glownachomikmapatrocinytags
Zagłębie Sosnowiec - Wisła Płock 1:1 (0:1)
29.07.2023 17:30
ArcelorMittal Park Sosnowiec
Fortuna 1. Liga
Widzów: 4727
Cena biletu: 40 zł (trybuna C)
               

Korzystając z okazji, że w związku z koncertem Rammstein przebywałem tego weekendu na Śląsku w województwie śląskim, postanowiłem wybadać temat nowego stadionu Zagłębia Sosnowiec i wybrać się na I-ligowy szlagier przeciwko Wiśle Płock na pachnącym świeżością ArcelorMittalPark Sosnowiec.

Dotarcie na mecz
 
 

Decyzję o tym, że akurat ten weekend spędzę w województwie śląskim, podjąłem prawie rok temu - na początku września 2022 ogłoszono bowiem harmonogram trasy stadionowej Rammstein, a przede wszystkim informację, że dnia 30.07.2023 DDR-owscy tanzmetalowcy dadzą koncert na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Kupiłem sobie wtedy bilet na to wydarzenie oraz zarezerwowałem nocleg w Katowicach.

Jakieś 10 miesięcy później opublikowano terminarze meczów na sezon 2023/24 i dopiero wtedy mogłem sobie ustalić, co jeszcze mogę w ten weekend robić na Śląsku. Najbardziej kuszącą opcją okazał się odbywający się w sobotę domowy mecz Zagłębia Sosnowiec - tak więc weekend spędziłem zarówno na Śląsku jak i w Zagłębiu (mieszkańcy obydwu tych regionów bardzo pilnują, żeby rozgraniczać to we właściwy sposób). Co prawda odwiedziłem już kiedyś Sosnowiec i byłem tam na meczu Zagłębia (jeśli pisze się bloga o tematyce groundhoppingowej, wracanie do miejsc, w których już się było, jest dość niepraktycznym pomysłem, skoro do opisania jest jeszcze tyle nieodwiedzonych stadionów...), ale w tym przypadku naprawdę było warto powrócić. Zagłębie przeprowadziło się bowiem z wysłużonego Stadionu Ludowego na nowiutki stadion o nazwie ArcelorMittalPark Sosnowiec.

Do Sosnowca przyjechałem pociągiem relacji Terespol - Bohumin (choć wydaje mi się, że tutaj PKP podało tylko nazwę stacji granicznej, a za Bohuminem pociąg korygował szyld i jechał dalej aż do Budapestu). Z ok. 20-minutowym opóźnieniem wsiadłem w pociąg na stacji Warszawa Gdańska, a o godzinie 11:33 również z ok. 20-minutowym opóźnieniem wysiadłem z niego na stacji Sosnowiec Główny. Trochę pozwiedzałem miasto - przeszedłem się głównymi arteriami, obejrzałem z zewnątrz Pałac Dietla, Pałac Schoena, zrobiłem zdjęcia różnego rodzaju grafów Zagłębia... ale upał tego dnia był nie do zniesienia, toteż stosunkowo szybko obrałem kurs na swój hostel (gdzie pierwsze co zrobiłem, to skorzystałem z prysznica). Później udałem się długim spacerem w kierunku Zagłębiowskiego Parku Sportowego, na którego terenie znajduje się nowy stadion Zagłębia. Przyznam, że na mapie dojście wyglądało nieco łatwiej niż w rzeczywistości - najprostsza na mapie droga okazała się nie mieć na pewnym odcinku chodnika (ponieważ prowadziła przez wąski wiadukt), stąd trzeba było nieco pokluczyć po okolicy. Co więcej, stadion znajduje się na całkiem imponującym wzniesieniu, czego również nie było widać na mapie. Oczywiście, nie był to jakiś alpinizm, ale dla mijanych przeze mnie emerytów droga do Parku Zagłębiowskiego nie była lekka.

