glownachomikmapatrocinytags
ŁKS Łódź - Piast Gliwice 3:3 (1:3)
11.11.2023 15:00
Stadion Miejski w Łodzi im. Władysława Króla
PKO BP Ekstraklasa
Widzów: 7.921
Cena biletu: 55 zł (normalny, sektor F3)
               

Zgodnie ze swoim postanowieniem, przyjechałem do Łodzi, aby zobaczyć, jak prezentuje się wreszcie ukończony stadion ŁKS-u. Co ciekawe, trzeci raz w tym roku oglądam Ekstraklasę i po raz trzeci w charakterze gości wystąpił Piast Gliwice (nie było to zamierzone).

Dotarcie na mecz
 
 

Do Łodzi wybrałem się Łódzką Koleją Aglomeracyjną, czyli przewoźnikiem, z którego korzystam dość rzadko (o ile dobrze kojarzę, jechałem nim w 2019 roku do Skierniewic, a także jeździłem nim w 2017 roku na trasie Łódź - Zgierz; wszyscy na pewno oczekiwali tych ciekawostek z niecierpliwością). Mój pociąg odjeżdżał o 11:05 ze stacji Warszawa Główna, z której korzystałem po raz pierwszy w swoim życiu. Powkurzałem się trochę na pociągowy automat, w którym zakup biletu był możliwy dopiero tuż przed odjazdem i którego interfejs był skrajnie nieintuicyjny, pośmiałem się z komunikatów na kasownikach wyświetlanych Comic Sansem, a potem oddałem się w pociągu lekturze bardzo ciekawej książki o pięściarzach walczących w niemieckich obozach koncentracyjnych (która to książka przypadkowo wpadła mi w oko w Biedronce między paletami, kiedy stałem w kolejce do kasy). O godzinie 12:16 dojechałem na stację Łódź Fabryczna - co też jest dla mnie czymś nowym, ponieważ do tej pory dojeżdżałem tu jedynie autobusami. Prawdę mówiąc, do tej pory wątpiłem, że te nieliczne wymieniane na rozkładach pociągi rzeczywiście tu dojeżdżają.

Z racji tego, że do pierwszego gwizdka były jeszcze... prawie trzy godziny, wybrałem się na powolny spacer po Łodzi, którego obowiązkowym elementem była ulica Piotrkowska. Klucząc po mieście, w końcu trafiłem w okolice stadionu ŁKS-u. Z bólem serca stwierdziłem, że na swój sposób piękny budynek dworca Łódź Kaliska został niestety zrównany z ziemią (oczywiście, na jego miejscu ma powstać coś nowego), po czym minąłem szpaler policjantów czekających na specjal z kibicami Piasta i zacząłem się kręcić wokół samego stadionu. Udało mi się nawet zrobić z sensownej odległości fotkę autokaru klubowego Piasta (pomimo kluczenia po Łodzi i tak byłem pod stadionem na tyle wcześnie, że udało mi się uchwycić wysiadających z niego piłkarzy Piasta). W końcu, nie mając już nic lepszego do roboty, przeszedłem przez bramki biletowe i zasiadłem na trybunach.

Stadion
 
 

Miałem już kiedyś okazję opisywać na łamach Chomika stadion ŁKS-u, jednak były to jeszcze te czasy, kiedy składał się on z zaledwie jednej trybuny. Był to wówczas naprawdę groteskowy widok, ponieważ obiekt wyglądał dosłownie jakby ktoś wziął kilkunastotysięczny stadion piłkarski i ukroił sobie z niego jedną trybunę prostą. Po Internetach krążyły przeróżne określenia tego obiektu (w wymyślaniu których przodowała oczywiście czerwona strona Łodzi), a mi najbardziej zapadła w pamięć wiata przystankowa przy dworcu Łódź Kaliska.

