 |
MKS Piaseczno - CK Troszyn 1:1 (1:1)
01.04.2023 13:00 13:10
Stadion Miejski w Piasecznie (boczne boisko)
4. liga mazowiecka
Widzów:
100-150
Cena biletu:
- (mecz niebiletowany)
| |
W końcu, przyszedł czas na nieco krótszą podróż - zamiast tułać się po Polsce/Europie, wyruszyłem do Piaseczna. I to nie sam!
| | Dotarcie na mecz |
    |
Dzisiejszy mecz oglądałem wraz z kolegą K., a.k.a. Karczownik (zgodnie z pseudonimem, jaki nadałem mu w relacji z Najjaśniejszej Republiki San Marino). Mieliśmy się jednak spotkać dopiero w Piasecznie, tak więc początek tej sekcji będzie tylko mój. Do Piaseczna dotarłem pociągiem Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Gdańska - Radom, w który wsiadłem o 11:46 na stacji Warszawa Zachodnia. I muszę przyznać, że było to bardzo dziwne doświadczenie. Otóż stacja Warszawa Zachodnia aktualnie jest w przebudowie, tak więc mój pociąg zatrzymywał się na niesławnym peronie 9. Do tej pory nie wiedziałem, czym dokładnie jest ów peron 9., ale w końcu miałem okazję posmakować tego osobiście - otóż jest to peron zastępczy, na który z budynku głównego dworca idzie się... dosłownie ponad kilometr (!). Ogólnie lubię chodzić i lubię też wszelkie osobliwości, dlatego ten surrealistyczny spacer bardzo przypadł mi do gustu... ale z tego co widziałem, inni podróżni byli generalnie mocno wkurzeni.
Kiedy tak stałem na dość improwizowanym peronie 9. stacji Warszawa Zachodnia i patrzyłem z oddali na właściwą stację Warszawa Zachodnia, znikąd pojawił się Ukrainiec, który spytał mnie, czy stąd odjeżdża pociąg do Krakowa (!). Mocno się zdziwiłem tym pytaniem i odpowiedziałem mu po rosyjsku, że jest to peron zastępczy i odjeżdżają stąd tylko pociągi lokalnych relacji. Potem jednak sprawdziłem to na wszelki wypadek w Internecie i.... musiałem za nim biec, a gdy go dogoniłem, wytłumaczyłem mu, że sprawdziłem to w Internetach i ku mojemu zdziwieniu rzeczywiście za dwie godziny odjeżdża stąd pociąg do Krakowa. PKP nie przestaje mnie zaskakiwać.
Bez większych przygód dojechałem punktualnie o 12:12 na stację PKP Piaseczno. Wyszedłem z pociągu i udałem się najbardziej uczęszczaną wydeptaną ścieżką, która zaprowadziła mnie prosto na tory lokalnej kolejki wąskotorowej i tabliczkę z informacją, że jest to Czarny Punkt dla pieszych. Co prawda owe tory aktualnie chyba nie są w użytku i nic po nich nie jeździ, ale nie odbierajmy tej relacji dramatyzmu. Po przejściu kilkunastu metrów torami w końcu dotarłem do właściwego chodnika i udałem się w stronę punktu, w którym miałem się spotkać z K. Owym punktem było Rondo Solidarności, gdzie dostał się autobusem pięć dwa dwa 724. Zbiliśmy pionę ok. godziny 12:40 i udaliśmy się szybkim krokiem na stadion, rozprawiając o tajnikach polskiego futbolu.
| | Stadion |
    |
    |
Stadion Miejski w Piasecznie (lub też GOSiR Piaseczno, od którego swoją nazwę wzięły GOSIRKi Piaseczno) jest to wielofunkcyjny obiekt z bieżnią (niestety), tablicą do wyświetlania wyników oraz częściowo zadaszoną trybuną liczącą w sumie 924 czerwone krzesełka. Stadion może poszczycić się naturalną murawą, dość przystępnie położoną klatką dla gości, osobnym stanowiskiem dla spikera oraz treningowym sztucznym oświetleniem. Ale wiecie co? To wcale nie była arena, na której był rozgrywany dzisiejszy mecz. Z bliżej nieokreślonych powodów dzisiejsze spotkanie odbyło się na boisku bocznym, ze sztuczną murawą. Szkoda, że klub nie poinformował o tym w przedmeczowej zapowiedzi (chyba, że coś przeoczyłem) - i bynajmniej nie była to sytuacja awaryjna, ponieważ na głównej płycie nie było jeszcze nawet namalowanych linii. OK, tak więc w niniejszej sekcji mamy do opisania boisko boczne ze sztuczną murawą. I obawiam się, że pierwsze zdanie praktycznie wyczerpało temat - jest to po prostu boczne boisko ze sztuczną murawą. Nieopodal niego znajduje się dość prosta stalowa trybunka licząca ok. 300 czerwonych krzesełek. Jest ona położona całkiem blisko linii bocznej, brak bieżni to chyba jedyny plus faktu, że mecz odbył się na bocznym. Od boiska oddzielał nas tylko chodnik. I siatka. Całe boisko otoczone jest bowiem wysoką siatką do zbierania piłek, która jeszcze dodatkowo odbierała smak życia przyjemność z oglądania meczu. Na domiar złego, skoro mecz został już zorganizowany na bocznym boisku, nie był on biletowany. Nie przywiozłem więc z Piaseczna żadnej piłkarskiej pamiątki.
