzem Stjarnan, ale zdecydował się w tej sytuacji na dziwaczny lob, który nawet nie doleciał do bramki, bo zdążył go przejąć obrońca. Po tej sytuacji gracze Stjarnan nieco się przestraszyli i przestali atakować tak intensywnie... co spowodowało, że sami zostali zepchnięci do defensywy. W 21. minucie FH miało kornera, po którym jeden z graczy gości trafił głową w poprzeczkę. Do końca pierwszej połowy to FH przeważało, gnębiąc Stjarnan głównie groźnymi strzałami sprzed pola karnego. Do przerwy mieliśmy rezultat 0:0.

Nie wspominałem chyba o tym, ale islandzkie słowo Stjarnan oznacza po prostu gwiazdę - i ta gwiazda zaczęła jaśnieć w trakcie drugiej połowy. W 65. minucie gospodarzom udało się wcisnąć gola po dośrodkowaniu Gudmundura Baldvina Nökkvasona (to chyba był on) z rzutu rożnego (w zasadzie ro był to rzut wolny w okolicy narożnika boiska) - w zgromadzonym w polu bramkowym w okolicy długiego słupka tłumie najlepiej odnalazł się Örvar Eggertsson, którego strzał głową najprawdopodobniej przekroczył linię bramkową. Piszę najprawdopodobniej, ponieważ nie widziałem tego dobrze z perspektywy trybuny, a po obejrzeniu kilku powtórek... nadal nie wiem, w którym momencie padł ten gol. W każdym razie, od 65. minuty wynik brzmiał 1:0 dla Stjarnan. 3 minuty później gospodarze podwyższyli - Eggertsson dograł na środek pola karnego do Andri Runara Bjarnasona, który przepuścił piłkę do Benedikta Warena. Waren w tej sytuacji trafił w słupek, ale Bjornason skutecznie dobił piłkę do pustej bramki (Mathias Rosenörn dopiero się podnosił po próbie interwencji przy strzale Warena). Po zdobyciu dwóch goli gospodarze się nieco wycofali, aby bronić swojego prowadzenia. Zostali skarceni w 89. minucie, gdy FH paroma inteligentnymi podaniami rozmontowało defensywę Stjarnan, a Dagur Traustason pokonał z bliska Arniego Snara Ólafssona. W doliczonym czasie FH rzuciło się do ataku, a Stjarnan ograniczyło się do dość rozpaczliwego wybijania piłki, ale wynik nie uległ już zmianie.

next  prev