Śmieszki się jednak skończyły w kwietniu 2022 roku - w końcu, zamiast wyobrażać sobie jak mógłby wyglądać hipotetyczny obiekt, z którego została odkrojona trybuna ŁKS-u, można zobaczyć ten obiekt na własne oczy. Efekty są naprawdę zaskakujące - według mojej subiektywnej opinii przebija on wizualnie stadion na ul. Piłsudskiego, zarówno jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Co więcej, stadion ŁKS-u ma nawet większą pojemność niż obiekt konkurencji - otóż stadion Widzewa liczy 18.018 miejsc, podczas gdy stadion ŁKS-u ma ich więcej... dokładnie o 11 sztuk. Wizualnie w stadionie ŁKS-u jest coś, co sprawia, że wydaje się on istotnie większy niż stadion Widzewa - nie wiem, może to kwestia nachylenia trybun, gęstości rozmieszczenia krzesełek, albo konstrukcji dachu. Podsumowując - w 2017 roku Widzew miał pełnowartościowy stadion i słusznie mógł się śmiać z ŁKS-u, który wówczas dysponował jedynie komicznym fragmentem, ale aktualnie ten się śmieje, kto się śmieje ostatni (abstrahując od tego, czy ŁKS rzeczywiście potrzebuje tak dużego stadionu - jesienią średnia frekwencja na meczach Łodzian wynosiła ok. 10 tys., podczas gdy u tych drugich Łodzian co mecz jest komplet).

Trybuny są pokryte białymi krzesełkami z domieszką krzesełek czerwonych - na trybunach zabramkowych czerwone krzesełka tworzą estetyczny wzorek wyglądający jak aerograf w MS Paint, a na wschodniej trybunie prostej krzesełka tworzą duży napis ŁKS ŁÓDŹ - napis ten został w pewnym sensie przeniesiony z trybuny zachodniej, choć w tamtych zamierzchłych jednotrybunowych czasach był on trochę inaczej ułożony. Z innych ciekawostek, na stadionie znajdują się dwa telebimy pozwalające na wyświetlanie wysokiej jakości treści - wyświetlane tu są reklamy, animacje i oczywiście aktualny wynik... a mimo to, na stadionie znajduje się też nieco bardziej oldschoolowa tablica wyników, która również działa i jest w użytku.

Atmosfera
 
 

Przyznam, że byłem ciekaw, ile tego dnia kibiców pofatyguje się na ŁKS. Dwa tygodnie temu na meczu z Górnikiem Zabrze pojawiło się nieco ponad 8 tysięcy fanów, którzy zostali uraczeni przez swoich piłkarzy wynikiem 0:5. Biorąc to pod uwagę, dzisiejszy wynik (7920 widzów + 1 Chomik) należy chyba ocenić jako jeszcze całkiem niezły. Dzisiejsza frekwencja była również solidnie wzmocniona przez kibiców gości, którzy pojawili się w swoim sektorze (wraz ze zgodą z Jastrzębia Zdroju Jastrzębia-Zdroju) na oko w liczbie co najmniej dwustu. Goście pojawili się na stadionie punktualnie, w momencie pierwszego gwizdka byli już w komplecie na swoim sektorze i mieli rozwinięte wszystkie flagi (m.in. 2 flagi GKS-u i 3 flagi Piasta). Godzinę wcześniej na tyłach stadionu oglądałem ich pochód aleją Unii ze stacji Łódź Kaliska - zaczynał się on od szeregu policjantów w białych kaskach, potem szło paruset kibiców , za nimi znów białe kaski, a całość zamykała jadąca dostojnie policyjna polewaczka.

Z kolei na Galerze w momencie pierwszego gwizdka było jakieś 1000-1500 osób. Wywiesili oni na swoim sektorze szereg flag, m.in. o treści Reprezentacja Łodzi (określenie to jest również częścią oficjalnego ŁKS-owego marketingu klubowego), TROUBLEMAKERS, parę flag ŁKS Łódź i cały szereg pomniejszych flag z różnych lokalizacji takich jak Aleksandrów Łódzki, Żabieniec, Dąbrowa, itp. Z racji tego, że mecz odbywał się 11 listopada, na sektorze wisiał również transparent 105 LAT NIEPODLEGŁOŚCI (z kolei kibice Piasta wywiesili transparent Wielka Polska Niepodległa).