Stadion
 
 

Nie jestem pewien, jaka jest właściwa nazwa obiektu - poza nazwą ArcelorMittal Park Sosnowiec funkcjonuje również nazwa Zagłębiowski Park Sportowy - ale skoro znalazła się firma, która szarpnęła się i została sponsorem tytularnym stadionu, należy taką postawę uhonorować, stąd, stosuję w relacji przede wszystkim tę pierwszą (dla włodarzy ArcelorMittal na pewno jest to wielki dzień, nie zapomną go nigdy). Stadion jest częścią większego kompleksu, wraz z Areną Sosnowiec oraz Stadionem Zimowym. Wszystko w tym kompleksie pachnie nowością i zostało chyba oddane do użytku w tym roku (na pewno jest to prawda w przypadku stadionu piłkarskiego, a jeśli chodzi o pozostałe obiekty to przyznam, że nie wiem) - wszystko jest tu na tyle nowe, że... infrastruktura wokół obiektów nie jest jeszcze w pełni gotowa, w każdym razie, ja przyszedłem na stadion od strony tej ulicy, która akurat była jednym wielkim placem budowy.

ArcelorMittalPark jest to nowoczesny, kompaktowy obiekt, w zasadzie dokładnie taki, jakie obecnie są stawiane w Polsce. Jest on w pełni zadaszony, a trybuny liczą 11.600 miejsc siedzących, w kolorach białym, czerwonym, zielonym i sporadycznie czarnym. Na jednej z trybun białe krzesełka (z cienkimi konturami utworzonymi z czarnych krzesełek) tworzą na czerwonym tle napis SOSNOWIEC. Swoją drogą, należy podkreślić, że w Sosnowcu wykazano się dość dużym rigczem jeśli chodzi o zaplanowanie pojemności stadionu. Wydaje mi się, że to sam prezes Zagłębia powiedział w wywiadzie, że lepiej jest wybudować mniejszy obiekt, gdzie parę razy w roku może zabraknąć biletów na mecz, niż taki, którego średnie zapełnienie wynosiłoby jakieś 25%. I właśnie taki mniejszy obiekt tu powstał.

Jeśli pamięć mnie nie myli, to jak na razie dwa razy zdarzyło się, że mecz na stadionie w Sosnowcu zgromadził komplet widzów - w pierwszym przypadku miało to miejsce na oficjalnym otwarciu stadionu (luty 2023 i wygrana w meczu derbowym z GKS-em Katowice), a drugi przypadek miał miejsce w sierpniu 2023, gdy w play-offach o Ligę Mistrzów Raków Częstochowa zagrał tu mecz przeciwko FC København (co akurat miało miejsce już po relacjonowanym w niniejszym poście meczu). Stadion posiada bowiem kategorię 4 UEFA i można na nim rozgrywać spotkania europejskich pucharów.

Na stadionie znajdują się dwa telebimy, po jednym nad każdą trybuną zabramkową, ale ja chciałbym poruszyć zupełnie inne ciekawostki, które tego dnia wpadły mi na tym obiekcie w oko. Po pierwsze, na meczach Zagłębia stosowana jest dość specyficzna polityka cenowa - mecze podzielone są na trzy kategorie cenowe (light/ medium/ hard), a przypisanie meczu do danej kategorii jest zasadzie w 100% uzależnione od jego atrakcyjności, ale pod względem... kibicowskim. Tak więc, mecz z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (jednym z kandydatów do awansu) znajduje się w najniższej kategorii cenowej, za to do najwyższej kategorii wpadł mecz z... Polonią Warszawa (czyli jednym z faworytów do spadku). Drugą ciekawostką na ArcelorMittal Park jest fakt, że sprzedają tu giętą stadionową. Co prawda, sprzedaż kiełbasy z grilla jest raczej normą na polskich stadionach, ale chyba po raz pierwszy widzę, żeby ktoś dosłownie wpisał w menu słowa gięta stadionowa.