A nie, zaraz - technicznie rzecz biorąc, przywiozłem z Piaseczna piłkarską pamiątkę, choć akurat zawdzięczam to tylko i wyłącznie K.
| | Atmosfera |
    |
Dzisiejszy mecz zgromadził w sumie jakieś 150 fanatyków czwartoligowego futbolu. BIorąc pod uwagę niekorzystną aurę (kilka stopni i siąpiący deszcz), nie jest to tak źle. W naszym sektorze zdarzały się pojedyncze przypadki barw klubowych (w formie szalików), ale sami kibice nie byli zbyt fanatyczni - nagradzali udane akcje oklaskami, ale generalnie nic ponad to. Jedynym kibicem, który wyróżnił się w naszym sektorze, był pewien dość styrany pracą na tygodniu (i nietrzeźwy w weekend) jegomość, który głośno komentował wszystkie wydarzenia boiskowe. Najpierw kontestował fakt, że na boisku nie ma Murzyna, od którego chciał akurat wziąć autograf - zapewne chodziło o Ahmeda Ayodeji'ego (swoją drogą, ten Ayodeji nawet z przebitymi blachami jest starszy zarówno ode mnie jak i od K. - spodziewałem się raczej, że jest to jakiś obiecujący junior). Następnie zorientował się, że sędziowie ubrani są na różowo, stąd zaczął wyzywać ich od ciepłych pedałów , szczególnie biegającego wzdłuż naszej linii sędziego asystenta. Po upływie kilkunastu minut meczu jego kompan zorientował się, że ten robi zbyt duży przypał, stąd zorganizował telefonicznie w dyskretny sposób znajomego, który podjechał pod stadion i zabrał przypałowego kibica pod pretekstem dalszego chlania.
Skoro już nasz kibic pojechał na dalsze chlanie, zabrakło mi chyba contentu do tej sekcji. Jak wspomniałem, kibice na trybunie nie byli zbyt fanatyczni i poza tym, że w drugiej połowie coraz częściej krzyczeli różne rzeczy w stronę sędziego (który był dość pobłażliwy dla gości i dość surowy dla gospodarzy - ale ciężko się jakoś przyczepiać, w końcu czwartoligowi piłkarze zasługują na czwartoligowego sędziego) nic więcej się nie działo. Co ciekawe, w niniejszej sekcji mogę wspomnieć co nieco o gościach - otóż goście z Troszyna (gdyby ktoś zastanawiał się, gdzie to jest - jest to wieś nieopodal Ostrołęki) stawili się w liczbie kilkunastu osób w swoim sektorze. Nie prowadzili oni co prawda zorganizowanego dopingu, ale nosili na sobie dumnie barwy Klubu, a gola dla gości nagrodzili brawami i nawet jakimś okrzykiem. W każdym razie, miło, że przyjechali - takie pozytywne oddanie to sól polskiej piłki regionalnej.
A, jak już wspomniałem, z tego meczu udało mi się przywieźć piłkarską pamiątkę. Zawdzięczam to jednak jedynie K., który kilka dni wcześniej zwiedzał we Włoszech miasto Bari i odwiedził sklep klubowy legendarnego klubu z Serie B. Zakupił tam proporczyk, który przekazał mi przed meczem. Biorąc pod uwagę, jak niewiele się tego dnia działo, być może był to najbardziej dostojny akcent tego meczu, jeśli chodzi o atmosferę na trybunach.
| | Mecz |
    |
Mecz rozpoczął się z około 8-minutowym opóźnieniem; niby to niewiele, ale stanowiło to dla mnie i K. pewien problem, ponieważ musieliśmy wydostać się z Piaseczna o określonej godzinie, przez co opuściliśmy stadion w ok. 90. minucie, tracąc doliczony czas. Na szczęście, w doliczonym czasie nic ciekawego się już chyba nie wydarzyło, w każdym razie, wynik nie uległ zmianie.