Oczywiście, pierwszą odśpiewaną dzisiaj rzeczą był Mazurek Dąbrowskiego. Następnie kibice ŁKS-u śpiewali dość standardowe rzeczy takie jak Tylko zwycięstwo, ŁKS tylko zwycięstwo!, Hej, ŁKS, ooo!, Hej, eŁKSa, gol!. Jeśli chodzi o dłuższe piosenki, usłyszeliśmy m.in.:

To my, kibice z Łodzi,
wódka nam nie szkodzi!
Za klub, za ŁKS,
pójdziemy aż po życia kres!
... Widzew kurwa, tak jest!


Jesteśmy tu!
By wspierać go!
Dziś wygra znów!
ŁKS Łódź!


Jeden jest klub w Polsce, co tak pięknie w piłkę gra!
Klubem jest ŁKS, fanatyków wiernych ma!
Wyjazd czy u siebie, my wspieramy zawsze Cię!
O, nasz ŁKSie, wygraj dla nas dziś ten mecz!

Kibice ŁKS-u wykazywali się dość dużym zaangażowaniem, jednak kiedy w 38. minucie Michael Ameyaw trafił na 0:3, kibice zostali wyprowadzeni z równowagi (dodatkowo, trzeba przyznać, że Ameyaw, jako były gracz Widzewa, po golu wykonał prowokacyjny gest w stronę kibiców na Galerze). Doping zdominowały wówczas hasła eŁKSa grać, kurwa mać!, czy Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie?, a atmosfera wyraźnie siadła. Przed końcem pierwszej połowy symulujący (a co najmniej przesadnie toczący się po murawie) Jakub Czerwiński został obrzucony piwem przez pikników. Padaka i frustracja na trybunach ciągnęłaby się zapewne aż do końca meczu, jednak gol dla ŁKS-u w ostatniej akcji pierwszej połowy wlał w kibiców nową nadzieję.

I rzeczywiście, w drugiej połowie mieliśmy do czynienia z zupełnie innym obrazem zarówno na boisku jak i na trybunach. Kibice ŁKS-u przez całą drugą połowę wspierali żywiołowo swój zespół, w co bardzo często angażował się również piknik, a atmosfera była naprawdę znakomita. Przy okazji pośpiewano trochę o rywalu zza miedzy (Kto nie skacze ten z Widzewa, czy Jebać Widzew i Ruch Chorzów, hej, hej!), a w pewnym momencie poziom adrenaliny był na tyle wysoki, że zaczęto też raczej niepotrzebnie bluzgać na gości (m.in. Jazda z kurwami, Hej, kurwy, coście tak cicho, czy Piast to kurwa, aeaeao - to ostatnie to już szczyt finezji), na co goście również odpowiedzieli improwizowanymi bluzgami. Poza tym zgrzytem, atmosfera była kapitalna, a po meczu kibice opuszczali stadion w całkiem dobrych nastrojach, pomimo tego, że ten remis niewiele ŁKS-owi dawał.

Mecz
 
 

Nie zanosiło się na spektakularne spotkanie. ŁKS przed tym meczem zajmował ostatnią lokatę w Ekstraklasie, z kolei Piast znajdował się na 11. miejscu (co więcej, tego dnia spotkały się dwie najmniej bramkostrzelne drużyny w całej lidze). Bardzo ciekawy był jednak fakt, że zapowiadało się na to, że dziś któraś z drużyn przełamie tego dnia swoją trwającą od jakiegoś już czasu serię - otóż przed tym meczem ŁKS miał serię 5 kolejnych porażek z rzędu i generalny bilans 2-1-11, z kolei Piast 4 kolejne remisy z rzędu i bilans 2-10-2. Szczególnie seria Piasta stała się wyjątkowa i memiczna, bo jednak seryjne remisowanie jest zjawiskiem bardzo rzadkim, bo dużo trudniejszym niż seryjne przegrywanie lub... wygrywanie.