Atmosfera
 
 

Niniejszą sekcję zacznę od tego, jak poszły mi tego dnia łowy materialnych pamiątek z meczu. Na samym początku udałem się do kas biletowych celem pobrania tam biletu w formie materialnej (który zakupiłem przez Internet). Operacja co prawda się udała, ale sam bilet niewiele różnił się od zwykłego paragonu (co oznacza, że w tej kwestii w ciągu ostatnich 6 lat w Sosnowcu akurat niewiele się ruszyło). Następnie udałem się do Zagłębiowskiego FanStore, gdzie kupiłem sobie szalik oraz fajnie wydany program meczowy Zagłębie Gol (który kosztował całe 7 złotych). Wyjątkowo nie poszukiwałem gadżetu, jakim jest kubek, ponieważ ten zakupiłem sobie w 2017 roku.

Skoro już jesteśmy przy kubkach, trochę odbiegnę od tematu samej relacji z meczu Zagłębia i z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że w poniedziałek przed powrotem do Warszawy odwiedziłem w Katowicach sklep Strefa Gieksy (no cóż, w przypadku relacji z meczu w Sosnowcu to jest duże odbiegnięcie od tematu) i kupiłem tam zaległy kubek GKS-u. Pomimo tego, że byłem na meczach Gieksy dwukrotnie (w 2017 oraz w 2022 roku), ani razu nie udało mi się wówczas kupić tego cennego gadżetu.

Wracając do relacji z Sosnowca, dzisiejszy mecz przyciągnął na stadion 4727 kibiców, co jest bardzo przyzwoitą liczbą - choć oczywiście nie jest to komplet jak w meczu otwarcia. W młynie gospodarzy znajdowało się coś między kilkuset a tysiącem kibiców, którzy wywiesili na płocie szereg flag, m.in. PDW, Zagłębiacy, flagę Legii, a także flagi różnych miejscowości z obszaru Zagłębia: Olkusz, Czeladź, Będzin, Dąbrowa Górnicza, Wojkowice (kojarzy mi się, że widziałem chyba również Łazy, ale jakoś nie mogę tego znaleźć na zdjęciach). Przed meczem wszyscy kibice na trybunach podnieśli szaliki i odśpiewali dość chwytliwy klubowy hymn, dodatkowo wyświetlany również na telebimie.

Kibice gospodarzy przez cały mecz prowadzili bardzo dobry doping. Zaczęto od dosyć standardowego Tylko zwycięstwo!, potem w repertuarze były m.in. Zagłębie to duma i sława..., chwytliwa piosenka Czerwień, Zieleń! Do tego Biel! Barwy regionu, tylko Zagłębie!, ale przede wszystkim charakterystyczne dla Sosnowca Oooo, Zagłębie! Oooo, Sosnowiec!. Co ciekawe, kibice nie przerwali dopingu nawet w momencie, gdy goście strzelili gola z karnego. Kibice pozdrowili swoje zgody, czyli oczywiście Legię, a także BKS Stal Bielsko, Olimpię Elbląg, Czuwaj Przemyśl oraz... Slavię Praha (przyznam, że nie byłem świadomy istnienia tej zgody). Raz na jakiś czas aktywizowano również kibiców na pikniku, krzycząc dość standardowe rzeczy takie jak Kto wygra mecz?. Wychodziło to dużo lepiej niż w przypadku Stadionu Ludowego, gdzie odległość młyna od pikniku wynosiła jakieś dobre 100 metrów, stąd parę razy udało się odśpiewać na dwie trybuny nawet jakieś dłuższe piosenki.

Kibice gości stawili się w swoim sektorze w liczbie kilkudziesięciu - mieli oni z sobą jedną flagę Nadwiślańscy Wojownicy i generalnie przez większość czasu byli oni z mojego sektora niesłyszalni. Raz udało mi się wychwycić, że śpiewali Szlachta z Mazowsza! oraz pozdrawiali Stomil Olsztyn. Co ciekawe, pomiędzy kibicami obydwu drużyn nie było żadnych werbalnych zaczepek - dopiero gdy pod koniec meczu w wyniku interwencji VAR długo świętowana zwycięska bramka dla Zagłębia zostałą anulowana, atmosfera nieco się podgrzała i kibice wzajemnie się nieco powyzywali. Gospodarze byli w tym nieco bardziej finezyjni, ponieważ zaśpiewali m.in. pioseneczkę Od najmłodszych lat dotykał Cię brat... (na wszelki wypadek zachowałem w pisowni formę grzecznościową Cię).