A co w regulaminowym czasie gry? Ogólnie mecz zapowiadał się całkiem ciekawie, ponieważ MKS Piaseczno to drużyna z górnej połówki tabeli, która w zeszłym sezonie omal nie awansowała do III ligi (przegrywając ostatecznie baraż z Mławianką), z kolei drużyna z Troszyna zajmowała przed tym meczem trzecią lokatę w lidze. Jeśli ktoś zastanawia się, co kryje się za literkami CK w nazwie drużyny gości - oczywiście cesarsko-królewski otóż chodzi o... Centrum Kultury . Swoją drogą, ten MKS w nazwie drużyny gospodarzy też jest nieco zaskakujący, ponieważ M wcale nie oznacza Miejskiego , a Młodzieżowy . OK, skoro już kącik ciekawostek mamy za sobą, można omówić właściwy mecz.
Pierwsza połowa wyglądała całkiem nieźle - obydwie drużyny grały dość ciekawie i kombinacyjnie, mało było bezmyślnego pałowania, a dużo wyprowadzania piłki od własnej bramki. Choć w 5. minucie goście akurat przekombinowali, bo stoper Kamionowski stracił piłkę we własnym polu karnym (!) na rzecz Piekuta - napastnik MKS-u oddał strzał w stronę dłuższego słupka, ale trafił dokładnie w słupek i nie otworzył wyniku. Wynik otworzył natomiast Maciej Nalej (były gracz m.in. Unii Skierniewice), który dostał piłkę na prawym skrzydle, wymanewrował trzech obrońców i świetnym strzałem przy krótkim słupku pokonał Subczyńskiego. W 22. minucie po ciekawej kombinacyjnej akcji i bardzo inteligentnym podaniu Mariusza Wierzbowskiego (niegdyś Polonia Warszawa) w sam na sam z bramkarzem znalazł się Matusiak. Minął on Palamara (bramkarz MKS-u) podcinką, a następnie dośrodkował spod linii końcowej (lub też próbował strzelać), ale nabiegający Tyska (chyba on) nie sięgnął tej piłki. W 41. minucie goście jednak dopięli swego - Majkowski otrzymał piłkę od Tyski, wbiegł w pole karne, wymanewrował obrońców i z bliska pokonał Palamara. Do przerwy było 1:1.
Druga połowa była bardziej chaotyczna - dużo było kopania do nikogo, na aut oraz w piszczele. Sędzia był zaś bardzo niekonsekwentny w odgwizdywaniu przewinień oraz wlepianiu kartek i generalnie wyglądało to tak, jakby sprzyjał gościom. Być może nie chciał sprawiać wrażenia, że ugina się pod presją dziadków wykrzykujących swoje podpowiedzi z trybuny. Jeszcze w pierwszej połowie, kiedy mecz był bardziej płynny, arbiter zaimponował mi takim marciniakowym zarządzaniem meczem - kiedy jeden z graczy po gwizdku złapał piłkę i nie chciał jej oddać przeciwnikom (jak mnie to zawsze wkurwia), sędzia podpowiedział mu wprost ej, masz kartkę, uciekaj stąd! . W drugiej połowie arbiter obniżył swój poziom, zupełnie jak piłkarze.
Co nie oznacza, że nie mieliśmy akcji. W 51. minucie Nalej zagrał bardzo dobrą piłkę w pole karne do Piekuta, ale ten przegrał pojedynek sam na sam z Subczyńskim, dodatkowo go w tej sytuacji faulując, co sędzia nagrodził żółtą kartką. W 55. minucie odbita od jednego z obrońców MKS-u piłka nieco przypadkowo trafiła w pole karne do Matusiaka, ale jego strzał dobrze obronił Palamar. W 69. minucie Nalej dograł w pole karne do Folwarskiego, a ten oddał niecelny strzał już po gwizdku, ponieważ sędzia asystent zasygnalizował spalonego. Oczywiście został za to ukarany żółtą kartą, jakżeby inaczej. W 87. minucie miała miejsce ostatnia groźna akcja meczu (o ile nic się nie wydarzyło w doliczonym czasie), a konkretnie wyprowadzili ją goście. Piłkę w pole karne do Jose Marii Juniora Moreno zagrał Łuczyk, a Kolumbijczyk podryblował trochę w polu karnym i oddał strzał, który po rykoszecie trafił w słupek bramki gospodarzy. Wynik nie uległ już zmianie.
|
| |
| |
  
|
|