Od samego początku meczu gra ŁKS-u wyglądała wprost fatalnie. Dla Łodzian sukcesem była wymiana kilku prostych podań, zostali oni zupełnie zdominowani przez Piasta. Po paru ostrzegawczych akcjach gości w końcu nastąpiła 10. minuta, kiedy to Michael Ameyaw bardzo przytomnie zagrał do Damiana Kądziora, a ten strzałem w krótki róg pokonał Aleksandra Bobka (głównie dzięki rykoszetowi od interweniującego Adama Marciniaka). W 20. minucie Piast podwyższył na 2:0 - z rzutu wolnego dośrodkował Kądzior, a głową strzelił Ariel Mosór. W 37. minucie Piast wyprowadził szybką kontrę, podczas której Arkadiusz Pyrka zagrał do Jorge Felixa, a ten wystawił na długi róg do Ameyawa, który z bliska wpakował piłkę do pustaka. Na tablicy widniał wynik 0:3, a ŁKS w tym meczu po prostu nie istniał, został totalnie zezłomowany, skompromitowany przed własną publicznością. I to jeszcze przez byłego gracza Widzewa. Generalnie, dla kibiców nie było już tego dnia żadnej nadziei, poza tą, że ŁKS nie przebije rezultatu sprzed 2 tygodni (0:5 z Górnikiem Zabrze).

Aż nagle nastąpiła ostatnia minuta pierwszej połowy, kiedy to ŁKS wywalczył rzut rożny. Sam korner nie zakończył się większym zagrożeniem, ponieważ piłkarze gości wybili piłkę poza pole karne. Sędzia jednak przerwał grę, ponieważ w zamieszaniu w polu karnym jeden z piłkarzy eŁKSy padł na murawę. Sędzia Raczkowski przerwał grę, udał się do monitorka VAR, po czym... podyktował karnego i ukarał Alexandrosa Katranisa czerwoną kartką. Jak się okazało, kiedy piłka już dawno była skutecznie wybita, Grek z premedytacją i zupełnie niepotrzebnie podstawił nogę Adrienowi Louveau, przewracając go. To była jedna z najbardziej debilnych czerwonych kartek, jakie kiedykolwiek widziałem. Do piłki ustawionej na wapnie podszedł Dani Ramirez i pokonał Frantiska Placha. Był to chyba pierwszy celny strzał ŁKS-u w tym meczu.

Katranis ewidentnie podał ŁKS-owi tlen, ponieważ dwa gole do nadrobienia przy graniu w przewadze przez 45 minut nie brzmi wcale tak abstrakcyjnie. Trener Stokowiec zwietrzył swoją szansę i wymienił dwóch obrońców, za jednego z nich wprowadzając Kaya Tejana (niepotrzebna ciekawostka: to już drugi raz, kiedy widziałem w tym roku Tejana na żywo - wcześniej miało to miejsce... w Maastricht). Tejan na pewno zostanie jednym z moich ulubionych piłkarzy - jest to gracz o dobrych warunkach fizycznych i o znakomitym instynkcie, a jednocześnie totalnie podwórkowy, któremu przy prostym przyjęciu piłka potrafi odbić się od sęka na 5 metrów. Tejan miał swój moment już w 48. minucie, kiedy odważnie odebrał piłkę Czerwińskiemu, wziął na zamach Mosóra i pokonał Placha strzałem w długi róg. W 67. minucie było już 3:3 - po wrzutce Mokrzyckiego z kornera i niepewnej interwencji Placha do bramki władował piłkę Piotr Janczukowicz. NIe wiem, jaki był w ogóle kurs na remis po 38 mintach meczu, ale w każdym razie, remis był faktem. ŁKS atakował dalej, jednak nie udało się już władować czwartego gola. Piast podtrzymał swoją memiczną serię remisów w najbardziej memiczny sposób - remisując mecz, w którym spokojnie prowadził 3:0.

next  prev