Mecz
 
 

Biorąc pod uwagę, że dzisiejszy mecz był meczem 2. kolejki, nie ma chyba większego sensu przedstawiać sytuacji w tabeli obydwu drużyn po tej zaledwie jednej kolejce - lepiej już chyba podsumować poprzedni sezon. Zagłębie poprzedni sezon zakończyło w środku stawki Fortuna 1. Ligi, prawie że w równej odległości od strefy barażowej oraz strefy spadkowej. Aspiracje Sosnowiczan w tym sezonie są całkiem wysokie, czego znakiem jest m.in. sprowadzenie do drużyny samego Joela Valencii (którego zaprezentowano na okładce programu meczowego). Z kolei Wisła Płock poprzedni sezon spędziła w Ekstraklasie, plasując się po 8 kolejkach nawet na fotelu lidera - ale jak dobrze wiemy, sezon ten zakończył się dla nich spadkiem, czym Płocczanie pobili chyba jakiś totalnie absurdalny rekord.

Mecz od samego początku był dość wyrównany, żeby nie powiedzieć - dla koneserów. Widowisko rozruszało się nam dopiero w 27. minucie, za sprawą gości -po akcji prawym skrzydłem David Niepsuj zagrał piłkę w pole karne do Łukasza Sekulskiego, a ten został w raczej niegroźnej sytuacji nadepnięty na stopę przez interweniującego Ołeksija Bykowa, co zakończyło się rzutem karnym dla Nafciarzy. Jedenastkę strzałem w lewy dolny róg wykorzystał Mateusz Szwoch - Mateusz Kos wyczuł co prawda intencje strzelca, ale strzał był zbyt dobrze wymierzony, by golkiper Zagłębia sięgnął tej piłki. Do końca pierwszej połowy obydwa zespoły wyprowadziły po parę akcji, zakończonych strzałami Kamila Bilińskiego po stronie gospodarzy oraz Nikoli Srećkovicia po stronie gości, ale do przerwy utrzymał się wynik 0:1.

W drugiej połowie piłkarze Zagłębia wyrównali stan gry. W 61. minucie z rzutu wolnego wrzucał Adrian Troć - żaden z wyskakujących do piłki graczy nie sięgnął jej, jednak całe to zamieszanie na tyle zmyliło stojącego w bramce Krzysztofa Kamińskiego, że ten nie chwycił poprawnie piłki, a odbił ją. Tam z bliska do bramki wbił ją Ołeksij Bykow, rehabilitując się za ten dość frajersko sprokurowany rzut karny z pierwszej połowy meczu. Od tej pory gospodarze złapali rytm i zaczęli cisnąć przyjezdnych. W 66. minucie Valencia przytomnym zagraniem na dobieg doprowadził do sytuacji, w której Kamiński wybronił z bliska kolejno strzały Konrada Wrzesińskiego i Kamila Bilińskiego. W 84. minucie Ekwadorczyk popisał się kolejnym dobrym zagraniem - wrzucił w pole karne, a tam z najbliższej odległości piłkę do bramki wepchnął Maksymilian Rozwandowicz. Piłkarze Zagłębia długo cieszyli się, mieliśmy okazję zobaczyć stadionowy pokaz świateł, pokrzyczeliśmy sobie nazwisko strzelca, ale wznowienie gry ze środka boiska niestety przedłużało się. Ostatecznie po dłuższej analizie VAR okazało się, że gol został unieważniony, ponieważ Rozwandowicz był w tej akcji na spalonym. Cała akcja została co prawda rozegrana bardzo dobrze i w tempo, ale pomiędzy zagraniem Valencii a strzałem dotknięciem piłki przez Rozwandowicza miało miejsce lekkie trącenie piłki głową przez nabiegającego Dominika Jończego, w trakcie którego Rozwandowicz rzeczywiście był już na spalonym. Mecz zakończył się więc podziałem punktów.

next  prev